Najnowsze komentarze
Panowie czyli na pierwsze moto ktm...
j-n-k: zdecydowanie polecam osobis...
Marcin Motormania właśnie się ukaz...
jazda-na-kuli do zdjęcia: -
Ja mam 178 i było ok
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

19.09.2014 18:25

Harley 750 street i Szczur na motocyklu.

Na koniec sezonu... skurwienie Legendy.

    Koniec sezonu, ej, jaki koniec sezonu ? Czyżby Początkujący Motocyklista zamierzał wkrótce zakończyć sezon motocyklowy ?. Nie nie i jeszcze raz nie. Dopóki lód nie skuje ulic, a śnieg nie przysypie psich gówien na przyblokowych trawnikach, będę latał. Do grudnia, jak co roku, a może nawet dłużej jak się da. Przestanę jak już zniknie wszelka przyczepnośc, wtedy będzie można wyciągnąc kluczyki od motocykla spomiędzy moich kurczowo zaciśniętych palców. Zamarzniętych i zsiniałych palców.

    Do wszystkiego, co mnie mocno zainteresuje podchodzę w sposób żarłoczny i maniakalny. Tak mam. Jak sie na coś uprę włancza mi się swoiste ADHD. To z jednej strony wspaniałe, a z drugiej troszkę męczące. Mam cisnienie, żeby każdą ze swoich pasji eksplorować jak tylko się da najbardziej. Przyswajam różne szczegóły i przysysam sie do tematu jak jakiś pieprzony wampir. Sądzę, że jakbym posiadał opowiednie umiejętnosci i sprzęt jeżdziłbym też zimą, po śniegu. Najlepiej jakiegoś enduraka o niedużej mocy, z oponami śniegowymi, nabijanymi kolcami, takimi jakie widziałem w Finlandii i Norwegii, gdzie ludzie jeżdżą cały rok. Jednak umiejetności nie posiadam, a na dodatkowy sprzęt nie mam kasy. Raz jechałem Banditem po śniegu i lodzie i powiem tak - oby nigdy więcej.

    Czemu więc Koniec sezonu ?. No cóż w mojej branży w tym tygodniu, który teraz sie zacznie skończy sie sezon. Czas plonów, nasz najlepszy czas. Czas, kiedy rządzimy. To, co po tym nastąpi można nazwać jedynie smutną wegetacją, względnie próbą zarabiania na koszty i dopełznięcia jakoś do kolejnego sezonu. Sezon ma więc dla mnie niejedno znaczenie. Jednak, mimo, że za oknem coraz chłodniej..będzie więcej czasu na motocykl. Bo chociaż lato się kończy, to jesień się zaczyna.

    Odpocznę sobie wreszcie, po intensywnym okresie morderczej zapierdalanki. Czasie, w którym byłem uwięziony po parenaście godzin w klaustrofobicznej przestrzeni małej furgonetki. Od rana do wieczora na asfalcie.Przełykane na szybko hot-dogi na stacjach, usta poparzone gorącą kawą ze styropianowego kubka. Drzemanie w aucie pod sklepami, sikanie w krzakach na poboczu. Z przyklejonym do ucha niewygodnym smartfonem wielkości małego telewizona należącym do Korporacji, zgarbiony nad tabelkami w laptopie. Załzawionymi oczami wpatrzony w monitor wypalający oczy trupim blaskiem wyników. Myslący o realizacji kosmicznych planów. Śniący nocą o sprzedaży. Od lat biegnący w szalonym wyścigu ocenianym za pomocą wykresów i raportów realizacji. Szczur w kolejnym wyscigu szczurów w setkach, tysiącach, milionach prawie jednakowych szklano-betonowych miast. Jednak tym razem, szczur drapie pazurami i podkopuje więzienne mury bezdusznej Korporacji. Ma przewagę nad innymi, zwykłymi  gryzoniami. To szczur na motocyklu.

    Tak wiec mój tytuł to tylko przewrotna gra słów, taka zabawa literą. Jak kaczka dziennikarska, blef z przymrużeniem oka. Nie ma sezonu na motocykl. Jest tylko sezon, w którym ludzie najczęściej jeżdżą na motocyklach. Tak mi się wydaje. Sezon jest w Tobie.

