Najnowsze komentarze
Marcin Jan do: w trudnym terenie
no to jesteśmy na tym samym etapie...
Fajna opisówka, ciekawe "ćwiczenia...
sylwesterdudi do: w trudnym terenie
hej, ciekaw jestem twoich opinii ...
Dzięki. Rewelacja wpis i akcja. Du...
giejezdzi do zdjęcia: -
Ale ta Tenerka jest ładna, naprawd...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

01.07.2014 17:45

Toaleta marki Yamaha.

Relacja z mojej wizyty w Japoni.

    Jeszcze zanim zacząłem jeżdzic na motocyklach zastanawiałem się jak to w sumie jest, że tak niewielki kraj jak Japonia, gdzie tylko 5% powierzchni nadaje sie do zamieszkania posiada tak miażdżącą pozycję w światowym przemyśle motoryzacyjnym. Toyota jest obecnie  najwiekszym producentem samochodów a jej produkty jeżdżą w najdalszych zakątkach świata. A Honda i Nissan są wysoko w 1-szej dziesiątce. Logicznym było wytłumaczenie, że ich produkty są niezawodne i relatywnie nie drogie, więc przekonały rzesze odbiorców. Jednak fakt, że startowali dosyc pózno z produkcją, w momencie kiedy inne marki miały już ugruntowaną pozycję nieco komplikuje ocenę. Złośliwi twierdzą nawet, że japońscy inżynierowie jeżdzili za ocean i podpatrywali, a nawet kopiowali obce technologie, tu jednak nie ma żadnej pewności.

    Potem zacząłem jeżdzic na motocyklach i moje zdumienie jeszcze się pogłębiało. Cztery japońskie firmy stanowią znaczną większośc tego, co po drogach całego świata jeżdzi. One również przebranżawiały się dosyc póżno, a potem wkroczyły na ogólnoświatowy rynek i można powiedziec, że wykończyły większośc europejskich i amerykańskich marek i to w dosyc szybkim tempie. Honda zmienia ogólne postrzeganie motocyklistów i rozpoczyna masową sprzedaż na światową skalę, Kawasaki jeszcze przed Toyotą, VW i całą resztą ląduje na amerykańskim rynku budując tam fabryki itd, itp...

    Ta więc planując swój urlop na ten rok postanowiłem wybrac się do Japonii i trochę się tam rozejrzec. Pierwotnie miała byc Hiroshima, Nagasaki, Tokio, Osaka, Kioto, ale ze względu na fundusze, bo Japonia jest dosyc droga okroiłem nieco wyprawę, ale dodałem Kobe, bo jest tam muzeum Kawasaki, a jak powszechnie wiadomo muzeum Kawasaki należy koniecznie  zobaczyc.

    Wylądowałem wiec w Tokio po 26 godzinach lotu (przez Dubaj). Tak się złożyło, że było tam akurat nad zwyczaj ciepło jak na kwiecień, około 25 stopni, więc spodziewałem się, że od razu otoczy mnie milion motocykli przeróżnej maści. Jednak nic takiego nie nastąpiło, a koło lotniska kręcił się niemrawo jeden skuter.

   Co do samochodów, no to głównie ich produkcje i w większości hybrydy. Dzwięk diesela to rzadkośc i przeważnie dochodzi z ciężarówki, przeważnie Isuzu. Tam 99% aut jeżdzi czyściutkie, w stanie prawie salonowym. Jest troche VW, Merców reszta to sama Japonia. Francuzów niewiele, co jest dziwne, ponieważ mocno współpracują. Marki u nas nieczęste jak Daihatsu, Subaru, Acura, Hino, Infiniti. Jak światła się zmieniają, to wszyscy równiutko i cichutko ruszają do przodu tymi swoimi hybrydami, jak na taśmie, więc myślę sobie - jezu, co tu się dzieje człowieku?!Na dodatek mają trzy różne kolory tablic rejestracyjnych, zależnie od pojemności i czegoś tam jeszcze.

    Tokio jest przepiękną, nowoczesną metropolią, ale motocykli prawie tam nie ma. Może jest tyle, co w Polsce latem.Samochody można podziwiac prawie tylko w ruchu, bo nigdzie nie parkują. To znaczy parkują, ale w podziemnych, lub naziemnych piętrowych parkingach, albo pod domami. Czyli jest dom, lub budynek, ale parteru nie ma, tylko filary i przestrzeń na auta, nie rzadko z obracaną platformą na auto. Wjeżdżasz, wysiadasz i naciskasz guzik, a samochód się obraca przodem do wyjazdu. Tu i ówdzie przemykają skuterki, ale jak na Azję, to w ilości raczej śladowej, nic podobnego np. do ulic Bangkoku, czy Tajpej. W ogóle czujesz, że jesteś w innej rzeczywistości, wszystko nieznane, żadnych Lidlów, Tesco, BP ,Auchanów, takich klimatów.

     Jak oglądałem TV, to tam jakiś kosmos był, psychodeliczne teleturnieje, w których nie wiadomo o co chodzi :) uczestnicy ciągle piszczą, podskakują i krzyczą do siebie ze śmiechem. Wtle przemykają duże, kolorowe ideogramy japońskie i ogólnie nie za bardzo wiadomo o co tam chodzi.

   Potem jechałem przez Hammamatsu, siedzibę firmy Suzuki. To już zupełnie inne miasto, o niskiej zabudowie. Ulice na wlotach do miasta dosłownie otoczone przez salony i komisy samochodowe. Działa tam wiele firm z branży, są konferencje, szkolenia, miasto emanuje motoryzacją. W hotelach Japonii są bardzo podobne łazienki, jakby całe odlane z plastiku, których producentem jest przeważnie Yamaha. Czego jak czego, ale tego bym się nie spodziewał. Siedzisz rano na kiblu i patrzysz na logo twojego ukochanego motocykla, które jest umieszczone na wannie. Szalony i zajebisty jest ten świat. Widziałem też słuchawki Yamy, i Phony, radia, wieże, tony sprzętu muzycznego, melexa na lotnisku i nie wiem co jeszcze. W tym samym pokoju była lodówka Mitsubihi i takaż winda w hotelu.

   Na koniec byłem w Osace, gdzie było dużo charakterystycznych dla Japonii jednośladów, czyli dziwnych maxi skuterów, wyglądających bojowo. Nie udało mi się żadnemu przyjrzec z bliska, ale są duże, niskie, jakby sportowe i przeważnie mają basowe wydechy :) .Tak ogólnie to motocykli mało widziałem, jakiegoś Harleya, Haykę, Zrx1200 (najwięcej) , Hondę CB1100. Starszych sprzętów typu Bandit, Fazer, Sv, CB...zero. Tak samo typowych ścigów jak na lekarstwo.W ogóle mało moto, może dla tego, że wiosna dopiero się zaczynała i maja inne zwyczaje, może jeżdżą tylko latem..:) , nie wiem. Ale na parkingach, przy stacjach mają własne przestrzenie, gdzie są miejsca na motory, ławeczki, strefy palacza itd, więc gdzieś tam muszą byc :).

    No i w końcu ten piękny słoneczny dzień, gdy ja, fan marki jade do muzeum Kawasaki do Kobe. 45 minut z Osaki kolejką naziemną JR Railways. Punktualną, czyściutka i przyjemną jak wszystko w Japonii. Tu nie widzi sie nerwów, agresji, kiboli, meneli, nieuprzejmości. Wszyscy sa mili i uśmiechają się do siebie. Pytani o drogę chętnie pomagaja, mimo, że angielski znają kiepściutko. Dojeżdżam do Kobe i jak to zwykle u nich schody ruchome z dworca wypluwają mnie od razu pod ziemie. A pod ziemią drugie miasto, restauracje, sklepy, punkty obsługowe, słowem wszystko. Świat którego ulice biegną tuż pod tymi na powierzchni. Nad powierzchnią, powiedzmy ''poziomem zero'' mają jeszcze drogi szybkiego ruchu, które lecą naziemnymi wiaduktami. Kierując się mapką wychodzę na górę, jeszcze chwilka i jestem w muzeum. Radośc mnie rozpiera.

    Wstęp kosztuje 600 jenów, a muzeum nie jest zbyt duże. Jest tu większośc ich przełomowych motocykli, jak pierwszy Z 1, Mach 3, Z 1300 (miazga), ZXR 750, ZX10R i wiele innych. Do tego produkty z których u nas nie są znani jak helikoptery, samolot, zdjęcia stadionów i mostów, przy których współpracowali, łodzie motorowe, quady, roboty przemysłowe, a także humanoidy i kupa innych gratów. Jest też trochę historii, np.przed 2 wojną światową 70% wyposażenia japońskiej armii to były produkty Kawasaki, a ich satelity krążą dziś nad naszymi glowami. Dawniej sporo produkowali samochodów. Ogólnie widac iż nie żyją z motocykli, traktują to jak pasję głównie, dostrzega się ich dumę w próbach robienia największych i najszybszych motocykli. Nie wiedziałem nawet, że VN2000 ma największą V2 produkowaną masowo w historii. Widac ich pasję i obsesję na każdym kroku. Dodam też, że na wiekszości eksponatów można sobie usiąśc, a radosny kustosz bez stresowo robił mi zdjęcia  :). Jedyne co mnie dziwi po tym wszystkim, to, że rozpoczeli produkcję skuterów. Jednak przypomniałem sobie, że kiedyś już widziałem ich motorki dla młodzieży, takie stylizowane na krossa pięcdziesiątki.

