Najnowsze komentarze
DominikNC i Marcin Jan - wielkie d...
Marcin Jan do: archipelag psów
siema, coś z innej mańki, katowic...
DominikNC do: archipelag psów
Zawsze to miło przeczytać relacje ...
captch a właściwie recaptcha uruch...
komentatorek do: archipelag psów
To jest test
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

09.02.2015 20:32

Przygotowania do sezonu - odcinek szósty - ostatni.

...cogito ergo sum...

     Szumnie zapowiedziany przeze mnie tytuł ''Akademia Bezpiecznego Zapierdalania'' niestety tutaj się dziś nie pojawi. Stało się tak dlatego, ponieważ uświadomiłem sobie poniewczasie, żę częśc kontentu, która miała się w nim znależc jest zarezerwowana na inny mój wpis. Zatem nie chcąc kanibalizowac tej treści muszę zrezygnowac z tego tytułu. Za dużo on obiecuje, a poniżej w tekście raczej szału nie będzie. Będzie lepiej na przełomie maja i czerwca. Tytuł '' Akademia..'' na razie trafia do szuflady na czas nieokreślony. Bardziej spostrzegawczy czytelnik od razu zauważy :

      - To jak, nie siadasz już do laptopa i nie piszesz materialu na żywca, prosto z palca?

      - No nie, niezupełnie. Ludzie to jednak czytają, więc zacząłem głębiej zastanawiac się nad tym co chcę przekazac i w jaki sposób. Staram się zatem dostarczyc publikację o możliwie najwyższym jak na swoje skromne umiejętnosci poziomie. Teksty nadal powstają od ręki, lecz posiadam już spisane na kartce główne ich elementy, nośniki wpisu. Resztę dorabiam improwizując. Jednak, jakby nie patrzec..przygotowuję się jakos.

     Uchylę jeszczę nieco rąbka tajemnicy i zdradzę, że tamten post ukaże się w wyżej wymienionym terminie. Dlaczego ? Bo muszę jeszczę trochę popracowac na jego autentycznośc. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, właśnie na przełomie maja i czerwca stanie na moim. W świecie otoczonym fotoradarami, pod czujnymi szklanymi soczewkami videorejestratorów i kamer zawieszonych na semaforach, wtedy uda mi się coś ważnego udowodnic. Wtedy powstanie wpis, który będzie mocny. Mocny jak strzał z tłumika starego gażnikowca po pstryknięciu killswitchem na chwilowo otwartej bez zapłonu przepustnicy. Nazwę go '' Synowie Suki ''

    A tymczasem zakończę ciągnącą się jak spaghetti western serię '' Przygotowań ...''. Jak wspomniałem, żadnych akcesoriów mi już nie przybyło, więc pozostaje tylko skupic się na zimowych przemyśleniach Początkującego Motocyklisty alias Mistrza Prostej Spod Świateł. Zastanowic się co spieprzyłem, jak i dlaczego.

    A sezon się zbliża wielkimi krokami. W przyszłym tygodniu zapowiadają początek odwilży i pare oczek na plusie. Kiedy człowiek siedzi sobie w domciu, w paputkach i z parująca herbatką w dłoniach a za oknem klimatycznie prószy śnieg, bywa o wiele bardziej racjonalny. Przychodzą mu do głowy jakieś spokojne, ciepłe myśli o szacunku do manety i nieodkręcaniu. O spokojnej, prawidłowej jeżdzie w zgodzie z wszystkimi przepisami tego świata. Lecz wiedza minionych lat przeczy nadejściu takich zjawisk. Kiedy bowiem stopnieje śnieżek i zaświeci słoneczko serce zabije mocniej a krew w żyłach zawrze czerwonym ogniem. Nie ma się co oszukiwac.

    Będę odkręcał.

