Najnowsze komentarze
Nieeeeeeeee dla baraniej skóry na ...
Zaglądam regularnie. Nic nie piszę...
dzięki za gratki i ciepłe słowa. u...
No to pięknie, Gratulacje! Następn...
Gratuluje zmiany stanu cywilnego. ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

12.09.2014 20:54

September.

Dziewczyny Września.

    Chłodno dziś. Za oknem prostymi, grubymi strugami leje deszcz. Żółto-czerwone liście wirując w powietrznym tańcu powoli kręcą swoje ostatnie piruety,nieuchronnie spadając na ziemię. Drzewa zrzucają obszerne ubrania i pozwalaja wyblakłemu światłu na większy dostęp do moich zakurzonych okien. Długie wieczorne cienie kładą się coraz bardziej na jasnej podłodze. To tutaj właśnie zostałem dziś uwięziony przez zdradziecka burzę, co nadeszła znienacka.

    Niedaleko stąd, pokryty szarą kostką rozpościera się parking, jakich w tym mieście wiele. W wieczornej szarudze stoją rzędami rozmyte w deszczu sylwetki opuszczonych samochodów. Nieopodal kwadratowej stróżówki, pod płotem, tuż obok dwóch wysokich tuii waruje nakryta szmatami wataha bezkształtnych stworów. W tym miejscu mieszka czarna Lalunia, to jej dom.

    Biczowana falami rzęsistego deszczu i targana podmuchami porywistego wiatru stoi dzielnie na swoim miejscu. Nieugięta woda już dawno przesączyła się przez strukturę nieszczelnie okrywającego ją pokrowca. Spływa teraz po zegarach,  biegnie w dół zbiornika paliwa i  kapie z kierownicy na golenie widelca, na zaciski hamulcowe. Figlarnie zwiesza sie na kablach przewodów elektrycznych i cichutko skacze z jednego na drugi. Mokry, zimny materiał przylepił się już dawno temu do jej wąskiego zadupka i siedzenia. Czasem tylko poryw wiatru szarpnie nim gwałtownie, otrząsa się wtedy szybko jak wyskakujący z rzeki szczeniak.

    Wbrew pozorom Lalunia nie śpi. Otoczony nieprzyjazną temperatura akumulator pozostaje w ciągłym pogotowiu. Bezrobotny wentylator tkwi na swoim miejscy przytulony do zabójczej chłodnicy potrafiącej palić nieswiadome niczego owady gorącym, morderczym żarem. Spętana, uwięziona pod mokrym pokrowcem potężna maszyna stoi delikatnie przechylona na lewy  bok. Z lekko pochylonym łbem i przymrużonymi reflektorami zatopiona w chwilowym letargu. Dwa podwójne sterczące wojowniczo do góry wydechy teraz uparcie milczą. Woda leniwie spływa po wyżłobieniach jej opon. Parking okrwa mgła.

    Jednak tam, wyżej, na panelu kontrolnym z niezłomną regularnością mruga czerwone oko bestii. Jej umysło-procesor, oplątany kolorowymi żyłkami drobnych kabelków jest gotów na tę chwilę, chwilę w której przyschnie asfalt. Maszyna wybudzi się wtedy z wymuszonego snu i snopem światła rozejrzy po opuszczonym parkingu. Potężne płuca nabiorą palącego oddechu, a żółta krew tryśnie gumowymi tętnicami w głąb czarnego serca. Grzmot odbije sie echem od scian wyrastających nieopodal parkingu mokrych budynków, zapuka w zmoczone deszczem szyby. Na ten dżwięk zatroskana matka wiedziona dziwnym, pierwotnym instynktem okryje szczelniej kocykiem swoje dziecko trwożnie spoglądając za okno, w  malowaną smogiem ciemność.

    Lalunia błyskając stopem i mrugając pomarańczowym światłem wyjedzie na ulice.

    A ja siedzę w kucki tutaj - na jasnej, suchej podłodze, od jakiegoś czasu zatopiony w  bezcelowych, jesiennych rozmyślaniach. Myślach o deszczu, Laluni, o mojej kochanej Agnieszce i jej krzywo przystrzyżonej kotce Lusi. O wszystkim i o niczym. Sięgam po smartfona, który leżał gdzieś obok, porzucony, chwilowo zapomniany. Na kolorowym wyświetlaczu osiem nieodebranych połączeń. To moja siostra, Luiza. Nie zdarza się jej dzwonić do mnie o tej porze i tyle razy. Nigdy jej się to nie zdarza. Czuję, że coś się dzisiaj musiało stać. Coś złego.

    Odzywa się natchmiast, strasznie zdenerwowana. Rozdrażniona, że nie odbierałem tyle razy. Jednak w jej głosie czuć niewysłowioną, poteżna ulgę. Godzinę wcześniej w pobliżu roztrzaskało się czarne, sportowe Kawasaki , uderzając w tył stojącej na poboczu ciężarówki. Usłyszała o tym w radiu, w wiadomościach o siedemnastej. Przewieszony przez barierki kierowca zmarł na miejscu.

    Nie powiedzieli natomiast, że to była jakaś stara, zmęczona życiem sześćsetka.

    Myślała, że to ja.

Komentarze : 1
2014-09-13 20:39:46 sirturek1

Twoje wpisy są genialne. Szczerze wyczekuje na każdy następny. Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz