Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

04.02.2015 17:05

Jazda na kiblu.

..pięcdziesiątka na pierwsze moto, czyli skuterprowokacja...

    Jeżdżę codziennie w pracy samochodem dostawczym po wąskich, polskich drogach. W sezonie miotam się z nożem w zębach na szczerzącym kły czarnym litrze. Z definicji powinienem nienawidziec plątających się pod kołami kiblasów.

    Jest jednak inaczej....

    Miałem już zakończyc moją serię o ''Przygotowaniach'', ale jak zwykle jest temacik. Co się odwlecze, to nie uciecze. A ja zajmę się dziś tematem skuterów. Wasze wpisy i komentarze częto inspirują mnie do wynurzeń. Chciałem to zrobic pod postem nowicjusza125, lecz komentarz wyszedł nieco za długi. Szybka decyzja, że go trochę jeszczę rozwinę, odpalam lapciaka i korzystam z możliwości swobodnego prawa do wypowiedzi. W temacie ''co ja tak naprawdę sądzę o skuterach, czy też kiblach i jeżdżących nimi skuterzystach bez rękawiczek''. Obserwuje ich teraz bacznie zza kierownicy dostawczaka, bo żadne inne jednoślady z napędem silnikowym już tu nie jeżdżą, więc nie ma za bardzo na co patrzec. O których gdzieś tam, coś tam już kiedyś napomykałem.

    Skuterki dzielę sobie dla ułatienia na dwie kategorie. Jedna to dla mnie chińskie dwusuwy, piecdziesiątki(odblokowane lub nie) druga to czterosuwy o pojemności ponad 125cm i ogólnie maxiskutery.

    Jeśli chodzi o skuterzystów to zauważyłem dwie największe grupy. Pierwsza to zwykle młodzi ludzie, którzy pasjonuja się motocyklizmem i tuningują swoje maszyny montując w nich racingowe technologie. Tak naprawdę to w dużej części przyszli motocyklisci. Druga grupa to bezrefleksyjni kierowcy, którzy jeżdżą skutem, bo jest tanio. Motocyklizm mają w dupie, a swoich pojazdów nawet nie myją. To zwykle ludzie starsi i jak to mawiał Kazik... z tych względów zainteresowania nie warci :)

     Gdybym musiał dojeżdżac dziennie 25 kilometrów do pracy przez miasto już dawno miałbym skuter. Nie jeżdziłbym Zetem, bo taka jazda go zwyczajnie wkurwia. Nie jest to Dukat z dużą fałdwójką, który szarpie łańcuchem, ale mimo to nie miałbym z tego żadnej przyjemności. Do tego oszczędzając rok,dwa na paliwie i eksploatacji miałbym skuter gratis. Oczywiscie nie kupiłbym małej pięcdzieśiątki, która stoi w promocji przy kasie w saloniku prasowym Kolportera. Nie kupiłbym także maxiskutera powyżej 300cc, bo na miasto jest trochę za duży. Żeby sprawnie śmigac w mieście i zostawiac na światłach puszki w tylnym lusterku 300cc wg mnie jest idealna. W korku skuter o takiej pojemności, we wprawnych rękach potrafi na prawdę dużo. Zeta oczywiście bym nie sprzedał, dalej by służył, jak służy. Szkoda, żeby stał pod robotą i deszcz na niego padał. On jest do czegoś innego.

     Jednak jest tak, że wielu motocyklistów nie znosi skuterów. Rozumiem to. Kiedy środkiem drogi wlecze się kopcąca pięcdziesiątka, za którą sunie bezradny TIR ciągnąc za soba wianuszek osobówek, można się naprawdę wkurwic.

     Ja mam na szczęście fajne wspomnienia związane ze skuterkami, które pozwalają mi patrzec na nie z odrobiną sympatii. Oprócz motorynki Romet, to niebieski skuter w 2006 roku był moim pierwszym kontaktem z motocyklizmem zza kierownicy. Latałem z kumplem na Cezecie jako plecak, lata do tyłu, ale za kierą usiadlem dopiero na skuterze.

     Wszyscy myslą o tym co będzie najlepsze na pierwsze moto. Pięcsetka starczy Ci na tydzień, sześcsetki nie opłaca się kupowac, bo się szybko znudzi, siedemsetpięcdzieśiąt niby spoko, ale słaby poszan na dzielni a liter będzie ideałem, ale tylko jak nie będzie się odkręcac. Dla mnie wybór był prosty - pięcdziesiątka na pierwsze moto. Stał w szopie, więc go obudziłem i nieodblokowanym wyjechałem na ulice. Jechałem 45 na godzinę. Babcie na rowerach mnie wyprzedzały i furgonetki z pieczywem spychały mnie do rowów. Dzieci rzucały we mnie patykami, a gęsi wydziubywały mi wentyle z kół podczas jazdy. Po tygodniu nie wytrzymałem i go w końcu odblokowałem, wreszcie zacząłem latac 70 na godzinę. Pędziłem tak nie mając na sobie żadnej odzieży ochronnej, wyprzedzałem kolarzówki i rowery górskie, a moją głowę pełną marzeń o motocyklach chronił jedynie kask chińskiej marki Awina za  dwanaście groszy......

     Ale nie wstydziłem się nigdy, że jeżdżę na kiblu. Cieszyłem się, że go w końcu uruchomiłem i mam czym jeżdzic przed zdaniem prawka. Cwiczyłem Incą 50 i uczyłem się motopsychologii ulicznej. Strasznie mi się spodobała idea automatycznej przekładni pasowej. Wygodnie bez redukcji śmigasz między puszkami. Jeżdziłem przez trzy miesiące, polerowałem fele i psikałem plastiki plakiem. Zmieniłem olej w zbiorniczku na lepszy, żeby nie zatrzec od razu pompy olejowej, bo stał dwa lata przysypany krzesłami ogrodwymi z Obi. Lubiałem go odpalac z kopniaka do tego stopnia, że jeżdziłem na akumulatorze który był z 2009 roku, a umarł gdzieś dawno koło 2011. :) Po godzinie kręcenia ósemek ładował się na tyle, że świeciły światła i można było go odpalic z rozrusznika ze dwa razy. Co ciekawe znajomy z pracy (który na co dzień jeżdzi solówką-chłodnią) odkupił go ode mnie z tym zmasakrowanym akumulatorem i potem dojeżdżał do pracy. Czasem widzę latem tą Incę jak stoi na placu pod wiatą. Już z nową baterią :)

     Fajny jest ten wpis o rockersach i modsach z tym zdjęciem sklepu, które tak bardzo mi przypomina Londyn. Kiedyś ludzie widzieli większy sens w łączeniu się w grupy, tworzyli subkultury na wielką skalę. Znaki naszych czasów są zgoła inne. Żyjemy szybko, pośród zabudowań globalniej wioski. Wszystko jest w zasiegu palców, na ekranie. Nie ma już takiej potrzeby spotykac się z innymi ludżmi za często. Można spokojnie usiąśc jak co wieczór przed telewizorem, otworzyc butelkę i się napierdolic. Albo rzucic jakimś hejtem na forum. Nie trzeba przecież nigdzie wychodzic.

     Jak pewnie zauważyliście skuter w Polsce nie ma mody. Nie ma głębszej ideologii. W dużym mieście może gdzieś przemknąc manager w garniaku na jakiejs drogiej zabaweczce, taki współczesny powiedzmy Mods.  U nas skuter jest głównie synonimem motoryzacyjnej taniochy. Albo motocyklisty migrującego po wypadku na mniejszą pojemnośc. Fajnie by było, jakby się to wreszcie zmieniło i na naszych ulicach zaroiło się od szybkich markowych rollerów. Bo zajebiście się na nich jeżdzi. Co do Rockersów, jakoś kojarzą mi sie z rockiem, no to chyba najbliżej im do nich naszym chopperowcom. Czyli - Rockersi zawsze gdzieś tam przetrwają!

     Jeżdziłem jeszcze w swojej karierze skuterzysty Yamahą T-maxem 530, BMW C650GT i BMW C600 Sport no i PGO 150 G-max.

     Podczas przelotu na GT-ku prędkościomierz na autostradzie A4 wskazał mi 189km/h na lekkiej górce. Do tego jechalismy w grupie i na ciasnej rampie autostradowej udało mi się opierdolic na tym skuterze dwóch gości na motocyklach, którzy jechali przede mną. Siedzieli na mocnych litrowych testówkach, których nie znali. Nie znali też okolicy na której ja dotknąłem oponą każdego pora szarego asfaltu setki razy. Śmignąłem tylko między nimi jak jaskółka :) Czułem się na tym maxiskuterze bardzo pewnie nie musiałem zmieniac biegów, tylko skupiałem się na jeżdzie, pod obiema dłońmi mając klamki bardzo mocnych hamulców. Super się śmigało, polecam wypróbowac podczas jakiś jazd testowych. Naprawdę odczuwalnie przyspieszają. Wysoka szyba i owiewki dobrze chronia przed wiatrem i deszczem. Ale to nie test tylko moje refleksje...

     Poza tym ta jazda ujawniła też pewna dodatkowa zdolnośc maxiskuterów. Zapytałem o to kumpla, który kiedyś maxa posiadał. Myślalem, że mnie wyśmieje, ale co tam, więc walę prosto z mostu: stary, taki skuter to by można wyposażyc w kufry i pojechac sobie na wakacje do Chorwacji. On spojrzał na mnie poważnie i mówi: no i to jest jedyne ich przeznaczenie, jakie widzę...bo do miasta są mi za duże i zbyt zrywne, wiesz jak...ja sprzedałem swojego.

     Teraz w pażdzierniku jak byłem z Agą na wakacjach na Cyprze wypożyczyliśmy tam skuter tajwańskiej marki PGO, która kiedyś współpracowała z Piaggio, stąd nazwa:) Pojemnośc skutera 150, model G-max. Sprzęt ten z dużym kufrem i nami na pokładzie był stanowczo za słaby. Poza tym za mały i ciasny. Monotonna jazda autostradą z prędkością 110-120 na godzinę nieco nużyła na dłuższą metę. Do tego był ''wiotki''.Nie wiem jak by się spisał, gdybym jechał solo i bez kufra, może ciut lepiej. Myślę, że Kawasaki J300 było by na tamten czas słusznym wyborem :)

     Nie kupuję jednak na razie skutera :). Chciałbym się przejechac Aprilią SRV 850 i zobaczyc jak w skutersze pracuje 76 koni i 76 niutków w dwucylindrowym silniku wielkości pieca z TDM-y, ale raczej się na to nie zanosi na razie. Albo dużym Burgmanem, jednym z prekursorów gatunku - to już bardziej realne.

     Więc na koniec powtórzę mądre słowa, które usłyszałem kiedyś od znajomego....ja kocham wszystkie motocykle. Identyfikuję się z tym stwierdzeniem.

     Tyle w temacie. Nie przepadam za nacpanymi tedeikami o trzeciej nad ranem pod nocnym klubem, pijanymi rowerzystami i wyjeżdżającymi z pola wprost na drogę ciągnikami rolniczymi, ale do kibelków nic nie mam. Na wielu siedzą pewnie przyszli motocykliści, którzy niczym innym nie mogą na razie jeżdzic, a z którymi byc może minę się kiedyś w trasie na poważnych sprzętach.

    Złośliwi recenzenci pisali po premierze mojego Zeta, że jego przód i nisko zawieszona lampa wyglądają jak ze chińskiego skutera na sterydach. Może dlatego skuterzyści czasami się mylą i machają do mnie lewą w górze.

     Odmachuje zawsze.

Komentarze : 8
2015-02-08 11:05:29 Skuterocyklista

Skuter chroni przed deszczem i wiatrem, ale w chłodniejsze dni wcale nie musi być na nim cieplej niż na motocyklu. W moto bowiem silnik grzeje nogi, a w skuterze jest zasłonięty owiewkami. Są "kibelki" z ogrzewaniem, ale po pierwsze to nieliczne egzemplarze, a po drugie przy mniejszych pojemnościach efektywność takiego ogrzewania jest słaba, chyba że dodatkowo zastosuje się motokoc.
I jeszcze jedno: moto ma większe koła od skutera i siłą rzeczy będzie bardziej stabilne i komfortowo. Mam okazję jeździć obydwoma i na niejednym "łbie", gdzie skuter podskakuje i się trzęsie, moto niczym rower przejeżdża niewzruszony.
Obecnie zastanawiam się nad Hondą NC700/750. Wersja skuterowa Integra jest za droga, ale do motocykli z serii S czy X można dokupić dodatkowe ochraniacze na nogi i stopy. W połączeniu ze schowkiem w baku i dodatkowym kufrem taki sprzęt w niczym nie będzie ustępował skuterom, jeśli chodzi o bagaż.

2015-02-06 09:07:09 Scooterman

Długie lata jeździłem motocyklami typu naked 125cc, 150cc i 600cc. Dwa lata temu olśniło mnie i przesiadłem się na skuter 125cc. I tej decyzji nie żałuję, pojazd o wiele praktyczniejszy niż moto. Duży schowek na kask, U-lock i inne pierdoły, owiewki (cieplej), skrzynia automat (w korkach idealna sprawa). Jednym słowem komfort i wygoda - szczególnie na miasto. Do pracy faktycznie zdarzyło mi się jeździć w garniturze. Na moto już nie wrócę. Szukam obecnie mocniejszego skutera 250-300cc.

2015-02-05 19:56:17 józek78

Kiedyś jadąc autem w trójce usłyszałem o pewnym gościu co skuterem jeździł po świecie, zwykłą pięćdziesiątką.
Zainteresował mnie temat i tak znalazłem jego stronę http://www.wyprawyskuterem.pl/.
I tak to jest, liczy się pasja, a nie sprzęt;)

2015-02-05 16:41:28 left 4 dead

odnalazłem fotkę na której zasiadam na kibelku PGO G-Max 150 :) . pod dorobioną warsztatowo frontowiewką widać nalepiony biały pasek. to obowiązkowa tam przednia tablica rejestracyjna :)
kello, nawet się zbytnio nie zainteresowałem jak ze spalaniem maxów. w takim razie rzeczywiście lipa.
fajny jest w ogóle temat z cywilnym ubieraniem się na skuter :) na skucie człowiek czuje się jakoś tak spokojniej i bezpieczniej, choć oczywiście jest to iluzja...

2015-02-05 10:06:42 kello_kello

Miałem klasycznego kibelka Piaggio 50tkę w dwusuwie:
mam najlepsze wspomnienia, bo to były moje pierwsze dwa koła z silnikiem. Kupiłem go mając 26 (!) lat, koledzy z roboty trochę się podśmiewali, ale mi to nie przeszkadzało. Fun był duży! W sezon przejechałem 7kkm, poznałem go od podszewki i wykorzystywałem jego osiągi w 120% :) On zaszczepił we mnie miłość do motocykli i chętnie bym go nie sprzedawał, gdybym miał gdzie go trzymać.
Potem zrobiłem prawko kat. A, kupiłem jak 80% motocyklistó GS500, a po sezonie zmieniłem na maxi skutera Hondę Silver Wing 600...
No i generalnie obecnie znów jeżdzę na moto (GSX600F), bo:
- tak duży skuter nie nadaje się do miasta (rozmiary, waga)
- spalanie 6-7 litrów, czyli jak mocne moto, 0 oszczędności
- 0 przyjemnosci w winklach -> male kola, ciezko sie na nim poskladac
- mimo owiewek i tak nie taka dobra ochrona przed wiatrem i deszczem
- kiepski klimat w Polsce, zeby skorzystac z zalety skutera, jakim jest mozliwosc ubrania sie bardziej cywilnie -> i tak wiekszosc roku jest tak zimno, ze trzeba sie ubrac "po motocyklowemu"
- trudnosc w serwisie (duzo owiewek do zdjecia)
- ogolna nieporecznosc, wielka kobyla byla i tyle

Mam teraz tez dosc ciezkie moto, ale to piorko przy Silver Wing'u. Generalnie duze maxi polecam, ale w trase, dla kogos, kto po prostu to polubi, ten klimat maxi. Jak dla mnie to jednak nie to.
Do miasta natomiast to zdecydowanie cos mniejszego, lzejszego tak do max 300cm3.

2015-02-04 23:02:54 józek78

Ja osobiście nie dzielę użytkowników jednośladów na skuterowców,przyszłych motocyklistów, doszłych i niedoszłych, czoperowców itd. Mijając kogoś na ulicy ciężko stwierdzić co sobą ów człek reprezentuje oceniając tylko jego wygląd i maszynę. Można zestawić tu np. dziadka który kocha swojego komara (znam osobiście takowego, spędza całe dnie zimowe rokładając go na elementy piersze i już gdy tylko sloneczko lepiej zaświeci w marcu, śmiga swoje traski) i lansera z grubym portfelem, ktory niewiele wie nawet o tym co kupił, a że zapłacił sporo to jest przekonany o swojej wartości motocyklowej. Dla mnie liczy się pasja w człowieku, nie ważne czym jeździ, to samo się tyczy aut. Cenie oryginalność w podejściu do motoryzacji, nielubię szarzyzny - diesla w kombi, opla astry, GS'ów i banditów bo jest tego na pęczki ale użytkowników nie oceniam.

2015-02-04 22:29:23 juno

Witam, świetny wpis, ale z kilkoma rzeczami się nie zgodzę, bo kibli nie lubię ;) Po pierwsze, miałem okazję dosiąść Burgmana i wcale mnie nie zachwycił. Po prostu duży skuter, nawet to dobrze nie szło. A co do wyboru pojazdów dla przyszłych motocyklistów, skutery nie są jedyną opcją. Simsony, RS50, TZR i pewnie wiele innych normalnych motocykli :) A chopperowcy i rockersi to moim zdaniem dwie zupełnie różne bajki, mimo możliwych, drobnych podobieństw :)

2015-02-04 21:52:48 józek78

Moja żona ma skuta peugeota 50, czasem jej porywam do sklepiku bo to zacne wozidełko, bardzo poręczne, niesamowicie pakowne i wygodne. Zwyczajnie fajnie się tym jedzie:)

  • Dodaj komentarz