Najnowsze komentarze
Nieeeeeeeee dla baraniej skóry na ...
Zaglądam regularnie. Nic nie piszę...
dzięki za gratki i ciepłe słowa. u...
No to pięknie, Gratulacje! Następn...
Gratuluje zmiany stanu cywilnego. ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

08.12.2014 17:58

Dog.

    Sztuka ta nie będzie opowieścią jak z mojego Zeta robię stunt psa. Nie, nie. Stuntując można niechcąco upaśc na asfalt i na przykład złamac sobię rączkę. Albo nóżkę. A tego byśmy nie chcieli, nieprawdaż, my preciousss?

     Pies jednak się pojawi.

    Jak robiłem prawko i szukałem motocykla, chcialem, żeby był duży. Nie, żaden piżdzik, po prostu duży, ciężki, poważny sprzęt, prawdziwy motor. Starajac się jak najkrócej opowiem dziś szanownemu gronu, jak wyobrażenio - marzenie skonfrontowało się po czasie z  praktyką i jak ta praktyka określiła moje zapatrywania na kwestię masy i wielkości motocykla. Zajebiście ważne kwestie.

    Nasz instruktor - pasjonat zebrał nas kiedyś do kupy i pyta się każdego po kolei, jaki kupi motocykl po zdaniu egzaminu na swój pierwszy. Padały różne odpowiedzi, była też między innymi taka o litrowym Gixerze. Odpowiedż, jakiej udzieliłem ja do dziś wywołuje u mnie uśmiech autopolitowania. Mając na uwadzę, że szukałem jakiejś kopii archetypu klasycznego motocykla, równocześnie błąkając się po portalach tematycznych, i myśląc nieśmiało o jeżdzie w terenie, dziarsko uniosłem głowę do góry i patrząc mu prosto w oczy wypaliłem... ja kupię BMW GS 1200 !

    Wiem, że to było skrajnie głupie. Instruktor nie miał nawet sił, żeby to jakoś konstruktywnie skwitowac. Jednak już wtedy przeczuwałem, że z mojej jazdy na krosie nic nie będzie raczej, zatem próbowałem zapewne połaczyc w swojej głowie jazdę po asfaltach z lekkimi szutrami i jakimś tam pseudo - terenem. Dlaczego jednak uparłem sie wtedy na Dużego Gieesa ? Zabiłbym się przecież na nim niechybnie. Opowiedż jest prosta. Uległem wtedy Mani Wielkości Sprzęta, w skrócie MWS, zatem powoli docieramy do kwestii naszego psa.

    Co do dużego GS-a szczerze podziwiam gości, którzy potrafią nim tak zamiatac jak Teach Mc Neil. Linka wrzucam w moje linki. Tu akurat demoluje on z zapałem osiemsetkę ubraną w kufry. A ja rzeczonej tysiącdwieście nie umiałem wycofac do tyłu pod leciutką górkę na jazdach testowych. Też miała komplet kufrów. Zapierałem się czubkami palców modląc sie żeby się udało. Udało się, ale byłem spocony i zziajany. Nie pasowałem do sprzęta.

    Mam 178cm wzrostu, nie jestem zatem jakimś szczególnie wysokim jegomościem. Ale szukając sprzęta i przeglądając portale, poradniki, czytajac dobre rady Starych Pożeraczy Tematu ,  wiedziałem już o co biega. Absolutnie nie mogę dopuścic do sytuacji, w której jadąc swoim motocyklem będę wyglądał jakbym dosiadał niedożywionego psa - podwórkowca.

    Na szczęście motocykl, którego wszedłem wtedy w posiadanie, był dosyc duży i ciężki. Był dobrym wyborem w tamtym czasie, chociażby ze względu na swoją masę. Wzbudzał we mnie respekt, swoim dostojnym ciężarem. Na nim się uczyłem, obserwowałem jak skręca, jak hamuje, jak działa jego zawieszenie, jak się z nim obchodzic, żeby nie wywołac tragedii.

    Drugi mój szpejuś, niesamowity Z750, przy Bandicie był kruszynką. Jak już wspomniałem w którymś z poprzednich wpisów, na początku wogóle mnie nie przekonał, aż do czasu jazdy próbnej. Sęk w tym właśnie, że on był prawie czterdzieści kilo lżejszy, co powodowało, że był o niebo poręczniejszy. Do tego gabarytowo był mniejszy. Był łatwiejszy w takich szczegółach jak parkowanie, przejeżdżanie po krawężnikach, skrótach po mokrych trawnikach przepychaniu go gdzieś, oraniu podmiejskich szutrów, słowem we wszystkim.  Łatwiejszy, przyjemniejszy, przyjażniejszy, czyli dający o wiele więcej przyjemności z obcowania z nim. A przecież w jeżdzie na motocyklu chodzi właśnie o przyjemnosc, no nie?

    Jedna tylko rzecz mi nie pasowała, a mianowicie to, że wydawał mi się on trochę jakby za mały. Byłem jeszcze na typowym dla mojego rozwoju etapie, kiedy gloryfikowałem większe sprzęty. Motyw jeżdżenia na psie dalej gdzieś tam tkwił mi z tyłu głowy. Wtedy najważniejsze dla mnie były nie tylko osiągi, ale i wygląd. Nie chciałem jeżdzic za małym motocyklem. Nie potrafiłem jeszcze skumac wtedy, że ta Zetka tak zajebiście wymiata, nie tylko dla tego, że jest nowocześniejsza i trochę młodsza. Nie kumałem do końca, że jest to głównie zasługa masy i geometrii. A powinienem, bo już wcześniej schodziłem z wagi, wtedy z mojego górala. Zbicie masy z 13 kilo do 10,4 przy zachowaniu jednocześnie wymaganej przy szybkich i trudnych zjazdach sztywności kosztowało dużo kasy i nerwów.

    Po niedługim czasie i zrobieniu dziesięciu tysięcy, sprzedałem 750-kę. Głównie dlatego, że chciałem mocniejszego motocykla, ale także dlatego, że miałem poczucie, że wizualnie jest ona jakby za mała.

    W międzyczasie obserwowałem innych motocyklistów, jeżdziłem innymi sprzętami i powoli moje przekonanie o wyglądzie, jeżdżeniu na psie i takich tam ulegało zmianie. Wraz ze wzrostem umiejętności, zacząłem coraz bardziej doceniac lekkośc i skrętnośc poszczególnych sprzętów. Ich łatwosc manewrowania i poręcznośc. Zajebistą przyjemnośc płynącą z jazdy ogarnialną w pełni, przyjazna konstrukcją, z którą nie trzeba walczyc i zmuszac do skręcania. Gdy ta poręcznośc i nie za duże gabaryty poparta jest dużą mocą, zabawa jest niesamowita.

    Jednak, każdy lubi co innego i jeżdzi inaczej. Turystyczne enduro są duże i wymagają uwagi, ale daja kupę radochy i skręcają rewelacyjnie, armatury są duże i skręcają po swojemu, a ludzie i tak je kochają. Ja natomiast jeżdżę bardziej sportowo i technicznie, więc zwracam coraz większą uwagę na masę i poręcznośc. Na coraz mniejsza masę i mniejsze gabaryty. Pies i siedzący na nim borok powoli odchodzą w niepamięc.

    Doskonałym przykładem są tutaj sporty. Bardzo często widzę wysokich typów, lub kobiety siedzacych na motocyklach takich jak R6, CBR 600, R1, czy ZX10R. W sportach ważny jest każdy gram masy, lub raczej jego brak. Wdrażanie technologi, które pomagaja odchudzic konstrukcję kosztuje krocie. Te motocykle nie są duże i przede wszystkim niskie. Nie odnoszę jednak wrażenia, że dosiadający je jeżdżcy siedzą na zziajanych psach. Widzę raczej , że maja pod soba zwartą, kompaktowa, zwinną lekką konstrukcje, która dysponuje dużymi możliwościami.

    Jaki z tego morał? Ano taki, że planując zakup pierwszego motocykla sugerujesz się takimi wskazówkami jak te o psie na przykład. Ej, nie kupuj Suzuki GS 500, bo będziesz wyglądał jak byś właził na psa , stary, ja o takim marzyłem jak miałem trzynascie lat (to słyszałem osobiście) Staje się to jednym z kryteriów, którym się kierujemy. Jedni rozsądnie mówią o powolnej gradacji mocy, a inni wspominają o zwierzakach domowych i myślisz sobie w końcu...jejku, kto chciałby jeżdzic na psie? I niesłusznie odrzucasz ciekawe propozycje. Nie bez przyczyny w anglojęzycznych recenzjach często słyszy się '' easy to ride''..or not.

    Tak więc uważam, że rozmiar motocykla to rzecz naprawdę względna i popełniałem spory błąd sugerując się znacznie tym wyróżnikiem podczas moich poszukiwań. Długo trwało, zanim to ogarnąłem. Wiadomo, że Pudzian na Romecie Ogar Caffe nie zdobędzie odpowiedniego poszanu pod galerią handlową, prędzej prawdopodobnie złamie w nim ramę, ale często wydaje się nam po prostu, że wyglądamy jakoś dziwnie, a w rzeczywistości nie jest wcale aż tak żle. Najważniejsze dobrze czuc się na sprzęcie, cieszyc jazdą, dawac sobie z nim radę, a wygląd to nieraz sprawa drugorzędna.

    Nie odkrywam żadnej Ameryki pisząc, że na lekkim sprzęcie łatwo się jeżdzi, a na ciężkim trudniej. To troche banalne.

    No a teraz? Mam to szczęście, że uwielbiam swój motocykl mimo jego paru wad i świetnie mi się nim jeżdzi. Jaki wybiorę, za dwa, trzy sezony, kiedy postanowie tego sprzedac?. Teraz mogę śmiało powiedziec, że nie mam pojęcia. Nie mam zielonego pojęcia. Motocykle to taki ciekawy temat, który cały czas ewoluuje mi w głowie. Raz mi się wydaje, że będzie to obładowane kuframi turystyczne enduro i będziemy z Agą jeżdzic w trasy i zwiedzac sobie, innym razem, że będzie to wyjebista RN22 w złotych lagach i czarnym macie i będę targał łokciem po asfalcie, innym razem, że Sportser Fourt-Eight, albo maxi skuter. Remedium na moje rozmyślania mogła by byc jakaś gigantyczna wygrana w totka, wtedy pokupywałbym te wszystkie sprzęty i jeżdził odpowiednim w zależności od aktualnego nastroju i nastawienia. Ale żeby wygrac, najpierw trzeba grac.             ;          &nbs p;          &nb sp;    

          &n bsp;          & nbsp;                       ;          KONIEC

    Jeszcze post scriptum dla Gregora 1365 odnośnie Kawy.

    Analizowałem Twoje komentarze Gregor i mam nadzieję, że nie szukasz wersji z owiewką :) Wygląda jak nieudany przeszczep przodu z turystycznego enduro lat osiemdziesiątych do lekkiego streetfightera. Natomiast wersja naked, która ja miałem, z roku 2006, jest po prostu zajebista. Jeżdzi się kapitalnie. Jednak zwróc uwagę na dwa  mankamenty. Są nimi twarde siedzenie i wysoko zamontowane podnóżki. Naprawdę wysoko. Siedzenie niewygodne jak w sporcie czasów peerelu. Sto kilo nawijasz i paraliż dupy gotowy. W celu wyjazdów w  dalsze trasy, należy koniecznie pomyslec o akcesoryjnym ziclu i obniżyc podnózki. Bez tego, do dalszej jazdy średnio się nadaje. Da się, jeżdziłem nim w trasy, ale wiesz, po co sie męczyc... Jednak ogólnie ta Zetka jest naprawde mocna i łączy cechy litra z wydatkami na sześcsetkę. Każdy, kto nią jeżdził, mówił mi, że jest konkretna, naprawdę. Gdybym teraz musiał sprzedac moto i powiedzmy mógłbym dopiero za jakiś czas kupic nowe, a w grę wchodziłby dobrze utrzymany Z1000 z 2005 roku i dobrze utrzymany Z750 z 2005 roku, bez namysłu brałbym małego Zeta. Duży jest o wiele cięższy, wpierdala paliwo jak małpa kit, a do setki ida prawie łeb w łeb...na góre wrzucam jeszcze fotę z mojego wyjazdu do Czech z kumplem na dwa motocykle, z tym, który kupił mojego Bandita. Gabarytowo oba wyglądaja tutaj podobnie, lecz Zetka jest dużo węższa i zwarta, a Bandit troche rozlazły i zawalaty (ale taki jego urok) Jest też twardsza, co powoduje, że ogarnia ciasne ronda jak przyklejona. Gdy zsiadłem z niej i siadłem na chwile na Bandita w celach wspominkowych to miałem wrażenie, że buja się dostojnie, jak stary tapczan Babci Jadzi na każdej nierówności. Wydaje się, że może miec to jakiś tam urok, ale jak chcesz jeżdzic bardziej sportowo, to za miękkie zestrojenie zawiechy jest sporym utrudnieniem. Kawa jest twarda i nie ma litosci.

pozdro

Komentarze : 2
2014-12-09 20:33:57 EasyXJRider

Widzisz, a u mnie z maszynami to totalna dychotomia. "Drogowo" po prostu pasują mi spore maszyny typu "muscle". Sprawdzałem kilka aż trafiłem na xjr-ę i przepadłem. Jak dla mnie, jest to maszyna niemalże idealna. Zupełnie nie podeszły mi enduraki (z wyjątkiem nowego dl1000 - prawie), sporty czy supermoto.
Z drugiej strony, do zabaw torowo-podobnych korci mnie coś bardzo lekkiego... Marzy mi się złożenie czegoś w stylu Supermono500.

2014-12-08 21:47:14 gregor1365

Siema, dzięki za cenne wskazówki. Ja mam 172 cm wzrostu więc jestem konus co to wyrósł jak góralski owies. Mam kilku kumpli motocyklistów i co człowiek to opinia o maszynie, wiadomo- co kto lubi. Przeważnie jednak chłopaki chcą upalać sprzęty do granic możliwości, stąd często narzekają na wiatr który przy prędkościach rzędu 250 km/h na pewno daje się we znaki. Ja nie mam jak na razie takich zachcianek, raz w życiu jechałem cbr- ką mojego kuzyna 230 km/h i powiem szczerze że trochę mnie wtedy przeraziło, ogólnie było prze zajebiście tylko dlaczego wyprzedzane samochody zbliżają się tak szybko? wiem, kwestia oblatania i przyzwyczajenia oka do nowych warunków.
Co do kawy, stać mnie będzie na taką pomiędzy 2009-2010 i oczywiście bez owiewki (od 2007 S nie robili) co do której mam takie samo zdanie jak Ty. Kumpel miał zetę S i na żywo prezentowała się ładnie, jednak jak zobaczyłem z bliska model z 2008r to z wrażenia musiałem złożyć kurtuazyjną wizytę na garażu z kumplem czteropakiem żeby znów tępo wpatrywać się w przygotowany zawczasu kącik dla tej cholery. takie życie, na raz wszystkiego mieć nie można. Maszynę chcę wykorzystywać do latania wokół komina, czasem może z żonką jak uda się komuś dzieciaki wcisnąć, także jestem przekonany że zetka będzie wyśmienita. Tyłek mam odporny na twarde siedzonka, 16 rok już śmigam szosowcem a zimą góralem to jestem przyzwyczajony, nie mam problemów z bólem kręgosłupa czy girzłów które są po prostu wyrobione i gotowe do ciężkiej roboty. Jednak jak tak zapieprzałem latem i wyprzedzała mnie grupa riderów, poczułem zapach spalin i ten dźwięk........ ja pierdolę, nie dam rady do tej wiosny.
Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz