Najnowsze komentarze
Nieeeeeeeee dla baraniej skóry na ...
Zaglądam regularnie. Nic nie piszę...
dzięki za gratki i ciepłe słowa. u...
No to pięknie, Gratulacje! Następn...
Gratuluje zmiany stanu cywilnego. ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

03.12.2014 22:18

Opowieśc zimowa.

jest w lesie ptak, na wieży dzwon...

    Siema.

    Ja, Poczatkujący Motocyklista vel. Mistrz Prostej Spod Świateł wróciłem właśnie z przelotu koło komina po znanych okolicznościach przyrody. Przed wyjściem wyjrzałem przez okno. Ciemno choc oko wykol, na termometrze dwa stopnie na plusie. Asfalt suchy, wiatr minimalny, wilgotnośc nieduża. Słowem, jak na grudzień wieczorem idealne warunki na małą dawkę adrenaliny. Od rana obserwowałem pogodę i czułem, że dzisiaj sobie polatam.

    Wpis, który teraz sobie publikuje nie ma na celu gloryfikacji jazdy w warunkach zimowych. Każdy ma swoje odczucia. Kto jeżdzi ten jeżdzi, a kto nie to nie. Pokuszę się jedynie na szereg moich obserwacji, jakie poczyniłem przez te trzy sezony, kiedy jeżdżę do grudnia, do pierwszych opadów śniegu. Dam znac, co mi pomaga i ułatwia taką jazdę, żeby była ona przyjemnością, pomimo trudnych warunków. Bo ona ma dawac przyjemnośc właśnie. Latanie zimą tylko po to, żeby nawinąc kilo, czy też, żeby byc najtwardszym kozakiem w okolicy, to nie moje klimaty. Jak nie ma radości, to na chuj taka jazda. No chyba, że do pracy, lub w celach typowo praktyczych. To jednak trochę inna bajka niż moja, ale opowiem trochę i o tym.

     Gadałem ostatnio z jednym kumplem. Jego znajomy, którego ja też poznałem kiedyś, miał ostatnio wypadek na motocyklu. Działo się to w wieczornej, jesiennej szarudze i jedna osoba uczestnicząca w tym zdarzeniu straciła życie. Rzecz miała miejsce jakieś dwa tygodnie temu. Trzy, lub cztery tygodnie temu mój rozmówca z koleji miał wyjebkę na swoim motocyklu, na wskutek której mocno się poobijał, a jego sprzęt wygląda teraz na szkodę całkowitą. Znajomy tenże powiedział mi  podczas owej rozmowy, że doszedł do wniosku, ze swojego doświadczenia, że teraz się już po prostu nie jeżdzi. Jest zimno i koniec. Nie tylko on tak sądzi, bo w moich okolicach od miesiąca nie widac już prawie żadnych motocykli. Jakąs Afrykę widziałem, jednego czopera, plastików żadnych. Na placu boju zostały jedynie motorowery i skutery. One nie poddają się nigdy.

    Ale specyfika jazdy w niskiej temperaturze na skuterach i motorowerach różni się znacznie ze względu na swoja filozofię, z jazdą na motocyklu. Wiadomo. Nieraz widzę gości w kasku typu jet, albo w adidasach, często bez rękawiczek, jak jeżdżą w minusowych temperaturach. Podziwiam i wiem, że już sie zahartowali. Wiem, że łączą przyjemne z pożytecznym i jadą sobie do pracy, albo do budy. Bliskośc celu, jego określona odległośc i przewidywalny moment zakończenia podrózy pozwala im wytrzymac pewne niedogodnosci i rozgrzac sie na miejscu u celu, w łatwym do określenia czasie. Można zacząc zaplanowane zajęcia, bez zbędnego przebierania i planowania jazdy. No i prędkości są znacznie niższe, a wiatr mniej agresywny. Jeżdżą głównie w miastach, często stają na światłach. Ale załóżmy sytuację, w której sprzęt z tak ubranym kierownikiem rozpędza sie na tym zimnym wietrze do powiedzmy 130km/h i tak sobie jedzie pół godzinki. Szybka hipotermia.  Lecz mimo, że sam dużo ględzę o bezpieczeństwie, rozumiem taką postawę i szanuję. Przypuszczam, że gdybym miał dziesięc kilometrów do pracy pewnie nie za bardzo bym sie ochraniał. Jestem dosyc leniwy z natury, a człowiek ma tendencje do upraszczania.

