Najnowsze komentarze
Panowie czyli na pierwsze moto ktm...
j-n-k: zdecydowanie polecam osobis...
Marcin Motormania właśnie się ukaz...
jazda-na-kuli do zdjęcia: -
Ja mam 178 i było ok
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

15.04.2015 22:30

Historia pewnej sto dwudziestki piątki.

W poprzednim wpisie nieco się napiąłem, teraz więc pojedziemy bardziej na wesoło. Based on a true story.

    Dawno, dawno temu jeszcze przed ustawą sto dwudziestko piątkową (czyli jakies dwa lata temu) mój znajomy wygrał motorower. Jest to znajomy z pracy. Codziennie objeżdżam wiele placówek takich jak jego przyglądając się jak zachodni kapitalizm demoluje nasz tradycyjny polski handel spożywczy.

    Pan Rysiek, zwyczajny, bardzo sympatyczny człowiek w średnim wieku, bo o nim tu mowa któregoś dnia wygrał motorower. Po zasileniu wrogiego imperiału odpowiednią ilością środków pieniężnych dano mu poczuc smak zwycięstwa nagradzając go jedną z nagród głównych. Czyli motocyklem marki Router, modelem WS 50 w kolorze czarnym , ozdobionym stosowną ilością chromów.

    Pamiętam, że było to dwa lata temu i pamiętam jak pan Rysiek wyłonił się ze swojego zaplecza z instrukcją motocykla w dłoniach. Nie bawiąc się w zbytnie ceregiele zaproponował mi zakup tego jednośladu. Tak narodziły się nasze wspólne rozmowy motocyklowe, które trwają po dziś dzień.

    Zatem cały czas śledzę los owego Routera. Z powodu małej pojemności pan Rysiek szybko się nim nacieszył. W pierwszym sezonie zrobił jakieś 300 kilometrów a w drugim około 400. Odbył trzystokilometrową trasę ''na działkę'' podczas której zerwał linkę sprzęgła i wracał z powrotem bardzo długo. Motorek więc nie jeżdził dużo.

    W międzyczasie weszła w życie ta fantastyczna ustawa. Ryszard natychmiast to zauważył i od razu zaczął snuc plany na temat swojego Routera. Wyczułem, że niedługo zacznie grzebac przy swoim motocyklu i nie myliłem się.

    Pan Rysiek rozpoczął w sieci połowy odpowiedniego silnika. Szukał, szukał i co tydzień machał mi przed nosem swoim smartfonem z odpowiednimi jednostkami napędowymi wyświetlonymi na pięciocalowym wyświetlaczu. Aż w końcu któregoś dnia z radością oznajmił, że motor został właśnie zakupiony i jedzie kurierem z Poznania. Pogratulowałem i z niecierpliwością podjąłem oczekiwanie na dalszy rozwój wydarzeń.

   Żebyście zrozumieli psychologie pana Ryśka rzucę nieco światła na tą postac. Pan Rysiu nie jest gościem, który pyta o radę. Nie jest gościem, którego interesuje ubiór na motocykl. Którego interesują inne motocykle. Ten specyficzny osobnik to typowy praktyk i zarazem niepraktykujący mechanik samochodowy. Pan Rysiu swoje wie i nikt mu tu nie bedzie pierdolił. Muszę przyznac, że jego podejście do tamatu jest akurat dla mnie motocyklisty dosyc unikatowe.

   Pewnego razu zastałem pana Rysia dziwnie posmutniałego. Zapytawszy dowiedziałem sie, że silnik przyszedł, ale jest zjebany i jest w nim dziura. Dziura ? No dziura jakaś i nie wiadomo do czego ma służyc. Nie wiadomo, bo w opakowanu fabrycznym nic nie było. Nie było nic oprócz silnika, który kosztował tysiąc złotych i został opatrzony przez producenta napisem BTS TECHNOLOGY a przywędrował do naszego kraju prosto z odległego państwa środka.

   Podczas następnych odwiedzin pana Rysia zastałem na powitanie mocny uścisk dłoni i szeroki uśmiech. Opowiedział mi jak przeszukiwał czeluście internetu probując zgłębic  sekret tajemniczej dziury. Opowiedział jak odkrył, że jest to miejsce na wkręcenie jakiegoś zaworu, który odpowiada za odprowadzanie części spalin z powrotem, aby silnik mógł spełnic normy czystości. Wyłuszczył także jak rozprawił sie z tym cholerstwem nie bacząc na regulacje związane z ochroną środowiska. Mianowicie wkręcił tam blaszkę i zaczopował to dziadowstwo.

