Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

14.01.2015 17:15

Przygotowania do sezonu - odcinek drugi.

Sarny-Morderczynie, pasta do butów i rękawice Kawasaki.

    Chyba rzeczywiście pogoda staje na głowie. Chociaż według synoptyków takie anomalie zdarzają się cyklicznie co paręnaście/dziesiąt lat. Pamiętam jak w moje osiemnaste urodziny, w środku stycznia 1995 roku pańskiego spożywaliśmy w plenerze wina owocowe, żeby uczcic tą wiekopomną chwilę. Było parenaście stopni i porozbieraliśmy sie do tiszertów, bo za ciepło było na kurtki. Ale żeby było aż tak wiosennie przez wiele dni, w środku zimy, to na prawdę nie pamiętam.

    Nie wyciągam jednak sprzęta, w czym duży udział ma fakt, iz przygotowany jest solidnie do zimowania i żal mi go profanowac, oraz to, że przebywa u obcych ludzi na kwadracie. Gdybym miał własny garaż pewnie już bym teraz dawał w palnik. Co tam, rok temu, czy dwa dawałbym w palnik nawet, gdybym musiał go na plecach wynosic z piwnicy. Ten rok jest jednak inny, bowiem w końcu dojrzałem do zrozumienia, czym jest sezonowośc motocyklowa, jakie są jej pozytywne strony i co nam daje. Sezonowośc jest naprawdę ożywcza. Dlatego motocykle prawie nigdy sie nie nudzą.

    Tak, czy owak ludzie jeżdżą wykorzystując każdą możliwośc, żeby wyrwac zimie parę dni. Wczoraj widziałem jajko i jeszcze coś szybkiego, ale nie wiem co dokładnie, bo tylko mi mignęli na autostradzie. Potem jeszcze coś przemknęło tego dnia, a dzisiaj wzrok mój ucieszyła czarna, świetnie utrzymana cebulka pięcsetka, ze złotymi felgami. Jeżdziec jechał przede mną, a paski z plecaka trzepotały za nim radośnie na wietrze. Wzruszyłem się.

    No, ale jak już wspominałem, uważam, że jeżdżenie w zimie jest trudne, a wyjeżdżanie w zimie, po przerwie w jeżdżeniu - mega trudne. Czujnośc jest osłabiona, pozytywne nawyki zapomniane, wygłuszone, ponownie pożarte przez złe nawyki z puszki. Wyjeżdżamy na prostą i wygłodniali tej mocy po prostu chcemy natychmiast dac ognia, lub poskładac się choc troszeczkę na zakrętach. A ludzie w autach kompletnie odwykli od nas i sposobu w jaki potrafimy się piorunująco szybko do nich zbliżyc....ale to już było, więc nie będę dalej drążył :]

    Kupując jednak swoje buty, które wreszcie przyszły dowiedziałem się przypadkiem od znajomej, że jej kumpel w tą niedziele wyjechał tak tylko nawinąc kilka kilo swoim błyszczącym erłanem po industrialnych okolicach naszego miasta. Pogoda była prawie taka, jak dzisiaj. Słońce, sucho, plus pięc stopni (dziś było tu dziesięc). No i tuż za miastem jeżdziec spotkał się z czymś, z czym spotkac się nie planował. Na drogę, wprost pod motocykl wtargnął dzik. Nie znam szczegółów, czy hamował, jak hamował, albo czy patrzał wtedy w niebo, wiem jedynie, że chyba nic poważnego mu się nie stalo. Erłan za to poważnie się skasował. Lagi, felga, czacha, kiera wszystko tragicznie połamane i pokrzywione, plus zeszlifowany bok. Szczęście, że zszokowany dzik spierdolił do lasu, bo podobno zaatakowane w swoim mniemaniu zwierze może gwałtownie rzucic się z kłami na leżącego, lub zbierającego się na równe nogi motocykliste. Brrrr...

    Ja, jak ostatnio jechaliśmy samochodem i widzieliśmy przy drodze stado pasących się saren, zacząłem jaja sobie robic, wygrażałem w ich kierunku pięścią i krzyczałem : Wynocha stąd,  mordercy !!! :]

    Wracając do butów zakupiłem wreszcie nowe obuwie. Wybór padł na czarne Alpinestars SMX 6. Przed zakupem wszedłem jeszcze do innego sklepu i pytam o ten model. Sprzedawca mówi, że zajebiste buty, ale oni ich nie maja, ale mają lepsze. Pokazuje mi dwa modele Sidi. Mówi, no tak, eeee.. , Alpinestars super firma, ale wie pan, oni tyle różnych rzeczy robią. A Sidi, mówi, także włoski sprzęt, ale zajmują się tylko butami, więc oczywiscie robią to najlepiej !

    O butach Sidi słyszałem same superlatywy, więc mówie : pokaż pan. Buciska twarde, sztywne, mocarne i dodatkowo mają pastikową zamykana wentylacje z boku buta. Ta wentylacja przemawia do mnie szczególnie, bo lubię jak jest milusio i przewiewnie. Sportowe. Fajna sprawa, mierzę, ale jakoś mi nie leżą. Sprawdzam inne rozmiary i ten drugi model, ale też jakoś nie mogę złapac w nich pozycji. Podziękowałem zatem i zamówiłem te Alpiny. Są to takie w sumie uniwersalne buty. Jak je zamawiałem, pytałem znajomej, która się tym zajmuje, czy czasem nie pójśc w sporty, są sztywniejsze, bardziej chronią kostkę itd. Spojrzała z ukosa i wyłuszczyła mi, że to niekoniecznie waży na bezpieczeństwie. Przy wypadku, kiedy duża siła zadziała na but, który jest bardzo sztywny, siła ta w żaden sposób się nie rozproszy, tylko może stac się tak, że uderzy dalej, powędruje w górę i skumuluje się na najbliższym słabszym miejscu. Czyli na stawie kolanowym, największym stawie w ludzkim organiżmie. A staw jak wiadomo, jako miejsce połączenia, jest najsłabszym miejscem kończyny, tak jak skrzyżowanie jest teoretycznie najniebezpieczniejszym miejscem na drodze.

    Buciska przyszły i odetchnąłem z ulgą, bo są na prawdę wygodne. Pod kątem ochrony w porównaniu z moimi starymi turystycznymi Frankami Thomasami, to niebo i ziemia. Wybrałem wersję perforowaną, z mnóstwem małych dziurek, którymi w teorii mają  wentylowac stopę. Zakładam je dziennie, aż mi się nie znudzi, na pół godzinki, żeby przed sezonem łapnęły kształt mojej stopy. Stare jednak napastuję i posklejam, aby zostały na niższe temperatury. Nie wiem za bardzo, czy przez te perforowane dziurki będę mógł jeżdzic w nich zimą. Poza tym stare są lużniejsze i więcej skarpet wejdzie pod spód :] But jednak nie może byc za wygodny i lużny, bo może połamac kostkę.

    Na koniec dodam, że zrobiłem także porządek ze swoimi letnimi rękawicami sygnowanymi przez Kawasaki. Wyprałem siateczkę i wrócił biały kolor, oraz napastowałem skóre. Przez zeszły sezon skóra z której są wykonane, pod wpływem słońca zmieniła kolor z czarnego na ciemno brązowy. Zastanawiałem sie, czy napastowac je bezbarwną pastą do skór z Modeki, czy czarną Kiwi ,do butów. Wybór był trudny i postawiłem na czarną. Nie żałuję, bo po wypolerowaniu wyglądaja zajebiście i nawet nie śmierdzą :] Wystawiłem je na Olx i jeżeli się sprzedzą, pomyslę o innych.

    No i tak fajnie mijają mi przygotowania do sezonu, co parę dni coś tam robię. Zdarzają mi się też akcenty niesprawiedliwe i przygnębiające. Okazało się niestety, że firma Ohlins nie wykonuje mocowań swoich amortyzatorów skętu do mojego modelu motocykla. Chciałem sobie założyc ich amor liniowy, bo progresywnego raczej bym nie wykorzystał, no ale nie uda się. Szkoda, bo jak wiadomo dobry amor skrętu ratuje życie.

    W następnym odcinku zmagania z kaskiem, cud jakim jest mesh i opowieśc o śmierci w Wigilię.

Pozdro.

Komentarze : 8
2015-01-19 14:50:17 C0_Z750

Zazwyczaj jestem biernym odwiedzającym wszelkie fora czy blogi, jednak tym razem jakoś temat wydaje się bliski i aż chce się coś napisać...
Mojej żonie (wtedy jeszcze narzeczonej) podobały i nadal podobają się motocykle, jednak była bardzo przeciwna abym sam się na dwóch kołach napędzanych jakiejkolwiek pojemności silnikiem poruszał. Pracowała w szpitalu, więc co sezon mogła oglądać potłuczonych mniej lub bardziej motocyklistów.
Mimo, że starałem się ją jakoś zrozumieć to nie mogłem przestać myśleć o tym "jak to będzie". W końcu nie wytrzymałem i potajemnie zrobiłem kurs, zdałem egzamin i... wszystko się wydało. Awantura była nie z tej ziemi.
Po jakimś czasie kurz opadł. Przez około rok całkowicie zapomniałem o motocyklu. Z końcem kalendarzowej jesieni 2013 nadarzyła się okazja do zakupu motocykla. Podejmuję ryzyko - mówię kobiecie, że jest do kupienia sprawdzony sprzęt (sprawdzony = bezpieczny). Kręci nosem, że za drogi. Ostatecznie się łamie. Szybki telefon, od razu robię przelew podpisany "zaliczka 100%" co by się partnerka nie rozmyśliła. I tak oto stałem się posiadaczem Kawasaki Z750 (model ZR750M). Sezon 2014 był bardzo długi - zacząłem jeździć kiedy nadeszły pierwsze ciepłe dni, zakończyłem w ostatnim tygodniu listopada. Pokonałem prawie 6100 km.
Z niecierpliwością wyczekuję dłuższych i cieplejszych dni abym mógł ponownie dosiąść Małego Zeta. Mam nadzieję że nowy sezon będzie równie bezpieczny jak ubiegły.
Spełniajcie marzenia i śmigajcie bezpiecznie!
Z pozdrowieniami,
- C0_Z750

2015-01-17 23:11:21 gregor1365

Left 4 dead, kompromis znaleziony już dawno, rozterki życiowe tylko od czasu do czasu się wcinają w związku z problemami jestestwa dnia codziennego. Kawa Z750 o której marzę i śnię (kurde nie ściemniam, śni mi się jazda nie raz po nocach) a która będzie stała w moim garażu ma wspaniały wąski zadupek na którym kobietka zbyt długo pewnie nie wytrzyma, ale radocha z jazdy będzie. Pamiętam jak tą Kawą EN 500 mojego Taty ją woziłem, to miała jakiś dziwny grymas szczęścia na twarzy- wiem że się jej podobało i dawało poczucie euforii. Zafunduję jej to znowu, nawet nie chodzi o prędkość tylko to poczucie wolności i wiatr we włosach pod skorupą oczywiście.
A że na razie dzieciaki małe i tych chwil za wiele pewnie nie będzie to se kupie właśnie tego wariata. Widziałem jeszcze na żywo Yamaszkę MT 09- co to za dzikus? żeby na trójce iść na koło przy odwinięciu? Ale jest piękna, naprawdę.
P.S.
Dziś byłem w tyrce i znów banda zidiociałych kretynów brutalnie zorała mą delikatnie skonstruowaną psychę. Z uwagi na splot zdarzeń i obecność mych dwóch rowerów na garażu musiałem wracać do chałupy autobusem MZK. Uznałem, że z uwagi na powyższe warto spotkać się z kumplem czteropakiem z puszczy białowieskiej czyli włochatym Żubrem- nie powiem, jest w porządku i ma wiele ciekawych rzeczy do zaoferowania. Jednak Żubrze nie gniewaj się, ale tak po tyrce wolałbym popedałować szybciutko na garaż i choć przez chwilę szmatką z mikrofibry popieścić ciekłokrystaliczne zegary mojego marzenia, może pogadać trochę albo co?
Byle do wiosny Panowie, byle do wiosny....