    Kiedy gadałem sobie z tym moim kolezką, albo kiedy idę ulicą gdzieś i jest mi zwyczajnie zimno, wtedy już prawie decyduję się, żeby szybko chowac sprzęta. Ale kiedy śmigam na nim dobrze fajnie poubierany, myślę, żeby schowac go jak najpóżniej się tylko da. Jak prawie każdy myślący organizm na tej ziemi wykształciłem sobie nawyki dostosowywujące mnie do trudnej sytuacji. Pozwalające przeżyc. Jeżdzic na motocyklu, kiedy inni kulą się z zimna na zmarzniętych ulicach.

    Dzień, który wybieram na wyjazd musi byc absolutnie bezdeszczowy. Asfalt ma byc suchy. Przy krawężnikach mogą byc zamarznięte kałuże, ale środek musi byc suchutki.

    Kiedy warunki są odpowiednie, przystepuje do rytuału.

    W domu robię sobie gorącej kawy i powoli zaczynam nakładac swoje warstwy. Najpierw termoaktywne gatki. Potem dwie pary skarpet, na skórę stopy wpierw idą techniczne. Na to zakładam spodnie texy z Modeki, niedrogi model Cartagena, ale z grubą podpinka, sprawdzają się rewelacyjnie. W kroku tylko kiedyś strzeliły, ale krawiec opanował temat. Potem sciągam z kaloryfera ciepłe buty, oczywiście z wysoka cholewą. I tak się powoli szykuję popijajac kawę. Kawa rozgrzewa od środka i zdecydowanie polepsza koncentracje.

    Następnie idzie bluza termo, na to dwie bluzy sportowe z długim rękawem, na to góra od dresu wysoko zapinana, potem  kamizelka z polaru, też z wysokim zapieciem. Na to wszystko zakładam skóre. Czuję się opięty, to oczywiste, ale  tragedii nie ma, bo ten zestaw mam już sprawzony metodą prób i błędów. Dopijam kawe, nie spieszę się. Na głowę zakładam grubą czapkę i wychodzę na klatkę. Zamykam drzwi i na korytarzu wkładam zimowe rękawice z gore-texu. Wszystko to robię w pomieszczeniach po to, żeby maxymalnie rozgrzac pod ciuchami organizm, ale tylko do tego stopnia, żeby się nie spocił. Najlepiej jednak by było miec ciuchy na prąd i tyle.

    Potem idę na parking. Wyjście na zimno nie demotywuje, bo jest mi już bardzo ciepło. Sciągam pokrowiec i wytaczam motocykl. Jest zimno, a olej gęsty i zlany na bok dna silnika. Przez ułamki sekund ciśnienie ma trudności z zaciągiem go w kanaliki olejowe i przez ten krytyczny, krótki moment odpalony silnik pracuje prawie na sucho. Żeby zminimalizowac to niekorzystnie zjawisko przed uruchomieniem silnika składam kosę i ustawiam moto idealnie w pionie, niech silnik równo pociągnie olej z obu stron.

    Zima to dla silników niestety najgorszy okres. Większa częśc ich ogólnego zużycia powstaje w niskich temperaturach. Jest taka anegdota o londyńskich taksówkach TX4, które bez problemu robią ponad milion mil bez remontu, na jednym silniku. W GB nie ma mrozów, a silnik nieraz całe dnie chodzi na ciepło, bo na bazie zmieniają się tylko kierowcy...

    Moto już prawidłowo odpalone i chodzi sobie na ssaniu. Schodząc z obrotów emituje do atmosfery dwa grube słupy pary wodnej. Wygląda to zajebiście. Jak czegos zapomnę w schowku, nie gaszę teraz silnika, żeby wyciagnąc kluczyk. Czekam, aż sie zagrzeje i sam zejdzie z obrotów. Motocykla na ssaniu się nie gasi.

