Najnowsze komentarze
Panowie czyli na pierwsze moto ktm...
j-n-k: zdecydowanie polecam osobis...
Marcin Motormania właśnie się ukaz...
jazda-na-kuli do zdjęcia: -
Ja mam 178 i było ok
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

04.05.2015 21:28

Kawasaki Versys 1000 opinia po krótkiej jeździe.

The Versys Brothers - Pożegnanie z Segmentem.

     No cóz, pozostaje mi już tylko teraz dorzucic wrażenia z dużego Versysa i temat turystycznych enduro i ich podobnych może zostac na razie przymknięty. Dużego Versysa dzisiaj także porównam z moim Zetem i będzie to po trochu usprawiedliwione. Chociażby dla tego, że oba te motocykle zasila ta sama jednostka napędowa - czterocylindrowa rzędówka o pojemności 1043cm, której projekt, oraz skrzynia biegów pochodzą od najsłuszniejszego z dawców - Kawasaki Ninja ZX 10 R. Jak na ramy w których zasadza się KLE Versys 1000 trzeba przyznac, że to trochę nietypowy napęd jak na taki motocykl. O nieco zmienionej, bardziej dostosowanej charakterystyce, ale wciąż nietypowy.

    Motocykl, ktory wpadł w moje ręce nie był gołą wersją. Posiadał halogeny, kufry (które zdjeliśmy) i handbary. Goły wyglądałby dużo biedniej. Muszę przyznac, że po doświadczeniach z małym Versysem byłem nastawiony raczej niechętnie i nie sądziłem, że jazda ta wniesie coś nowego do mojego życia. Nie miałem już żadnych nadziei na olśnienie no i nie oszukujmy się - nie stac mnie za bardzo, żeby wywalic taką czapę pieniędzy na motocykl, który będzie stał przez dziewięc miesięcy na parkingu pod plandeką. Nie trzymało się to kupy.

    No, ale żeby nie przedłużac - podchodzę do Versysa.

    Przerzucam boleśnie nogę nad siedziskiem. Nie jest ani wyżej, ani niżej niż w małym - takie mam wrażenie. Ale 34 kg dodatkowej masy odczuwam natychmiast. Siedzenie jest szersze i wygodniejsze niż w młodszym braciku. Stopy dosyc podobnie opieram na ziemi.

    Po odpaleniu silnika, odnoszę trochę wrażenie, że pracuje on podobnie jak w nowym samochodzie prosto z salonu. Gładko, cicho, kulturalnie, jak w zegarku. Na panelu poprawnie wygladających zegarów ustawiam trzecią, maksymalną kontrole trakcji i drugą, mocniejszą mape zapłonu(nie pamiętam jaką ma nazwę Sport, czy jakos tak)i jadę pojeżdzic.

    Podczas manewrowania po placu dzieje się to co lubie akurat w takich klocach, czyli zawracając skręcam kierownicę pod sporym kątem, podczas gdy ''przód'' motocykla wydaję się celowac i jechac jakby na wprost. Tak wogóle, to fajnie, majestatycznie się nim lawiruje, coś jakby wielkim żaglowcem pośród skalistych raf. Tylko, żeby było jasne - ze zwrotnością to on nie ma za wiele wspólnego, co jest oczywiste bacząc na jego wymiary.

    Bardziej pasując do krajobrazu odwiecznych, zaśnieżonych Alp i charakteru  pełnych kufrów oraz pasażerki w drogich ciuchach i intercomem w kasku na tylnym siedzeniu, ja i Versys lecimy sobie po jakiś wertepach południowej Polski. Co tu dużo gadac- to nie jego klimaty. Nie jego klimatem jest poranna sobotnia objazdówka na pełnym ogniu wkoło komina, które tak lubię. Ten motocykl w moim posiadaniu byłby kompletnym bezsensem. Trzeba mu jednak przyznac, że nierównosci połyka spokojniej niz młody - nie robią na nim większego wrażenia.

