Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

28.03.2014 23:47

Bandit z cofniętym licznikiem.

Mój pierwszy motocykl,temat zawsze kultowy.

   Bandita z cofnietym licznikiem kupiłem pewnego upalnego dnia w sierpniu. Wcześniej jeżdziłem jeszcze na Kawasaki KLE500 z zamiarem kupna. Rozmyśliłem się ponieważ nie czułem sie za pewnie na takim dosyc dużym i wysokim motocyklu. Kawa miała swoje lata, była porysowana i wypłowiała od słońca, widac, że swoje w życiu przeszła. Okazywano jej jednak serce i mechanicznie była bez zarzutu. Ale na tamten czas czułem, że to to nie było to.

   Oglądałem sobie też trochę nowocześniejszych motocykli, na które nie za bardzo mnie było wtedy stac. Największe wrażenie robi na mnie  Kawasaki Z1000 model 2010. Kurwa, jak to wygląda, jak statek kosmiczny :) Postanawiam jednak skupic sie na wymarzonym Bandicie. Roztropnie szukam na razie 600-tki, nauczony na cudzych błędach. Chociaż, co zrozumiałe najchętniej kupiłbym coś 1000+  :)

   No i nagle jest, rocznik 2000, po lifcie, czarny! Niedaleko, w Żorach. Na zdjęciach wygląda obłędnie, tylko jest z nim mały problem. Stoi w komisie wśród aut, a wiem dobrze, że nigdy-przenigdy nie powinienem kupowac motocykla od handlarza. Zwłaszcza jak w tytule pisze:przygotowany do sezonu - igła. (na prawdę tak pisało, jak boga kocham)

    Postanawiam jednak jechac, co tam, to tylko 50 km. Zobaczę sobię. Bandit czeka na mnie na placu. Stoi na centralnej, świeci się jak psu jajca cały wypsikany plakiem i wypolerowany na wysoki połysk. Nie powiem, jest doskonale przygotowany do sprzedaży. Oponki nóweczki jeszcze z chicken-stripami Continental Road Attac 2 (po miesiącu doczytałem się roku produkcji - przód 2006, tył 2008, więc trochę stare i pewnie twarde jak serce Gargamela) Bandyta jest jeszcze wyposażony w czarną owiewkę Puiga, która bardzo do niego pasuje, nadając mu takiego caffe smaczku. Ogon, kierunki, ciężarki i cała reszta wygląda na oryginały. Motocykl sprawia wrażenie zadbanego i dodatkowo dopieszczonego jeszcze przez handlarza.

   Tak więc, jestem już zakochany i przystepuje do dokładniejszych oględzin. Elektryka działa, wszystko świeci. Rama wygląda na prostą, w główce żadnych puków, żadnych stuków, łańcuch dopiero na 1/4 naciągu. Bujam moto, w te i we wte, lagi suche. Odpalam zatem bez ssania. Zimny silnik od razu ochoczo łapie. Z rury nic nie dymi, równiutko i grzecznie pracuje sobie na wolnych obrotach.

   Zerkam zatem na licznik a tam niecałe 19000km. Kurde to trochę mało, jak na dwunastoletni motocykl. Ale tak to już jest, że człowiek w niektóre bajki po prostu chce wierzyc. Marzy, żeby były prawdą. Mimo, że sam jestem handlowcem. Ale no co, przecież motor był sprowadzony z Niemiec, a tam ktoś o niego dbał i mało nim jeżdził. Nie palił przy nim papierosów, pod kocem trzymał...baju,baju.

   Cóz, zauroczenie moje było wtedy głębokie, mimo, że parę aut w życiu kupiłem i sprzedałem. Nasz handlarz jest bardzo miły zaprasza do domu, częstuje herbatą. Stary wyga. Wie, że rzeczy kupuje się oczami, a najgorsza oferta dobrze przedstawiona jest lepsza 1000 razy, niż dobra przedstawiona żle.

   Przemyślałem wszystko i dzwonię do znajomego K. z pytaniem, czy nie podjedzie dzisiaj ze mna obejrzec Bandita. Jezdzi już wiele sezonów na przeróżnych litrach i wie co w trawie piszczy. Zgadza się, zatem jadę po niego do domu i wracamy po Bandita. Po drodze akcja  bankomat, żar się leje z nieba, jak na plaży w Egipcie, jest na prawdę bardzo gorąco. W moim zdezelowanym dieselowskim dostawczku zero klimy. Przepocona kieszeń moich jasnych jeansów wypchana zwitkiem ciężko zarobionych pieniążków, które wypluł kasz maszin, słowem, niepowtarzalny klimat.

   Stoimy więc póżniej ociekając potem na nagrzanym słońcem placu a K. ogląda czarny motocykl. Podoba mu się. Potem jedzie się przejechac. Ja czekam ze zniecierpliwieniem, a ż wróci, bo chcę  kupic tego czrnego Bandita jak jasna cholera. Chce usłyszec pozytywną opinię. K. wraca, gębal mu się śmieje. Może aż za bardzo, za dużo było entuzjazmu. Gośc był fachura i wyczuł nas na kilometr, bo przez to nie udaje mi się za dużo urwac z ceny :) Wyciągam więc kasę, piszemy papiery, pijemy mrożoną herbatę, a komary tną nas niemiłosiernie. Wszystko to mi sie zajebiście podoba i jestem w huj podekscytowany. Potem żegnamy się czule, K. zakłada kachol i  A1-ką  ciśnie 2paki na moim motocyklu. Ja próbuje go dogonic kopcącym dieselkiem. Piękny to był dzień, którego długo  nie zapomnę.

   Bandit został wstawiony do garażu znajomych już prawie w nocy. Kupiłem go od handlarza i nawet nim nie jeżdziłem. W ogóle nie jeżdziłem nigdy Banditem hehe,co za wariactwo. Ale miałem dobre przeczucie po prostu i tyle. Przeczucie mnie tym razem również nie zmyliło. Miałem farta. Kupiłem fantastyczny motocykl, mój pierwszy . Niuansami takimi jak to, czy będzie mi się nim dobrze jeżdzic się nie zastanawiałem. Chciałem go kupic i tyle ;) Jakoś wiedziałem, że będzie dobry.

   Następnego dnia zacząłem na nim jeżdzic i jeżdziło mi się fantastycznie. Pokochałem go od pierwszej przejażdżki.  Bandzior bardzo mi się podobał, nic nie stukało, nie pukało, prowadził się świetnie. Nadszedł pierwszy weekend, przyjechał do mnie w odwiedziny kumpel na swoim KTM-ie Adventure 990. Powiedział to co już sam wiedziałem. Że moto jest w klasa, zajebiście wygląda i ogólnie daje radę. Nawet pokusił się o dowcip, że w tych używanych ciuchach wyglądam na nim, jakbym jeżdził już z 10-ty sezon :) Lataliśmy cały weekend, a wtedy jeżdziłem mega kwadratowo i niepewnie. Zostawałem ciągle w tyle. Czułem do motocykla potężny respekt i troszkę się go bałem. Starałem się uważac i nie wyglebic od razu. Potem dołączył do nas K. na swoim Blackbirdzie i tak sobie śmigaliśmy po okolicy. A wieczorem knajpa w mieście i browary. Było kurwa rewelacyjnie.

  Co by nie powiedziec o nim, to Bandit jest na prawdę cięzkim motocyklem. Wieloletni wyjadacze twierdzą, że stoi  w miejscu i w ogóle nie idzie. Cóż, moje wrażenie po latach spędzonych w rozklekotanych  dieselach było zgoła inne. Kiedy kręciłem mojego Bandita  do odcinki to miałem wrażenie, że lece w kosmos z prędkością światła. Ogólnie starałem się jeżdzic b.ostrożnie, bo naczytałem się i nasłuchałem, że jak kupiłem motocykl, to prawdopodobnie wkrótce umrę :). Po co Ci to, zabijesz się , albo zostaniesz kaleką do końca życia. To, co pewnie przerabialiśmy wszyscy. Największe morały prawią oczywiście Ci, którzy nie jeżdżą :). To są najwięksi eksperci, ślepowierzące dzieci mediów.  Ale ja na to nie zważałem i nie zważam do dzisiaj. Jazda na motorze rozpierdala totalnie i teraz po czasie nie wyobrażam sobie życia bez motocykla.