     Kończąc temat powiem, że Japonia wywiera bardzo duże wrażenie. Na liście najzajebistszych krajów jakie odwiedziłem wskoczyła na pierwsze miejsce. Wszystko jest tam jakieś takie subtelnie inne. Nie wiem , czy to nie jest najbardziej różny od Polski kraj cywilizowany jaki znam.

    Jeszcze dodam, że wchodzę do zwykłego baru się czegoś napic. Godzina piętnasta :) Swoim zwyczajem zamawiam setkę i browar. Nagle patrzę, a tam na półce, wśród Jacków, Ballantainsów i innych stoi znajoma butelka. Wołam młodziutką kelnerkę, która w pustym lokalu spogląda ukradkiem, jak jakiś białas pije wódkę o dziwnej porze, zapijając ją piwem i proszę, żeby mi ją podała. W Japoni, w jakimś zwykłym barze na przedmieściach Tokio stoi na półce butelka Spirytusu Rektyfikowanego polskiej produkcji. Wzruszyłem się i wyłuszczyłem jej w czym rzecz. Podszedł  drugi kelner, spojrzał na moje picie, a potem na etykiete Spirytusu i ilośc procentów i wybałuszył oczy ze zdziwienia. W tym momencie uzmysłowiłem sobię, jaką opinię wystawiłem o swoim kraju tym młodym Japońcom swoim zachowaniem. :) Cóż, trudno.

     Ich podejście do biznesu jest mega skuteczne. Bronią zaciekle swojego kraju i rynku, jednocześnie prowadząc nieprzerwaną ekspansję gospodarczą we wszystkich możliwych kierunkach. Nie odpuszczają. Mają na ulicach bardzo mało znaków handlowych światowych brandów. Lody w lodówce ich własne, stacje benzynowe nieznane europejczykowi, piętrowe hipermarkety, gdzie każde piętro jest dedykowane innym artykułom, słowem inny świat. Szacun,głęboki ukłon. Nawet ukłony mają różne, w zależności kim jesteś inny otrzymasz ukłon na powitanie.

    Jak jesteś muzyłmaninem, zapomnij, że dostaniesz u nich obywatelstwo. Prawdopodobnie nie wpuszczą Cię do swojego kraju. Jeśli jesteś białasem z naszych stron możesz wjechac bez wizy na trzy miesiące, a potem wypad. Pozwolenia na pracę nie otrzymasz, dopóki nie ożenisz się z Japonką. Społeczeństwo jest tam bardzo jednorodne etnicznie i oszalałe na punkcie wewnętrznej dyscypliny. Dlatego robią to, co robią...

    I tak pewnego razu siedziałem sobie nad Pacyfikiem w piękny słoneczny dzień, lekko zrobiony z puszką miejscowego cidarka kupionego w seven-eleven w dłoni i rozmyślałem o nich. Dzień wcześniej w Osace rozmawialiśmy ze znajomymi i doszliśmy do wniosku, że Japończycy jacyś dziwni są i śmieszni trochę. I tak siedziałem, spoglądałem na ich rozwój i zaawansowanie i pomyślałem, że to my raczej chyba jesteśmy śmieszni i dziwni...

    A tymczasem Komatsu produkuje największy dżwig budowlany na świecie.

Komentarze : 5
2014-07-16 09:40:47 Pan Jasiek

daiHatsu
mitsubiShi

2014-07-12 14:05:23 Mr.Bo

Ekstra wiecej takich wpisow chcemy moga byc ciut dluzsze ale czytalem podjarany

2014-07-03 20:01:21 EasyXJRider

A, cholera. Zapomniałem dodać, że oprócz Czarnej Ciuchci, mam też gitarę Yamahy.

2014-07-03 20:00:02 EasyXJRider

Przeczytałem z niekłamaną przyjemnością. Bardzo przyjemnie wykorzystany niebanalny temat.

Mam tylko jedną prośbę, proszę o spacje po znakach interpunkcyjnych.

Pomimo tego potknięcia gratuluję i dziękuję.

2014-07-01 20:01:04 michalkubiak

Fajny wpis :) Myślę, że zwiedzenie tych wszystkich zakątków Japonii, które zobaczyłeś na własne oczy to marzenie każdego motomaniaka :) Jak masz możliwość zamieść więcej zdjęć ;)

  • Dodaj komentarz