    O ile hamulce zadziwiają zaledwie przeciętnością (w małym jakoś mocniej mi się hamowało) to silnik swoją elastyką po prostu zachwyca. Niesamowite, on pracuje jak zupełnie inna jednostka napędowa niż u mnie . Dół i środek to prawdziwa poezja. Na trójce prawie staje w miejscu, a potem gładko i mocno zaczyna przyspieszac. Równo się wyciąga, nie szarpie, nie protestuje...idzie.

   O ile Zet ma 110nm i 137 koni, tutaj mamy 102nm i 120 koni i plus dodatkowe 38 kilogramów. Różnica w pracy silników jest ogromna. Przez chwilę myślałem, że tysiączka z Versysa wskoczyła na pierwsze miejsce mojego Top 10 wszystkich silników, do czasu jak nie wkręciłem jej w wyższe rejestry obrotowe. Koło dziewięciu - dziesięciu tysięcy Versys dostaje zadyszki i przestaje się starac. To znaczy rozpędza się dalej i kręci wyżej, ale trochę ospale, podczas gdy w Zecie w tym momencie dopiero rozpętuje się piekło. Będąc więc przyzwyczajony do rozciągania w tym momencie rąk w stawach zawiodłem się niestety srodze. Zresztą, patrząc na parametry nie było się czego więcej spodziewac.

   Łacząc dół Versysa z górą Zeta otrzymałbym dla siebie silnik doskonały, Ojca Wszystkich Silników.

   Pogoniłem go raz, czy dwa na końce czerwonych pól i od razu przestałem. Mimo, że to rzędowa czwóra czuc, że tego zbytnio nie lubi. Przestawienie się na spokojną, korzystającą z dobrodziejstw elastyki jazdę to jest to, co cieszy w tym motocyklu najbardziej.  Wtedy maszyna rewanżuje się nieprawdopodobnie czystą i gładką pracą oraz dostępnością wspaniałego momentu już od najnizszych obrotów. Zapomniałem jeszcze dodac, że w górze obrotów wibracje silnika przenoszą się wyrażnie na podnóżki i siodło wibrując pod tyłkiem..jeden to lubi, a drugi już nie :) . Ja nie za bardzo, w moim objaw ten nie występuje, mimo, że nie mam gum na podnózkach, a siodło wydaje sie twardsze.

    Zakręty takim kolosem wychodzą mi o wiele lepiej niż małym bratem, fajniej. Cała ta potężna konstrukcja kładzie się dostojnie i spokojnie. W ogóle ten motor kojarzył mi się z taką dojrzałą dobrodusznością mocarza, jeśli wiecie o co mi chodzi. Był taki, jakby to powiedziec...hej, wsiadaj i jedż ze mną dzisiaj do Dubrownika, spokojnie, nic złego się nam po drodze nie wydarzy.

    Jadąc tym motocyklem miałem wrażenie, że jego duża masa jest cały czas odczuwalna, ale tak jakby miała tam byc, nie przeszkadzała mi jakoś specjalnie. Jest to motor, z którym od razu poczułem pozytywną komitywę.

    Nie wiem za bardzo, co więcej jeszcze napisac o dużym Versysie. Nie wgłębiałem się zbytnio w analizy, tylko cieszyłem z jazdy a było się z czego cieszyc. W mieście też wszystko w porządku, można się cisnąc w głąb wawozów puszek, patrząc ponad nimi i przebijac się na przód świateł. Dzwignia sprzęgła chodzi bajecznie lekko. Biegi natomiast trochę inaczej niż w małym. Mimo dosyc dużego ruchu dżwigni wskakują leciutko na swoje miejsce. Lekko jak to w Kawach. Od dawna wiadomo, że skrzynie Kawasaki należą do najprecyzyjniejszych i najbardziej niezawodnych. Tu nie jest inaczej.

    Jakies lekkie szutry, czy doły i koleiny ? Pewnie można, na upartego, ale watpię, czy coś dobrego by z tego wyszło. Rzędowa czwórka i ta masa w takich warunkach to chyba nie najlepszy pomysł.

    Ochrona przed wiatrem - tak jak w małym trochę lipa. Pozycja - wygodniejsza. No i co najważniejsze spod spodu nie dochodziło dzyndzlanie, cwierkanie i plumkanie. Te 120 koni bardzo fajnie tam robi swoją robotę. Rekompensują niższą moc motocykla po przesiadce z mojego i elastyką zastępują mi szaleństwa w górze. Zero nudy, bo jest to naprawdę ciekawy motocykl do dalekiej turystyki. Trzymasz szeroką kierę pewnie w dłoniach, siedzisz stabilnie i godnie, jednym słowem jesteś w domu. W nocy z tą bateria halogenów widac pewnie każdą mysz zaczajoną w krzakach na poboczu.

    Wtrącę jeszcze małą dygresję. Kumpel niezwiązany za bardzo z motorami, ale taki coś tam ogarniający pyta się mnie ostatnio tak : powiedz mi prosze, po co ci taki motor ? jeszcze teraz te nowe mandaty wchodzą, gdzie ty będziesz tak szybko jeżdził ? ja na to : ej, ale, ja nie muszę szybko jeżdzic ! on : no to czemu nie kupisz czegoś słabszego ? znowu ja : no bo fun jest z tego jak wraz z maszyną nabieram predkości, niekoniecznie od razu takiej z dwójką z przodu. Po to mi ta moc i ten moment, stary.

    Miałem wrażenie, że nie za bardzo zrozumiał o co mi chodzi.

    Jednak te dodatkowe 40 niutków momentu w dużym bracie w porównaniu do małego to jest to co ratuje rodzinę Versysów. Tak jak napisałem wcześniej - w małego wsadzic sto koni w fał dwójce, zostawic cenę i ogólnoświatowy hit mamy gwarantowany. Wiem, wiem,  jestem czasem nieco dziecinny ..

    Tak jak porzednio zatankowałem Kawę i wróciłem spowrotem. Zerknąłem w cennik. Model, którym jeżdziłem możecie kupic najniżej za około 47500zł. Sa jeszcze dostępne poprzednie modele na wyprzedaży za jakieś 43500 zł. Wyglądają zadziorniej, bardziej cyklopicznie, jak wspomniałem, chociaz są tacy, którzy mają je za wzór szpetoty. Silnik ma niby 2 konie mniej, ale to prawdopodobnie nieodczuwalne. Moment, stopień sprężania i reszta parametrów jest taka sama. Zawieszenia mają mniejszą możliwośc regulacji, zwłaszcza z tyłu, a całośc jest lżejsza 11 kilo od nowego modelu i 5 mm wyzsza.

    Na koniec miało miejsce zabawne zdarzenie. Postanowilem sprawdzic średnie spalanie. Dłubiemy z kolesiem w ustawieniach, a tu średnia z przebiegu kilometrow..12,5 litra. Człowiek patrzy na mnie dziwnie, na to wyciągam paragon ze stacji. W biurze liczymy średnią z przebiegu jaki ja zrobiłem i ilości zatankowanego paliwa. Wychodzi 5,5 litra. Dochodzimy do wniosku, że poprzedni testujący musiał wyciskac ostatnie soki z Versysa, gdy motocykl miał jedynie 700 km przebiegu. Tak swoją drogą trochę się temu dziwię , bo to nie jest przeciez żadna Ninja...no i weż tu skuś się lepszą ceną i kup sobie testówkę.

