Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

29.04.2015 22:07

Kawasaki Versys 650 2015 - Ekonomia kontra Fabryka Adrenaliny.

The Versys Brothers 2.

    W poprzedniej części skończyliśmy na ideii spokojnego, ekonomicznego śmigania na łagodnej sześcsetpięcdziesiątce, które to sobie sprytnie zaplanowałem i które również dawało by mi wiele radości, włącznie z jazdą z moją ukochaną pasażerką...

    Tiaaa....

     Żeby zrozumiec, skąd w mojej głowie zakiełkował karkołomny plan tak szybkiego zejścia w dół pojemnosci, musimy cofnąc się na pare linijek, do połowy lat dziewięcdziesiątych, do czasów które opisałem w ''Milionie Kilometrów''. Własnie wtedy rozwijałem się jako kierowca, i to rozwijałem się nierównomiernie. Z jednej strony szalałem jak typowy, nie wyżyty małolat w swoim piekielnie szybkim na tamte czasy, dwu gażnikowym Fiacie Ritmo a z drugiej, w pracy, toczyłem się dostojnie wyładowanymi po dach stolarką okienną wolnossącymi Fordami Transitami ze spokojem emerytowanego kierowcy PKS-u. Moje jeżdżenie i podejście do maszyn rozwinęło się jako swoisty dualizm. Nie zawsze zamulam i nie zawsze jeżdżę dynamicznie. Wszystko zależy od nastroju i wielu innych czynników.

    Biorąc więc pod uwagę swoje zamiłowanie także do tej spokojniejszej, bezstresowej jazdy wykładam mój plan kumplowi Sebie, który zjadł wszystkie zęby na motocyklach. Siedzimy w jego biuro-kanciapie pomalowanej na brudno niebiesko z kawą w styropianowych kubkach grzejącą dłonie i Seba słucha uważnie nie przerywając mojej opowieści. Lecz gdy tylko kończę, odwraca w moją stronę swoje znudzone oblicze i wypala prosto z mostu: Stary, to będzie dla Ciebie za słabe.

    W sumie to spodziewałem się takiej dygresji.

    Na dobitkę słyszę jeszcze drugie brutalne zdanie : Ej, motocykl to musi albo zajebiście wyglądac, albo super brzmiec...albo ma zapierdalac i koniec.

    Nie zraziłem się jednak zbytnio jego podejściem i jak Wiecie udałem się na jazdę testową motocyklem Kawasaki Versys 650 z roku 2015, w gołej wersji. Dodam iż była to pierwsza jazda testowa nowym sprzętem, który rzeczywiście miałem zamiar kupic. Możecie wierzyc, lub nie, ale miałem już porobione fajne, elegancko doświetlone zdjęcia mojego Zeta na dnie szuflady razem z rzetelnym opisem przedmiotu. Gotowe na wrzutkę na otomoto. Serwisowany, bezwypadkowy, z udokumentowaną historią. Liczyłem, że jak coś, to szybko pójdzie.

    W salonie czekał na mnie egzemplarz w kolorze czarnym. Motocykl kosztuje 29900zł. Jest to obecnie bardzo dobra, jak nie najlepsza cena za tak solidny kawał sprzęta. Za 24900zł możecie jeszcze nabyc sobie poprzedni model w wyprzedaży. Tamten nie ma homologacji na centralny kufer z powodu wiotkiej ramy, jest pięc koni słabszy a jego silnik charakteryzuje mniejszą kultura pracy. Nie ma poprawionego mocowania jednostki napędowej na nowych silentblokach tak jak nowy model 2015.

