Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

28.10.2015 22:16

Made in China

co w tym świecie jest szaleństwem - krótka relacja z asfaltów ChRL, do której głębsze refleksje pozostawiam Tobie drogi Czytelniku

     Piętnastego pażdziernika, wcześniej załatwiwszy wizy turystyczne wybraliśmy się z Agnieszką do stolicy Chińskiej Republiki Ludowej. Wyruszyliśmy z domu wcześnie rano na stołeczne lotnisko leżące w odległosci około 350-ciu kilometrów. Jak zwykle pojechaliśmy moją małą furgonetką dzierżawioną od zachłannej korporacji Matki. Furgonetka ta zaczyna wykazywac ostatnio oznaki lekkiego zmęczenia - mimo niecałych czterech lat użytkowania dobija pomału do dwustu tysięcy.

     Tym razem, tak jak zresztą zawsze zachowała się bardzo uprzejmie komunikując problem wcześniej : akumulator umarł trzy dni przed wyjazdem tak, żebym zdążył go spokojnie wymienic. Natomiast EGR czy też jakiś inny czujnik zawiesił się przedwczoraj, czyli już po powrocie. Komputer przełaczył maszynę w tryb awaryjny i więcej jak osiemdziesiąt nie chciała pojechac a to i tak z biedą. Po wielokrotnym nerwowym gaszeniu i odpalaniu, oraz prymitywnym zresetowaniu ( zdjęcie klemy ) osprzęt się opamiętał i powrócił do prawidłowej pracy.

     Co nie zmienia faktu iż takie przygody w trasie na samolot mogły wywołac u nas sytuację stresową.

     Jadąc tam byłem absolutnie przekonany, że tym razem nie wypożyczę żadnego jednośladu. Żeby legalnie jeżdzic w Chinach czymkolwiek trzeba posiadac chińskie Prawo Jazdy. Tak się składa, że ja nie posiadam. Ale tak jak wcześniej napisałem, miałem nadzieję, że będzie coś ciekawego do opowiedzenia w kwesti jednosladów i motoryzacji w ogóle. Nie wiedziałem bowiem czego tak na prawdę mam oczekiwac w tej materii. Spodziewałem się, że tak jak to w dalekiej Azji bywa, na szosach głównie będą królowały skutery zarówno  w 2T jak i w 4T a duże sprzęty bedą w zdecydowanej mniejszości. Liczyłem na sporo odjechanych ścigów, ale to co zastałem na miejscu było dalece bardziej smutne jak również i niespodziewane.

     W Chinach nie ma motocykli

     No dobra, może za bardzo się rozpędziłem, bo byliśmy tylko w Pekinie oraz około sto kilometrów poza nim - na Wielkim Murze w Badaling. Jednak od jakiegoś czasu Pekin jest stolicą Chin - a powiedzcie mi gdzie jest najwięcej drogich i mało praktycznych zabawek jak nie w właśnie w stolicy ?

     Chińczycy, których widzieliśmy w stylu życia są podobni jak mieszkańcy innych krajów Azji - spieszą się ciągle, wydają się zmierzac w ściśle określonym celu, biegną przez skrzyżowania po przekątnej na czerwonym świetle. Sprawiają wrażenie poukładanych i praktycznych. Widac, że mają konkretny cel i spieszą się go zrealizowac. Bezsensowna i kosztowna przejażdżka na motocyklu o zbyt dużej, absurdalnie niepotrzebnej i trudnej do efektywnego wykorzystania pojemności ...nie, to chyba nie w ich stylu.

     Zanim jednak opowiem Wam czym jeżdżą Pekińczycy parę słów wyjaśnienia po czym jeżdżą.

     Drogi w stolicy Chin są równe jak stół i szerokie jak niebiańskie autostrady. Z szesnastego pietra hotelu Beijing Plaza w którym mieszkaliśmy codziennie rano spoglądałem na ruch uliczny kotłujący się poniżej. Na dole biegły cztery pasy w jedną stronę z światłami co chwilę - potem na lekkim przewyższeniu cztery pasy ''szybkiego ruchu'' po dwa na kierunek i od razu lekko poniżej cztery pasy w druga stronę. Ruch kumulował się na dużym skrzyżowaniu z tunelem przebiegającym pod tymi pasami '' szybkiego ruchu''. Gęsta nawałnica bez przewy trąbiących pojazdów przetaczała się tamtędy w dużym natężeniu 24H - od pierwszej nocy spałem ze stoperami w uszach i tak już zostało.

     Wzdłuż pasów ruchu znajdują się także takie dla jednośladów  szerokości powiedzmy dwóch - trzech metrów. Jednoślady często gęsto poruszają się nimi pod prąd lawirując pomiędzy pieszymi. W naszej mentalnosci jest to zupełnie niepojete - one jezdżą także pod prąd zwykłych trzypasmowych ulic. Trzymają się wtedy skrajnych krawędzi jezdni, a osobówki jakoś specjalnie na to nie reagują. Oprócz tego, podobnie jak piesi masowo nie respektują czerwonych swiateł. Przebijają się po prostu na czoło peletonu samochodów i powoli wjeżdżaja na skrzyżowanie próbując je bezpiecznie przemierzyc. Widziałem to dziesiątki razy, więc to nie żaden wyjątek '' naszego '' skrzyżowania.

     Żeby było jeszcze śmieszniej w Chinach coś takiego jak kask założony na głowie praktycznie nie istnieje. Nie zarejestrowałem żadnej odzieży ochronnej. Nie jeżdżą w rękawiczkach, najwyżej w mufkach. Co któryś jednoślad bowiem ma na stałe zainstalowany koc.

     To jeszcze nic.

     Chińczycy nie włączają swiateł w swoich jednośladach. W dzień to pół biedy.

     Ale oni nie włączają świateł także w nocy.

      Jak to wygląda w praktyce ? Ano idziesz sobie w nocy po chodniku i nagle masz plan, żeby przejśc na drugą stronę ulicy. Ogólnie jest to kiepski pomysł, ale przy odrobinie samozaparcia może się udac. Auta na szczęście jeżdżą ze światłami włączonymi w nocy ( w dzień nie, bo wiadomo - po co zwiększac i tak już uciążliwy smog ), ale pomiędzy nimi śmigają motorki i naprawdę słabo je widac. Sory, wogóle ich nie widac. Dają jedynie sygnały dzwiękowe, ale to za mało. W wąskiej uliczce jeden taki o mało mnie nie rozjechał - dobrze, że pet mu się żarzył w gębie bo zdążyłem go w ostatniej chwili zobaczyc i w porę uskoczyc.

     Pomyślicie teraz, ale jak to ? Jak to jest możliwe ? Powiem tak - jakbym tego sam nie zobaczył to bym nie uwierzył. Uznałbym, że mój rozmówca przesadza celem zbudowania napięcia. Ale tak na prawdę jest...i ma to chyba swoją konkretna przyczynę.

    Taką, że w  Pekinie dominują silniki elektryczne. Jednoślady to głównie rowery, rowery elektryczne, skuterki elektryczne i inne przedziwne motorki na prąd. Nam elektryczny napęd kojarzy się głównie z ekskluziwem i nowoczesną technologią. Tam, w dalekich Chinach jest zupełnie inaczej. Tam taki naped jest powszechny i wiądący widac od wielu, wielu lat. Niektóre z tych elektryków wyglądają na jeżdżące zabytki. Co ważne - elektryków nie trzeba nigdzie rejestrowac a te z silnikami spalinowymi już tak - mają tablice rejestracyjne także na przodzie, przeważnie z boku prawego widelca. Elektryczne nie mają żadnych tablic i trzeba oszczędzac prąd, żeby dalej dojechac na jednym ładowaniu, więc światła są wysoce niewskazane. Proste i logiczne.

    Chińczycy lubią także motory nie wiem jak je nawac - ciężarowe ? To takie jakby trajki z paką z tyłu. Śmiesznie to czasem wygląda - zbliża się takie coś z przodu wyglądające jak WSK, całe zardzewiałe i z paką na dwóch krzywych kołach, zbliża się, widac ale wogóle go nie słychac. Nie słychac bo jedzie sobie na prąd.

     Jak już słychac silnik, żadko bo żadko, to jest to przeważnie skuter 4T. Zwykle ma zapalone światła. Zdaża się, że tylne światło świeci na np. niebiesko, a migacze na czerwono. No co..też sobie lubią co nieco potuningowac i najwyrazniej nikt im w tym nie przeszkadza.

     I co, da się ? Pewnie, że się da. Policja najwyrażniej na nich nie poluje aż tak zaciekle, albo takie niedoprecyzowane mają prawo. Czy jest bezpieczne jeżdżenie bez świateł i bez kasku ? Pewnie nie, ale jest możliwe. To co nam wydaje się kompletnym absurdem ...tam jest zwykłą rzeczywistością. Wszystko jest względne.

     Chiny są krajem komunistycznego reżimu, którego turysta na ulicy miasta raczej nie odczuwa. Bardziej w hotelu, gdzie w necie większośc ozagranicznych stron jest poblokowana a w tych które chodzą nie można dodawac komentarzy. Dziwne to połączenie przestarzałego systemu z dobrodziejstwem gospodarki wolnorynkowej. Natomiast Policji i radiowozów jest tyle, co gdzie indziej. Jednego widziałem na sygnale, który ..stał uwięziony w korku. Nie miał się po prostu jak ruszyc, więc stał spokojnie i czekał miarowo kręcąc czerwono - niebieskim kogutem. Tak, tak w Pekinie są spore korki, prawie w całej aglomeracji panują do póżnych godzin nocnych, a jeżdziliśmy  po zasnutym smogiem mieście w różnych porach dnia i nocy i widzieliśmy jak jest. Kiedy korków nie ma wszyscy lecą bezpieczną stóweczką i nic się nie dzieje - na ulicach nie ma fotoradarów a przynajmniej ja żadnego nie widziałem. Ani razu nikt nie wyskoczył z krzaków z suszarką.

    Jeśli chodzi o typowe chińskie produkty, które jeżdżą po naszych drogach - tam prawie ich nie ma. Np. motorowery. Produkują je masowo na eksport dziwiąc się pewnie, dlaczego nie zamawiamy tych z napędem elektrycznym. Widzieliśmy tylko parę motorowerów z klasyczną skrzynią typu Benzer albo Romet w tym żadnego dwusówa. Tam królują elektryczne rowerki na dwie osoby, albo skutery na nieograniczoną ilośc osób. Jest ich na prawdę sporo. Samych rowerów na pedały jest w Pekinie ponad cztery miliony. Chociaż sumie jak na metropolis zamieszkałe przez 22 miliony ludzi to chyba nie aż tak wiele, przecież w Amsterdamie jest ich ponad 1,2 miliona.

     Motocykle także muszą tam gdzieś byc. Zauważyłem dwie sztuki - czarne S1000RR i jakiegoś nakeda w V-dwójce, ale nie zdążyłem zauważyc co to dokładnie było, bardziej go usłyszałem migającego tłoku. Dziwne, że oba te motocykle jechały na awaryjkach. Nie wiadomo co to miało znaczyc - może : uwaga bo zapierdalam  ? :)  Było też kilka chińskich chopperów o nieokreślonej pojemności, jeden Sportster i to wszystko. Jednym słowem jak na miasto tak rozległe i ogromne  - to były wyjątki potwierdzające regułę, że mieszkańcy Pekinu dużymi motocyklami jeżdzic nie chcą lub po prostu nie lubią. Jeśli chodzi o pieniążki to pewnie ich na to stac - patrząc na fury jakimi się potrafią wożic. Ferrari, Bugatti, Porszaki i Mustangi oraz to co jeszcze sobie zażyczysz - ma tam sporą reprezentację.