    Ogólnie też staram się uważac na paliwo. Tzn. zawsze leję na sprawdzonych stacjach, tankuję tylko PB98 bezsiarkową, z jakiej stacji wszyscy wiemy, albo V Powera Plusa. W benzynie 98 lub więcej jest ciut mniej biokomponentów i więcej dodatków czyszczących. Staram się też nie zostawiac motocykla na długo z pustym zbiornikiem, podczas postojów. Jak kończę jazdę a mam blisko rezerwy, dolewam do pełna. Zwłaszcza teraz, gdy jest wilgotno i zimno. Wewnątrz baku, na nie zakrytej paliwem stali lubi skraplac się woda i kapac do benzyny. O wtryski trzeba dbac.

    Gdy motor się grzeje, ja zrzucam czapę i zakładam kominarę. Rozciągniętą, cieńką szmatę z Brubecka, która miałem, wywaliłem do śmieci i kupiłem grubszą, typowo narciarską z małym wycieciem na oczy i osłoną nosa. Różnica jest piorunująca. Na to nakładam kołnierz z windstoperem, ale nie wpuszczam go pod kurtkę, bo ciężko potem kręcic głową. Jest lużno na kurtce i spełnia swoje zadanie. Na to wszystko zakładam kachol i powoli, nieśpiesznie, jeszcze przed wejściem na moto wszystko dokładnie sprawdzam, czy dobrze leży. Tu pośpiech jest tu niewskazany. Dopinam wszystkie suwaki. Chwile, które teraz pozornie zaoszczędz stracę potem na poboczu stając i denerwując się, że ciuchy mi nie leża.

     Wygląda to nieco upierdliwie? Jak męczarnia z ubieraniem? Cóż, ja bardzo to lubię, bo mam to już prawie opanowane. Trochę mi to zajeło. Sprawia mi to radochę, wiem co robic i jak. Zanim do tego doszedłem, troche się nawkurwiałem, ale taka jest kolej rzeczy. Nagrodą są świetne wrażenia z jazdy zimą. Na dworze jest na przykład minus osiem stopni, a ja czuję, że wiatr mnie nie ruszy przez jakiś czas. Wracam od razu, kiedy zaczynam się wychładzac. Przy wychłodzeniu moja koncentracja gwałtownie spada, a czas reakcji się wydłuża. Wyczuwam teraz, kiedy powinienem zacząc zjeżdżac na parking, ale wcześniej różnie to wyglądało. Raz bym przyjebał w auto, bo za póżno podjąłem decyzję o hamowaniu. Mój umysł przestał działac prawidłowo, a zimna dłoń kiepsko cisnęła klamę.

    Dobre rękawice, przy paru stopniach na plusie pozwalają na dosyc długą, ciepłą jazdę. Wczeniej miałem skórzane używki sportowe i pod nie wkładałem jeszcze cieńka parę bawełnianych rękawiczek i jakoś też dawałem radę. Jak tylko czuję chłód, odpalam manety, nie czekam aż mi wymarzną łapy. Logicznym by było odpalic manety razem z silnikiem, ale pobierają one sporo energii i wolę, żeby po odpaleniu instalacja trochę pochodziła na mniejszym poborze prądu. Jak wracam, to wyłanczam je parę kilometrów wcześniej i one jeszcze jakiś czas są ciepłe. Niesamowite, jak manetki potrafią rozgrzewac organizm. Następny wynalazek, bez któtego sobie nie wyobrażam jazdy to pinlock. Miałem poprzednio starego Schubertcha bez niego i parował tak, że nie dało się zimą jeżdzic. Nawet jesienią. Na światłach otwierałem szybkę i próbowałem wycierac parę rękawicą...efekt był łatwy do przewidzenia. Szyba parowała jak drzwi w saunie.

    Przy temperaturze około piec-dzieśięc stopni, w fajnym dniu na jazdę, robię sobie komfortowo około 100-150 kilometrów. W zimny dzień, czyli poniżej zera zwykle około 50-70 kilometrów. Temperatura odczuwalna podczas jazdy jest kilkanaście stopni niższa, niż ta na termometrze.Jeżdżę głównie po drogach szybkiego ruchu i węzłach autostradowych, najbardziej je lubię i mam tu tego sporo. Są dobrze oświetlone i utrzymane, o w miarę równej nawierzchni, niedawno wybudowane. Po ciemnych drogach krajowych, lokalnych, pozamiejskich staram się teraz nie jeżdzic, zwłaszcza wieczorem, czy nocą. Kiepska widzocznośc i motocykl, to śmiertelne połączenie. Wytężony do granic możliwości wzrok biega od krawężnika do krawężnika w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia, aby w porę sprawnie zareagowac. Kiepska radocha z takiej jazdy w stanie napięcia psychicznego zbliżonego do naciągu baranich jaj. Zjeżdżam czasem do miast, żeby się ogrzac od wolniejszej jazdy :) Najlepiej mi się jeżdzi w weekend rano, ale nocną jazdą też nie pogardzę. Jazda rano natomiast, z wypoczetym organizmem działa niesamowicie energetycznie i ładuje mi akumulatory na cały dzień. Jest lepsza od najlepszej Kopi Luwak.

