Najnowsze komentarze
Ja mam to szczęście w nieszczęściu...
Siema DominikNC - Rumunia i Nadbał...
Rok temu miałem swoje plany, a tu ...
ja podsumowania nie robię bo i za ...
Marcin Jan - o kurde. jedna moja k...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

25.12.2020 14:09

koniec przedziwnego sezonu

wiele szczegółów zostanie w mej pamięci, w tym jeden najbardziej znamienity, czyli mój samotny, marcowy wypad w góry, jeszcze na tigerze 8oo. pełny lockdown, drogi puste, wioski puste i przełęcz salmopol wciąż przysypana śniegiem. cały dzień jazdy z zezwoleniem na poruszanie w tylnej kieszeni spodni, wśród scenerii jak ze sc-fi i surrealistycznej pustki ...

 

 

 

 

      Sezon 2020. Hmmm.. 

     Jakże podsumować czas, który dotychczas nie miał precedensu w historii naszego życia? Do czego go odnieść? Kiedy tak myślę, to dochodzę do wniosku, że trzeba go odnieść do przetrwania. Przetrwanie gatunku ludzkiego niech będzie tą stałą. Chociaż gdzieś tam z tyłu głowy miejmy też to, co powiedział agent w czarnym garniturze, z pewnego słynnego filmu. Że, my ludzie właściwie to nie jesteśmy ssakami. Każdy bowiem ssak żyję w symbiozie z otaczającym go środowiskiem. Natomiast my istoty ludzkie, niszczymy i wyczerpujemy zupełnie zasoby danego środowiska na zamieszkiwanym przez nas obszarze. Po czym przenosimy się na kolejne, rozmnażamy się i je również wykorzystujemy aż do ponownego, zupełnego wyczerpania. I że jest jeszcze jeden gatunek na ziemi, który zachowuje się identycznie jak my. Wirus.

      Sezon 2020. Zacznijmy od tego co najważniejsze - choć mniej zarabiamy i pracuje się trudniej to mamy pracę, miejsca w których pracujemy działają, a my ani nikt z naszego najbliższego otoczenia nie zachorował. Nie spędziłem ani jednego dnia na hołmofisie, czy kwarantannie, każdego dnia byłem w rynku i jeździłem do klientów. Czy byłem zainfekowany, czy mam przeciwciała - nie wiem, nie miałem żadnych symptomów zarażenia, nie wykonałem też testów przesiewowych ani żadnych innych.

    Od początku, w twardym lokdałnie jeździłem na motocyklu korzystając z mojego zawodowego statusu, więc tak w miarę powiedzmy legalnie. Motor jeździł świetnie, ale ja już mentalnie byłem na rozdarciu pomiędzy nim a chęcią zakup nowego. Niestety pandemia pokrzyżowała plany i nam - nie pojechaliśmy w Alpy w czerwcu, ani do Rumunii we wrześniu. Udało się zrealizować jedynie/aż trzy wyjazdy z noclegiem po kraju, w tym bardzo udaną i przygodową wyprawę w Bieszczady. Oraz wypad do Rabki w pierwszy weekend po lokdałnie, gdzie byliśmy jedynymi gośćmi w pensjonacie a  wszystkie knajpy były pozamykane i trzeba było jeść zupki chińskie i parówki ugotowane w czajniku elektrycznym.

      Wtórny rynek motocykli stał jednak w miejscu i na naszego sprzęta nie było chętnych.

     Niesamowitym wręcz też łutem szczęścia pomiędzy covidem, calimą i huraganem wylecieliśmy na Teneryfe w lutym i Zakhyntos we wrzesniu, gdzie było sporo jeżdżenia na motocyklach, które to przyniosły mi nieocenioną naukę. Że jak dla mnie, na obecnym stadium rozwoju i potrzeb ciężkie cruisery i maxi skutery to nie jest dobra droga i kierunek raczej do nikąd. Był to kolejny krok, który zdecydowanie przybliżył nas do posiadanego obecnie motocykla. Czyli jeden nowy, porządny zamiast dwóch starszych, różnych.

     Wreszcie pod koniec lipca - bach! Jest klient na nasz motor, przedsiębiorca z Wałbrzycha przyjeżdża i od razu kupuje. Potem setki godzin na portalach, analizy, przeliczenia, porównania i jazdy testowe, w tym pierwsza na motocyklu elektrycznym.

     I tak pod koniec września kupujemy pierwszy nasz nowy motor Tenere 7oo, a dziewiątego października rano odbieram ją z salonu i jeżdżę do późnych godzin wieczornych. Założenia, które przyjąłem kupując w salonie nowy sprzęt pod koniec sezonu na razie się sprawdzają. Rocznik 2020 nie został objęty żadną ceną promocyjną czy wyprzedażą, salony mają ostatnie sztuki i wieść niesie, że 2021 będzie już pod normę Euro 5 a cena katalogowa wzrośnie do 45999zł, tak nieoficjalnie zdradzając. W Kato i Bielsku nie ma już dziś żadnej sztuki i podobno następny rzut będzie już o trzy konie słabszy.

     Jeszcze z rzeczy takich motoryzacyjnych, to w listopadzie, po  nieco ponad czterech latach wymieniono mi samochód służbowy. Poprzedni użytkowałem od nowości i dojechałem do przebiegu 202 000km. Co ciekawe, obecny pojazd jest piętnaście koni słabszy od poprzedniego, ale nie przeszkadza mi to zbytnio. Przyzwyczaiłem się. Sezon 2021 rozpoczniemy też na motocyklu słabszym od poprzedniego o dwadzieścia koni i również nie mam z tym żadnego problemu. Jest to oczywiście temat na zupełnie inne rozważania i pewnie jeszcze nie raz się go podejmę.

     Tak więc  - dziwny, ale bardzo owocny rok. Z jednej strony utrudnienia, obostrzenia, niepewność,  z drugiej trzy ekscytujące wyprawy, dużo nowego doświadczenia i dwa nowiutkie pojazdy w użyciu, sporo nowych gratów na pokładzie. 

     A teraz motor zazimowany, trwają święta, rok się kończy. Jaki będzie przyszły, tego nie wiemy, ale coś się zmieniło - na chwilę obecną nie mamy żadnych planów, jak nigdy dotąd. Nie wiadomo czy gdzieś się wyjedzie, gdzie się wyjedzie, czy gastro na wiosnę otworzą, hotele, pensjonaty(te, które przetrwają)To znaczy jest jeden plan - jak najwięcej jeździć na Tenerce. Końcówkę zeszłego roku udało się spożytkować na dotarcie, pierwszy serwis i montaż akcesoriów, więc moto tylko czeka na odpalenie i jest gotowe do dalekich tras i bliskich ofrołdów. Są ogólnie wielkie nadzieję na powrót normalności, jak to mawia klasyk : "kiedyś to było, człowiek tak tego nie doceniał" Albo doceniał, ale teraz widzi, że mógłby doceniać bardziej.

     Reasumując - mimo wszystko to był dobry, mimo wszystko bardzo ciekawy i pouczający sezon. Udał się, przy czym było w tym dużo farta i szczęśliwych zbiegów okoliczności. Obyło się bez gleb(oprócz paciaka na działce), dziwnych incydentów, czy żadnych mandatów. Sezon zapewne najdziwniejszy z dotychczasowych, i pewnie pozostanie na długo w naszej pamięci. Myślę że ten przyszły też będzie bardzo dobry, kiedy ta dziwna sytuacja w końcu się skończy i wszystko ruszy normalnie z kopyta. I tego Wam wszystkim życzę!

     Tymczasem dajcie znać jak u Was ze zdrowiem, jeżdżeniem i oczekiwanem na 2021.

 

Lewa! 

Komentarze : 6
2021-01-10 09:57:19 thrillco

Ja mam to szczęście w nieszczęściu, że nawet jeśli ograniczenia jakies pozostana i kontakty beda movcno ograniczone to od dalszej częsci sezonu w samej familii dojdzie mi 2 kompanów do pojezzawek blizszych i dalszych wiec jako, że we własnym sosie to bedziemy mogli sobie na ta kawe=e razem gdzieś pojechac bo rodzina a jak przycisnie to i zlot sobie robimy taki gdzieś dlaeko we własnym gronie :) Na wiele wiecej i tak nie licze bo niemcy sa bardzo różne pod tym wzgledem w porównaniu do polski. Tu bardzo duzo osób ma i jeździ motocyklami ale znacznie większosc motocykl głownie posiada. Zlot, grupowe wypady...Raczej ewenement.

2021-01-08 17:14:09 jazda na kuli

Siema DominikNC - Rumunia i Nadbałtyk to jak na covid i tak fajnie Ci wyszło. Obecnie 10 dni kwarantanny po powrocie do kraju. Jak na razie tylko po okazaniu świadectwa szczepienia na sars cov2 można wrócić bez kwarantanny. Wydaje mi się że te obostrzenie pozostanie, natomiast terminy szczepień to czerwiec-wrzesień plus druga dawka za 2 tyg plus 2 tyg na wytwarzanie przeciwciał. Słabo to wygląda, w praktyce na począrku sezonu pozostaje tylko krajowa turystyka. A jeżeli dalej będą blokować horeca i noclegi to leżymy i kwiczymy, albo latamy koło komina.

2020-12-29 18:51:46 DominikNC

Rok temu miałem swoje plany, a tu sezon prawie stracony, obostrzenia, zakazy, nie było zlotów motocyklowych ani nawet wyjazdów na kawę i trudno wybrać się gdzieś dalej. Tylko w wakacje trochę pojeździłem do bliskiej zagranicy (dwa wyjazdy: Rumunia i kraje nadbałtyckie). Za to niskie koszty, wymieniłem tylna oponę i nic więcej. Nakręcam się na przyszły sezon. Pozdrawiam!

2020-12-27 12:03:52 thrillco

ja podsumowania nie robię bo i za bardzo nie ma co na razie podsumowywać po tym dosc ekspresowym powrocie po 15-16 latach pauzy w sumie co miałem to juz wczesniej napisałem a całych w sumie..nie iwem...500km to raczej nie ma co na drobizgi roztrzasac. Szczęscie w tym wszystkim e jak dotąd Covid nas omijał i nawet urlop we włoszech udało sie zaliczyć...

2020-12-27 10:48:57 jazda na kuli

Marcin Jan - o kurde. jedna moja klienta kupowała ode mnie już chora i potem przez 3 tygodnie jej nie było, ale na mnie na razie nie przelazło. a tak to sporo osób z otoczenia też przechorowało.
AT na ostatniej prostej byla ez aequo z moją T7 na obu tych motocyklach jeździło mi się w sumie podobnie. T7 zwyciężyła tak na prawdę bo stać mnie było na nową, At byla wtedy kilkanaście koła droższa.
Życzę udanej sprzedaży Versysa i dobrego rabatu przy zakupie nowej AT!

2020-12-26 13:20:03 Marcin Jan

dla odmiany ja przechorowałem covida. 3 tygodnie w domu w tym 2 tygodnie w łóżku bo taki byłem słaby. Ogólnie z perspektywy to nie było tak źle ale po tygodniu permanentnej gorączki to nie miałem na horyzoncie powrotu do zdrowia. I napiszę że teraz jakoś mi się lżej żyje, że już po i że jest szansa na jakąś tam odporność.
Motocyklowo hmmm niby obostrzenia ale i tak wyszło mi tyle km w sezonie co zawsze. Jeździłem ile się dało bo wyszedłem z założenia, że w końcu muszę się wjeździć w nowy motocykl i zespolić się z nim. Choć nie przypominam sobie abym z poprzednim musiał się tak polubić. Ogólnie sytuacją jestem zaskoczony bo aktualny to naturalny kontynuator poprzedniego. Wymieniłem nawet wydech żeby coś się działo. Nic. Dalej jest zajebiście poprawnie, za bardzo. No i nagle bach jazda testowa Afryką. Zupełna odmiana która nagle przypasowała.
Wracam, spotykam kumpla, a ten pyta co mi się tak morda śmieje, to mówię że właśnie polatałem AT. Kumpel - jakoś nie pamiętam aby tak gęba Ci się śmiała po jeździe Versysem. Racja. Decyzja o sprzedaży. Czekam zatem na klienta. A później wiadomo co będzie w garażu.
Nic nie planuję motocyklowo w 2021 oprócz ogólnego kierunku ale wykorzystam szanse które się pojawią. Za dużo zmiennych. Nie ma co się spinać.

  • Dodaj komentarz