    Z tyłu zaryczą podwójne wydechy. Szeroka opona zamieli w miejscu, a motocyklem lekko zarzuci. Przednie koło wystrzeli do góry. Cyferki zatańczą jak szalone. Ręce rozciągną się jak w koszmarnym śnie. Będę szalał z radosci. Wówczas dobrze by było, gdyby w oknie na poddaszu mijanej kamiennicy, za firanką pojawił się biały duch. Albo jeszcze lepiej, jakby zlazł na dół i siadł ze mną na tylnym siedzeniu. Dla każdego może byc czymś innym, bo każdy myśli inaczej i inaczej postrzega świat inaczej.

     Dla mnie to Przestroga i szczęśliwi Ci, którzy słyszą pod kaskiem jej trwożny szept. Szepta czasem, że masz jeszcze półtorej sekundy, żeby zmienic swoją decyzję. Albo żebyś jeszcze raz pomyślał. Sekunda to bardzo dużo czasu.

    Niebezpieczne sytuacje, do których dopuściłem podczas swojej kariery na motocyklu w większości były spowodowane specyficzną sytuacją i moją ambicją. Tak jak Wam pisałem nie jestem raczej lanserem, który snuje się w ciasnych uliczkach w okół rynku robiąc co chwilę wojownicze przegazówki. Nie stoję oparty nonszalancko o filar w centrum miasta obok stojącego na widoku motocykla. Jak jeżdżę, to jeżdżę i zwykle latam po autostradach albo jakiś zadupiach za miastem.

    Niestety jednak, nie zawsze jestem odporny na prowokacje, wzrok ulicznej widowni, czy też zaproszenie do akcji. Kiedy ktoś mnie obserwuje często włancza się we mnie dusza fightera. Gdy ktoś prowokuje wyścig, zwykle nie potrafię odmówic. Sytuacja z ''Jazdy na Kuli'' to doskonały przykład takich zjawisk. Czy też wyścig, który podjąłem na Bandicie z niebieską beemką, a który skończył się dla mnie mandatem. Innym razem ''ogarniałem'' jakąś narwaną osobówkę i o mało nie przestrzeliłem zakrętu. Albo goniłem się z innym moto i ledwo wyhamowałem. Siedząc teraz wieczorem przy laptopie powód i impuls do takich zachowań wydaje mi się  komicznie nieważny. Wtedy zapewne było inaczej.

    Oczywiście, oprócz grożnych sytuacji było też parę satysfakcjonujących triumfów. Nie zapomnę nigdy, jak na długim zjeżdżie z autostrady dogoniłem i objechałem czarnego ZZR 1400, który starał się za wszelka cenę do tego nie dopuścic. Jak niejednej szybkiej i wściekłej puszce z jakimś baranem za kierownica pokazałem co to znaczy przyspieszenie generowane przez motocykl. Czy dla tych amartorskich małych zwycięstewek warto było się wtedy ścigac? Nie za bardzo. Takie zwycięstwa, udane cufale tylko utrwalają zgubne nawyki i wojownicze przekonania. A to nie jest gierka na konsoli, tu wszystko dzieje się naprawdę. Krew jest prawie brązowa, śmierdzi miedzią i błyskawicznie zasycha. Czasu nie można cofnąc. Tutaj mamy tylko jedno życie.

    Napisałem to wszystko z dużą dozą szczerości, licząc się również z tym, że wielu z Was uzna mnie za osobę nieodpowiedzialną. To zrozumiałe. Jak widzę przelatującego bezpieczną stóweczką sporta na póżnym żółtym w centrum miasta, lub grupkę popierdalających bez wyobrażni nakedów myślę o nich tak samo. Dla mnie skala niebezpieczeństwa na którą oni się godzą jest zupełnie nie do przyjęcia. I to bez żadnych obietnic składanych sobie, ani zbędnych wyrzeczeń. Po prostu pewnego ryzyka nie podejmuję i koniec. Naoglądałem się już rozpierdolonych po poboczach samochodów i rozpaczających kierowców. Są jednak specyficzne sytuacje, nad którymi muszę popracowac, w których mój umysł czasem przysypia. A raczej nad swoimi reakcjami na bodżce stymulujące zanadto moją ambicję. Ruch uliczny to nie wyscig, a miasto to nie tor. Łatwo powiedziec, trudniej wykonac. Bowiem jak tu logicznie pogodzic fun, zapierdalanie, odpowiedzialnośc, niezamulanie, bezpieczeństwo, adrenalinę, prędkośc, dynamikę i całą masę innych motocyklowych zagadnień.

     Podsumowałem poprzednie sezony i wniosek jest oczywisty. Muszę trochę ograniczyc generowane przez siebie samego zagrożenie. Pewnie wielu z Was także. Jak myślicie, skąd się bierze większośc przypadków ''utraty panowania nad jednośladem'', ''wjechaniu nagle na przeciwny pas ruchu'' czy też '' ścięcia zakrętu'' albo " uderzenia w barierę energochłonną na prostym odcinku drogi''. Ja tutaj, na Blogu nie pomstuję na puszkarzy, nie są oni dla mnie większym zagrożeniem. Są przewidywalni. Bardziej zagraża mi moja ambicja i rutyna. Ale nie mogę też powiedziec, że strasznie ryzykowałem, bo aż tak nie było. Nie miałem sytuacji, w których ''ledwo uszłem z życiem''. Ale miałem parę takich sekund, kiedy pomślałem - gdybyś teraz pierdolnął to mogło by byc naprawde kiepsko.

    Pewnie się zastanawiacie, o co temu gościowi w ogóle chodzi? Co to za brednie?

    Tak naprawdę chodzi mi tylko o to żebym nie stał w miejscu i zręcznie pogodził trudne do pogodzenia aspekty motocyklizmu. Chodzi też o to, żeby Poczatkujący Motocyklista kiedyś stał się prawdziwym moto wyjadaczem, a nie rozpierdolił się przeświadczony o swej nieomylności pewnego wieczoru na ulicznej latarni.

    Sezon, który nadchodzi zapowiada się spokojnie i mało ekscytująco. To dobrze i niedobrze zarazem. W poprzednich trzech latach jazdę traktowałem bardziej jak wyzwanie i sport nie dla wszystkich. Wóda i motor są nie dla każdego, często powtarzam.  Byłem w tamtych sezonach zajebiście podjarany i skrajnie czujny. Pierwszy i trzeci sezon, były najlepsze, najwięcej się działo. Drugi był najspokojniejszy...chociaż ?

    W pierwszym zrobiłem prawko. Uruchomiłem skuter, potem zakup i jazda na sześcsecie. Wszystko nowe, świeże pełen odpał. Pierwsze za namową kumpla jazdy testowe na takich sprzętach jak NC 700 czy XJ6. Pierwsza jazda na Harley-u, która wydała mi się pełna motomagii. Trasy do Czech i na Słowację. Rekord prędkości ustanowiony na Bandicie - 225km/h..potem jazda do pierwszego śniegu.

    W drugim wypada trasa do Finlandii, na dwa sprzęty. Potem zmiana moto na czarne stodziesięc koni. Następne jazdy testowe, na wszystkim co się dało i co mi wpadło w ręce. Przelot na niesamowitej Ninji ZX-12R. Pobijam rekord swojej prędkości na BMW K1300S - tym razem wyciskam 280 km/h. W tym sezonie myślę tylko o jednym - szybciej, mocniej, wścieklej.

    Trzeci sezon jest lepszy od drugiego, bo jeszcze szybszy i mocniejszy. Jest szybko i skurwysyńsko wściekle. Kupuję i doposażam Zet Tysiąca. Sprzedaję siedemsetę. Wykonuje parę zajebistych jazd - na Diavelu, albo np. Monsterze 1200. Biję swój poprzedni rekord predkości jadac Hayabusą, tym razem osiągam 320 km/h. Jeżdżę z Agnieszką na Cyprze skuterem w ruchu lewostronnym. Ten sezon wydaje mi się jak dotąd najlepszy.

    Obym się mylił.