 

    O ile o małego się nie boję, to ciekawy jestem jak pójdzie sprzedaż dużego brata. Nie spodziewam się tu cudów. U nas hitu chyba nie będzie, tak jak nie było z poprzednikiem. Zajrzałem w neta i poprzednika nawet nikt importuje z zagranicy. Małych jest pełno, a duży stoi jeden. Beemie w tym segmencie nowy Versys raczej nie zagrozi. Ja osobiście mimo uwielbienia rzedowych czwórek i marki Kawasaki, gdybym miał kupic podobną maszynę, kupiłbym prędzej nowe Suzuki DL 1000, którym jeżdziłem w zeszłym roku. Ma co by nie mówic trochę tych szutrowych genów. Zapamiętałem piekielnie mocne hamulce i nieco zadziorną charakterystykę jednostki, która wciąż  wywodzi się wprost z legendrnego TL 1000 i też kapitalnie jak dla mnie oddaje swoją moc od dołu, a ma jej przecież mniej niż duży Versys. DL 1000 to nie jest  jakiś potwór, ale wiecie.. ma więcej tego pazura.

     No i jeszcze wygląd tych dwóch motocykli, no bo o ile nowy Versys 1000 jest jakiś taki z lekka uniwersalno-bezpłciowy, to DL 1000 z tym swoim ''kaczym łbem'' wygląda nieco głupkowato...i to to mi się w nim własnie bardziej podoba. No ale to już indywidualna kwestia gustu, bo ogólnie przód V Stroma uchodzi za szkaradziejstwo.

    Czy nowy Versys 1000 też ma tego pazura ?

    Nie ma.

    Ma za to w sobie spokój i siłę olbrzyma, ot taki poważny turysta, gotowy zagościc poważnych jeżdżców na swoim pokładzie.. Dla takich właśnie facetów, lub kobiet stworzono ten motocykl. Jeśli zaś chodzi o mnie, to uniwersalnośc dla mnie na razie nie istnieje.

    Na wygodna jazdę asfaltami wybrałbym Z 1000 w wersji SX, a jak starszą używkę to dużego Bandita.

    Ja na razie zostaję więc przy tym co sprawia mi najwiecej radochy i dzięki tym próbom z  turystykami upewniłem się o słusznosci swojej drogi, która kroczę. Błądzic i poszukiwac jest rzeczą ludzką więc wybacz Panie, gdyż zbłądziłem :)

    Myślałem długo jakby tu nagrodzic swoją czarna Kawę za to, że staneła w szranki z tak wymagającymi przeciwnikami i wygrała ten pojedynek, no i w końcu wymyśliłem. Postanowiłem znowu radośnie popaśc ze skrajności w skrajnośc i tak ją wynagrodzic, żeby była jeszcze mocniejsza, szybsza i gwałtowniejsza. O tym przedsięwzięciu przeczytacie tutaj na początku przyszłego miesiąca.

    Tymczasem Początkujący Motocyklista dziękuje za lekturę i poleca się na przyszłośc.

Komentarze : 7
2017-04-16 08:25:56 asd

z tym spalaniem to chyba wyszło koledze 12,5 kilometra na litr - w takiej jednostce wyświetlacz kawy pokazuje spalanie. Mi nie wyszło nigdy więcej niż 6,5/100km, nawet przy stałej przelotowej 160km/h

2015-09-17 09:34:55 multistrada

Widzę, że zarówno w artykule, jak i w komentarzach pojawiło się kilka motocykli, które ujeżdżałem, dlatego pozwolę sobie wtrącić dwa grosze:

1. Nowy duży Versys.
Jeździłem, testowałem, dla mnie porażka, choć bardzo ładny. To coś jakby rżnąć fajną dupę, która nie mi nic do powiedzenia, więc zachwycasz się jej wyglądem i rżniesz ponownie, by nie było dziwnej ciszy (-;

2. Duży Suzuki Vstrom
Jeździłem wiele razy, bo naprawdę chciałem go kupić, zresztą miałem starego DL'a. Moto brzydkie, ale zdecydowanie lepszy do jazdy niż Versys. Dla mnie po prostu okazał się za wolny, chcę jeszcze troszkę pośmigać z 2-ką, a może i 3-ką z przodu.

3. Z1000SX
Rewelacja, szkoda tylko że taki drogi. W zielonym kolorze jest przepiękny.

4. Bandit 1250
Zrobiłem nim prawie 90 tys. i gdyby w nowym modelu na 2015 zamiast pomarańczowych migaczy, dołożyli kontrolę trakcji, dalej jeździłbym Suzuki!

5. Zetem oraz ZX10R nigdy nie jeździłem, ale to po prostu nie moja bajka. Golas jest śliczny, ale ja jeżdżę głównie w trasy. Ninja jest szybka i mogłaby pewnie pognić mojego Zygzaka, ale tylko na torze.

Oczywiście, że ideałem jest posiadanie co najmniej 2 motocykli w garażu. Ba, ja to bym nawet i 4 od ręki wstawił do swojego: skuter na jazdę do pracy, przecinaka na tor, jakiegoś Harleya na lans po mieście i podrywanie dziewczyn, no i obowiązkowo......Multistradę (-: Ale nie stać mnie nawet na 2, więc musiałem wybrać jednego, którego jeszcze troszkę będę spłacał. Zygzak to jest kompromis, ale wg mnie bardzo udany! No bo choćby dziś jestem nim w pracy, na torze też już byłem, laski sikają gdy widzą taaaaaaaaką maszynę, a do Chorwacji śmiga się nie gorzej niż na moim wymarzonym Ducati..

2015-09-16 13:28:16 Lezacy

Zanabylem ostatnio rzeczonego veraysa 1000 przesiadajac sie z bandziora 1250SA. Nie jest to szybsza maszyna ale napewnobwygodniejsza. Moja malzowinka jest zachwycona z pozycji plecala. Ma bandziorze potrafila minzarzadzac postoj po 50km, teraz 150-200 km jest wykonalne.
Dla kogo motocykl, dla turystow, ktorym nie wygodnie bylo na Bandziorze.
Nie jest to jeszcze tak ciezka maszyna jak GTR ale lekka tez nie.
Na codzien zamiatam do pracy kymco 125. Wiec w miescie nie ocenie super pozytywnie.
Czy kupilbym jeszcze raz? Mozliwe, choc GTR kusi...
Zakrety, trudno powiedziec, Bandziorkiem bylo lepiej bo nizszy... Ale tu tez jest fajnje:) i uwielbiam ten motocyk jak ogarniam od 5 do 7k obrotow, brzmi bajecznie...

2015-05-10 21:05:04 left 4 dead

no to czekam z niecierpliwością na opis z jazdy małym Versysem, jestem ciekawy, co powie wieloletni użytkownik rzędowej czwórki w starciu z niską mocą.
SX 1000 to o tyle ciekawy motyw, że wygląda z oddali jak supersport pokroju ZX10R. nawet połówki kiery są na clipach, ale zamocowane dosyć wysoko. przypuszczam, że ochrona przed wiatrem jest bardzo fajna. podnóżki są ciut niżej i z gumą na wierzchu, a na zegarach masz dodatkowo temperaturę cieczy i zasięg. tylny amor jest z pokrętłem. wygodny tourer o wyglądzie szlifierki.
dobre używki stoją już od 25 tysi. przy tym motocyklu nie ma co obawiać się większego przebiegu - silnik i skrzynia pochodząca z ZX10R są niezniszczalne i nie było żadnych akcji przywoławczych (oprócz krzywo zamocowanego przewodu hamulcowego w paru egzemplarzach)
co jest najważniejsze to 110 nm momentu obrotowego w tym silniku - nie ma lipy
mój ma wprawdzie przejechane dopiero 16200km, ale jak na razie nie wykazuje żadnych nieprawidłowości. na mocnych przegazówkach nie puszcza ani dymka, a olej w okienku po przejechaniu 6-iu tysięcy nadal mieni się na bursztynowo. tak że polecam, sprzęt jest sprawdzony :) a nie oszczędzam go specjalnie, jak zjezdżam na parking bywa rozgrzany do czerwoności i cyka jak oszalały :)

2015-05-10 06:28:55 Marek M

Wczoraj przymierzyliśmy swoje cztery litery do małego Versysa i o dziwo było fajnie. Niestety na razie wszystko odbyło się na sucho. Mimo to okazało się, że mojej Adze nie jest ciasno, uznała,że miejsca jest ok, pozycja ok i a jej strony nastąpiła akceptacja. No, może po za kolorem bo był .... żółty.
A moje wrażenia? W zasadzie pozytywne. Moto wygląda zgrabnie, wszystko na swoim miejscu. Trochę pachniało mi taniością, to były szczegóły ale jednak. Na przykład głupie napisy Kawasaki, beznadziejna nalepka, która po iluś tam myciach pewnie zejdzie albo pozawija się na rogach. Co innego w takim Z-ecie, śliczne srebrne literki 3D. Niestety jestem trochę estetą i takie rzeczy dostrzegam.
Miałem też miałem też mały problem z czuciem podłoża, nie stałem tak jak w mojej Hondzie całymi stopami na postoju. To powoduje jednak dyskomfort. Co prawda nie byłem w butach moto ale to i tak mała wada.
Ogólnie fajnie, pozostaje mi teraz samemu sprawdzić jak to jeździ. Podobno za tydzień mają zarejestrować to moto na testówkę ale o dziwo, kaucję też należy wpłacić. Moja teoria, że taka praktyka dotyczy tylko moto wypożyczanych bezpośrednio od importera padła (patrz mój poprzedni wpis o Versysie 1000). Okazuje się, że oni takie coś praktykują ze swoimi także. Jedyna pociecha to taka, że ma to być tym razem 2- 2,5 tysia a nie 5. Zobaczymy.
Jednak to nie Versys był dla mnie główna atrakcją wczorajszego dnia ale.....Pan ZET. Ale to moto wygląda, a jak się na nim fajnie siedzi!!! Nie wiem czy ogarnąłbym te 142 koniki pod siedzeniem... ale chciałbym takiego. Cudo! Niestety, ta cena.
Łatwiej mi jest zrozumieć refleksje Left 4 dead - a.
Śmigając samemu nic więcej nie potrzeba. Wygląda świetnie, pozycja za sterami optymalna, nie za sportowa a zarazem i nie turystyczna. Obiema girami stabilnie podpieram moto na postoju i czuję, że siedzę nie na moto ale jakby w nim. Takie miałem odczucie. Mogę tylko przypuszczać, że jeździ pewnie tak jak wygląda czyli zajefajnie.
Oczywiście była też przymiarka to jego bardziej ' turystycznego " braciszka czyli SX i tu też pozytywne wibracje w mojej głowie.
W każdym bądź razie było mi przyjemnie zielono po wyjściu z salonu a w głowie bałagan. Chciało by się mieć i to i tamto, jedno nakazuje rozsądek, co innego podpowiadają Ci oczy a co innego portfel.
Najfajniej byłoby mieć tak jak pisze Siturek co najmniej dwa ale ... nie można mieć wszystkiego.
A tym czasem poczekam na jazdę próbną. Pozdrawiam.

2015-05-06 11:07:02 sirturek

Od razu mówiłem, coby kupić drugi.... i to najlepiej taki na którym Twoja Pani będzie mogła jeździć samodzielnie, dziś to prosta sprawa dla dla posiadaczy kat B od lat 3 ;)

2015-05-06 10:13:13 Marek M

Kolejny test za nami. Na pewno dzięki niemu moje postrzeganie Versysów trochę ewoluowało. W którą stronę? Nie wiem. Muszę na własnej d... sprawdzić aby doznać. Każdy ma swoje preferencje i fajnie,że motocykle tak się rozwinęły,że powstało wiele odmian dedykowanych do różnych celów.
Wniosek? Nie ma złotego środka. Jak coś ma być do wszystkiego lub jest to jest do niczego. Dlatego należy dokonać subiektywnego wyboru, który będzie cieszył i dawał frajdę, czego sobie i wszystkim czytelnikom tego zacnego bloga życzę. Pozdrawiam :)

  • Dodaj komentarz