    Pierwsze wrażenie, jakie sprawia oparty na kosie Versys jest bardzo pozytywne. Motor jest świetnie wykonany i na pierwszy rzut oka nie widzę tam żadnych niedoróbek, ani oszczędności. Szybka bardzo fajnie wycięta i regulowana pokrętłami od zewnętrznej strony, kokpit czarny, zwarty i przemyślanie zaprojektowany. Na szczytach goleni regulowanego przedniego zawieszenia świetne, czerwone kapsle z logo Showa. Obie klamki również regulowane. Bardzo podoba mi się obły, metalowy zbiorniczek płynu hamulcowego. Po lewej włącznik awaryjnych, którego w mojej Kawie nie ma. Symetrycznie, schludnie, czytelnie, miło i przyjemnie. Co więcej wygląda to dosyc bogato. Nie ma lipy na kokpicie.

    Po samym motocyklu od razu widac krótki rozstaw osi, o którym tyle się pisze w prasie branżowej. Rzeczywiście wygląda na połykacza zakrętów. Wielki plus za widoczną jak na dłoni sprężynę tylnego zawiasa w kolorze czerwonym. Jest kozacka. Ale to co moim zdaniem jest najbardziej genialne, to stelaże kufrów. Są zamocowane fabrycznie na stałe i pełnią również funkcję uchwytów dla pasażera i niewprawne oko wogóle ich nie dostrzeże. Są pięknie wkomponowane. Widziałem jak się wpina w nie fabryczne kufry. Oskar za to rozwiązanie, jest naprawdę niesamowite.

    Czasza motocykla to akurat nie za bardzo mnie zachwyciła, wolałem tą cyklopiczną z poprzedniego modelu. Miała charakter, a ta jest trochę bezpłciowa.

    No to czas zacząc zabawę.

    Odpalam Versysa i od razu robi się nieswojo.

    Na wolnych obrotach dżwięk pracującego silnika nie powali nikogo na kolana. Motocykl aż prosi się o akcesoryjną puchę, a ma potencjał, bo przegazowywany pod górę skali potrafi czasem wojowniczo zacharczec. Ten dzwięk to pierwszy duży akcent na minus. Nie jest dobrze, zwłaszcza, że od razu następuje drugi minus.

    To co teraz napiszę, należy potraktowac odrobinę ulgowo, ponieważ nie mam po prostu nawyku wsiadania na wysokie motocykle. No i jak łatwo się domyślec - wspinaczka na Versysa wcale a wcale mi nie odpowiada, bo nogę trzeba dżwignąc dosyc wysoko. Siedząc zaś na nim czuję nieprzyjemnie ten wysoko położony środek ciężkości. Jeżeli to ma byc wygodny motocykl - to aż się boję co będzie dalej. Nie jestem za wysoki, mam 178cm wzrostu.

    Pamiętam jak przed jazdą powiedziałem pracownikowi salonu, że mam bardzo duże nadzieje związane z tą przejażdżką i że liczę na to, że motocykl będzie tak dobry jak wynika to z papierów. Odpowiedział po chwili, że powinienem byc zadowolony. Ludzie sportami tu przyjeżdżają i są zachwyceni pozycją. Pan przesiądzie się z wygodnego motocykla na bardzo wygodny i też się panu spodoba, gwarantuje. No i ta cena. No cóż, okazało się, że rzeczywiście Versys 650 jest bardzo dobrym sprzętem, ale niestety jeszcze nie dla mnie. Może kiedyś tak się stanie, ale na razie kazało się, że żadna moja droga nie prowadzi jeszcze do turystycznego enduro. Mam nadzieję, że właściwie zrozumiecie co chcę Wam dzisiaj wyłuszczyc drodzy Czytelnicy. Motocykle to temat o wiele bardziej złożony niż każdy inny związany z motoryzacją, a ja w żaden sposób nie zamierzam udowadniac, że słabszy motor jest gorszy od mocniejszego. Nie po to powstał ten wpis.

   Siedzę zatem na Versysie 650 pełen sprzecznych uczuc robiąc lekkie przegazówki i słuchając wydobywającego się z okolic silnika pyrkania, cwierkania i plumkania. Ruszam.