    No a teraz, lada chwila zacznie się sezon czwarty. Motocykla zmieniał chyba nie będę, nigdzie specjalnie nie jadę, rekordu predkości nie chcę już pobijac, bo mi już to przeszło. Nie zaglądam już na stronki z lekkimi litrowymi plastikami. Pojąłem już, że to nie jest droga w którą chciałbym się dalej rozwijac. Czyli nuda :) Nie zapowiada się nic szczególnego...

    Dumacie pewnie teraz po jaką cholerę ja Wam to tutaj wszystko wyłożyłem, okraszając z przymrużeniem oka kiepskimi metaforami rodem ze świata pozazmysłowego. Otóż zrobiłem to również dla siebie. Teraz mam takie przemyślenia, po przyszłym sezonie mogę miec już zupełnie inne. Nie chcę o nich zapomniec, bo po dziesiątym może nie będę miał żadnych. Ten Blog poniekąd dokumentuje drogę którą podążam jako motocyklista i czym są uzasadnione moje decyzje. Popełniam błędy. Szukam rozwiązań. Zastanawiam się. Analizuje swoje zmieniające się pod wpływem jeżdżenia upodobania. Nie mam zamiaru nikogo straszyc perspektywami wypadków, oraz niebezpieczeństwem jeżdżenia na motocyklach. Od tego są Ci, którzy na moto nigdy nie siedzieli. Nie chcę też tworzyc wokół motocyklizmu jakiejś mistycznej emo-atmosfery z małymi białymi duszkami, które latają w koło i obiecują mi, że mnie nie zabiją :) bo mnie najbardziej kochają :) ..jak to mawiał do mnie mój kumpel z pracy : ej, jaja sobie robiłem..no, co Ty...na żartach się nie znasz ?

    To by bylo w kwestii przygotowań. Za tydzień pożyczę optymajzer i podłącze akum. Reszta gotowa do zabawy, a ja jak widzicie umilam sobię czas takimi oto przemyśleniami. Seria o ''Przygotowaniach'' dobiegła końca, a mi sprawiło wiele przyjemności jej napisanie. Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem na śmierc. Jeżeli tak, to wybaczcie mi, bo jestem na razie tylko Początkującym Motocyklistą, okrzykniętym tutaj pewnego razu Mistrzem Prostej Spod Świateł.

    Udanego sezonu, który się za momencik zaczyna!!!!

Komentarze : 5
2015-02-12 19:29:41 left 4 dead

rzeczywiście filmik zgniata. nie miałem pojęcie, że ten tunel aerodynamiczny tak ich ciągnie. ogólnie widz nieogarnięty z tematem może nie do końca uzmysłowić sobie tego hardkoru. lecą mega szybko lekkimi sprzętami na cienkich kółkach centy za truckiem. :)
może się wydawać dziwne co teraz napiszę, ale prędkość nie aż tak do końca mnie fascynuje. nie jeżdżę za szybko. jestem jednak fascynatem potężnego momentu obrotowego i samej idei przyspieszania. jak mi się skończy napęd zmienię wielkość zębatek. stracę trochę vmaxa na korzyść przyspieszenia.
aha, ale wcześniej zapiszę się na siłkę i zacznę robić barki :)

2015-02-12 12:53:40 gregor1365

"Będę odwijał', zapierdzielał i wariował ile się da.
Całą swoją historię człowiek dążył do tego żeby być szybszym w każdej dziedzinie. Prędkość upaja niesamowicie, daje poczucie mocy i przede wszystkim frajdy. Taka nasza natura.
W zależności od pojazdu którym się poruszamy prędkość odczuwa się zupełnie inaczej.
Polecam filmik "o dwóch takich co całkiem we łbach im się poprzewracało". Brak jakiejkolwiek ochrony u chłopaków, tunel aerodynamiczny około metr za ciężarówką, brak jakiegokolwiek pola widzenia a co za tym idzie brak możliwości reakcji na asfaltowe niespodzianki- kurde dużo ryzykowali ale jazda była niesamowita.
Polecam.

https://www.youtube.com/watch?v=iO7_Fq56g2c

Najlepsza jazda po 4 min filmiku.

2015-02-10 21:40:50 left 4 dead

pamiętam dobrze zeszły październik, dees. było tak ciepło, że nawet czopery powyjeżdżały. przykro było przeczytać o uszczerbku jaki doznałeś wówczas Ty, małżonka i zacny Blakbird, oraz ta bidulka z Yariski. bezpieczniejszego sezonu pozostaje Wam życzyć.
józek78 podążasz podobnym tokiem rozumowania. dyskretnie bowiem zaglądam na ogłoszenia z pewnymi sześcsetkami. pomysł z dwoma moto podoba mi się od dawna. było nawet przez moment tak, że miałem jednocześnie Bandita i Z750, a potem Z750 i Z1000. trwało to chwilkę, zanim znalazł się kupiec :) jednak motocykle te były w sumie dosyć podobne przeznaczeniem, więc sytuacja ta niczego ciekawego nie wnosiła.
widzę, że założyłeś bloga(nie wiem czy pierwszego, czy któregoś tam) . pozostaje więc czekać na jakiś Twój wpis !
pozdrawiam

2015-02-10 19:33:25 dees

Przemyslenia to myślę że Ci się bardzo wzbogacą po jakims dzwonie ( nie życzę absolutnie) . Tak jak mi się wzbogaciły. ostatnia wycieczka w zeszłym sezonie, ciepły październik. Z żonka, matka mojego dziecka na plecaku na ciężkim litrze ( blackbird ) odbyło się awaryjne hamowanie przed zajeżdżającym drogę Yarisem. Wina kierowniczki Yarisa ale i moja - omijałem kolumnę samochodów w której ktos ustąpił miejsca Yarisowi wyjeżdżającemu z parkingu i gotowe. Szczęśliwie skończyło sie na siniakach małżonki i mocno rozbitym moto - zawiecha przód do wymiany plastiki połamane itp. i to był taki prztyczek od....no wie wiem od kogo , Boga ? Takie pogrożenie palcem...Paręnaście minut wcześniej leciałem dwie paki jakąś obwodnica. Jakby tak wdety coś gdzieś nie tak poszło ? Dotarło do mnie dużo wtedy. Myślę że takie doświadczenie każdemu by się przydało . Teraz moto już poskładane nowy sezon za pasem i myślę że z lekkim cykorem wsiądę na moto i będe sie starał tak jeździć jakby mnie wszyscy na drodze chcieli zabić.

2015-02-09 23:17:14 józek78

Tak to właśnie jest, można sobie obiecywać wiele,można być świadomym ryzyka, ale nie ma ch... zawsze znajdzie się taka chwila, że się odkręci na maksa czy depnie w podłogę. Może być gorszy dzień albo właśnie odwrotnie...jednego dnia można mieć inne zdanie na pewna sprawę rano a inne wieczorem
Jak się przed tym ustrzec?
Można wybierać traski bardziej po zadupiach, jeździć słabszymi sprzętami lub jeździć mniej, raczej słabe rozwiązanie tego problemu to zakup lepszych ciuchów:))ale lepiej je zakładać niż śmigać w sandałach i gaciach.
Myślę sobie też, że dobrym rozwiązaniem jest posiadanie co najmniej dwóch sprzętów w tym jeden taki właśnie słabowity, ale za to lekki i poręczny. Z czasem się okaże, że jest tak zajebiście wygodny i użyteczny, że w przewadze będzie używany. Człowiek się najeździ, często też w użyteczny sposób,mała moc ograniczy momenty głupoty, a jak już naprawdę się zachce coś mocnego to stoi i czeka... Tylko wtedy już się ma respekt po przesiadce z takiej słabizny.
Taki skuter to dobre rozwiązanie, ale musi być mały, bo jak będzie klamot to tylko będzie się kurzył w garażu, może jakiś fajny lekki moto...jest w czym wybierać.

  • Dodaj komentarz