Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

04.06.2017 14:48

diuk mroku i przerażenia, ojciec wszelakiego zła

co za dużo to nie zdrowo, ale tak na poważnie - czy superduke nadaje się na pierwsze moto?

 

 

 

    Kiedy trzy lata temu pokazano światu KTM Superduk'a 1290 i zrobiła się w okół niego mega medialna moto otoczka, rozmawiałem o nim z gościem, który mocno siedzi w motocyklach Ducati. Powiedział mi wtedy, że jego ulubiona marka ma już w swojej ofercie odpowiednika austriackiej petardy, absurdalnie narwanego Streetgightera 1090, ale motocykl ten kiepsko się sprzedaje. Przyjeżdżają poważni klienci na litrowych, rzędowych czwórkach, wyjeżdżają nim na jazdy próbne, po czym wracają z dziwnymi minami i więcej już nie dzwonią. Wkrótce moto zniknęło z portfolia Włochów, a wypowiedź tamtego znajomego pozostawiła ulotne wrażenie, że czasami co za dużo, to nie zdrowo.

    Co do Superduka, wygląda na to, że przetrwał i utrzymał się w ofercie, a nawet doczekał się turystycznej odmiany, zwanej GT. Sam pamiętam, jak podczas premiery i wkrótce po niej, większość poważnych tytułów motocyklowych rozpisywało się z ekscytacją, jak trudny i niebezpieczny motocykl właśnie pojawił się na scenie, jak wymagająca będzie dla kierowcy sztuka okiełznania tej przerażającej maszyny. Utkano z tego prawdziwe misterium, a tych, którzy już nim jeździli wzniesiono na piedestały wiedzy tajemnej. Z kolei teraz, trzy lata po premierze, czytam w tych samych gazetach i portalach, że tak na prawdę, pomimo budzących grozę parametrów, motocykl ten jest łatwy w obsłudze i prowadzeniu, oraz bardzo przyjazny kierowcy. Wiecie o co mi chodzi i co się tu odwala? Wcale się nie zdziwię, jak za rok przeczytam, że właściwie to 1290 doskonale nadaje się na pierwszy motocykl, oczywiście dla kogoś, kto ma odpowiednią ilość oleju w głowie. Taki to obiektywizm literatury branżowej, a Ty czytaj sobie i dokonuj jedynych słusznych wyborów.

    Ale spokojnie. Jest jeszcze Jazda na Kuli, ulicznej i niezależnej prasy reprezent. Zapisał się anonimowo na imprezę producenta ''Orange Days" , nie skorzystał z noclegu w drogim pensjonacie, nie wziął za friko kompletu kufrów, biletu lotniczego, czy bonu do Biedronki. Dlatego też może sobie napisać to co mu się żywnie podoba - ale, przede wszystkim napisać Wam, jak jest.

    A jest tak moi drodzy, że KTM Superduke 1290 w wersji turystycznej GT to zwykły naked jest i do żadnej turystyki się nie nadaje. To, że producent doczepił mu z przodu owiewkę do nowej lampy i zmienił charakterystykę oddawania mocy, plus jeszcze parę innych rzeczy, nie zmienia tego stanu rzeczy. Zabiegi, jakich dokonano, żeby dotrzeć z tym samym produktem do szerszej grupy odbiorców nie oznaczają, że wygodnie dojedziesz na nim na chorwackie wybrzeże. Samemu, bo nawet nie mówię o pasażerze, który nie miał by się nawet o co oprzeć w długiej trasie - austriacy nie przewidzieli dla GT'ka montażu centralnego kufra.

    Tak, czy owak, dojedziesz szybko. Na pokładzie pracują 173 konie i 144 niutków momentu obrotowego. Motocykl waży 205 kilo na sucho, a napędzająca go fałka ma pojemność 1301cm. To wszystko sprawia, że podczas gwałtownego przyspieszania ciężko utrzymać przednie koło na asfalcie. Diuk rwie za barki bez cienia litości, ale mimo tego jakiegoś zdecydowanego przełomu w odczuciach gwałtownego przyspieszania dla mnie nie było. Mocarz, ale nie rewolucjonista.

    Kiedy pierwszy raz odpaliłem motocykl, to zakładając rękawice, zdziwiłem się, że potężna fałka brzmi zaledwie tak sobie. Dupy nie urywało,  mimo, że podczas jazdy było już trochę lepiej. Jeździłem po znanych sobie winklach, co szybko uzmysłowiło mi jak Duke świetnie skręca, klei i składa się w zakręty. A to spowodowało, że od razu zacząłem naciągać swoje własne limity - na motocyklu, którego kompletnie nie znałem. W tym właśnie tkwi niebezpieczeństwo motocykli takich jak moja była Kawa, czy ten Duke - przez cały czas pragniesz stałej dostawy adrenaliny, dlatego kręcisz manetą i kręcisz.

     Mapę silnika ustawiłem na sport, a elektroniczną zawiechę na comfort. O ile mapa dająca pełnego pałera była jak najbardziej na miejscu, o tyle zawiecha w moim odczuciu za bardzo bujała tyłem. Szybko zmieniłem jej nastawy, również na sport.

     Zwykle jeżdżę swoim takim dosyć dynamicznym, ale spokojnym stylem i rzadko zdażają mi się jakieś rażące wymuszenia pierwszeństwa na mojej osobie przez "złe i okrutne puszki", czy inne niebezpieczne sytuacje. Ale na Superduk'u, podczas półtoragodzinnej zaledwie jazdy testowej wydarzyły się takie co najmniej ze trzy. Dwie stówy na zegarku pojawiają się momentalnie i niezauważalnie, tak jak ja w lusterkach samochodów, quickshifter ułatwia pałowanie, a mocarne hample Brembo wzmacniają złudną pewność siebie. Niebezpieczna relacja, o której sporo już pisałem na blogu - siedzisz na kozaku, więc będziesz próbował jeździć jak kozak, a co z tego wyniknie, będzie wypadkową wielu okoliczności.

    Nie popałujesz jednak przez całą drogę na Bałkany, czy gdziekolwiek tam chciałbyś się wybrać wersją GT, bo w końcu osłabnie Twoja czujność i wiatr zdmuchnie cię z motocykla. O ile przetłoczenia zbiornika paliwa bardzo dobrze chronią nogi przed warunkami atmosferycznymi, to już dołożona z przodu owiewka nie chroni przed niczym, co oczywiście należałoby zweryfikować uprzednio przejechawszy się wersją naked Duka, bez tejże owiewki. Dla mnie właśnie ten wiatr przekreślił walory turystyczne KTM'a, bardziej niż mocno ugięte w kolanach kolana, czy lekko pochylona do przodu sylwetka. Owiewka ma regulacje, która jednakże niczego ciekawego nie wnosi w kwestii odkształcania strumienia powietrza.

    Tak więc jazda ze stałą prędkością 160km/h szybko męczy. Nie ma się gdzie schować, a w gorący dzień, taki w jaki jeździłem Dukiem,  pod kaskiem szybko robi się upalnie. Próba otwarcia szybki i wystawienia gałek ocznych na bezpośrednie działanie naporu powietrza, wiecie jak się kończy. Nie wiem, może moja jebitna owiewka w Tigerze, która pozwala mi na jeżdżenie z otwartą szczeną przy 140'tu na godzinę za bardzo mnie rozpieściła, ale dla mnie właśnie to jest ważną składową pojęcia GT, składową dalszej turystyki. Głupi kawałek sztucznego tworzywa znaczy więcej, niż dodatkowe 50 niutków i koni, hill controller'y, doświetlanie zakretów, spryskiwanie owiewek, czy quickshifter.

     Na dobitkę wspomnę jeszcze słówko o siedzeniu kierowcy. Jeden ze znajomych pod moim postem na FB napisał : GT znaczy Gniecie Tyłki i miał sporo racji. Siedzenie jest twarde, ale moim zdaniem pasuje do sportowych nastawów i sporej mocy motocykla. Bo Superduke to zajebisty power naked, który naprawdę potrafi pokazać pazura i tylko tyle - natomiast jako turystyk jest i będzie kiepski, a dla nawijających poważne kilo wręcz śmieszny, i dołożenie mu kolejnych pakietów oraz udogodnień nie zmieni tego stan rzeczy. Podkreślam to po raz kolejny, gdyż ostatnio przeczytałem na necie próbę porównania go pod kątem turystyki np. do Multistrady, co uważam za ponury żart redaktora obrażający dalekosiężną Włoszkę.