2015-01-17 19:32:43 left 4 dead

Uwielbiam takie opowieści, mimo, że czasem mają gorzki wydźwięk. Fajnie, że rozwijają się pod moim wpisem. Nie mogę się za bardzo odnieść, gdyż nie mam doświadczenia w tym temacie. Nie byłem żonaty, nie mam dzieci. Rozumiem rozterki Twojej żony Gregor, zwłaszcza po takich traumatycznych przejściach. Twoje jednak potrzeby w tym temacie oczywiście są bliższe mojemu sercu, z wiadomych przyczyn. Musicie po prostu na spokojnie znaleźć jakiś kompromis. Łatwo się mówi, no nie? :)
Marek, coś jest w tych cbr-ach, mój znajomy ma iksa z tamtych lat, już chyba z dziesiąty sezon i ani myśli zmieniać. Mówi, że to najlepszy jego sprzęt.

2015-01-17 09:37:43 gregor1365

Siema, Maras dzięki za słowo otuchy w mym starganym sercu.
Decyzję już podjąłem, czekam na ostatecznie finansowe możliwości które nastąpią dopiero na przełomie maja i czerwca, później szukanie maszyny i będzie git. Przez te przypadki tylko małżonkę muszę urabiać na nowo, chociaż widzę to do czego sama się nie przyznaje oficjalnie czyli cicha zgoda.
Egoista jestem- piszę o sobie a zapomniałem o swojej drugiej lepszej połówce która też ma swoją przygodę motocyklową.
Otóż, zeszłego roku w marcowy wieczór w przededniu moich imienin, małżonka wracała do domu po zakończonym rajdzie po sklepach- jak to kobitka. Na przejściu dla pieszych na zjeździe z ronda na trzypasmowej jezdni w dobrze oświetlonym miejscu potrącił ją motocyklista na Suzi SV 650-skończyło się na siniakach, stłuczeniach i naderwanych wiązadłach kolana. Rider i jego maszyna wyszli z tej przygody bez szwanku. Do dziś nie wiem jak on to zrobił, chłopak lat 19, prawko A od niedawna, maszyna też, podejrzewam że rozpoczął sezon i był cały dziki z tego powodu stąd możliwy brak skupienia.
Pomijając ten niecny czyn który popełnił też na moją szkodę- sam kurna z dwójką dzieciaków, młody miał wtedy 8 m-cy, żonka mało obrotna z gipsem na nodze, nie życzę nikomu ogarniać samemu wszystkie problemy w łeb idzie dostać- chłopak zachował się bardzo przyzwoicie. Oczywiście zatrzymał się, udzielił pomocy i się rozpłakał. Na drugi dzień przyjechał do nas do domu z kwiatami i wielką bombonierą którą praktycznie sam zjadłem, przepraszał, kajał się i w ogóle. Jego mamuśka wytłumaczyła, że to już koniec z motocyklami bo sam już też się raz rozjebał i to solidnie- miał brak czucia w prawej ręce, niedowład, rehabilitacja trwała 2 lata i doszedł do siebie. Obydwoje więc uznali, że to zły znak i dlatego basta. Motocykl do sprzedaży i koniec marzeń. Hi, sam go przekonywałem żeby nie sprzedawał maszyny tylko ostrożniej jeździł a będzie git. Latem widziałem go na jego Suzi więc chyba skutecznie argumentowałem.
Dlatego wierzę, że motocykliści to naprawdę dobrzy ludzie, widać to zresztą po najróżniejszych forach które śledzę. Nawet jak patrzę latem na wariatów którzy w gęstym ruchu ulicznym zapindalają na gumie wiem, że to tylko tak dla zgrywy bo akurat dziewczyny w mini spódniczkach lansują się na deptaku.
Także czekam, dużo czytam, marzę i konsekwentnie do tego dążę.
Dam radę..... dam kurna radę.....
P.S.
Zima oszalała, za oknem 10 na plusie, asfalt suchutki, warunki do jazdy są. Z tego wszystkiego uzupełniłem ciśnienie w oponach mojego Focusa i zapindalam. Niestety przemykam cichutko jak cień i czegoś mi tu brakuje.
Jeszcze troszkę......
Pozdrawiam.