    Bardzo więc lubię jeżdzić sobie wczesną wiosną i póżną jesienią, bardziej, niż latem. Głównie ze względu na komfort termiczny. Poubieram się tak, żeby nie marznąć przez te około 100km latania w koło komina. Kominiara, polarowy kołnierz z windstoperem, te sprawy. Lepiej leciutko przymarznąć jesienią, niż ugotowac się w środku lata. Mała przerwa na gorącą kawę w spelunie na jakimś kompletnym zadupiu, gdy za szybą stoi stygnący motor, z rękawiczkami wciśniętymi między ramę i gorący silnik. Silnik pracujący w przyjaznej dla jego mechaniki temperaturze, nie przegrzewający świec, nie wirujacy bez przerwy wentylatorem, nie grzejący sie w korkach. Karmiony przez naturalny intercooler zimnego powietrza, oddychający spokojnie wśród żółtych liści, lub gołych krzewów. Owady już dawno zmarły, albo jeszcze sie nie narodziły, nie giną więc tragicznie rozbryzgując na szybce kolorowych wstęg swoich flaków. Znika także podyktowana upałami pokusa, żeby śmignąc sobie w jeansikach i t-shircie, bo przecież jadę tylko tu, blisko. Pędzę więc obłożony ochraniaczami od stóp do głów jak Transformer, a pinlock skutecznie nie pozwala parować mojej szybce. Zawsze montuje w motocyklu grzane manetki, bo różnica jest niebywała. To jedno z najmądrzejszych akcesoriów i pozwala w komforcie latać naprawdę długo, gdy na zewnątrz jest bardzo zimno. To taki substytut gorącego kominka podczas moich jesiennych-wiosennych-zimowych przelotów. Minusem, na który już nie mam niestety wpływu, to temperatura opon, ale..., zimne opony wolniej schodzą !

    Sezon sezonem, jednak jak już zaczałem przysmędzac o sprzedaży pociągnę ten wątek jeszcze dłużej, bo słuchajcie, jest temacik.

    Są ludzie, którzy nie lubią armatur i tacy, którzy lubią. To oczywiste. Ja jednak jestem zawieszony gdzieś pośrodku. Chętnie jednak korzystam z okazji, aby je jak najlepiej poznac. Uczestniczę więc jak sęp we wszystkich możliwych eventach w okolicy, gdzie można czymś sobie pojeżdzić. Zawsze jednak powtarzam po moim koledze, że kocham wszystkie motocykle. Chińskie skutery, stara Japonię, włoskie szaleństwa,wielkie choppery i duże GS-y,  jeżdżące wieże Eiffla. Kocham wszysktkie motocykle.

    Tak było też i dzisiaj, skusiłem się na Dni Otwarte 19-20 września, wobec czego tą część mojego wpisu nazwałem... Skurwieniem Legendy.

    Wiem, wiem jestem jednym z tych obleśnych małpiszonów, które przychodza na Dni Otwarte producentów, jeżdżą sprzętami i w rezultacie ich nie kupują. Ja jednak nie mam z tym najmniejszego problemu, bo jestem z branży handlowej i wiem dokładnie jak działają wszystkie te mechanizmy globalnej promocji. Idą na to naprawdę duże pieniądze i to działa. To nie jest dla nas, to jest dla nich. Kreuje zysk, a tacy klienci jak ja są wliczeni w koszt. Jest na nas specjalny budżet. My się niby nie zwracamy...ale tylko w teorii. Tylko BMW i HD na tak dużą skalę, corocznie, regularnie zapraszają nas na jazdy testowe. Zapraszają, wysyłają maile. Dlatego to robią... bo to działa. Które marki sprzedaja u nas najwięcej motocykli ? BMW i HD. Tutaj działa prosta zasada wzajemnych zależności. Cały ten nasz cudowny świat handlu jest w sumie bardzo prosty. Hostessa częstuje Cię w hipermarkecie kromeczką posmarowaną masełkiem, a Twoje dziecko dostaje baloniki w Mc Donaldsie podczas Kids Party . Nie dlatego, że jestes bardzo sympatyczną osobą o pięknym uśmiechu a Twoje dziecko najbardziej zajebistym maluchem ever. Nie dlatego, że tak bardzo Cię lubią. Pamiętaj, że jesteś dla nich tylko anonimowym klientem. W ludzkim odruchu odwzajemnienia sympatii masz kupic właśnie ten produkt, to masełko, ten chlebek do którego jesteś przekonywany/ana właśnie za pomocą niewinnego gratisiku. Takiej jazdy testowej na przykład. Zostajesz po prostu poczęstowany motocyklem, masz się rozmarzyc, przestac logicznie myślec. Wyłączyc rozum, włączyc serce. Kupic go, pod wpływem chwili, emocji. Przecież możesz zaciągnąc kredyt, czemu nie! Machina współczesnej menedżerki, tresuje nas motocyklistów tak samo, jak innych ludzi w dyskontach spożywczych, czy hiperach. Tak jak dzieci w Mc Donaldsie, od dziecka są ćwiczone i przyzwyczajane do jedzenia tego gówna w swoich wydzielonych salkach z drewnianymi klockami i słodkimi pluszakami. Są tam tresowane.

    Tak więc byłem dzisiaj na Dniach Otwartych w salonie Harleya-Dawidsona. Chyba czwarty już raz, wliczając Legend On Tour, więc jeżdziłem wczesniej prawie wszystkimi motocyklami, jakie ta firma posiada w swoim portfolio. Wiem jak jeżdżą i jaką mają jakośc, jedne bardziej mi się podobają, a inne mniej. Jednak niedawno pojawił sie ich nowy model, więc chciałem go sobie ocenić, bo już w materiałach prasowych wydawał się dziwny.

    Ten model to Street 750.

    Na pierwszy rzut oka motocykl jest mały. Mniejszy od Sportserów, chociaż niedużo. Jest niziutki, co spodoba się dziewczynom lubiącym pewnie postawic stopę na asfalcie. Jak ktoś ma obycie z HD, pierwsze co rzuci  mu się w oczy to plastik. Szorstki, kiepsko spasowany, tani. Nie plastik, kurwa całe połacie plastiku. Tam gdzie zwykle jest metal i chrom. Przełącznik kierunkowskazów to estetyczna katastrofa, widac na nim,jak na dłoni linie odlewów pozostałe po wyciągnięciu elementów z ich form, w procesie formowania. Killswitch jest czarny jak reszta obudowy, a nie czerwony jak powinien. Jest dla mnie kompletnie bezsensowny, bowiem przesówa się go lewo-prawo. Jego idea jest taka, żebyś mógł go szybko pacnąć dłonią, jak na przykład sprzęt wyglebi i zacznie kręcić bączki na ziemi. Zgasić sprzęta raz dwa, a tutaj to nie zadziała tak szybko. Lusterka z kolei, straszą naguśkimi śrubami przy mocowaniu do kiery. Przy próbie regulacji lewego ruszyło mi się całe jego ramię, więc dałem spokój. Widać gołym okiem kostki elektryczne i kable oplatające ramę. Nie miałbym z tym najmniejszych problemów, gdyby był to chiński produkt w dobrej cenie. Ale do kurwy nędzy, przecież to jest Harley. Harley, w którym wszędzie przerażają gołe śruby z najtańszego aluminium w Indiach. Tak,  motocykl ten produkowany jest w New Dehli i chłodzony cieczą. Gdy wentylator się włączył nie wiedziałem, czy jestem na saunie, czy na stacji benzynowej. Patrzę na to wszystko i nie mogę uwierzyc, że aż tak...potraktowali swoją legendę.

   Ale przejdżmy do jazdy. Tu jest o niebo lepiej, jeżdzi sie naprawdę zacnie. Silnik daje sobię radę z wprawieniem konstrukcji w ruch, chwila przestawienia, że jadę fałką i nie jest żle. Jedzie. Jest w miarę  przyjemnie, nie jest słaby. Wrażenia gabarytowe jak na jakiejś cwiartce, np. na Eliminatorze, albo Marauderze. Sprzedawca zachwalał, że motor jest bardzo zwrotny. Powiem tak - mógłby taki być, bo to najlżejszy Harley, waży tylko 204kg. Efekt niestety psuje dosyć wysoko poprowadzona kiera, a może ja nie zdążyłem sie wjeżdzic. Ale Yamahą MT07 o podobnych gabarytach zawracałem w miejscu od razu jak ruszyłem. No cóż, jak HD to HD, nie czepiam sie tego, ani jego kiery. Tak mają. Zwrotność powiedzmy, że jest ok. Hamulce też jakoś tam starają się hamować, nie najgorzej, mimo, że na kole przednim jest tylko jedna tarcza, to rozwiązanie to kolejna klasyka z Milwaukiee. Pojedyńczy prędkościomierz z przebiegiem ogólnym i dwoma małymi, nic więcej, pod nim owiewka z plątaniną kabli. Guzik Seta jest z przodu, a nie z tyłu. Wskażnika biegu nie uświadczysz. Motocykl jest dedykowany na rynki Azji i Europy, ponoć pali koło 5 litrów, co przy tej wadze w dwóch cylindrach nie jest dobrym wynikiem. Dwukrotnie większe fałki potrafia spalac niewiele więcej.