    Reasumując, test ten powinien powstać, kiedy jeszcze jeździłem swoim Kawasaki Z 1000'cem z powiększoną zebatką i sportowym układem wydechowym. Wtedy na pewno zachwycił by mnie gen szaleństwa austriackiego arcyksięcia, a nie rozczarowała jego turystyczna nieporadność. Jednak idąc tym tropem rozumowania, cóż mają począć profesjonalni testerzy, którzy niezależnie od tego czym prywatnie jeżdżą, muszą opisywać i testować jednego dnia chińskie skutery, litrowe plastiki, 125'tki, czy użytkowe pięćsetki? Robota, jak robota. Jaka jest więc proporcja między schematem, kopiuj/wklejem, a rzetelnymi wrażeniami, które mają być wyważoną odpowiedzią, powstałą na potrzeby poszukiwania praktycznej wiedzy? 

   Cóż, tutaj jak to w życiu - wszystko jest względne.

Komentarze : 4
2017-06-14 13:54:34 Dżoony

Ja to czekam na motocykl w dieslu :D skoro jest już z turbosprężarką to tylko wypatrywać. A już serio to bardzo fajny artykuł, polecam. A w razie problemów z turbosprężarką - www.regeneracja-turbosprezarek.pl

2017-06-05 12:44:45 ptwr2

jazda na kuli: Problem pierwszego motocykla, to tak naprawdę nie wybór maszyny, ale rozpaczliwy brak umiejętności, których nawet za bardzo nie ma gdzie zdobywać. Nawet po słynnej reformie egzaminu na kat. A i po szumnych zapowiedziach, nie usunięto sedna całego problemu: nadal mamy kurs na prawo jazdy, który ma na celu szybkie i bezbolesne przepchnięcie kandydata przez egzamin. Z prawdziwą nauką jazdy nie ma to wiele wspólnego. Do tego oferta dodatkowych szkoleń jest uboga i nie do końca satysfakcjonująca. Może w stolicy i okolicach jest to lepiej zorganizowane, ale nie każdy ma czas, możliwość i pieniądze, by brać urlop i za szkolenie plus noclegi płacić czterocyfrową kwotę.

Kolejną kwestią jest to, jak wygląda ruch drogowy, w którym na małych i słabych nie ma miejsca, tym bardziej że całkiem sporej grupie kierowców odwala jak widzą motocyklistę i koniecznie muszą mu coś udowodnić. Rozmiaru nie przeskoczymy, niech więc będzie mały i w miarę mocny - ale tutaj wracamy do punktu pierwszego: umiejętności.

Do tego trzeba dodać to, o czym już wspominałem przy innych okazjach. Idealnie byłoby mieć 2 - 3 moto do różnych zadań. Kiedy trzeba wybrać tylko jeden, dochodzi do kompromisu, który ze swej natury nie będzie idealny.

Powiem Ci, że miałem identyczne odczucia, gdy czytałem artykuły o Księciu. Zanim się pojawił, był demonem szos, a tymczasem po premierze okazało się, że nie taki diabeł straszny. Z jednej strony rzygać mi się chce tymi polukrowanymi "testami", z których niewiele wynika i dopiero po uważnej lekturze kilku (nastu) tekstów i nagrań można zacząć wyciągać jakiś wspólny mianownik lub zacząć zauważać, co jest skrzętnie przemilczane. Nie ma co patrzeć na bezstronność redaktorów, tylko trzeba wyciągać własne wnioski. Z drugiej: każdy strzęp informacji karmi moje zainteresowanie techniką i kierunkiem jej rozwoju, a dostęp do testówek jest jaki jest, więc mimo to czytam i oglądam...

Na wyróżnienie zasługuje pewne podsumowanie, które ostatnio znalazłem przy innym motocyklu: jak ci się podoba, to go kup - będziesz zadowolony, bo jest naprawdę w porządku. Ale rynek jest na tyle konkurencyjny, że w testach porównawczych będzie miał problem.

Twój tekst jest dobry. Jasno przekazuje, co to jest za maszyna i czego nie udaje. W pierwszej chwili chciałem, żebyś opisał takie różne detale, ale po chwili oświeciło mnie, że to by niczego nie zmieniło i byłoby tylko oszukiwaniem siebie i czytelnika, że cecha x ma jakiś wpływ na odczucie y. Parafrazując klasyka: power naked jaki jest każdy widzi. Skąpe kufry i skądinąd przezroczysta szybka nie przysłonią tej prawdy. Myślę, że jak kto go chce, to będzie ślepy na zdroworozsądkowe detale. A jak ktoś za bardzo skupia się na nich i dzieli włos na czworo, to powinien poszukać czegoś innego.

Widzę, że niepokojący "efekt quickshiftera" stał się Twoim udziałem :D

okularbebe: Pytanie, skąd firma Hansa miała "firmowe" pieniądze na dogłębne testy? Czy aby nie od sponsorów i reklamodawców, obecnych na jej łamach? Nie szukam teorii spiskowej, ale jak czytam test porównawczy, w którym pisze się o zaletach jednego modelu i wadach dwóch pozostałych, to trudno mi uwierzyć, że nie jest to naginanie faktów do z góry przyjętej tezy. Inny przykład, z niemieckiego źródła: w porównaniu pierwsze miejsce zajął motocykl x z całą masą wad, miejsce drugie praktycznie idealne BMW, pozostałe miejsca jak pierwsze. Z mojego doświadczenia jeszcze najbardziej bezstronni są redaktorzy z Australii i niektórzy z USA. Cenne są uwagi zwyczajnych motocyklistów lub właścicieli, ale niestety trzeba się tego porządnie naszukać, o ile w ogóle będzie dla danego modelu i na pewno nie od razu.

IrekST: Jest jeszcze jedna rzecz. Jeżeli chcesz kupić motocykl o interesującym wyglądzie i rozbudowanym wyposażeniu, to jesteś skazany na zakup z górnej półki, a z tym wiążą się podniesione osiągi. Trend ten się lekko odwraca i małe pojemności są coraz ciekawsze w obu zakresach, ale to z kolei odbija się niekorzystnie na ich cenie i wtedy pojawia się myślenie: "za taką kasę, to mogę mieć litra" i w rezultacie wracamy do początku.

Motocykl, który lekko przeraża, to dobry objaw. Jest szansa, że kierowca będzie czuł respekt i zachowa ostrożność. Najgorzej to uwierzyć w siebie, zlekceważyć bo to tylko słabe 100 KM i zacząć sobie pozwalać na zbyt wiele. Niestety prasa i działy marketingu robią tutaj dużo złej roboty.

2017-06-05 07:41:25 IrekST

Z tymi wszystkimi motocyklami hiper, super jest troche tak, że są całkiem bez sensu, a jednocześnie kochamy je i chciałoby się je mieć. Bo nie da się w normalnych warunkach w żaden sposób wykorzystać ich możliwości, a jednocześnie adrenalina której dostarczają uzależnia. Nie nadają się takie motocykle do jazdy do pracy, do sklepu po bułki. Takie coś co pozwoli odreagować po wkurwiającym dniu. Pozwoli się wyżyć, przerazi nas. Uspokoi siejąc terror i na ulicy i w naszej głowie. Sam w końcu pomyślisz, człowieku, ogarnij się, masz po co żyć.
Ostatnio przejechałem się BMW S1000R. Nie wrzucając 3 biegu i nie dokręcając go do 7 tysięcy obrotów, teoretycznie mógłbym stracić prawko a nawet iść do norweskiej paki na kilka miesięcy. I to kilka razy. Mimo to chętnie zabrałbym go w góry, na kręte drogi. Zwłaszcza w sobotę rano, żeby odreagować cały tydzień.

2017-06-04 19:00:10 okularbebe

hell yeah! Grubo napisane. Motocykl kozak więc musi jeździć jak kozak, taa.

Podejrzewam, że w dzisiejszym stopniu świadomości motocyklistów bycie motomocarzem nie jest już wielkim krokiem naprzód. Dlatego bywa przereklamowane i nie ma już aż tyle wspólnego z rewolucją w motocyklach, co kiedyś. O tym mogli jeszcze nie wiedzieć redaktorzy testujący w roku wejścia superksięcia na scenę.

Np. niemiecki, profesjonalny redaktor testowy Hans raczej dostał taką maszynę na długodystansowy test (inaczej brakłoby mu czasu na więcej niż drugie tankowanie) i pomiędzy lanserką wśród wymagających koleżków miał jeszcze czas polecieć w ramach obowiązków wraz z innymi fachowcami w góry i może jeszcze na tor. Na pewno zdążył zauważyć i napisać w skrócie (dzięki większej swobodzie zasad użyczenia), że motocykl jest mocny oraz że np. jest dość wysoki w siodle. I że pomimo tego do jego głębszego pochylenia w zakręcie wcale nie potrzebował wtedy większej prędkości, tak jak na niektórych innych, dość wysokich motocyklach. Ale jeśli już pojechał w zakręcie szybciej niż one, właśnie wtedy super książe zachował się najpiękniej.

Hans miał zawsze czas dla motocykli i firmowe pieniądze na zdobycie wielkiej skali porównania.

Mimo braku toreb z bonami do biedry jako gift.

  • Dodaj komentarz