   Na początku wydaję się, że nie będzie tak żle. Silnik podczas jazdy zasługuje na wszystkie pozytywne opinie jakie zbiera. Jak na 650-kę mającą 69 koni i 64 niutków momentów przy masie 216 kg czuc, że na dole i w środku obrotów jest dosyc zrywny. Mi osobiscie przeszkadzał jego dzwięk i to, że dosyc często musiałem mieszac w biegach, żeby wykrzesac z niego zadowalającą mnie moc. Marek, nie wiem jak będzie z dodatkową osobą z tyłu i bagażami, ale raczej kiepsko i nie wiem, czy to wytrzymasz. Biegi z koleii wchodzą powiedziałbym poprawnie i dosyc twardo jak na nowe Kawasaki, z takim dziwnym dosyc długim ruchem dżwigni. Ale bez większych zarzutów, są ok.

   Hamuje na pierwszych światlach i z powodu wyższych skoków zawieszenia, niż te do których jestem przyzwyczajony w swoim Z 1000 motocykl mocno nurkuje. Myślę, że można by było powalczyc z regulacją zawieszenia i usprawnic temat. Hamulce są jak na tą cenę i klasę bardzo mocne i skuteczne. Duży plus, znaczy, że motocykl dociążony kuframi i pasażerem będzie miał szanse godziwie zatrzymac się w zaplanowanym przez kierownika miejscu.

    Sporo uwagi poswięciłem na obserwację podczas jazdy aspektów związanych z wygodą, gdyż motocykle takie z niej również słyną i okazało się o dziwo, że mój Zet, który jest bądz co bądz zwykłym nakedem, jest motocyklem niesamowicie dla mnie komfortowym, a Versys nie bardzo. Już tłumaczę dlaczego.

    Po pierwsze ochrona przed wiatrem, po druge ugięcie kolan, po trzecie pozycja na motocyklu. We wszystkich Versys niestety przegrał w moim subiektywnym porównaniu...z nakedem ! Powiecie, jak to możliwe ? Powiecie, powaliło Cię ? Radykalny naked wygodniejszy od motocykla turystycznego ? Od razu odpowiadam, ale pamiętajcie, że moja opinia jest typowo subiektywna i że ja na poważnie planowałem przesiadkę na Versysa 650. Nie pojechałem tam niczego sobie udowadniac. Pamiętajcie, że mi także nie jest to za bardzo na rękę, bo pokrzyżowało mi moje ambitne plany wdrożenia wiekszej wygody, oszczędności, przewidywalnosci i spokojności..

    A więc po pierwsze - szyba. Od razu dżwignąłem ją za pomocą dwóch pokręteł na pozycję najwyższą. Spodziewałem się zdjęcia ze mnie większości wiatru do którego jestem przyzwyczajony. W Zecie mam wyższą szybke, ale umówmy się - wieje jak na irlandzkich klifach. Okazało się jednak, że napór powietrza na Zecie jest całkiem znośny. To znaczy zawsze wieje podobnie, zwykle odbieram go identycznie. Wiadomo, pogoda bywa różna, ale chodzi o to, że zwykle towarzyszy mi stały, znany i przewidywalny napór powietrza. Tymczasem na Versysie, w stosunkowo bezwietrzny dzień wiatr hulał jakoś tak dziwnie, atakując mnie znienacka z flanek sporadycznymi podmuchami. W mojej Kawie powietrze zdecydowanie ciśnie zawsze na klatę, a tutaj przedmuchują motocykl boczne wihry. Próbowałem jechac z otwartą szybką w kasku (co tez uważam za zaletę takich motocykli) ale to się nie udaje na dłuższą metę. Wieje po oczach i tyle. Czyli Versys ochroną przed wiatrem mnie nie urzekł, jak na to liczyłem. A nie mam zamiaru od razu inwestowac w akcesoryjną szybę i deflektor. Nie po to chciałem się przesiąśc na taki motocykl, żeby od razu biegnąc pod bankomat.

    Ugięciu kolan, czyli drugiemu aspektowi nie poświęcę więcej czasu, bo mimo niżej zamocowanych podnóżków nie wyczułem szczególnej różnicy na plus, a jechałem cięgiem prawie dwie godziny i zrobiłem prawie dwieście kilometrów.