2015-01-16 12:46:59 Marek M

Ponownie udzielę się trochę. Buciki fajne ale tak naprawdę to słówko do Gregora.
Nie oglądaj się na kobitę, spełniaj marzenia bo to Twoje życie. Ona jakoś przeboleje jak kocha.
Ja musiałem się rozwieść aby motocykle zawitały do mojego życia, czego oczywiście Ci ani nikomu innemu nie życzę. Nie żeby mi ex-żona zabraniała tylko jakoś tak nie było czasu, kaski, było małe dziecko a czas zapierdzielał i tkwiłem w tym kieracie, zapomniawszy o sobie. O tym,że coś mi się też od życia należy, że coś mnie kręci po za pieluchami i kapciami.
I nadszedł niespodziewanie dzień kiedy odzyskałem wolność, niestety okupioną w pewnym sensie stratą córki. Ex była i pewnie jest nadal złą kobietą.
Miałem dużo czasu aż do pewnego sierpniowego dnia, kiedy stanąłem przed witryną kiosku i zobaczyłem go .... numer "Świata motocykli".
Olśniło mi, nagle przypomniałem sobie,że kiedyś mnie to kręciło, że chciałem mieć motorynkę, której rodzice nie chcieli mi kupić....
Zrodził się cel: zrobić prawko na motocykl, kupić sprzęt i.... Tak dokładnie się stało. Zacząłem jeździć w wieku 31 lat i robię to do dzisiaj, czerpiąc z tego wiele radochy.
Pierwszym moto był oczywiście GS 500, teraz śmigam " babcią" CBR 1000 F ale już nie sam. W między czasie znalazłem bratnią duszę, która stała się moim plecaczkiem a teraz marzę tylko o jeździe i nowym moto, które zastąpi 26 letni sprzęt.
Tak , że na nic nie jest za późno, teraz mam 43 latka i cieszę się,że kiedyś zechciałem spełnić swoje gdzieś głęboko skrywane marzenie, czego Ci Gregor i Tobie podobnych, śniących po nocach o różnej maści "laluniach" życzę.
Sorrki Left4dead ,że tak sie wciąłem ale nie mogłem sobie odmówić.
Pisz dużo, bo śledzenie Twojego bloga daje mi radochę.

2015-01-15 22:20:47 gregor1365

Hi, dzięki za dobre słowo.
Na razie to jest ze mnie dwu kółkowiec druciak pogrążony w marzeniach o dwu kółkach napędzanych nie siłą mięśni a czterocylindrowcem rzędowcem z kominem od akropowica.
Po śmierci tych dwóch kolesi szanowna małżonka znów przewraca tymi swoimi oczyma i słyszę tylko słowa "boję się" do tego "masz dla kogo żyć", "już miałeś jeden wypadek" itd. itp. Pewnie że ma rację, ale marzenia są po to żeby je spełniać, a przecież dysponując 106 kucykami nikt nie odwija prawda? Skończyłem już 39 wiosen i czas spełnić te marzenia, wiem że krew już troszkę wapnieje i nie mam głowy jak 18 latek żeby za wszelką cenę zapierdzielać- powiem inaczej, lubię szybką jazdę ale przy okazji jak pot płynie ciurkiem po plecach i po wszystkim nie mam siły wejść po schodach. Szosówkę wyczyszczę i do domu. Rano po takiej przebieżce człowiek jest jak młody Bóg- pamiętasz na pewno to uczucie siły i bardzo dobrego samopoczucia po takiej przebieżce, życie ma inny kolor i smak.
Co do bloga: na razie nie przysługuje mi moralne prawo jego założenia z uwagi na brak podstaw faktycznych czyli brak maszyny. Miejsce mam, na pewno tam zaparkuje jakaś cholera ale na razie zbieram fundusze nie oglądając się na babskie gadanie. Jestem wieczny..... dam radę, na pewno dam....
Kto jak nie ja?
Dziś w tyrce znów brutalnie zorali moją delikatnie skonstruowaną psychę. Tak pedałując do domu przejechałbym se przez kwadracik zamykany stalowymi drzwiami własnoręcznie elegancko odrestaurowanymi i choć chwilkę popatrzył na cudo które w swoim kąciku by stało- chociaż kurna szmatką z mikrofibry zegary przetrzeć.
Ja pierdolę- nie wytrzymam... ale co to? znów dzwoni telefon: jedziesz już? jedziesz?
Jadę, wracam, będę- zawszę wrócę.
Dlatego zbieram kasiorę. dam radę, dam kurde radę...
Przed zaśnięciem trochę żali wylać trzeba.
Pozdrawiam marzycieli takich jak ja.
P.S.
Ale piękna ta Lalunia- tygrysica albo czarna puma- jak kto woli.

