Najnowsze komentarze
Tego typu motocykl to prawdziwa wo...
Hejka! Kurcze lata tu nie zaglądał...
Ha! Czyli jest lepiej niż podejrze...
Gie-na-2oo - to akurat tak się skł...
Brzmi super, sam jestem fanem Wysp...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

09.12.2018 17:13

motocykl, którego nie ma

jak się powiedziało a, to trzeba też powiedzieć be, czyli ten wpis będzie kontynuacją poprzedniego.

 

     Pociągnę dzisiaj nieco mój poprzedni wpis, w którym napomykałem o nadchodzącej nieuchronnie zmianie motocykla. Mam takiego kolegę, który powiedział kiedyś, że samo planowanie zakupu nowej maszyny, sprzedaż starej pod to wydarzenie i ogólnie wszystko, co związane jest z fazą przygotowawczą - bardzo często jest bardziej ekscytujące niż późniejsza eksploatacja nowej maszyny. W skrócie chodzi o to, że magia nowości szybko przemija. Stwierdził nawet, że nie raz, od razu po zakupie, zastanawiał się nad przyszłym następcą świeżo zakupionego szpeja. Jak poprzednio wspomniałem, są też goście, którzy zakupiwszy dobry motocykl, użytkują go przez wiele, wiele lat i ani myślą zamieniać na jakiś inny. Jeżeli jeszcze jest to maszyna, o powiedzmy niezbyt wybujałej jak na swój segment pojemności, rzecz jest naprawdę godna podziwu. Taki spokój, zadowolenie i brak ciśnienia. Ja niestety tak nie mam, chociaż cały czas staram się racjonalizować w tym kierunku.

     Mimo to wierzę w to, co kiedyś przeczytałem - zmiana dobrego motocykla, ma sens wtedy, kiedy zmieniamy go na znacznie lepszy i przeważnie młodszy motocykl. Dziś opowiem o trzech takich sprzętach, które widzę jako następcę naszego Tygryska. Co ciekawe, jezdziłem każdym z nich, więc dokładnie wiem, czego się po nich spodziewać. Przypomnę, że zmiana o której piszę, nastąpi prawdopodobnie gdzieś w okolicach 2020 roku, czyli za jakiś czas. Mimo to obserwuję te sprzęty, czytam o nich, przygotowuję się do tematu, żeby wyłapać jak spisują się na rynku. 

     Celuję bowiem w używki.

     Pierwszym z nich i najsilniejszym kandydatem na mój następny motocykl jest sprzęt, który wśród polskich używek jeszcze praktycznie nie występuje. Czyli motocykl którego nie ma. Są tam jakieś podemówki, ale nie o to mi chodzi. Ducati Multistrada 950. Właśnie w 2020 roku to moto będzie miało trzy latka i przypuszczam, że pierwsi nabywcy nowych sztuk z polskiego salonu zaczną rozglądać się za nowymi przedmiotami pożądania.  Z tego co się orientuję 950 wychodziły w pierwszych rocznikach jedynie w kolorze białym lub czerwonym. Nie przeszkadza mi to - ja chcę czerwoną.

    Zatrzymany się na dłużej przy Multi. Zapytacie pewnie, dlaczego nie 1200. Tutaj ciekawostka - 1200 nie jezdziłem. Siedziałem, oglądałem, ale nie jezdziłem. Po pierwsze wolałbym z przodu dziewiętnasto calowe koło, a nie siedemnastkę. Po drugie zależało by mi na zwykłym kluczyku, a nie systemie bezkluczykowym. No i zasada o której wspomniałem na początku - zmiana ma sens, ale na znacznie lepsze moto. Musiałbym więc nabyć rocznik 2015 wzwyż, a to dosyć spory wydatek, za motocykl, który ma już pewnie na blacie grubo ponad 50k, bo z zasady takie motocykle sporo jeżdżą i nie ma tu co, wierzyć w jakieś cuda. 

     Tak więc jestem na forach Ducati i obserwuję opinie o 950tkach. Niestety, wszystkie Multistrady mają napęd łańcuchem, co na moim obecnym etapie moturowania, odnajduję jako wadę. Przyznaję, że jestem już trochę zmęczony łańcuchem oraz jego obsługą i marzę sobie czasem o kardanku. Chociaż w Tigerze i tak jest bajecznie - napęd ma prawie 42k, a dalej jest w zadziwiająco dobrej kondycji. Zmienie go chyba w lutym jednakże tylko ze strachu,  żebyśmy nie dostali nim w końcu po plecach.

     Drugim motocyklem na mojej liście, jest nie tylko motocykl, co również pewna szersza koncepcja. Koncepcja posiadania dwóch motocykli. A to dla tego, że propozycja moto nr.2 raczej nie będzie w stanie samodzielnie zaspokoić naszych motocyklowych potrzeb. Chociaż...

     Motocyklem tym jest Indian Scout. Odsyłam wszystkich do swoich testów tych motocykli, które są na blogu, ale Scout, podobnie jak Multi 950 - zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Nie mówię w tym przypadku o samej zmianie motocykla, w grę wchodzi głębsza  zmiana stylu i optyki. To co wam wspominałem - jeżdżę bardzo agresywnie, dynamicznie, prowokuje pojedynki, a moja jazda nosi już znamiona bezrefleksyjnej rutyny. Mam świadomość, że to niebezpieczna mieszanka. Czasem jestem już zmęczony tą adrenaliną i chciałbym pojeździć bardziej na luzie, wolniej, ale jakoś nie potrafię, ciągle mam te swoje skurcze nadgarstka.

    Dlatego Indian. Jeżdzi nowocześnie,  jak na taką maszynę jest poręczny, lekki i fajnie chodzi po zakrętach. Oferując ten luz, potężny moment i bulgot wielkiej fałki. Kiedy go testowałem bawiłem się spokojną jazdą, a uśmiech nie schodził mi z ust. Ale jest z nim oczywiście problem bagażowo - transportowy. Można dokupić sakwy, bagażnik na torbę z tyłu, sisi bar dla Agnieszki i dużą szybę - ale jakoś tak nie widzę na nim dalekich podróży i tutaj najlepiej jakby zostawić sobie Tygryska. Tylko znowu - kasa, miejsce i czas na dwa motocykle. Chociaż z drugiej strony, jak jedziemy gdzieś turystycznie z Agą, to też nie gonię z niewiadomo jakimi prędkościami i na takim Indiane można by pobulgotać na spokojnie podziwiając krajobrazy.... sam nie wiem.

     No i namber trzy, czyli ikona dalekich podróży - Bmw  R1200GS (ale zdecydowanie nie w wersji adv), którego testu jeszcze nie opublikowałem. Mocny dół i środek, kapitalne super stabilne zawieszenie, świetne hample i zwrotnośc oraz poręczność, wynikająca z fantastycznego rozłożenia mas i środka ciężkości. Są jednak aspekty, na które ciężko mi przymknąć oko. Po pierwsze nie do końca mi się on podoba ( Scouta i Multi uwielbiam  też za wygląd). Uchodzące za najlepsze roczniki, czyli 2012 są dla mnie okropne, a 2013 wzwyż, które wyglądają o niebo lepiej (zwłaszcza przednia sekcja) uchodzą za dużo bardziej awaryjne. Po drugie ceny - absurdalnie wysokie ceny gs'ów są dla mnie trudne do zaakceptowania. No i po trzecie wizerunek marki, który jest dla mnie nie do przełknięcia na chwilę obecną. Nie mam tu na myśli faszystowskich korzeni tego producenta, tylko bardziej skojarzenia, jakie w naszym kraju budzą użytkownicy biało - niebieskiego śmigła. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale u nas wygląda to tragicznie - wiadomo, bardziej dotyczy to samochodów, ale motocykli gdzieś tam również. A zresztą, za dużo tego jeżdzi na trasach, gdzie nie spojrzysz, to jakiś stary giees jedzie.

     Tak że, beemka jest raczej w najdalszej rezerwie, a to dlatego, ze doceniam jak dobry technicznie i jezdnie jest to produkt. No i ma kardanka, podobnie jak Indian paseczka. Ale szanse na boxera są znikome. Nie ma co przepłacać za imidż, którego się nawet nie pragnie lub wręcz przeciwnie.

     I tak to właśnie wygląda. Oglądam oferty, a czas leci i jeszcze trochę musi go upłynąć. Nie mam gorącej głowy, nie kupuję na oślep. Etap motocyklizmu na którym jestem, pozwala mi spokojnie analizować, kalkulować. Zakup trzyletniego Tigera z przebiegiem 20k, po jego najgwałtowniejszym spadku wartości, był niemal trzy lata temu bardzo dobrą inwestycją i chciałbym powtórzyć taki zakup. Tak więc w 2020 roku nasz Tiger będzie miał gdzieś pod 60 k przebiegu i siedem lat - więc jego zmiana na np. na trzyletnią Multi z przebiegiem do 30k, będzie miała jak najgłębszy sens.

    Reasumując: przyszłość zawsze jest nieznana. To co tu napisałem, w 2020roku może się zdezaktualizować, bowiem wszystko się zmienia. Powyższy tekst to jedynie status quo, bez żadniej gwarancji trwania. A może kupimy nowy maxi skuter z salonu za podobne pieniąszki, bo to wtedy wyda nam się najlepszą opcją? Jedno jest pewne - nawet jak z salonu, to nie raczej nie będzie to tak zwany, mityczny "motocykl docelowy"

    Motocykl docelowy bowiem, nie istnieje.

    

Komentarze : 8
2018-12-18 23:57:46 Erjot

Bierz Aprilię Tuono V4! Jak bym zmieniał moto to właśnie na tą bestię.

2018-12-15 09:33:00 jazda na kuli

:) "Natomiast to jak wyglada, jak jeździ i jaka jest jego charakterystyka jest ponad nudnymi wytycznymi, co powinien mieć motocykl, a czego nie. Czyste szaleństwo" calmly - w punkt! coraz mniej będę jeździł, więc nie musi być już taki na maxa bezawaryjny, może mieć więcej kapryśnej duszy. Motorami jeździmy inaczej niż autami, dobrze więc jak będą ich przeciwnościami zaszaleć? :)"
Marcin Jan - ja widzę to tak: 2x17 będzie na sportowym winklowaniu na pewno lepsze od 17 i 19.Jednak 17 i 19 z mojego doświadczenia nie jest w winklowaniu aż tak rażąco gorsze. a 17 i 19 tak jak piszesz na gorszych drogach mniej telepie no i co ważne jakoś lepiej się czujesz, kiedy z pasażerką musisz przejechać dziurawe szutry. Oczywiście - nawet chińską 50 przejedziesz je, ale 17 i 19 da Ci z tego radość, będziesz czuł się pewnie i na miejscu, po prostu będziesz się bawił, a nie tylko próbował dojechać bez gleby :)
a tak zupełnie na marginesie Multi950 podoba mi się bardziej od 1200, gdzie 17 i 17, bo ma tak endurowo-turystycznie zadarty przód przez większe koło z przodu. Poza tym, jak nią jechałem to w ogóle nie myślałem o rozmiarze kół, był tylko gaz, hampel i ten piękny klank!

2018-12-14 17:29:05 Marcin Jan

Napisz proszę dlaczego:
"Po pierwsze wolałbym z przodu dziewiętnasto calowe koło, a nie siedemnastkę"

wiem że jesteś praktykiem i sporo śmigałeś nakedami (i nie masz problemu odkręcić manetkę ;) )stąd dla mnie Twoja opinia będzie miarodajna.
Ogólnie to można wyczytać w necie że lepsze prowadzenie po gorszym asfalcie (?) ale co z dynamiczniejszą jazdą? Czy też jeśli nie mówimy o typowo sportowej jeździe to nie ma znaczenia a tylko są same korzyści?
Widzisz bo ja się zafiksowałem na 17 z przodu (chyba tylko wizualnie) co w klasie sportowo-turystycznej z naciskiem na turystycznej zawęziło trochę wybór motocykli.
Testowo raz na multi 950 i raz na tigerze 1200 miałem okazje dłużej pojeździć z kołem 19 cali z przodu, i wiesz generalnie motocykl za krótko miałem aby coś nt powiedzieć. Bo człowiek nie jest wjeżdżony w moto więc trudniej łapać niuanse.

ps. aaa przecież na Twoim Tigerku też mi było dane jechać :)

2018-12-13 22:14:29 Calmly

Ciekawe motocykle masz na uwadze. Żaden z nich nie ma rządowej czwórki, trójki czy nawet dwójki. Przewaga widlastych dwójek i jeden boxer. Rozumiem dlaczego v2, niezależnie od tego co piszą na ich temat. Wiadomo że szarpią na niskich obrotach i słabo u nich z mocą w górnym zakresie. Potrafią nawet nie zapalić, a i tak ludziska je wybierają, fenomen jakiś qrwa czy co?
Indian Scout jest dla mnie motocyklem bardzo ciekawym. Jest również jego inna odsłona z oznaczeniami FTR, co najprawdopodobniej oznacza flat track race. I ten model pasowałby mi najbardziej. Niewiele ma z praktyczności. Natomiast to jak wyglada, jak jeździ i jaka jest jego charakterystyka jest ponad nudnymi wytycznymi, co powinien mieć motocykl, a czego nie. Czyste szaleństwo. Dlaczego by nie zaszaleć? :)

2018-12-11 21:37:56 strażowy

Jak by nie kombinować, kolejny sprzęt zyska po pewnym czasie pewien dystans przejechanych kilometrów i zwyczajnie się znudzi...tak, i nie ma co tego faktu przeinaczać. Po pewnym czasie kusi nas chęć pozyskania kolejnej "niewiadomej" którą sami możemy zweryfikować. To co przeczytamy lub usłyszymy od zaprzyjaźnionych motocyklistów to jedno, własne doświadczenia i przeżycia w konkretnym siodle są niewymierne i mocno sugestywne. Przy zmianie sprzętów problem jest prosty jeśli zwyczajnie starszy, prosty technologicznie zamieniamy na nowszy, bardziej dopasiony, a mniejszy limit kilometrów jedynie zachęca ( nie mówię tu o klasykach i timerach - to zupełnie inna bajka ). Mając np 3-letni motocykl trudno marudzić z powodu prostoty czy braku "systemów", jedynie spory limit kilometrów w sezonie może zachęcać do szybszej zmiany i to całkiem logiczne. Co do koloru i innych podobnych pierdół się nie wypowiem, to sprawy drugoplanowe. A mając pewne doświadczenie ( czyt. posiadanych już kilka własnym motocykli ) wiemy jakie rozwiązanie najbardziej nas ucieszy :) co wcale nie znaczy że nie warto skosztować czegoś totalnie z innej bajki. O ile wydanie kilkunastu tysięcy nie jest bardzo bolesne w przypadku rozczarowania, o tyle w przedziale kilkudziesięciu już nie jest tak lekko...warto więc zrobić solidny rekonesans zanim wydamy spore pieniądze, w końcu zakup maszyny to nie jedyny wydatek związany z "jazdą" - owocnych przemyśleń życzę...ja swoje poczyniłem i postaram się wprowadzić w życie z klejnym sezonem

2018-12-11 06:27:58 okularbebe

Bandit daje radę ale tylko w określonym zakresie. Czasem przez to zezuje w stronę innych motocykli szukając porównania. To część tego całego zamieszania. Motocykle powinniśmy zmieniać ale nie za często.

DL 1000 to po prostu bardziej uczciwa oferta na tle innych.

2018-12-10 21:57:42 jazda na kuli

Okularbebe no to się cieszę, że Bandzior tak dobrze się sprawuje. Stara, dobra szkoła, co japonia to japonia, tak jak Kawa od Gregora. Jest taka pozycja ze starej szkoły japońskiej w nowym wydaniu, która jest na tyle sprawdzona, że wiem iż sprawowała by się wyśmienicie. Zaglądam na nie czasem, ale kiedy na nie patrzę rozum jednak przegrywa z sercem. Mowa tu o DL1000 po 2014tym. Ten motocykl to byłby dopiero wierny kompan z dużą fałką...
Co do Multi 950 trafiłeś w czuły punkt, bo trochę się boję jakości Ducati. DeElem pojedziesz i wiesz, że wrócisz a z Multi może być różnie. No, ale motocykl musi się też podobać...
DL'a nie umieściłem w zestawieniu, bo to się raczej nie uda, ale trzeba uczciwie nadmienić, że za cene używanej M lub mocno używanego Gs'a można wyjechać z salonu nowym moto...

2018-12-09 21:14:43 okularbebe

Test używanej Multistrady 950 po 50kkm jest w Motocyklu. W skrócie wypadła tam lepiej niż 1200, ale drobne wpadki też się zdarzyły.

Ducati, to Włochy, a Włochy to fiat, a fiat mówiąc ogólnie chciałby stać się troszeczkę kimś innym niż jest.

Tacy są Włosi, trochę robią po swojemu. Dlatego to, co robią, działa po ichniemu.

BMW - budowane przez związki zawodowe, przez imigrantów z tureckich części tak, że nie wiem nie wiem.

Indian Scout mi też bardzo się podoba. Uzurpuję sobie prawo "wyboru na niby". Z tych trzech wybrałbym... Bandita ciągle jeszcze:-)

  • Dodaj komentarz