    No i po trzecie, najważniejsze - pozycja. Turystyczne enduro i im podobne jak Versys z gruntu gwarantują wygodną, wyprostowaną pozycję. Powiem tak - to zależy jak kto indywidualnie odczuwa pojęcie wygoda. Ta pozycja rzeczywiście była dla mnie komfortowa, ale tylko przez pierwszą godzinę mojej podróży. Potem zacząłem się nerwowo wiercic na siedeniu. Nie mam większych problemów z kręgosłupem, ale ta pozycja wymuszała u mnie nacisk na dolna częśc pleców i kośc ogonową. Zauważyłem u siebie identyczny objaw podczas jeżdżenia cruiserami i chopperami. Ta pozycja niestety mi akurat nie odpowiada i uzmysłowiłem sobie podczas tej jazdy, że bardziej aktywna, wychylona do przodu sylwetka na własnym motocyklu jest dla mnie najbardziej optymalna.

    Kurde, nie tak to miało wyglądac.

    Bastion wygody zaczął się walic. Gdyby w nim, pod dupą pracowała taka trójka jak w Tigerze 800, albo chociaż fałdwójka z  DL-a 650..mogło by byc trochę inaczej.

    W tej ponurej atmosferze przebiega moja jazda i z każdą chwilą traciłem argument po argumencie przemawiającym za przesiadką na Versysa 650 lub jakiekolwiek inne turystyczne enduro o podobnej pojemności.

    No, ale przecież tyle się mówi o tym, że Versys świetnie świetnie sobie radzi na zakrętach, a ja jak każdy motocyklista - lubię to! Zwłaszcza, że Versys wydaje się byc waski, lekki i zwinny. No to jedziemy na zakręty.

    Zajeżdżam więc na znane mi, kręte drogi i dróżki. Odkąd pamiętam lubiałem to wrażenie, które ma się na wysokich motocyklach składając się w zakręty. Wydaje mi się wtedy, że motor i ja na nim, pochylamy się nie wiadomo jak mocno. Że się zamaszczyście kładziemy. I rzeczywiście Versys radził sobie bardzo dobrze. Zabawę jednak psuja mi niedobory mocy po wyjściu z zakrętów. Parę razy, z przyzwyczajenia, na trójce zdażyło mi się że odkręciłem przy takiej prędkości, że Kawas dostał drgawek i próbował zgasnąc. Szybka przebitka na dwójkę i wtedy dopiero jakoś jechał. Potrzebna by tu była  całkowita zmiana przyzwyczajeń, tylko że ona wydaje się zupełnie niemożliwa, no bo jak tak.. ? Czy moje adrenalinowanie nie zabrnęło już za daleko ? Cały ten mój test nie miał mi uwypuklac oczywistych różnic między tymi motocyklami. Miał odpowiedziec na pytanie, czy zmiana filozofii jazdy jest w moim przypadku możliwa. Liczyłem na to.

    Ale lecimy dalej. Jestem w mieście i pcham sie Versysem w najwęższe korki. Tutaj duży plus. Lusterka wyżej niż te w autach, motor nie jest przyciężkawy wszędzie sprawnie się wbijam. Po zajęciu pole position ruszam z kopyta i cisnę tą 650-kę na maxa. Tu kolejny plus - Versys prawie nie wibruje jak na twina i wszystko widac w lusterkach :) Na następnych światłach analizuje położenie swoich stóp na asfalcie. Przez off-owe geny motor jest wysoki, kanapę ma na wysokości 840mm. Kurde, kompletnie mi to nie pasuje, że nie opieram się na ziemi cała stopą. Potem się przyzwyczajam, ale brakuje mi tego co na moim nakedzie. Tego, że stoję sobie na czerwonym i mogę się swobodnie wyprostowac, unieśc tyłek z kanapy i ręką poprawic połozenie bokserek pod spodniami :)

     Jadę dalej a w koło pełno polnych dróg. Nie zjeżdżam w żadną, bo nie mam jakoś na to ochoty. Zresztą Kawasaki jako jedyne nie promuje nigdzie tego motocykla jako takiego ze skłonnościami do nawet lekkich szutrów. Mówią o nim jako o uniwersalnym sprzęcie na utwardzone nawierzchnie. Ja zauważam jeszcze ze swojej strony, że byc może, że przez krótki rozstaw osi, albo niedoregulowanie zawiasów motocykl kiepsko się zachowuje na muldach, dziurach i łatach. Mam wrażenie, że przód zbyt mocno''podskakuje'' na asfaltowych nierównościach.

     Po utwardzonej nawierzchni zatem sobie jadę i zerkam na kokpit. A tutaj zonk. No bo komuś chciało się zainstalowac na panelu kontrolnym kontrolke ''EKO'', która wyświetla się jak lightowo jadę. Cóż, uważam, że to kompletny bezsens i w to miejsce zainstalowałbym raczej fabryczny wyświetlacz biegów, jak chociażby w V Stromie, czy GS-ie. Po obu bokach fajnego obrotomierza mamy specjalne miejsce na power outlet i wspomniany wyświetlacz...znowu wycieczka pod bankomat ?. No i jeszcze powiem, że w takim sprzęcie to centralna podstawka na bank by się przydała.

     Zauważyliście może, że producenci motocykli pozostawiają zbyt duże  pole do popisu producentom akcesoriów  ? Zjawisko popytu i podaży...ręka ręke myje.

    Nadeszła pora dolac wachy pod korek. Zawijam się z gracją miedzy puszkami wprost pod paliwo. Po zatankowaniu znowu wystawiam panewkę biodrowa na ciężką próbę. Gramolę się niezgrabnie z wysokiego motocykla kręcąc piruety między nim a dystrybutorem. Wracam, dżwigam znowu nogę i zasiadam. Spalił koło sześciu litrów. Ruszam dalej, wracam pod salon.

    Opisałem wiekszośc cech tego motocykla, które udało mi sie zarejestrowac swoją nakedową percepcją. Nie chciałem nikogo zniechęcac i mam nadzieję, że może kogoś zachęciłem. Kawasaki Versys 650 to świetnie zaprojektowany i wykonany motocykl w kapitalnej cenie. Ale jak wszystko ma swoje plusy i minusy.

    Zanim na nim zasiadłem naprawdę wierzyłem, że moje zejście z motoru dwukrotnie przewyższającego go momentem obrotowym i dostepną mocą - jest możliwe. Że jestem w stanie przyzwyczaic się do nowej charakterystyki i nabrac nowych nawyków. Ta jazda testowa uzmysłowiła mi, że mimo wszystko, na razie nie jest to możliwe. To znaczy, wszystko jest możliwe, ale odbyło by sie to kosztem mojej radości z jazdy. Gdzieś tak bowiem w połowie tej testowej przejażdżki zacząłem jakby trochę się nudzic. Motocykl nie zaproponował mi żadnych soczystych doznań. Nie kosztuje za wiele, cieszy ekonomią, ale...miedzy mną a nim doslownie nic się nie wydarzyło. Martwa cisza, żadnej nici porozumienia. Nie pykło.

     Czy jeżdził bym na nim spokojniej, bezpieczniej i ekonomiczniej ?

     Nie sądzę.

     Myślę, że pode mną ten motocykl wskazywał by swoje maksymalne wartości zużycia paliwa. Wątpię, że jeżdził bym według wskazań tej śmiesznej kontrolki ''EKO'', bo zwyczajnie umarłbym z nudów. Wskazówka wciąż musiała by biegac po czerwonym polu, żeby coś ciekawego dla mnie się tam zadziało. Więc kreciłbym bym go pewnie ile wlezie i latał przez to z podobnymi prędkościami i manierami, jak Zetem. Poza tym zawsze trzeba spojrzec ogólniej. Znam już trochę siebie i wiem, że wkrótce zacząłbym myślec o akcesoriach do takiego turysty, zaczeły by się pomału handbary, gmole, grzane manety, halogeny, kufry, scotoilery, deflektory, sportowy wydech..i byc może cała moja ekonomiczna przesłanka poszła by psu na budę....a ja przeciez nie jeżdżę w żadne trasy.

     Reasumując to wszystko, kupiłbym pewnie Versysa 650, gdybym potrzebował oszczędnego, fajnego sprzęta na na przykład dojazdy do pracy. Ale ja jeżdżę zupełnie inaczej. Wychodzę na motocykl jak na poranną kawę, lub wieczorny browar z najlepszym przyjacielem. Motor wstrzykuje mi w żyły najczystrzą radośc, pompuje mnie endorfinami po sam czubek kasku. Każdy inaczej postrzega swojego sprzęta, ja teraz już wiem, że dla mnie musi on miec w sobie coś psychopatycznego. Ma byc  moją ucieczką przed racjonalnym światem w którym tkwię na co dzień. Ucieczką w odrobinę szaleństwa, ciutkę ryzyka i radośc lekkiego wariactwa. Musi byc fabryką adrenaliny i nie potrzebuję tak naprawdę zaoszczędzic tych trzech litrów na setkę.

     Przez te plany zmiany motocykla udało mi się to w końcu wszystko połączyc w całośc, ogarnąc i zrozumiec. Wskoczyłem na wyższy level. Na drugi dzień wsiadłem na swoje Kawasaki Z 1000 i poczułem, że tam wszystko jest na swoim miejscu - tam gdzie ma byc, a pod siedzeniem pracuje coś, co mnie w motocyklach kręci najbardziej.

     Teraz jeszcze muszę przekonac Agę, że to bardzo wygodny i bezpieczny motocykl...bo w sumie widzicie, że on naprawdę taki jest. Dla mnie. Znam go, bezpiecznie i wygodnie się na nim czuję..pozostaje tylko koncentrowac się na jeżdzie. Kto wie, może dziewczyna da się przekonac i któregoś dnia zasiądzie na tylnej ''kanapie''. Pojedziemy wtedy na spokojną, lajtowa wycieczkę. Rzeczy nie zawsze są tym, czym wydają się byc. Wszystko jest względne.

     Przypomniałem sobie jeszcze na mądre słowa mojego starego przyjeciela : Ej, motocykl to musi albo zajebiście wyglądac, albo super brzmiec..albo ma zapierdalac i koniec.

     Mały Versys to wszystko by mi odebrał. To co wydawało się opłacalne..w ogóle mi się nie opłaca.

 

    Ps. przepraszam, ale nie zmieściłem się z testem dużego Versysa, tak jak obiecałem. Odpowiedz na pytanie, czy jest on ''lepszym'' motocyklem + parę innych tematów znajdziecie w trzeciej, ostatniej części ''The Versys Brothers'', już za parę dni. pozdrawiam

Komentarze : 6
2015-05-04 07:05:51 szescset

Przesiadlem sie z bandita 1200 s na 750 a dwa lata pozniej na 600. Najmniejszy ma najwiecej jadu najlepiej wyglada i najlepiej sie prowadzi z calej trojki.jest elastyczny i jak trzeba oszczedny.jestem w stanie utrzymac sie na nim za sportowymi litrami do predkosci do ktorych nawet sportowym litrom trudno rozpedzic sie w warunkach drogowego ruchu.tym samym uwazam ze duze motocykle sa czesto przereklamowane...

2015-05-01 12:15:15 Marcin Jan

Bardzo dobry tekst, dobrze się czyta i Twoje odczucia subiektywne łatwo można przełożyć na swoje doświadczenie. To bardzo się liczy aby przy subiektywnej ocenie dać zawsze jakieś szersze tło.
Co do szyby to wydaje mi się że dopiero w dużych turystykach zawsze jest tak że za szybką jest cisza i spokój a we wszystkich innych maszynach sportowo-turystycznych jest to zawsze wypadkowa: wysokości kierownika, kąta nachylenia szyby, jej długości, profilu szyby no i kasku bikera.
Nie ma ideału. Jak kierownikowi jest ok to się okazuje że plecaczek dostaje strugą wiatru w czoło.
Ja dla odmiany kiedyś przeleciałem się kiedyś nakedem i uuuu wszytko fajnie może nawet ciszej i tak jak piszesz mniej turbulencji ale napór wiatru na klatę psuł mi krew. Może gdyby w mojej okolicy było mniej przelotowych tras które aż proszą aby przelecieć po nich z prędkością większą niż autostradowa to naked dla mnie miałby sens.
Co do turystycznego enduro czy jak tam zwą to najdalej 3 dni temu przejechałem się sztormiakiem 650 znajomego. Pomimo posiadanych 180 cm, też panewka miednicy została nadwyrężona dość mocno. Pozycja za sterami pewnie podobna jak w testowanym Versysie też dla mnie nie jest idealna właśnie dlatego że ciężar ciała przenoszony jest na kość ogonową czy tam dolny odcinek kręgosłupa. I po testowej jeździe wyraźnie czułem lekki ból w tej części ciała (faktem jest że mój kręgosłup nie jest idealny i często po jakieś tam pracy fizycznej czuję dyskomfort). Dlatego na mojej litrowej cbf idealnie jest jak jestem lekko pochylony do przodu nawet bardziej niż wynikałoby z standardowej pozycji na tym moto.
@ Marek M
ja dość długo wahałem się pomiędzy CBF sc64 a FZ8. Ba! FZ8 wersji S odbyłem nawet dwukrotnie jazdę testową, po pierwszym razie nie do końca wiedziałem co mi nie pasi, a motocykl bardzo mi się podobał i pasował (od strony parametrów technicznych). Dałem więc mu drugą szansę i nawet specjalnie przejechał się do dealera 200 km od domu aby po testować maszynę. I co? I dalej nie widziałem o co mi chodzi. Dwa dni później dorwałem do testu CBF i od razu nie było wątpliwości, że to ten motocykl. I generalnie dalej nie potrafię uzasadnić tego wyboru, bo jak ostatnio pod biurem stała zaparkowana FZ8 to znów wyzwoliła u mnie efekt chcij to :D.

2015-05-01 11:27:27 left 4 dead

Marek, latasz wiele lat i sam wiesz najlepiej co Ci pasi. Ale pozwolę sobie wypowiedzieć się na temat Twoich wyborów.
CBF1000 nie znam, kojarzy mi się z Policją:) Znajomy znajomego kupił ją na swojego pierwszego tysiąca i po pół roku sprzedał :) podobno bardzo ''poprawny'' i przyjazny, a także wygodny i bezproblemowy motocykl..ale nudny jak flaki z olejem :) więc kupił Gixxera K8..:)
Na FZ8 jeździłem i solo fajny dynamiczny sprzęt, który fajnie idzie górą, wydaje mi się, że z pasażerką i gratami będzie trochę wrażliwy na zmiany obciążenia i też będzie trzeba mieszać.
a nie myślałeś o Bandicie 1250 S ? fajne ceny używek, niezniszczalny, mało pali, prosty serwis, tanich części multum. Jak żyję, nie słyszałem, żeby ktokolwiek powiedział złe słowo na temat tego motocykla..
Mjk trafiasz w sedno, tylko, że ja nie mam garażu :( czyli dochodzą koszty parkingu (720zł rocznie) + przegląd i oc i drugi pokrowiec(jakieś 300zł) i już się zaczynają robić kwoty..
ale gdybym miał garaż, to opierdoliłbym Zeta i kupił : ZX12R z 2001 roku za 12tysi + KLV 1000 za 15 tysi i było by idealnie !

2015-04-30 19:09:19 Marek M

Trudno nie zgodzić się z Mjk ale to wymaga zaistnienia dwóch czynników. Po pierwsze kasy, nawet tej nie dużej, po drugie posiadania miejsca do trzymania drugiego a nawet trzeciego sprzętu.
Rozważając pierwszy czynnik stajemy przed kolejnym dylematem a mianowicie kupić jeden porządny ( np. nowy) za grubą kaskę czy dwa tańsze a zarazem starsze.
Mimo tego pomysł jest wart uwagi więc zapełniajmy skarbonki :) Pozdrawiam

2015-04-30 16:52:34 Mjk

Do autora:
Wychodzisz z kompletnie złego założenia:
-zeta sprzedać, kupić enduro, bo do tego to prowadzą wszystkie drogi.
Otóż założenie jest błędne - chodzi mi o 1 część zdania:
"sprzedać zeta". Nie nie, co byś zrobił, jak sprzedasz, to stracisz. Przyjemność, pieniądze, itd.
Zeta zostawić, kupić 2 sprzęt. Nie dziś, nie jutro, odłożyć kaske, albo może ciut starszy.

Nie ma sprzętu do wszystkiego, zawsze bedzie czegos brakowac.
Ja np. mam zx7r jak chce pozapierdalać, polansować się, posłuchać zajebistego brzmienia, napawać się nieziemskim wyglądem sporta, poskładać się w zakręty, poczuć adrenalinę bądź wyjechać gdzies dalej za miasto, w trasę.
Mam też mala ninje 250 z 97 roku na dojazdy do pracy. 30 koni, lekki. I to jest to - 2 sprzęty! Mały nie wyrywa nadgarstków, ale spełnia swoje zadanie - dojeżdżam tanio, nabieram głodu przyspieszenia, który zaspokajam w weekend, na większym sprzęcie. A jak mi przychodzi ochota na adrenaline, to wiadomo - przesiadka na wiekszy.

Powiem więcej - to jest mało.
Przydałby się 3 sprzęt - enduro właśnie na jakiś mały offroad ;)

Złotym wyjściem nie jest posiadanie jednego motocykla do wszystkiego "bo juz nadszedl czas". Lepiej mieć np. 2 do różnych zadań.
Bo przy jednym, za 2 miesiace znow przyjdzie ochota na szybsza jazde i tesknota za sprzedanym sprzetem wroci. A przy szybkim moto, co jakiś czas przychodzi ochota na spokojną jazdę, albo wygodę.
A to niby kobiety takie zmienne są. Wszyscy tak mamy.

Moja podpowiedź - 2 sprzęty.

2015-04-30 09:25:28 Marek M

No cóż, jak zwykle bardzo dobrze się czytało a szczególnie te słowa, gdyż dotyczą bezpośrednio obiektu moich zainteresowań. Jak napisałeś są to Twoje subiektywne odczucia, zresztą jak i innych testerów ale pozwalają mi dostrzec drugą stronę mocy, ponieważ wydają mi się bardziej życiowe. Czytając testy w prasie i na portalach mam chwilami odczucie ( może trochę mylne), że są nie do końca obiektywne, że więcej jest plusów niż minusów. Tak jakby osoby piszące o sprzętach nie chciały zarazić do siebie marki , którą ujeżdżają w obawie, że więcej go do testów nie dostaną. Oczywiście specjalnie przerysowuję ale to co napisałeś dało mi wiele do myślenia, szczególnie w temacie mocy, bo o ile samemu mi by jej może i wystarczyło to z moją Agą i bambetlami już bym jej chyba musiał szukać.
Oczywiście ostatecznym sprawdzianem będzie jazda testowa, którą w końcu uda może mi się odbyć ale początkowy entuzjazm w związku z pojawieniem się nowego Versysa przygasł i każe mi jednak wrócić do przeanalizowania wcześniejszych planów jakim były używane Honda CBF 1000 albo Yamaha FZ8 Fazer.
pozostaje jeszcze wspomniany przez Ciebie duży Versys 1000, na którego w takim razie test z niecierpliwością czekam. Może i ja wygram w lotto... a wtedy kto wie. :)

  • Dodaj komentarz