Najnowsze komentarze
To cud, że jeszcze jeździmy. Z wi...
DominikNC i Marcin Jan - wielkie d...
Marcin Jan do: archipelag psów
siema, coś z innej mańki, katowic...
DominikNC do: archipelag psów
Zawsze to miło przeczytać relacje ...
captch a właściwie recaptcha uruch...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

18.05.2016 19:55

koniec zapierdalania

....a na jak długo, to się zobaczy ;)

    Ci, którzy w miarę regularnie śledzą moje wpisy wiedzą, że gdzieś tak od początków zeszłego sezonu pod wpływem różnych czynników analizowałem możliwośc zmiany mojego motocykla na inny. Tak na prawdę oczywistym jest, że nie chodzi tylko o sam motocykl, ale też o drogę, którą wszyscy podążamy. O pewną filozofię.

    Kupując ten motor nie przypuszczałem nawet, że już zaledwie po niecałych trzech sezonach jego formuła zacznie się dla mnie wyczerpywac. Negowałem to, spychałem w podprogi, próbowałem koncentrowac się bardziej na zaletach - ale temat cały czas był i od zeszłego sezonu wracał jak bumerang.

     Nie chodzi wcale o to, że nie trafiłem w motocykl. Gdy czytam teraz swoje stare wpisy widzę dopiero jak bardzo byłem nim zafascynowany. Uważam, że każdy motocyklista powinien kupic sobie chociaż raz jakiś bardzo mocny, lub nawet absurdalnie mocny motocykl i doszczętnie się na nim wyszalec. Tak właśnie było ze mną i z Zetem - jednak w pewnym momencie zauważyłem, że to za mało. Z każdym miesiącem pojawiało się coraz więcej ograniczeń.

     Nie chodzi o sam konkretny egzemplarz motocykla - ale o charakter takiej konstrukcji, jej osiągi i styl jazdy jaki nam narzuca.

     Pamiętacie pewnie jak opisywałem swoje wrażenia z testowania przeróżnych dużo mocniejszych litrów czy latania 320 km na Hayabusie. Parę razy napisałem też wtedy, że mój Zet robi się już dla mnie powoli za słaby i było to wówczas szczere i prawdziwe. Twierdziłem tak prawdopodobnie dlatego, że byłem jeszcze niewyżyty - ale najzabawniejsze jest to, że na chwilę obecną Zet zrobił się dla mnie.... odrobinę  za mocny.

     I nie chodzi tutaj tylko o moc, lecz jak wspomniałem wyżej o charakter jazdy jaki motocykl próbuje bezustannie sobą narzucać. Gdyby energia była w nim podana podobnie jak w dużym Versysie, gdzie na szóstce objedziesz pół miasta to okej. Ale on jest skonfiguroawny inaczej, bardziej sportowo - jak nie zapierdalasz to frustrujesz się i  nawet biegi gorzej wchodzą. Zwłaszcza spokojna jazda z pasażerem dusi i pęta ten wspaniały motocykl a moc która jest do tego używana to, bo ja wiem ? 30-40 procent ?

    Żeby jaśniej nakreślic całą sytuację muszę jeszcze dodac, że trochę się pozmieniało od czasu kiedy kupowalem swoją Zetkę. Mój świat wyglądał trochę inaczej. Nie znałem jeszcze Agi z którą mogę sobie teraz swobodnie podróżowac na motocyklu i co daje mi mnóstwo radości. Wtedy sokiem z jazdy było bezustanne pałowanie i przymykanie opon na ulubionych zakrętach. Póżniej zaostrzono przepisy o ruchu drogowym - a wiadomo, że  gdy ruszasz sobie Zetem na lajcie z miejsca.... prawie od razu masz ponad setę na zegarku. Wystarczy, że zagapisz sie na chwilkę. Coraz wyższe kwoty mandatów i grożba utraty prawa jazdy z którego żyję i dzięki któremu pracuję stawała się coraz bardziej realna i powodowała, że w obszarze zabudowanym czułem się coraz mniej komfortowo.

     Poza tym wiecie - to już ten typ motocykla na którym nie uświadczamy spokoju i czeka nas ciągła jazda z nożem w zębach. Było to superfajne, dopóki agresywne ale i monotonne przeloty w okół komina nie zaczeły mnie nudzic. Pozytywne dotychczas emocje związane z gwałtownym upustem adrenaliny powoli słabły i traciły na znaczeniu - przestały byc celem jezdżenia, którym były dotychczas. Miałem natomiast motor, którym coraz mniej i chętniej zapierdalałem a na którym do tego niewygodnie jeżdziło mi się z moją kochaną pasażerka. Takie buty.

     Zet był fajowym motocyklem, ale miał parę ograniczeń, jak wszystko. Ciężko było na przykład spokojnie przejechac nim obok patrolu drogówki, których kręci się tu mnóstwo. Zaraz miał miejsce wyskok z lizakiem, zjazd na pobocze, dmuchanie w alko, czekanie aż patrol połączy się z bazą danych i tak pół godziny uciekało ( w ten sposób straciłem dowód stojąc wkurzony w palącym słońcu )

    Niwświadomie stałem się też niewolnikiem stylowych akcesoriów. Te wszystkie anodowane końcówki, polerowane felgi, regulowane duperele i złote dodatki wymagały uwagi i pielęgnacji do której miałem coraz mniej cierpliwości. Może dlatego poniekąd, że nie mam garażu i utrzymanie tego wszystkiego w super stanie w warunkach parkingu strzeżonego przestało byc przyjemne i satysfakcjonujące. Efekt był taki, że żal mi było wyjeżdżac gdy kroiło się choc niewielkie zagrożenie opadami - bo a nuż moto całe się wysyfi.

    Piszę Wam teraz tak wyjątkowo o tym motocyklu - głównie od strony jego wad i ograniczeń ponieważ to one (co jest logiczne) zadecydowały o tym, że wczoraj go sprzedałem.

    To nie była jakaś tam impulsywna decyzja. Motor pierwszy raz wystawiłem jeszcze w jesieni tamtego roku. Cena jaką sobie zażyczyłem była bardzo wysoka jak za ten rocznik i w okresie jesienno - zimowym nie było żadnego konkretnego zainteresowania. Sytuacja ulegla zmianie na poczatku sezonu, czego efektem był wyjazd Laluni z parkingu z nowym właścicielem na grzbiecie w dniu wczorajszym.

     Zastanawiacie się pewnie co czułem patrząc jak mój ukochany, tak fantastyczny, bezawaryjny i kozacki sprzęt będący od początku bohaterem tego bloga odjezdża grzmiąc wydechem i błyskając pomarańczowym światełkiem ? Przeciez to trzy sezony, 26 tysięcy kilometrów, mnóstwo wspaniałych chwil...ten pierwszy, mityczny liter...

     A ja tak na prawdę - poczułem ulgę, która zdecydowanie przysłoniła jakieś ewentualne gorzkie żale. Ulgę, nie tylko z faktu udanej transakcji. Kiedy patrzyłem jak nowy kierowca ( dotychczas jeden sezon na Hornecie ) siada na tym zbitym i nijak nie chroniącym przed deszczem i wiatrem czarnym, niepraktycznym  kształcie, po czym uruchamia łoskot kryminogennych decybeli....to wtedy naprawdę poczułem ulgę, że szczęśliwie kończy się pewien etap mojego motocyklizmu. Że teraz może będzie ciut spokojniej, ciut relaksacyjniej, wolniej - po prostu przyjemniej. Cieszę się z tego bardzo, bo dalsze brnięcie przeze mnie w tamten styl było by za bardzo nacechowane zbędną napinką, a tego chciałbym uniknąc. Dla jednych taki naked czy inny plastik zawsze będzie celem a dla innych tylko drogą. Ta różnorodnośc jest piękna i to co się w tym naprawdę liczy to radośc z jazdy.

 

      Dlatego już wkrótce, jeżeli nic się nie zmieni wyruszę po nowy motocykl. Droga będzie wiodła do odległej Bydgoszczy, do miasta w którym nie byłem od dawien dawna. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli - wrócę stamtąd na motocyklu - takim dla którego zapewnienie mi spokojnych i wygodnych warunków dalekiego podrózowania ...nie powinno byc żadnym problemem.

 

 

  CDN.

  Jazda Na Kuli.

Komentarze : 20
2016-05-21 02:24:50 Multistrada

Aaaaa, no to teraz już wiem dlaczego nie chciałeś się z nami wybrać na weekend w Pradze! Ja właśnie walę już chyba 10-go Jim Beama w Music Clubie tuż obok Mostu Karola i czytam co Ty tu nam zapodajesz za newsy &#9786; Dobrze wiem o jakim moto śnisz, ale go nigdy nie kupisz. Ja bym też "go" nigdy nie kupił, gdyby nie moje Kochanie &#9786; Tak czy owak, daj info, że już masz nowe 2oo, to zadzwonię gdy będę jechał next time do Chorwacji, może tym razem się dołączysz &#9786; Pozdro z najpiękniejszego miasta w Europie!!!

2016-05-20 22:44:47 Marcin Jan

Dlatego dość szeroko rozważam duka 690 może nie mały, ale lekkości nie można odmówić no i te pierdolniecie z jednego gara :)

2016-05-20 22:44:08 sirturek

Gratuluje udanej sprzedaży i oby nowy sprzęt przyniósł oczekiwaną radość. Domyślam się, że będzie to bmw gs800 lub triumph tiger 800 :)

2016-05-19 22:00:11 DominikNC

Doskonale to rozumiem, nie stoimy w miejscu, tylko gdzieś zmierzamy przez cale życie. Motocykl idealny wczoraj, dziś przestaje pasować. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Powodzenia!

2016-05-19 21:32:33 gregor1365

śmiem twierdzić, że najprawdopodobniej będę jednym z pierwszych który pozna prawdę, hi...

2016-05-19 21:24:21 jazda na kuli

@Marcin Jan - druga część zdania jak najbardziej trafna ! :)

2016-05-19 20:57:00 Marcin Jan

mówię Wam, dupowóz i do tego w późniejszym terminie kupi "małego wariata" :D

2016-05-19 18:35:49 jazda na kuli

Janusz podpasowało, ale nie wiem, czy bym się zdecydował.ta starsza wygląda jak spasiony gołąb a najnowsza zabija ceną.a ja już nie chcę nowego i drogiego moto - chcę takie, które można byle gdzie postawić na luzie :)

2016-05-19 11:31:56 Janusz_Cebulak

No kurcze, jakaś epoka się skończyła. Od kiedy jeżdżę i zaglądam na riderbloga, to zawsze był left, który pisał o swoim zecie. Cóż, coś się kończy, coś się zacznie. Czyżby Crossrunner i V4 Ci podpasowało?

2016-05-19 11:29:37 erjot

Ja obstawiam, że ten tekst to ściema a następnym moto będzie Ninja H2R, co najwyżej z małą przeróbką na wózek boczny dla pasażerki.

2016-05-19 11:25:09 jazda na kuli

@sm lifestyle - dzięki, że Ty to napisałeś. gdybym ja napisał zabrzmiało by dziwnie, jakoś tak kryzysowo :)
oczywiście chłopaki, że od razu to opiszę. mam już w głowie prawie cały tekst gotowy, nosi tytuł...albo nie, nie powiem bo od razu się domyślicie.

2016-05-19 10:34:30 vilip

O! w Bydzi, - to u mnie.
Jeśli nowy, a chcesz latać z Dziunią w trasy zamiast pałować wokół komina - to obstawiam Yamahę XVS1300A Midnight Star :-)

2016-05-19 09:49:44 sm lifestyle

Chyba się starzejesz ;) i poziom testosteronu spada...

2016-05-19 09:40:46 Marcin Jan

nie, obstawiam na maxi skutera skoro to ma być nie jedyne moto :)

2016-05-19 09:35:42 FilipSki

Szok! Szybko opisz po zakupie nowego!

2016-05-19 08:38:41 Jurajski_Zbych

Bedzie cruiser, bedzie cruiser yeaaaahhhh :D

2016-05-18 23:02:36 gregor1365

Właśnie skumałem sytuację...
Góra z Górą...
Śledzę bloga na tym portalu od dłuższego czasu komentując Twoje wpisy z racji ich motocyklowej przydatności na co dzień,jednak nie posiadając zdolności literackich do uzewnętrznienia się na własnym blogu na co sam namawiałeś. Odezwałem się nagle i tu proszę w odpowiednim czasie okazja do spotkania jest.
Szkoda, że Laluni nie poznam bo fajna była: ciemnooka, włosy czarne, świeża opalenizna- uch... marzenie południowego słońca.
Mam nadzieję, że transakcja dojdzie do skutku i że planujesz wracać na kołach.

LwG

2016-05-18 21:53:49 jazda na kuli

@Marcin Jan - to będzie T O T A L N E zaskoczenie :) mam nadzieję, że będzie satysfakcjonująco - bo to, że będzie wielokrotnie ekonomiczniej i bardziej luzacko - to pewniak :) poza tym, nie chce już wydawać tyle kasy na jedno moto :)

@ okularbebe - jest to możliwe, co uchwyciłem jak słusznie zauważyłeś pisząc ''a na jak długo to się jeszcze zobaczy'' fajne jest to, że z motorem ślubu się nie bierze :)

2016-05-18 21:08:24 okularbebe

Dobrze ujęte. Jednak po zmianach, których potrzebujesz być może wrócisz kiedyś jeszcze do tego jadu...
Będzie po prostu brakowało tej petardy i designu jakie mógł oferować od siebie Z.

2016-05-18 20:41:34 Marcin Jan

ależ jestem ciekaw co wybrałeś.

  • Dodaj komentarz