Najnowsze komentarze
No i cóż drogie pany - miało być t...
@TomSv: gwarantuje Tobie że jest s...
Gratuluję sprzedaży moto, współczu...
Szkoda, bo to dobry motor był. Nie...
Mariusz Korecki do: chiński badziew level pro
Brawo, w końcu konkretna recenzja....
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

07.06.2020 10:59

śmierć fabrycznej yuasy i drugie wystawienie tygryska

 

     Jako że, triumph aprillia i bmw używają gniazdek zapalniczki z wejściem typu din, w zeszłym roku zakupiłem wtykany woltomierz z dwoma wyjściami usb i niebieskim podświetleniem cyferek. Fajne urządzonko - na bieżąco widzisz jakie ładowanie podaje alternator.

     Tak jak wspominałem kiedyś,  w motocyklu mam jeszcze fabryczną yuasę z 2013go, czy nawet 2012go roku. Na jednym z jej boków jest naklejona nalepka z winem mojego motocykla. Tak długi okres działania baterii składam na karb bardzo dobrej gospodarki energetycznej motocykla - nic nie kradnie prądu, nie ma zwarć, przebić a samo ładowanie jest bardzo stabilne. Woltomierz na wolnych wskazuje 14,6 a podczas wysokich obrotów 15, też bez żadnych niespodziewanych odchyłek.

     Jak więc to się stało, że moja fabryczna yuasa umarła, ta która przybyła do hickney z odległej japonii i tam siedem lat temu została umieszczona w moim motocyklu rękami któregoś dowcipkującego białasa? Otóż jej śmierć nie była nagła i ostateczna, nazwałbym to raczej przedwczesną eutanazją. Mimo, że po dłuższej jezdzie, czy naładowaniu wskazywała 12,7 to już po tygodniowym postoju, podczas rozruchu spadała na 8,5 - co jest dosyć groźnym objawem. Motocykl odpalał, ale kręcił dłużej i wolniej. Do tego czasami przerywał kręcenie na sekundę lub dwie, co powodowało niepewność, czy aby pomału nie siada już rozrusznik (znany objaw w tigerach, kiedy nie kręci na ciepłym silniku)

    Miałem oczywiście ochotę, podładowywać ją po to, aby ambicjonalnie dojechała jeszcze do końca roku, czyli odbyła pełne osiem sezonów działania, ale zrezygnowałem. Doczytałem, że taka sytuacja może w końcu spowodować zwarcie w celach i akumulator wyzionie ducha nagle i definitywnie. Poza tym, mało teraz jeżdżę w tygodniu i motocykl rzadziej się doładowuje. No i w końcu niepewność na wyjazdach - po chłodnej nocy zejście hotelowymi schodami z pytajnikiem wymalowanym na płacie czołowym: zapali, czy nie? Aha i jeszcze jedno, nowoczesne motocykle są podobno dosyć uczulone na spadki napięcia. Nie wiem, czy w moim motorze może to być niebezpieczne czy nie, ale uznałem że nie mam zamiaru tego testować.

    W wyborze nowego akumulatora sugerowałem się pojemnością i kolorem. Poważnie. Wybrałem produkt amerykańskiej firmy motobatt z jacksonville na florydzie, która produkuje również  baterie na mocy kontraktu z harleyem davidsonem. Akumulator MTBX16U jest w technologii agm, żelowy, bezobsługowy o pojemności 19AH (yuasa miała 14AH) i prądzie rozruchowym na poziomie 250A (yuasa 230A). Co do koloru to nie są żarty, bo jako że pod siedzeniem mam dosyć czyściutko i każdy kabelek i przekażnik ma jeszcze swój kolor a każda śrubka się błyszczy to chciałem właśnie coś takiego tam umieścić, nie czarnego jak zwykle, tylko w weselszym kolorze. A motobatt jest cały żółty jak kuperek dorodnego kanarka. Efekt jest taki, że motocykl odpala tak żwawo jak nigdy dotąd, a jak się zajrzy pod kanapę to pierwsze co się rzuca w oczy to śmieszny, wesoły kolor baterii. MTBX kosztował 300zł, w zestawie był imbus i klemy do samodzielnego przykręcenia - porty pod klemy są z obu stron akumulatora co uważam za świetny pomysł.

     Trzynastego maja ponownie wystawiłem nasz motocykl na sprzedaż. W porównaniu do jesiennej edycji ogłoszenie ma mnóstwo wyświetleń, dwadzieścia parę osób obserwuje i kilkanaście odsłoniło mój numer telefonu. Dwie osoby przyjechały oglądać, po czym mają się teraz "zastanawiać".

     Wizyty na oglądanie były dosyć przyjemne. Nikt z tej dwójki nie przywalał się za bardzo do stanu motocyka, widać było, że sprzęt się im spodobał. Jedynym problemem wydaje się być cena, bo wystawiłem za 29 500zł co jest można by powiedzieć max wysoką krawędzią jak za ten rocznik. Przy pierwszym oglądającym nastąpiło zawachanie się rozrusznika przy odpalaniu z winy rzeczonego stanu naszej dzielnej yuasy, co przyspieszyło poniekąd moją decyzję o wymianie. Wiecie - wołam za niego dużo pieniędzy, ale za to oferuję relatywnie adekwatny stan oraz pewną historię z plikiem papierów.

     Jak już miałem nowiutki akum, to drugie oglądanie przebiegło jeszcze sprawniej. Motorek umyty i nowa bateria dumnie lśniąca pod siedzeniem. Tym razem oglądający był bardziej rzeczowy, gość nieco starszy ode mnie, całe życie na motocyklach. Do tego posiadacz aprilli pegaso 65o od dwunastu sezonów (sic!). Parę dni przed jego przybyciem opuściłem cenę na ogłoszeniu do 28 800zł. Natomiast podczas negocjacji przy samym motocyklu opuściłem jeszcze coś pro forma, zgodnie z tradycją  - 300 symbolicznych złotych.

    Kupiec był rokujący, natomiast ja w kwestii ceny pozostałem nieugięty. Kocham ten motocykl, jestem za niego pewny w stu procentach, wiem o nim wszystko i tak na prawdę to nie mam aż takiego ciśnienia na sprzedaż co daje mi do dobrą pozycję negocjacyjną, chociaż wydłuża sam proces sprzedaży. Ale uznałem, że się nie spieszy. Albo sprzedam za uczciwe, satysfakcjonujące  nas pieniądze albo jeździmy dalej.

    Kiedy wracałem ze spotkania (rozsądniej umówić się na jakiejś stacji niż na garażu) dostałem mega schizy pod tytułem żalu ze zbliżającego się rozstania z naszym mechanicznym przyjacielem. Po co ja w ogóle sprzedaję ten motocykl? Przecież on jest/stał się taki jak chciałem żeby był. Ze  wspólną, bogatą historią, niezawodny, już nie taki nowy że trzeba o niego przesadnie drżeć, a do tego zachowany w świetnym stanie. Nie zaskakuje żadnymi niespodziewanymi kosztami, elementy eksploatacyjne wytrzymują w nim rekordowo długo. Akcesoria w nim zamontowane są najwyższej jakości i funkcjonalności. Sami pewnie mieliście podobne dylematy i wątpliwości wynikające z przywiązania. Poza tym pierdzielić się ze sprzedażą, z zakupem nowego, rejestracją, wyrejestrowaniem i tak dalej... no i po co lepszy moto, skoro coraz mniej się jeżdzi?

    No coż, to już odwieczne dylematy ludzkości. Chęć zmiany i parcie coraz dalej i dalej, czyli jak śpiewał kiedyś kazimierz: przekleństwo człowieka na tym polega, że musi mieć więcej niż mu potrzeba. W moim przypadku nieomal siłowo popycham sam siebie do kupna/sprzedaży, po to aby wymusić na nas dalszy rozwój turystyczny. Projekt drugiego motocykla upadł już całkiem, bo ten sezon pokazuje, że jednym coraz mniej jest czasu jeździć a co dopiero dwoma. Ale jest ten przymus z tyłu głowy, imperatyw, żeby zrobić ten krok w przód, póki są nań możliwości.

     Łatwiej mi było poprzednim razem, kiedy zmieniałem kawasaki na triumpha - wtedy miałem konkretnie sprecyzowane cele, zmianę  z dzidowania na dwuosobową turystykę. Teraz po ponad czterech latach jedynym celem jest poprawa jakości tejże turystyki oraz tak zwana, nieco próżna "chęć zmiany". Zmiany, która teoretycznie spowoduje, że może wygodniej, więcej i dalej będziemy jeździć.... przynajmniej przez pierwsze jeden/dwa sezony.

     Oczywiście poinformuję was co z tego wyniknie. Na razie wygląda to średnio - mało osób dzwoni (covid ma tu myślę spory wpływ i rynek stoi) a motocykl, który sobie upatrzyłem i rozmawiałem nawet z właścicielem chyba się sprzedał, bo nagle zniknął z olixa. Ja natomiast nie mam w planach w tym sezonie żadnej obniżki swojej ustalonej ceny. Najlepszy scenariusz byłby taki, żeby teraz dobrze sprzedać, a kupić dopiero na jesień, kiedy ludzie wystawią swoje zabawki. Mam już wybrany model, rocznik, trzy możliwe malowania i konkretne opcje wyposażenia, więc wystarczyło by tylko siedzieć na kasie i bacznie obserwować rynek.

     Cóż, plan zacny, ale trudny w realizacji. Sezon się rozpoczął. Nie dosyć, że zasrany covid nas dojechał psychicznie, to jeszcze wyjątkowo kiepski maj się trafił. Alpy w czerwcu odpadły bezpowrotnie. Bieszczady trzy tygodnie temu też, ze względu na prognozy. Sezon jest trudny, a ja idę na rekord najmniej przejechanych kilometrów w roku, na tegorocznym tripliczniku tigera najechałem ich zaledwie dwa tysiące a jest już przecież prawie połowa czerwca. Zakładając, że sprzedaż by wypaliła, to jak tu wytrzymać resztę sezonu bez motocykla? Owszem można parę razy wynająć coś i o tym też myślę, ale to już wiadomo - najpierw trzeba sprzedać, a potem można myśleć.

    A sprzedać teraz nie jest łatwo.

Komentarze : 9
2020-06-09 20:28:39 jazda na kuli

strażowy - pewnie tak to się skończy, przyszłą wiosną o ile gospodarka choć trochę sie ustabilizuje.pójdzie za 25-26 i tyle :)
DominikNC - gdybym miał własny garaż to też pewnie sprawy toczyły by się inaczej. a tak to trzeba mieć na razie jeden sprzęt w miarę uniwersalny. zazdroszczę
TomSv - na tą chwilę było by to bmw r12oo gs/nie adv, z rocznika sierpień 2016 - grudzień 2017 poliftowe, bez esa i keyless, na lanych kołach w kolorze którejś wariacji srebrnej lub triple black.

2020-06-08 16:15:53 DominikNC

O akumulatorach to już nawet nie będę pisał. Siedem lat na jednym, to prawie cud. Skoro masz jakiś inny motocykl na myśli, to sprzedawaj i do przodu! Ja nie wyobrażam sobie sprzedaży swoich maszyn, gdybym tylko miał wolne dwa metry kwadratowe garażu, to od razu kupuje jednocylindrowe enduro. Jakoś znajdę czas, żeby tym jeździć ;) Pozdrawiam!

2020-06-08 11:10:56 TomSv

Możesz napisać jaki motocykl wybrałeś na kolejny?

2020-06-07 22:16:54 strażowy

cześć ...Twoja Yuasa wytrzymała całkiem spory kawałek czasu więc tylko się cieszyć że dotrwała praktycznie do sprzedaży moto - kilka sezonów uczciwie pracowała z tego co piszesz. Obecnie baterie tego producenta niestety kiepściejsze są i to informacja z kilku niezależnych źródeł...w obecnym motocyklu który posiadam ( dwuletnia hanka ) też padł buuuu, choć nie jestem pewien czy pierwszy właściciel zagraniczny nie zlał tematu i jak wielu, odstawił moto po sezonie na kilka miechów bez obsługi ....hmmm?
Ile gwarancji ma "motobatt" ?
Mnie w kilku motkach sprawdził się Tuborg gdzie jakość do ceny uważam jest świetna ( gwarancja 24 miechy :) )
Z tego co piszesz masz chęć na zmiany po kilku udanych sezonach z Tygrysem. To raczej wytłumaczalne hehe bo jak tu jeździć pół życia jedną hulajnogą kiedy jeszcze tyle innych "niemacanych". Jeśli teraz ktoś się nie porwie na to czarne cudo to pewnikiem po sezonie ani tyle nie wyrwiesz, początkiem 2021 rocznik znowu przeskoczy i Triumph będzie bardziej wiekowy czyli dla rynku znowu tańszy. Moim zdaniem jeśli faktycznie masz zamiar pozyskać innego turystyka to wycenianie z górnej półki nie ma sensu , zresztą kilka miesięcy pokazało że raczej nie tędy droga choć rozumiem że warto próbować...nikt nie lubi tracić na swoich zabawkach.
Może warto zweryfikować sposób sprzedawania żeby wreszcie sprzedać ? ...no chyba że mając sprawdzone toczydło postanowisz je nadal amortyzować . Powodzenia cokolwiek wydumasz :)

2020-06-07 21:55:55 okularbebe

Miałem takie aku. Kolor i obustronne klemy to rozwiązanie - mistrz! Szokiem dla mnie było to, jak leciutka jest ta bateria.

2020-06-07 18:31:50 jazda na kuli

okularbebe - ta jesień to będzie dobry czas na zakup. teraz powinien być dobry czas na sprzedaż bo sezon rusza, ale czas jest nietypowy. I im bardziej nietypowy moto, tym bedzie ciężej. żaden mój dotychczasowy motor nie sprzedawał się tak długo, a za każdego w sumie wołałem nienajtaniej, bo były warte ceny.
From_north_PL - na jesieni wystawiłem z opisem dodatkowego wyposażenia i odzewu nie było. no to teraz napisałem skąpiej bo chciałem sprowokować do kontaktu, aby mieć możliwość coś tam poopowiadać o motocyklu. ale odzew słaby, dwie osoby zadzwoniły, nikt nie pisze, że daje 19cie i czeka pod blokiem :)
erjot - no to rzeczywiście wynik godny obecnych czasów ;)

2020-06-07 13:33:04 Erjot

Ja też w tym sezonie idę na rekord. Jestem jednak dużo lepszy od Ciebie, mam przejechane 200km. Myślę, że mogę zawalczyć o podium w skali ogólnopolskiej w tej rywalizacji.

2020-06-07 12:41:36 From_north_PL

Właśnie obejrzałem ogłoszenie i trzymam kciuki. Zastanawia mnie jaką lepiej przyjąć strategię tworząc opis: czy próbować opisywać każdy najdrobniejszy nawet szczegół znanej historii pojazdu czy nie bawić się w takie niuanse bo szkoda na to energii? Ma to jakiś mierzalny wpływ na odzew?

2020-06-07 12:18:03 okularbebe

Jesli pierwszy kupiec, który chce coś zapłacić i nie robi z nas ostatniego głupka, to trza mu dać. Niech idzie. Przecież nastepne motocykle czekają. Jesli jednak mamy pełny pakiet w tym, czym oszczędnie dysponujemy, to tak jak napisałeś, nie oddajemy moto.
To tylko dlatego, że przychodzą sami naciągacze w obecnym czasie, ktorzy udają, że tego pakietu nie doceniają. I szukają taniej. Wiemy to, bo K1300R też próbuje sie sprzedać i tak to na razie wygląda... Jest trudniej i nieprzyjemniej.

  • Dodaj komentarz