  Potem przyszedł następny weekend, pojechałem na objazdówkę po Czechach i Słowacji. Zacząłem się jednoczyc ze sprzętem i jeżdzic coraz lepiej. Po pracy biegłem na parking strzeżony, gdzie stał pod pokrowcem, czy śnieg, czy deszcz. Garażu niestety nie mam. Bandit palił zawsze od dotyku, nigdy nie sprawił żadnego kłopotu, choc jeżdziłem na nim do póżnego grudnia i czasem wieczorem jak wracałem, był pokryty warstwą szronu, albo cieniutką warstwą lodu. Przez te piętnaście tysięcy kilometrów, nawet się nie zająknął.

  Jak już ogarnąłem troche w temacie, dojrzałem, że jego przebieg to fikcja. Z boku zbiornik był mocno przytarty od kolan, a podnóżki pasażera dosyc mocno ściarane - znaczy -jeżdził w trasy we dwie osoby. Poza tym dzieląc przebieg, przez lata wychodziło 1500km rocznie, hmmm to mało prawdopodobne. Zwłaszcza, że łańcuch był już zmieniony patrząc po naciągu z parę ładnych tysięcy temu na złoty z Reginy. Jeżeli był zmieniony tylko raz to motocykl miał około 35-40 tyś jak go kupiłem, ale raczej bardziej prawdopodobny wydaje mi się przebieg w granichach 50-60 tyś. Kto to jednak wie ? Ważne, że motor dawał czadu i nie skarżył się na żadne bóle. Dzielny skórwysyn był z niego. A pochodził od taniego handlarza.

   Więc jeżdzi jak marzenie, kilo nawijam zadowolony, przychodzi czas na olej i filtry. Przy okazji robię synchro zaworów, dwa są w normie, jeden za ciasny, jeden za luzny, ale bez tragedii ogólnie. Dokładam jeszcze ciut akcesoriów - białe migacze, lampe tył białą led, crashpady i parę drobnych dodatków. Wszystko w serwisie. Po tych zmianach motocykl wygląda już  niesamowicie, podoba się ludziom, którzy go oglądają. Ja wpadam w totalny zachwyt i jeżdże ile się da i gdzie sie da. W ferworze ekscytacji postanawiam że będę jeżdzic nim 3 sezony i dojadę do przebiegu 100 00km na liczniku. Ot taka śmieszna, idealistyczna wizja napalonego neofity. Montuję jeszcze basowy wydech z Dominatora, żeby grał fajnie głośniczek i życie nabiera kolorów.

  Tak wiec coś postanowiłem, ale człowiek planuje a pan bóg krzyżuje. Nie długo pojeżdziłem Banditem, otórz niecały rok. Pojawiła się po prostu świetna okazja na zakup innego, mocniejszego sprzęta po znajomym, w super stanie i super cenie. Miałem już Bandita wjeżdżonego dosyc dobrze, kręciłem często do odciny i postanowiłem skorzystac z okazji i kupic żwawą, mocną i nowocześniejszą 750-kę. Ale to już inna historia.

  Zanim jedank zmieniłem swoje pierwsze moto na drugie, zrobiłem 15000km na mojej Suzuki .Odbyłem pierwszą daleką trase do Finlandii z kolegą, który jechał  na GS 800. Z noclegiem na mazurach i w Estonii. A potem w gościnie za Helsinkami u jego rodzinki. Lecieliśmy cały czas 140 km/h po Via Baltica i oba sprzęty paliły równo po około 6 litrów. Beemka na wtrysku i mój Bandzior na 4 gażnikach firmy Keihin. W trasie łańcuch mi zaczął się rozciągac, dwa razy go naciągałem. A po powrocie już się nie dało, więc zakułem nowego, solidnego, złotego DID-a. Na zimę Bandzior wylądował  w zimowalni, wśród innych sprzętów. No a w pierwsze dni marca, kiedy tylko śnieg stopniał niecierpliwie wytoczyłem go spowrotem na ulice. Zapalił radośnie od 1-go zakręcenia jakby wiernie na mnie czekał.

  Tak wygląda więc historia mojego 1-go moto. Spisywało się po prostu zajebiście, nigdy nie zgasło. Nie paliłem nim jednak kapcia, nie szłem na gumę(prawie), lałem tylko 98, wszystkie wymiany robiłem ciut przed czasem. Jak dbasz tak masz, ale trzeba też dobrze trafic. Ja miałem dobre przeczucie i ono mnie nie zawiodło. Sprzęd wyglądał zacnie i tak też służył.