   Jedzie się fajnie, ale wrażenie taniości jest potworne i psuje całą zabawę. Przytłacza, nie pasuje. Podjechałem na stację, żeby honorowo zatankować i przeżyłem chwile grozy. Kluczyk zaciął się w zamku korka wlewu paliwa i lipa. Ciężko jak cholera było go zakręcić i zamknąć, powaga. Nie szło go wyjąć z zamka, spociłem się a  czas uciekał. Coś Wam nie pasuje co ? Racja, to perwszy HD jakiego widziałem z korkiem zamykanym na kluczyk. Może jakies są , ale ja nie pamiętam. Tak, czy owak sprytni Amerykanie mieszkający w wysublimowanych penthousach  zabezpieczają nas przed nami samymi. Przewidują, że będziemy sobie nawzajem kraść paliwo, albo wrzucać coś do baku.  My, obywatale biedniejszych krajów, sprzymierzeńcy ich wojenni i bracia krwi, którzy musimy stać w upadlających kolejkach po wizę, żeby zobaczyc ten ich gówniany amerykański sen.

   Jaki wniosek ogólny ? Ogólnie to fajny motocykl, dobry na pierwszego Harleya, niewymagający i najtańszy z nich. Można nim zamknąc licznik, jak ktoś chce, tak jak ja to zrobiłem, na zegarze jest 180km/h, pojedziesz ciut wiecej. To dobry wynik, jak na taki motocykl. Oczywiście wiadomo, że wieje wtedy jak na szczycie Kilimandżaro, bo z przodu wokół lampy jest jedynie malutka owiewka w stylu retro. Dla mnie luzacki motur, jak prawie każdy Harley. Jednak ten motocykl trochę udaje, a jego idea nie jest dla mnie do końca zrozumiała. Trochę  na postoju za bardzo przypala prawa łydkę, przez ten dziwnie poprowadzony wydech. Jak mówię, fajny, fajny...ale nie za tą cenę i nie z tym logem na baku. Nie jestem jakimś snobem, żeby nie było, a jednak...dziwne to było wrażenie. Legenda i taniocha w jednym. Ja rządząc tą firmą, pomyślałbym raczej o stworzeniu taniej, aletrnatywnej podmarki o innej nazwie, gdzie wielką zaletą było by to, że robi ją Harley. Jednak widocznie więcej mądrych głów niż moja pracowało nad tym projektem, dlatego .. ja jestem tylko tu, a oni aż tam.

    Marketingowcy pewnie męczyli się okrutnie, no bo jak to zrobic, żeby wyprodukować markowy motocykl, w czarnej dupie tego świata, najtaniej jak się da i ..opierdolić go jak najdrożej a przy okazji nie zepsuć splendoru swojej marki. Pamiętajmy, że nic tak nie psuje prestiżowego brandu  jak niska cena i kierowanie w stronę szerszych mas. Kiedyś bracia Chivas podniesli dwukrotnie cenę swojej Whiskey, bo słabo się sprzedawała. Jakości nie zmienili, a po podwyżce poszła w rynku jak burza. Są i zawsze będą konsumenci premium, którzy czekaja na produkty premium.

   Ciekawe, jaka jest polityka cenowa Streeta dla poszczególnych krajów. Wątpię, żeby była identyczna. Azja jest docelowym targetem, to widać. Tam jeżdżą małe motocykle, takie jak ta 750-ka. Zakurzone, ubłocone, na których jedzie do miasta piec osób w żółtych kapeluszach na głowie, a na kolanach trzymają worki z ryżem. Mają ciężko w tym klimacie, grozi im ugotowanie żywcem, więc trzeba  dołożyć chłodzenie cieczą, bo potrafi być tam naprawdę gorąco. Dlatego Street nie jest taki niski i sztywny jak Iron, bo na tamtych dziurach dupska by im poodpadaly. Tam są klienci, tam jest potęcjał, to rynek do zajęcia na szerszą skalę. U nas ten motocykl kosztuje niecałe 33 tysiące złotych. Nie dałbym tyle za Chiny Ludowe. Sportser najdłużej  bez przerw produkowany oprócz Enfielda model motocykla na świecie, kosztuje około 38 tys. Różnica w cenie nie jest aż tak duża, a w jakosci już tak. Sportser to model podstawowy, ale to HD z krwi i kości. Gdzie ma byc metal, jest metal. Gdzie chrom, tam chrom. Plastikowe kierunkowskazy w nowym Streecie 750, są naprawdę obleśne, z tyłu i z przodu. Zresztą zobaczcie sami, fotę ustawiam u góry na profilu, a reszta w galerii obok. Te kable, które idą od manetek w kierunku mostka złapali do kierownicy ordynarnymi trytytkami,tak.. naprawdę to widzicie, nie regulujcie obrazu...za to należą się  Złote Maliny motoryzacji.