     A co do aut , w Chinach rządzą Niemcy i Japońcy. Do tego sporo rynku wyrwał Hyoundai. Reszta to wynalazki chińskiej myśli technicznej, lub wręcz kopie aut japońskich. Jest parę Francuzów a Włosi do rywalizacji wystawili jedynie Iveco. Najdziwniejsze było skrzyżowanie Peugeota 206 z Citroenem C3 wyglądające jak europejskie czyszczenie starych magazynów. Widziałem też, że niektóre modele wcale nie wymarły - jeżdzi sporo nowych Escortów i np. Bluebirdów, czy przypominający nieco Vito Mercedes MB 100, którego poprzednikiem  rozwoziłem kiedyś pieczywo w piekarni. Natomiast popularny u nas Opel Insygnia w Chinach występuje jako Buick Regal.

    Jeśli chodzi o transport publiczny no to podstawą jest dziesięcio liniowe metro, zdezelowane taksówki Hyoundai Elantra, tuk-tuki no i chińskie autokary np. King Lion w których czas pracy kierowcy podobnie jak w Stanach nie jest rejestrowany. Amerykanie już dawno zauważyli, że karta chipowa kierowcy, czy też tachograf powodują potężne straty w gospodarce - a co jak co to gospodarka jest dla nich najważniejsza. Widac nie tylko dla nich.

    Wyjazd był udany i jak wszystkie takie za szybko się skończył. Liczyłem, że podobnie jak w Japonii naoglądam się wielu ciekawych sprzętów jak chociażby te duże, głośne japońskie sportowe maksiskutery. Nic bardziej mylnego - natknąłem się jedynie na dwa zwykłe maxiskuty Kymco Xciting 250 i Benelli Silverblade, też zresztą 250-tkę.

    Mimo tego Pekin w kwestii motoryzacji pokazuje całkowitą innośc, podejście jakiego nie znamy. Ma ruch prawostronny, ale  z tym swoim nietypowym podejściem całkowicie zaskakuje wytresowanego, praworządnego europejczyka. Zestresowanego wszystkim, nawet parkowaniem, którego prawidłowośc jest dla nich zabobonem. Parkują wszędzie, na pasach, na wysepkach, tamują chodniki, blokują wyjazdy. Redukują stres bezustannie na siebie trąbiac. Mimo tego, mimo tego całego pośpiechu w którym żyją wydają się byc w miarę zadowolonymi ludżmi. Poza trąbieniem na wszystko i wszystkich innych objawów road rage'u nie zauważyłem.

     Co dziwne cały ten nieobliczalny i dla nas nielogiczny ruch drogowy tam działa. Okej są korki, ale gdzie ich nie ma w Warszawie, Poznaniu, 3mieście, Krakowie ? Załóżmy, że w naszej stolicy nagle pojawia się parenaście milionów nieoznakowanych i nieoświetlonych jednośladów, które maja tendencję do poruszania się w kierunku przeciwnym do założonego przez administratora drogi. A tam, w Pekinie tysiące zaspanych kierowców ciężarówek mija się każdego dnia z przeładowanym, starymi skuterkami i przez cały nasz tam pobyt trafiliśmy tylko na dwa niegrożne zdarzenia drogowe.

     Pożegnaliśmy zatem stolicę Chin odlatując niesławnym Dreamlinerem LOT-u z ogromnego pekińskiego lotniska na którym z terminala A na terminal B jedzie się dziesięc minut szybką, naziemną kolejką. Pozostało wrażenie potężnego, zasnutego ciągłym smogiem miasta, jednego z najnowocześniejszych jakie dotychczas widziałem. W Polsce czasem traktujemy Chińczyków z lekkim przymrużeniem oka z powodu obiegowej opini jaka o nich tutaj panuje. Takiej, że jedzą niedogotowane psy upychając ukradkiem obroże po kieszeniach, brodzą całymi dniami po ryżowych polach ciężko pracując od rana do wieczora za pół dolara w kraju w którym panuje głęboka komuna i nic w nim nie ma.

    A tymczasem prawda jest taka, że gdyby świat przyrównac do wielkiej, zmutowanej jaszczurki to Pekin z tym swoim lasem wysokich szklanych biurowców byłby jedną z jej głów a nasza Warszawa co najwyżej dupą. Przykro mi, ale niestety tak jest.

    Jednak dobrze było wrócic spowrotem do kochanego kraju. Z lekka zmęczeni dziewięciogodzinnym lotem jechaliśmy niespiesznie samochodem dobrze znaną, dziurawą  gierkówką. Wiszące nad ziemią żółte puszki fotoradarów zapewniały ład i porządek. Nad każdą krzyżówką wisiały czujne oczy kamer dostarczajac poczucia kojącego spokoju. W połowie drogi minęła nas czarna Insygnia zatrzymująca jakiegoś szaleńca, który przekroczył prędkośc o dwadzieścia na godzinę narażając innych uczestników ruchu drogowego na uszczerbki w zdrowiu i życiu. Gdzieś dalej ITD trzepało na pasie awaryjnym kierowce ciężarówki, sprawdzając czy nie daj Boże aby przekroczył czas pracy o chociaż symboliczną minutkę.  Tak - wróciłem do domu i od razu poczułem, że tutaj wszystko działa jak należy, zrozumiałem wszystkimi zmysłami, że ktoś bezustannie czuwa nad moim bezpieczeństwem. Byłem u siebie.

Komentarze : 8
2015-11-02 21:01:13 gregor1365

Siema.
Fotki wkleję a i opiszę własne doznania z lotów Kawą Z750 ale najpierw zakończę sezon żebym mógł powiedzieć że przelatałem bez żadnej rozjebki i wciąż żyję i mam się dobrze a to jak się okazuje wcale nie takie proste.
Dziś zaliczyłem około 100 km późnym popołudniem więc wróciłem wieczorem w długim sznurku samochodów z których ktoś ustąpi a ktoś inny zjedzie do osi jezdni coby utrudnić Ci manewr wyprzedzania, a miganie długimi na jednych działa kojąco a na innych wkurwiająco- samo życie. Pin-lock zajebista sprawa, ciuchy które zakupiłem też się sprawdziły bo jednak na zewnątrz pizga.
Motocykl to jednak super sprawa- za każdym razem czuję jakbym właśnie dostał premię za dobrze zdany egzamin maturalny i jest mi dobrze a to przecież było dawno że ho ho.
Mam w głowie opisać o co mi tak naprawdę chodzi z tym lataniem i chciałbym ur0odzić tekst który komuś da do myślenia a nie tylko do hejtowania tak jak to dzieje się w tym zjebanym anonimowym wirtualnym świecie czego Sam zresztą doświadczyłeś patrząc na komentarze pod twymi zacnymi wpisami.

W listopadzie pogoda ma być super więc kombinuję jak mogę prosząc szanowną małżonkę o 2h czasu wolnego. Czasem daję rade, innym czasem nie.
Jednak jak już Zetę ścisnę mocno udami to ja pierdolę........
A jak przy 90h/km zredukuję do 2 i gwałtownie odkręcę manetę to niebo jest bliżej niż myślałem do tej pory. Kurwa, ja pierdolę........ ale jazda.......

2015-11-02 20:18:50 left 4 dead

jas13 to by wiele wyjaśniało. próbowałem coś znaleźć na necie w tym temacie, ale ciężko.
gregor1365 no to cieszy, że jakieś materiały na temat Twojej jazdy i być może foty na Z750 się ukażą, będę czekał. jak to mówią - cierpliwemu wszystko przychodzi na czas :) te chlapacze są tam b.popularne, mają nadrukowane reklamy, a czasem jakieś obrazki np. pokemony :)

2015-10-31 23:22:02 gregor1365

Siema left4dead.
zwracam grzecznie uwagę na formę chlapacza tylnego tego ryczącego zielonego cosik- jak smok wawelski. Dzieciak z zadumą patrzy w Twój obiektyw, skośnooka małżonka usatysfakcjonowana jakby ją w końcu coś we właściwy sposób uwierało w krocze, natomiast skośnooki małżonek wygląda na lekko zdegustowanego- chyba cała ta sytuacja nie przypadła mu do gustu. Wnioskować można że nie jest fanem tego zielonego ryczącego coś i chciałby coś więcej uj wie tylko czego bo pozycja wyjściowa w zasadzie całkiem niezła jakby nie patrzeć.
nie pozostałem głuchy na Twoje apele sprzed kilku miesięcy i napiszę o amatorszczyźnie na Z750 ale najpierw zakończę sezon a na to się nie zanosi bo pogodę na listopad zapowiadają cudną a i pin-lock zamontowany i przetestowany i daje radę. Poza tym kilku forumowiczów ma kilka niezłych historii do opowiedzenia także jako urodzony introwertyk pozostaję w aktywnym cieniu nie narażając się na krytykę buractwa, niby że to "pseudoartystyczne wypociny" i tego typu hejty internetowe.
Pozdrawiam.

2015-10-30 14:31:54 jas13

O ile wiele się w Chinach nie zmieniło, to zarejestrowanie tam pojazdu o pojemności większej niż 250 wymaga wiele zachodu, a kilkanaście lat temu było kompletnie niemożliwe (państwowy zakaz). Podobno zdarzały się większe pojemności, ale z naklejonymi emblematami i nabitymi cechami, informującymi iż jest to 250.

2015-10-29 23:03:33 Marcin Jan

"gdyby świat przyrównac do wielkiej, zmutowanej jaszczurki to Pekin z tym swoim lasem wysokich szklanych biurowców byłby jedną z jej głów a nasza Warszawa co najwyżej dupą"

i znów you've made my day :)

2015-10-29 18:51:04 motolupa1

Podobnie poczułem zawód we Włoszech gdzie jedynym porządnym motocyklem na włoskich numerach była MV Augusta f4 z zalepionym brudem łańcuchem i tylnym kołem zaparkowana we Florencji. Przez 2000 km po tamtych drogach widziałem tylko turystów z innych krajów przeważnie na bmw.przy 40 stopniach widocznie nawet Wlochom nie chce sie jezdzic.Natomiast drogi jak marzenie.każdy zakręt to tor wyścigowy.

2015-10-29 13:34:01 Mjk

Bo widzisz, to jest tak, że jak wiesz, że masz 100 gwiazdek w ncap, 100 poduszek, 200 stref zgniotu i ogólnie z wypadku wyjdziesz zdrowszy niż byles przed nim, to jedziesz jak wariat, ryzykujesz, mandat odżałujesz, trudno. Jak nawet w kogoś walniesz, to jest ubezpieczenie, spoko, nic mi sie nie stanie, żyjesz dalej.
A jak tego nie ma? Jak nie masz kasku, pasów bezpieczeństwa, ciuchów ochronnych i generalnie wiesz, że możesz łatwo zginąć, to jedziesz 100 razy bezpieczniej i ostrożniej niż jak masz te wszystkie zabezpieczenia, przepisy itp.
To się nazywa - odpowiedzialność.

2015-10-29 12:27:18 multistrada

Najbardziej podoba mi się to: "a nasza Warszawa co najwyżej dupą." ((-:

  • Dodaj komentarz