  Jak juz kupiłem nowy motocykl, za tydzień lub dwa, jeden kolega, świeżo po prawku kupił ode mnie Bandita. Zapłacił mi dobre pieniądze, prawie tyle ile sam za niego dałem. Dlatego, że znał  ten motor, obserwował go i wiedział co do niego dołożyłem. Jak go serwisowałem i gdzie nim byłem. Ja dobrze sprzedałem, a on dobrze kupil, można tak powiedziec. Musiał tylko zmienic sobie kapcie, bo Continentale umarły. I tak wytrzymały 15 tysi, a najbardziej dojechał je chropowaty asfalt w Finlandii.

   Do Banditów ogromny sentyment będę miał już zawsze. Czy oddałem Go w dobre ręce? Hmm.., nie wiem, mój kolega S. pewnie nie bedzie miał mi za złe, jak kiedyś opowiem o jego początkach z motocyklem(moim). Ponieważ od początku miał jakby pod górke. Bandit niezadowolony ze zmiany miasta po prostu kaprysił. Potem S.dzwonił, a ja próbowałem pomóc. Raz nawet podjechałem i uruchomiliśmy go na pych. Teraz czekam na jego relację z odpalania po zimie. Jak to mawia mój stary, jedni ludzie bardziej, a inni mniej dogadują się z maszynami. Ale może nie będzie tak żle. S. pojechał nim raz na Węgry i wrócił bez żadnych przygód. :) Życzę mu jak najlepiej, żeby Bandzior mu służył tak jak potrafi najlepiej. Tak jak mi służył.

   Aha, jeszcze drobna edycja, żeby z moich dywagacji był jakis pożytek. Czyli postaram się odpowiedziec na pytanie pt. Czy Bandit nadaje sie na pierwsze moto? Są tacy, którzy właśnie zaczynaja przygode z jednośladami i właśnie oglądają Bandity na Allegro, tak jak ja oglądałem 2 lata temu.

   Według mnie Bandit nadaje się bardzo dobrze. Człowiek nabiera respektu do motocykli przy nim, gdyż jest on dosyc ciężki. Ja nie raz na pagórkowatym trawniku musiałem poprosic o pomoc, żeby go wypchnąc. Jednak ta waga pomaga w szybkich przelotach po autostradach. Motocykl ten świetnie trzyma się drogi, nie majda nim, nie wężykuje. Jest bardzo stabilny. Nie jest za wysoki i każdy spokojnie sięga gleby. Jak już rusza z miejsca, jego masa znika. Wspominam o tym, bo przesiadłem się potem na moto o 40 kilo lżejsze. Czuc było dużą różnicę w masie. Gdybym był jednak dziewczyną zdecydowanie wolałbym coś poręczniejszego. Coś mniejszego, na przykład GS-a 500, albo ER 5. Łatwiej takiego sprzęta wypchac z jakiejś dziury jak Cię ktoś zastawi na parkingu przy 30 stopniowym upale, gdy na Twoim grzbiecie czarny kombiak. Takie tam szczególiki.

  Co do mocy to bez problemu. Jak każda typowa rzędowa czwóra oddaje jej najwięcej u góry, więc nowicjusz taki jak ja mógł sobie rozsądnie moc dozowac. Jeżeli jeżdzisz dużo autami i wiesz co się może stac na drodze spokojnie można zacząc od 600-tki, nawet od biedy stu konnej. Nie oddaje mocy tak wściekle jak liter. Moment odbrotowy nie jest taki brutalny przy otwieraniu i tak hamujący przy zamykaniu. A eksplotatacja. Części pełno, pali mało, mój w ogóle nie brał oleju. Klocków przez ten czas nie wymieniałem, płyn tylko zmieniłem. Przy gażnikach nic nie dotykałem, więc powiem tak...jak Ci sie podoba - sprawdż dobrze z kimś, kto ogarnia lepiej temat od Ciebie, kupuj i ciesz się jazdą, Bandit ma nieopisany urok klasycznego motocykla i wspaniale się na nim jeżdzi.

Pozdrawiam

Komentarze : 2
2017-07-22 21:52:56 Janek3456

Nie ma ładniejszego naked bike w tej cenie
Natomiast B1200 ma wspaniały moment obr.
http://www.moto-opinie.info/imagedb/8556.jpg

2014-04-06 10:00:26 okularbebe

fajne

  • Dodaj komentarz