   Ucieszyłem się niezmiernie z powodzenia jego misji i któregoś dnia całkiem niedawno pan Rysio zaprosił mnie na tyły swoich podupadłych włości, aby przedstawic mi swój własnorecznie zainstalowany silnik o słusznej pojemności stu dwudziestu pięciu centymetrów. Swój osiągnięty minimalnym kosztem prawdziwy motocykl. Brama garażu ze zgrzytem powedrowała go góry i naszym oczom ukazało się zawilgocone, zagracone wnętrze. Motocykl stał wciśniety pomiędzy jakieś żelastwo i stary tapczan. Miejsca było tam tak mało, że nie dało się wejśc do środka. Pan Rysio z własciwą sobie nonszalancją stanął za motorem i pchnał go zdecydowanie do przodu. Biedny Router spadł z centralki, a potem w ułamku sekundy został szarpnięty do tyłu, w naszym kierunku. Trąc kierą i dżwignia zmiany biegów o wcześniej wspomniane żelazne graty wydobyto go na światło dzienne.

   Poprzedni silnik leży rzucony niedbale w kąt garażu i wygląda w zasadzie podobnie. Jedynie cylnder jest dużo mniejszy. Nowy silnik nie posiada oprócz wspomnianego napisu żadnych innych oznaczeń. Nie ma wybitej pojemności, ani żadnych numerów. Pytam Rysia, jak to teraz będzie z papierami. Rysio drapie się po głowie i widac, że za bardzo jeszcze nie zaplanował tego tamatu. Przebąkuje coś, że przecież glina nie pozna i nie bedzie w tym kopał do zwycięstwa. Śmiem wątpic. Od czasu jak 125-ki masowo wyjeżdżają przyglądam się im i całemu zjawisku bardzo uważnie. Powiem Wam, że na początku musiałem się dobrze przyjrzec, a teraz już rozpoznaje je po bryle silnika w jednej dziesiątej sekundy, wystarczy zerknąc na cylinder. Więc jeżeli ja jestem w stanie błyskawicznie wyłuszczyc takiego singla i odróżnic od mniejszego - policjant zrobi to jeszcze sprawniej. Pozostaje tylko pytanie, czy będzie im się chciało.

    No ale pan Rysio już zaciera ręce i zabiera się do odpalania swojej maszyny. Ja nie mam w ogóle doświadczenia z takimi sprzętami i pojemnościami, więc czekam co będzie. Rysiek zaciąga wystająca z boku ordynarną dżwignie ssania i kreci rozrusznikiem. Silnik od razu zapala i od razu gaśnie. Tak ze trzy razy. Potem pracuje  ledwo ledwo, powolutku, na krawędzi zgaśnięcia. W miarę nagrzewania jego praca zaczyna się stabilizowac. Zniecierpliwiony własciciel nie czeka aż się porządnie nagrzeje. Ze dwa razy odkręca manetę do samego końca, wrrryyyynnnn, wrrryyynnn...

    I tak sobie chodził ten mały motocykl dzwoniąc cichutko a my łaziliśmy w koło niego. Właściwie to dzwoniła głównie rura wydechowa, która jeszcze nie została porządnie zamocowana i opiera się na dżwigni hamulca nożnego. Silnik nie posiada filtra oleju a japoński gażnik od poprzedniego motoru został zachowany. Całośc właściwie jak na samo-przekładkę pana Rysia chodziła po rozgrzaniu można powiedziec bardzo kulturalnie. Tyka sobie grzecznie. Stojac w słońcu wczesnego przedwiośnia motocykl mimo, że widac iż przez te dwa lata nie był ani razu umyty to wygląda bardzo fajnie. Został zaopatrzony w nowy kufer marki Romet i tak sobie pyrka na wolnych. Rysio co rusz robi mu przegazówkę z dumą pokazując jak wskazówka obrotomierza leci na sam koniec, za jedenascie tysięcy. Pytam się, czy to ma w ogóle odcinkę, na co mój znajomy wzrusza tylko ramionami. Opowiada mi za to jak chodzi skrzynia '' luz u góry a jeden,dwa,trzy na dół'' Dopytuje się go, czy skut w tej pojemności nie byłby dla niego lepszy, bo wiadomo - nie trzeba mieszac w biegach przy zmianie obciążeń no i w korkach wygodniej. Rysio odpowiada, że nie lepiej, bo skuter to skuter a to jest prawdziwy motocykl.

     Patrzę na te cieńkie opony, bęben z tyłu, prawdziwe zegary i klasyczną sylwetkę i nie sposób mu nie przyznac racji. Gasimy i odpalamy z kopa. Pali od razu. Znajomy zdradza, że teraz to się da spokojnie pod strome wzniesienia wjeżdżac. Widac, że jest zadowolony z tego co sobie sam po taniości w domu stworzył i ta jego radośc cieszy.

    Na koniec odpowiada na jedno z moich pytań. Pytam się go co dalej, czy skoro tak fajnie mu się teraz jeżdzi czy będzie planował kupic wkrótce coś większego, zrobic prawko itd ... Odpowiada z charakterystyczna dla niego gwałtowna szczerością -  : ''a po co kurwa ? dostawcza renówka mi pali dzieśięc litrów ropy, a tu - trzy ! pierdole to. jak mam jechac do hurtowni po fajki, albo do matki do szpitala to se tego biore. trzy litry mi spali, spokojnie se jade..no to na huj mi wiecej  ?''

    Tak sprawy widzi mój stary znajomy niejaki Ryszard. Super, że sobie może legalnie jeżdzic na takim motocyklu i zredukowac swoje koszty. Jako głos rozsądku będę napierał, żeby jeszcze zrobił na to nowy dowód rejestracyjny. Fajnie, że czasem powstanie ustawa która jest dobra, lecz szkoda trochę, że tak rzadko. Jak wspomniałem obserwuję sobie to świeże zjawisko. Ludzie są różni i różnie podchodza do tematu. Jedni mniej inni bardziej profesjonalnie. Rysio na przykład jeżdzi w kasku za pięc dych,  jeansach, półbutach i bez rękawiczek. Jego sprawa, jego decyzja. Wiem, że jest świadomy, że wie, ale ma to w dupie. A może traktuje to tak bardzo ekonomicznie, że nie ma tam miejsca na inne wydatki niż paliwo. Każdy ma inne priorytety. W naszym kraju podchodzi się do tych spraw bardzo krytycznie, ale jak ktoś był we Włoszech to wie jak tam jest. Prawdziwe ciuchy na mniejszych pojemnościach mają na sobie przeważnie tylko zagraniczni turyści. Włosi, lub Francuzi mogą jeżdzic na prawko B skuterami trójkołowymi, np. Peugeotem Metropolis, który ma 37 koni i zapierdala. Ale latają sobie w szortach i japonkach i jest to tam widok powszechny, taka kultura i ''ciepło'' tam wszystko usprawiedliwia. Pamiętam, że na Cyprze nie dało się wytrzymac w otwartym kasku, ale ja tutaj nijak się do tego nie odnoszę - jesteśmy dorośli i zwykle latam w pełnym rynsztunku, jakby się kto pytał. Mimo, że czasem nie chce mi się tego wszystkiego na grzbiet zakładac. Ale co zrobic. Znajoma z serwisu mówiła ostatnio, że pod ich sklepem były ostatnio trzy gleby parkingowe na sto dwudziestkach piatkach. A gleba to gleba. Upadek ze skutera lub fazera przy stu na godzinę prawdopodobnie skończy się podobnie. Wiem, na skuterze też jeżdzilem z początku w rękawiczkach rowerowych i kasku Awina za osiem dych na głowie. Znam te mechanizmy, dlatego mogę się teraz wypowiedziec. Siadajac pierwszy raz na moto mało wiedziałem, chociaż od dawna byłem dorosłym człowiekiem. Ja, Początkujący Motocyklista alias Mistrz Prostej Spod Świateł przebrnąłem przez te wszystkie pojemności i powiem Wam, że to było świetne i każda była przygodą. Każda z nich była na odpowiednim etapie najlepsza i niezastąpiona. Nie warto będzie przesiadac się ze sto  dwudziestki piątki od razu na tysiąca. Dajcie spokój, przecież wiem że o tym myślicie, a jak jeszcze nie, to wkrótce zaczniecie. Wiem bo sam świeżo po zdaniu prawka chciałem się przesiąśc prosto z Inci Street 50 na starego Bandita 1200. Przy okazji chciałbym wyrażic głęboką wdzięcznośc tym, którzy mnie od tego odwiedli. Nie wiem co by się stało. Może nic, a może jeżdziłbym jak przerażona kaleka, albo rozmazał swoje flaki na ulicznej na latarni. Kto wie.

    Polecam więc dobre ciuchy i zachęcam do jazd doszkalających pod okiem profesjonalistów. Warto zainwestowac parę stówek. Nie w jazdy, kask, czy rękawice. We własne zdrowie.

   pozdrawiam, miłego śmigania, na każdej pojemności która daje radośc z jazdy

Komentarze : 10
2015-04-24 23:17:35 synrycha

Fajnie napisane, przeczytane na jednym oddechu. Pozdrawiam !

2015-04-24 12:42:12 kilofazer

Ostatnie zdanie baaardzo prawdziwe... Ja po roku ujeżdżania MZ 150 przesiadłem się na Kawasaki ZR7 i po tygodniu wylądowałem w szpitalu... a jakby latarnia stała kilka metrów bliżej to nie wiadomo czy bym napisał ten komentarz... teraz prawie 10 lat później dalej jeżdżę moto ale tamte wydarzenia dużo mnie nauczyły.

2015-04-21 11:50:07 gosc

Uwaga na oszustów firma nie jest nie wiarygodna ---wyłudzają pieniądze uważajcie z płatnościami a szczególnie na szefową Justynę Katarzynę Siekaj.
Kupiłem u niej ładowarkę JCB w 2014r i do dzisiaj nie mam pieniędzy ani ładowarki.
Firma jest w poważnym kryzysie finansowym, w KRS'ach firmy wpisy do ewidencji ma nawet urząd skarbowy.

STANOWCZO ODRADZAM UWAŻAJCIE !!! SOBIEŃCZYCE 30 GM. KROKOWA

2015-04-18 15:53:11 skouten

świetne, rozkręcasz się z każdym kolejnym wpisem. Opis odpalania motocykla czytałem chyba z dziesięć razy... Pozdrawiam!

2015-04-17 18:32:11 left 4 dead

gratuluje spostrzegawczości :)
co do siedzenia, to element akcesoryjny z oferty Kawasaki i widnieje na stronce. jest to identyczne fabryczne siedzisko różniące się pokrywającym je materiałem. kupiłem je używane z allegro za grosze od gościa, który sprzedał swojego Zeta. było blisko, więc podjechałem na motocyklu i mogłem sobie je założyć i przymierzyć. strasznie mi się spodobało, w połączeniu z plastikowym zadupkiem, mimo swojego kozackiego tandetyzmu, a stare siedzenie wylądowało na półce :)

2015-04-17 10:16:29 Marek M

Sorrki ale co to za obrusik na siodełku Zeta bo mnie ciekawość zżera? Akcesoryjny wynalazek czy Twoja wesoła twórczość?

2015-04-16 23:00:22 Jurajski_Macho

Wiesz co... trochę prawdy w tym jest, ale trochę też wychodzi brandzlowania się markami i strasznymi cenami. Może trochę popadasz w skrajności w skrajność - kask chinol za 8 dych to przesada, ale każdy dobiera pod siebie i swoje możliwości finansowe, oraz pod co co ma i przed czym to ma go chronić. Ja pierwszy kask kupiłem porządne LS2 za 3 setki na motorower 50 ccm, który jeździ niewiele szybciej niż rower. Nie przeginajmy pały też w drugą stronę. nie wiem co bardziej śmieszy czy koleś z jakąś chińską łupinką na 50 ccm z tesco, czy ten który ma takie samo 50 ccm ale już markowe, a do tego Airoh za 1000 zeta z zadzieraną szczęką i poubierany jak pilot wahadłowca Columbia..... Mnie - to drugie :D

2015-04-16 20:38:44 saymon_125

Bardzo fajnie się czytało, dzieki!

2015-04-16 09:06:59 sirturek

Super opowiadanie, pozdrawiam Pana Rysia :)

2015-04-16 08:42:18 Marek M

Nic dodać , nic ująć. Fajnie i strawnie, jak zwykle.
Pozdrawiam :)

  • Dodaj komentarz