    Jednak nie wiem, czy chciałbym, żeby zimy wogóle nie było. Zima jest fajna też dlatego między innymi, że można odpocząc, nabrac dystansu i przemyslec pewne sprawy. Przemyślec miniony sezon i wyciągnac wnioski. Sprzęt stoi pod dachem, a człowiek planuje następny rok i ma czas, żeby zatęsknic. Odstawiona na jakiś czas pasja tak szybko nie powszednieje. Sezonowośc jest ożywcza.

    Jazda zimą niesie ze sobą niestety także wiele specyficznych niebezpieczeństw. Zarówno czynnik ludzki jak i opór maszyny to coś, czemu muszę stawic czoło i o czym bezustannie pamiętac.

    Ludzie siedzacy w samochodach i kręcący sie w pobliżu ulic stanowią o wiele poważniejsze zagrożenie, niż latem. Nasza sprawnośc psychomotoryczna jesienią i zima jest znacznie pogorszona. Ziewamy na potęge, smarkamy i kichamy. Jesteśmy mniej odporni na niskie cisnienie, przemęczeni, często wkurwieni, a nasz nastrój ogólny jest daleki od ideału. Podejmujemy zatem niezupełnie przemyślane decyzje, póżniej dostrzegamy niebezpieczeństwo i póżniej na nie reagujemy. Dla motocyklisty to moim zdaniem zimą najwieksze zagrożenie. Nie sama trudnośc techniczna jazdy, ale czynnik ludzki.

    Nie wiem, jak u zwierzaków jest z podejmowaniem decyzji, ale trzeba teraz szczególnie uważac na nie zwłaszcza poza miastem. Jedzenie na polach się kończy i zwierzyna podchodzi coraz odważniej do domostw ludzkich, kręci się przy drogach. Dzisiaj koło 5.30 rano jechałem samochodem przez ciemny las, tak coś koło 110km/h miałem na zegarze. Wypadam zza zakrętu, a tam na środku drogi stoi rudy kot i wpierdala jakies rozjechane pozostałości po innym zwierzaku. Jak to zobaczyłem oblał mnie zimny pot, a włosy stanęły dęba. Dałem od razu po hamplach, i odbiłem lewo, ale kot na szczęście opamiętał się i czmychnął w krzaki. One czasem w blasku reflektorów stają jak zaklęte, zahipnotyzowane, i ani w lewo, ani w prawo. Tylko upiorne oczy świecą po krzakach. A może to jakiś lis był...nie wiem, nie zdążyłem sie upewnic, bo akcja rozwinęła się zbyt dynamicznie.

    Co do sprzętu z nim nie jest już tak żle. To, że opony słabo kleją i trzeba na stycznośc z podłożem szczególnie uważac, każdy z nas dobrze wie. Podczas minutowego postoju na światłach, albo podczas tankowania na stacji, przy minusowej temperaturze gumy ostudzają się błyskawicznie, o ile wogóle były ciepłe. W miescie praktycznie cały czas jeżdżę na zimnych. Poza tym słabo sie składajac zużywam głównie sam środek opony.  Hamulce nie potrafia osiągnąc prawie żadnej temperatury roboczej, płyn jest cały czas zimny jak cycek czarownicy. Motor na poczatku wydaje się byc słabo skrętny i kwadratowy. Pierwszym paru kilometrom staram się poświęcic szczególną uwagę i rozgrzewac się wraz z motocyklem. I jeżdzic z dala od białych pasów, które są teraz o wiele, wiele bardziej śliskie od asfaltu niż latem i cholernie niebezpieczne. W samej technice jazdy w takich warunkach hamowanie ma znaczenie wg. mnie kluczowe. Tak samo ważne jak operowanie gazem pochylonego motocykla. W hamowaniu dla mnie podstawa to spokój i żelazne nerwy. Plus ułamki przewagi wynikające z obserwacji innych obiektów dające odpowiednią szybkośc reakcji. Sekunda dla motocyklisty to bardzo dużo czasu. I tu zataczamy kółko wracając do tematu wypoczęcia, koncentracji organizmu o którym tak często piszę

    Jest też oczywiscie sporo plusów jazdy zimą. Insektowni nie ma w powietrzu, nie muszę czyścic szybki co chwilę. Pod względem odzieży ochronnej nie moge byc już lepiej ubrany. Zimą jeżdżę ogólnie wolniej i ostrożniej. Nie składam się za głęboko. Moto nie grzeje się w miescie. Ludzie przygladają się z zaciekawieniem. Jest frajda, że można jeszcze dalej efektywnie jezdzic. Cieszyc się jazdą.  Sprzęt jest w ruchu. Pracuje.

    Fajnie by było miec jakiegoś endurka z kolcami na gumach i bawic się w śniegu po jakiś pustkowiach. Spadac z motoru w kopny śnieg i cwiczyc ułożenie ciała poczas upadków. Zamiatac tyłem w lewo i prawo. Mielic tylnym kołem przy każdym muśnięciu gazu. Pojechac nocą na zamarznięte jeżioro...ach, marzenia..

    Wiem, że starzy wyjadacze, którzy jeżdżą już długo, nie bawią się za bardzo w regularną jazdę zimą. Mi też pewnie niedługo przejdzie. Na razie jednak jest super i mam z tego sporo zabawy. Czekam do pierwszych opadów śniegu i wtedy będę chował gadzinę. Nastąpi to już pewnie niedługo, chyba, że pogoda nas jakoś wyjątkowo zaskoczy w tym roku.. święta bez śniegu, to by było to. Co do zimowania nie bawię się w jakies szczególne ceregiele, bo moje zimowanie trwa tylko około trzy miesiące, zależy jaka w marcu będzie  pogoda. Nasmaruje łańcuch, wyczyszczę dokładnie cały motocykl, naleje paliwa do pełna, zabiorę akum do domu i tyle. Olej mam świeży, zmieniłem tysiąc temu, motocykl przeszedł duży serwis. Nie bawię się w żadne przetaczanie opon, zatykanie wydechów, zalewanie tłoków olejem, ani uruchamianie co jakiś czas silnika. Takie odpalanie na krotką chwilę, na jałowych, wiecej szkód przynosi niż korzysci. Kompensacja pary wodnej i takie tam. Pokrowcem nakryję Lalunie, żeby się nie kurzyła i wrócę po nią w marcu. Da se radę.

    Do czasu zimowania pewnie zrobię jeszcze pareset kilo uważnie obserwując sytuację na drogach. Mam nadzieje, że na koniec sezonu nie zaliczę jakiejś paskudnej wyjebki. Wy także uważajcie, jak jeszcze jeżdzicie. Inny mój znajomy ma kolegę, który w zeszłym tygodniu wyjechał autem przed motor i zabił motocyklistę. Nie widział go, albo żle ocenił odległośc. Może był zmęczony, może w złym nastroju. A może motocyklista był zmarznięty i zdekoncentrowany, któż to wie.

   Motocykl nie ma mózgu, trzeba używac swojego. Trzeba uważac.

Komentarze : 7
2014-12-10 14:59:07 klurik

@left 4 dead
To jednak mamy daleko. Ja z płaskiego Mazowsza.