2015-01-15 21:39:57 left 4 dead

Buty są naprawdę fajne i do tego bardzo lekkie. Co do Laluni, to pomieszczenie jest czyściutkie, aczkolwiek słabo ogrzewane. Dociera tam częśc ciepła wygenerowanego ze śmierdzącego piecyka gazowego ogrzewającego stróżówkę. Jednak właściciel nie dopuszcza, żeby mu tam temperatura spadła poniżej zera, bo boi się, żeby rur nie rozwaliło, więc awaryjnie wystawia tam czasami jakąś symboliczną dmuchawę.
No cóż niebezpieczeństwo niestety występuje, lecz jest to i będzie zawsze nieodłącznym elementem tego sportu. Jest też częścią jego piękna. Do czasu oczywiście, kiedy to nam przytrafi się coś złego, jak słusznie zauważyłes. Ale myślę, że na to akurat nie ma reguły.
Btw, Twoje komentarze są bardzo fajne i masz już swoja historię, nie było by głupio czytac Twojego bloga ;)

2015-01-14 21:54:04 gregor1365

Siema, buty piękne i z wyglądu bardzo solidne, miejmy nadzieję że kilka sezonów przekuśtykają. Dobra ochrona to podstawa o której oczywiście ja nie pamiętałem gdy w drodze po lepik na dach garażu mojego Taty w 30 stopniowym upale jechałem jak turysta z Krety- laczków mi tylko brakowało, były trampki: a jak. Jak już kierowca Seata Ibizy postanowił nauczyć mnie latać, nie powiem było fajnie, jednak lądowanie na asfalcie z prędkością około 50 km/h było trochę jak lądowanie kapitana Wrony na brzuszku jego Boeinga- skończyło się wieloma siniakami, oczywiście zadrapaniami i zerwanym wiązadłem w lewym barku przez co obojczyk do dziś wystaje i skacze jak ta piłka lekko deformując sylwetkę ale nie ma tragedii. Pan doktur stwierdził, że nie ma sensu śrubować, łatać i kleić, bo przy upadku tudzież uderzeniu i tak wiązanie szlag trafi. Nie dawał też pewności że po operacji bark pozostanie w 100% sprawny, do tego zakażenie kości itd., itp.- a to "spieprzać dziady", niech se wystaje. Najlepsze jest to, że na kasku nawet ryski nie było. Burak z Seata w dochodzeniu stwierdził że zapierdzielałem jak wariat, na szczęście miejsce mojej tragedii uchwyciła kamera ze stacji paliw- biegły wyliczył 58 km/h więc biedne buraczysko poddał się przyznając się do winy.
Wszystko idzie przeżyć, żal tylko że z OC sprawcy w życiu nie kupisz sobie tej samej klasy motocykla, ubezpieczyciel swoimi tabelkami i przeliczeniami orżnie cię jak nic. To tyla, musiałem się wyżalić.
2 listopada zeszłego roku na ścigu zabił się ziomek z którym maturę pisałem, pod koniec listopada zginął inny znajomy mojego koleżki ale szczegółów nie znam. Pasja jest zajebista tylko trochę niebezpieczna, ale to przecież Nas nie dotyczy prawda?
P.S.
Lalunia ma bardzo przytulny pokoik, z dramatycznych wpisów sądziłem że to jakaś obskurna buda za stróżówką a tu proszę- pomieszczenie jasne, czyste i wykafelkowane pewnie i ogrzewane. Bardzo ładnie.
Pozdrawiam

  • Dodaj komentarz