    Czemu więc Mądre Głowy nie ustaliły ceny na poziomie 28 tyś, lub nawet niżej? Bały się wylotu z segmentu premium ? Posądzenia o rozpaczliwa konkurencje ?  Wygląda na to, że jednoczesnie chcą być w segmencie premium i zapuścić łapska w przestworza taniochy. Pogmerać tam  sobie. Sprytna strategia. Zwłaszcza, że ten model wygląda jak tandetny oręż w walce o zawładnięcie nowymi obszarami rynku, dumnie prezentując logo na zbiorniku paliwa. Biedniejszymi obszarami. A mają jeszcze w zanadrzu model Street o pojemności 500cm, ale na razie czuwa on w pogotowiu, czeka co się będzie działo z większym bratem. Jak sobie będzie radził wśród rekinów tego rynku. Chociaż w Azji już pewnie jeżdzi, tam kochaja małe pojemności. Wątpię, żeby sięgali po niego starzy klienci marki bo wizerunkowo jest naprawdę słaby.Jak sobie będzie radził ? Nie mam zielonego pojęcia.

   Jak wróciłem zadałem sprzedającemu tylko jedno pytanie, które cały czas tłukło mi sie po głowie podczas tej jazdy. Czy motocykl ten też bedzie sprzedawany w sieci dealerskiej w Stanach Zjednoczonych ? Nie wiedział dokładnie, ale powiedział, że chyba nie.....

   Może dla tego, że nowy Harley, to zwykły chiniol jest.

Komentarze : 8
2014-10-05 15:06:35 klurik

W moim siedzi akurat 96 cali czyli +/- 1,6 litra, ale różnica w elastyczności jakaś wielka nie jest. Silnik sobie cenię bardzo jak również i skrzynię, która może i chodzi twardo, ale nigdy mi się nie zdarzyło wyłapanie luzu między biegami (co w japończykach mnie spotkało kilka razy).
A Fatboy? Och, o nim napiszę niebawem na www.kaskiemwmur.pl

2014-09-24 21:00:48 left 4 dead

@klurik - znam tego big twina. Bydle o poj. 1,7, do tego 130 niutków momentu. Ten sam co siedzi w Fat Boy-u. Ma tyle pary i elastyki, że gubiłem się czasem na którym biegu jadę, a zwykle jechałem na dwójce, góra trójce, nawet poza miastem, wiesz o co chodzi ;) Swoją drogą, nigdy nie uwierzyłbym będąc dzieciakiem, że kiedyś będę latał na motocyklu, którym jeżdził Arnie w Terminatorze 2. Damn, jak ja uwielbiałem ten zajebisty film..

2014-09-24 14:46:43 klurik

@left 4 dead Akurat tym nie jeździłem. Właściwie to ze sportsterów jeździłem tylko 883 i 1200 Custom z tego co pamiętam (i to jeszcze tymi z oponami 21cali z przodu). Raczej gustuję w big twinach i obecnie jeżdżę Wide Glide'em (wygodniejszy dla 2 osób i w dalsze trasy).

2014-09-23 20:20:51 left 4 dead

@ Stasiek. Tak, kiedyś słyszałem. To ewidentnie rodzi paradoks w stylu lubienia tylko tych piosenek, które już się kiedyś słyszało :) Pozdro, dzięki za wizytę !

2014-09-23 02:10:38 Stasiek811

Nie wiem czy wiesz,ale nie harleyjowiec nie powinien sie dotykac do harleya ,tak mnie poinformowano hehe.

2014-09-22 21:13:01 left 4 dead

@klurik- Moim ulubionym HD jest zdecydowanie Forty-Eight w kolorze Hard Candy Big Red Flake, z czarnymi felgami i szprychami. Ten motocykl dosłownie zwala mnie z nóg. Jedno siedzenie, grubaśne opony, i te lusterka zawieszone pod kierą. Nie wiedziałem, że podczas jazdy, tak fajnie się w nich obserwuje co jest z tyłu (wyglądają na niepraktyczne, a takie wcale nie są) , w ogóle, to uwielbiam całą linię Sportserów

2014-09-22 13:31:09 klurik

Mocno powiedziane.
Również w sobotę zrobiłem kilka kilometrów tym modelem i mimo, że prowadził się fajnie, to pozostałe mankamenty psuły zabawę. Widziałem tylko siebie w lusterkach i ogólnie, nie czułem się dobrze na tym motocyklu, a na codzień jeżdżę H-D.

2014-09-20 13:53:00 michal-k

Fajny wpis :) a nawiązując do Harleya - to nie mój styl ;)

  • Dodaj komentarz