2014-12-08 00:22:59 gregor1365

Siema, widzę chopy iż niespodziewanie temat garażu wywołał skrywane dotąd namiętności- i słusznie. To azyl, eldorado, magiczne miejsce, punkt zborny i ucieczka od rzeczywistości zaczarowane w 15 m2 powierzchni użytkowej. Z domu do niego mam 2,150 m: piechotą 20 min, góralem 6, szosowcem na karbonie niecałe 4 pod warunkiem że same zielone światła po drodze, na skrzyżowaniach gdzie podskakują mi jedynie jeźdźcy na moturach. Koledzy co mają go pod nosem mówią że to za daleko (błogosławiony ten co ma chałupę z wejściem z garażu do przedsionka), powiem tak: odległość idealna, latem jak się przejebię focusem i nawinę parędziesiąt kilo na trasie, to warto go umyć, nasmarować, zadbać etc... przy tym 4-pak żubra na wyssane kiszki smakuje i działa tak jak się należy, trzeba tylko telefon wyciszyć bo moja druga połówka się piekli, ale tu cud- nie przyjdzie bo za daleko. jak ten czteropak rozpracuję i robotę wykonam, to nie ma możliwości żeby na dwa kółka zasiąść, pakuję gitarę na własne girzły albo tramwaj jak bolą po rowerku i daję w kierunku bazy. schemat ten przetestowałem i sprawdza się w praktyce. polecam.
jak tylko opuszczam ten swój azyl, to patrzę z tęsknotą na przygotowane puste miejsce gdzie ma stanąć ON- motur, kumpel, przyjaciel, wariat i diabeł wcielony mój wymarzony i wyśniony. będę go miał, będę go miał jak nic.
Byle do wiosny Panowie......

2014-12-06 23:58:55 left 4 dead

@klurik, propozycja zacna i ciekawa. Jednakże wg. rachunku prawdopodobieństwa szansa, że mieszkamy w tym samym mieście jest niewielka. Tylko wtedy ten pomysł miałby głęboki sens. Domyślam się jednak, że podobnie jak ja, Ty również mieszkasz na Śląsku :)

2014-12-05 14:12:43 klurik

@left 4 dead
A może mamy blisko do siebie i ściepa na garaż by wyszła? Zimą mam gdzie, ale latem mam to samo co Ty.

2014-12-04 23:13:29 EasyXJRider

O tak, garaż. Czy może raczej mały warsztacik, w którym mogę sobie dłubać przy moich maszynach.
Dla mnie jest to najlepsze remedium na odstawienie od siodła. Właściwie, zimowy sezon warsztatowy jest dla mnie nieodzownym uzupełnieniem sezonu drogowego.

2014-12-04 00:24:41 left 4 dead

GARAŻ to z kolei jest moje marzenie. Niestety na razie się nie zanosi. Chyba będę dożywotnio bulił kasę za ten parking. :)

2014-12-04 00:03:50 gregor1365

Siema, trochę jednak czekałem na kolejny Twój kolejny wpis który lubię sobie wieczorkiem przy browarku poczytać w ciepłym mieszkanku, bo napisany jest językiem który mi akurat odpowiada.
Niestety u siebie na ten czas nie posiadam rumaka o którym marzę na jawie i we śnie i którego ujeżdżałbym właśnie nawet w takich porach jak teraz (też mam mroźno ale sucho za oknem) ale to po kolei.
Jazdę zaszczepił we mnie mój Tata ucinając zawieszenie siedziska motorynki Pony które nadawało się wtedy dla 6 latka. Upalaliśmy z kolegami we wszystkich kierunkach świata nasze bzyki (komarki z biegami w rękach i na pedałach, ogary, jawki, charty, iże, junaki ja pierniczę ile ich było?) Milicja ścigała nas nie raz za łamanie przepisów i było git. To były piękne czasy. Później po podstawówce przyszła szkoła średnia, gra w kapelach co się wiązało z "teges szweges" nie było czasu na wariowanie na dwóch kółkach. Matura, wojo, pierwsza miłość (porażka), pierwsza poważna mało płatna praca, wszystko kurwa pierwsze tylko pieniędzy brak. Dziś mam 39 lat na karku, żonka, 2 dzieci mieszkanie i co najważniejsze jest on: GARAŻ (wyremontowany, odmalowany i przygotowany na przyjęcie stałego bywalca). Jest dobrze. Na wiosnę planuję zakup maszyny kawa z750, żonka nie jest zadowolona ale dała zielone światło, jak ją przewiozę wiem że zmieni zdanie hi hi.
Tak na poważnie: jazda motocyklem śni mi się po nocach nieważne w jakich warunkach. Zapierdzielam i jest przepięknie- już niedługo, jeszcze tylko trochę gościu wytrzymaj i dasz radę, do wiosny blisko.
Jak na razie odpalam swojego górala w drodze do tyrki, warunki atmosferyczne mam w d...e, komfort cieplny mam zapewniony. Byle do wiosny, byle do wiosny...........
Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz