Najnowsze komentarze
Panowie czyli na pierwsze moto ktm...
j-n-k: zdecydowanie polecam osobis...
Marcin Motormania właśnie się ukaz...
jazda-na-kuli do zdjęcia: -
Ja mam 178 i było ok
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

18.04.2017 20:32

kwietniowy śnieg

 

    Jprld co to za pogoda. Spoglądam przez zakurzone szyby mojej ciasnej kawalerki w centrum miasta, jak w powietrzu wirują małe płatki kwietniowego śniegu. Godzinę wcześniej, kiedy podjeżdżałem pod stare-odnowione bloki, termometr w samochodzie wskazał dwa stopnie na plusie. Zimny wiatr szarpnął połami, wdarł się przez nogawki spodni i rękawy kurtki. Pomyślałem przez chwilę, o tych biednych motocyklach, stojących pod gołym niebem w cieńkich ubraniach przemoczonych pokrowców. Mój bajk nadal ma farta - wciąż stoi grzecznościowo w suchutkim garażu, podczas gdy ja wykręcam najmniejszy jak dotąd przebieg, jeśli chodzi o ten czaso-okres początku sezonu.

    W przyszły weekend, parę miast i sto kilo dalej, odbędą się jazdy w ramach imprezy Harley'a nazwanej w tym roku: Freedom On Tour. Zgłosiłem chęć naszego uczestnictwa i godzina jazdy testowej jest już nawet wyznaczona. Kiedy jednak spoglądam w głąb prognoz pogody, coraz czarniej to widzę. Możliwe będą opady siekącego deszczu i niecałe osiem stopni na plusie. Sam może i bym się skusił..ale zniechęcać w ten sposób optymistycznego plecaczka do jazdy na motocyklu, to ogólnie taki średni pomysł jest bym powiedział. Sami wiecie, o co chodzi.

    Harley, Harleyem, ale jakoś teraz mija rok, odkąd wszedłem w posiadanie mojego motocykla typu turystyczne enduro, adventure czy crossover, jak kto woli. Zaczynam na nim drugi sezon. Skreślam zatem parę zdań odnośnie zasad słuszności podjętej wtedy decyzji, a które to teraz staram się wpoić mojemu kumplowi, a ten z kolei próbuje zmienić swoje pierwsze moto, na drugie.

    Jest dla mnie coraz bardziej klarownym, że byle jaka zmiana, dla trochę większej mocy, czy też zmiana dla samej zmiany  - w przypadku motocykli wymaga gruntowniejszego przemyślenia, niż kiedyś sądziłem. Pogoń za okazją cenową, albo odkup nie podobającego się motocykla od znajomka dlatego, że sprzęt jest ''dobry i sprawdzony'', lub mało pali, to kryteria, które coraz słabiej do mnie przemawiają. Ja zresztą, rok temu, o mało nie popełniłem takiego  samego błędu. Wydawało mi się, że po czterech przejeżdżonych sezonach pozjadałem już wszystkie rozumy, że wiem jak chciałbym jeździć, a tak naprawdę, to gówno wiedziałem (i pewnie to się wiele nie zmieniło). Na szczęście miałem po swojej stronie starych wyjadaczy, jak znany Wam Seba od KTM'a Duka 390, którzy posiadali już w swoim zanadrzu, po kilka ponadczasowych sentencji. Tych genialnych w swojej prostocie. ''Motocykl powinien albo zajebiście wyglądać, albo super brzmieć, albo zapierdalać.. lub wszystko to na raz''...i co, czyż nie jest tak? Nie powinien? Uniwersalność prawd tego typu, objawia się w wielu przypadkach powtarzalnością pewnego cyklu, cyklu o którym wielokrotnie już tutaj pisałem.

     Co do mojego turysty, małego zapierdalaka, ten na razie spisuje się świetnie. Przechodzi ze mną coraz gwałtowniejszą metamorfozę. Uzupełniam jego wyposażenie, nie bacząc na koszty, przez co uzyskuje wartość wartą każdych pieniędzy - radość z samego spoglądania na jego wojowniczą sylwetkę. Brakuje mu jeszcze tylko halogenów, tych osłoniętych dziurkowanym aluminium, ale już teraz jest piękny. On i surowe mięśnie jego silnika, mechanizmów, oplecione rurami, obejmami i kablami. Zajebisty, mocarny jak na swoją klasę i brzmiący jak zbliżające się tornado...i z mojej obecnej perspektywy, właśnie o w motocyklach  powinno chodzić. W motocyklach do zabawy, a nie tych do wożenia nas do pracy, bo właśnie te pierwsze akurat teraz mam na myśli.

     Oczywiście nie znaczy to, że nie spoglądam już na portale ogłoszeniowe, czy w testy motocykli, o nie. Cały czas zaglądam. Mimo, że nie mam teraz żadnego planu, ani potrzeby na zmianę motocykla. Teraz jednak, to nie znaczy zawsze. Przyszłość jest nieznana. Nigdy nie mów nigdy, bo parę sezonów mija tak szybko, że ani się obejrzysz.

    Zdradzę, że z motocykli, które obecnie bezproduktywnie rozkminiam jarając się ich suchymi danymi, z tych które mi się podobają najbardziej (a raczej ich idea, w głównej mierze) chciałbym Wam wyodrębnić dwie najważniejsze pozycje. Analizując swoje dotychczasowe odczucia z jazdy na naprawdę róznych sprzętach, a było ich ponad dziewięćdzisiąt modeli, odnajduję, że mogą to być zajebiście ciekawe pozycje dla mnie, na następne lata.

    Pierwszy z nich to KTM SM T 990, a drugi to Triumph Tiger 1050.

    Oczywiście - bliższy kontakt fizyczny z tymi maszynami może okazać się sporym rozczarowaniem. Zdaję sobię z tego sprawę. Stało się tak ostatnio, kiedy to usiadłem za sterami Yamahy MT01. Nie, nie jeździłem...wystarczy, że usiadłem i to wystarczyło. Już raczej nie będę więcej o niej czytał. Bowiem motocykl musi się podobać.

    Tak więc, nie mogę się już doczekać swojej jazdy na Tigerze 1050, a ta nastąpi już wkrótce. Na własne ręce się przekonam, czy mocarna, litrowa jednostka, wisząca wysoko nad małymi, siedemnastocalowymi kółeczkami zapierdala i skręca tak dobrze, jak powiadają. Wiadomo też, że szybciutko pospieszę Was o tym poinformować. Co do KAT'a, to też spróbuję coś wykombinować. Z jego kozackim silnikiem miałem okazję i przyjemność już kiedyś się  zapoznać, tym bardziej chciałbym go skatować w tym nietypowym opakowaniu.

 

tymczasem lewa,lewunia,lewusia

Komentarze : 7
2017-04-23 19:08:00 Jazda na kullli

Ptwr2 ja szczęście definiuje podobnie. Średnio wierzę w przeznaczenie i takie tam.
Tak, miałem na myśli Tracera Mt 09
Oprócz asymetrycznych zegarów gs1200 podobają mi się też oldskulowe GS a 1150. A także jego surowy traktorowy styl. Przypomina mi stare samochody którymi jeździłem. włączane przyciskiem światła podświetlające także zegary od przodu, toporne, stare maszyny

2017-04-22 12:31:25 ptwr2

@jazda na kuli: A jak określisz "szczęście"? Osobiście posługuję się taką definicją: pojawienie się sprzyjających czynników i/lub okoliczności, przy braku tych niekorzystnych. To nie jest jakaś mityczna siła, ale rzeczywistość, na którą możemy wpływać, przynajmniej do pewnego stopnia. Początek sezonu, to tylko jedna z wielu okoliczności, a do tego taka, która jest jakby neutralna. Może być korzystna - kierowca zdaje sobie sprawę z charakterystyki tego okresu i zachowuje podwójną ostrożność, może być niekorzystna - wpadasz w pułapkę, której w środku sezonu by nie było.

Ale nawet wtedy mają znaczenie inne okoliczności (korzystne lub nie): prędkość, ubiór, rodzaj drogi, natężenie ruchu itp. - na trzy pierwsze masz bezpośredni wpływ, na czwarty pośredni. Pamiętaj, że do wypadku dochodzi w wyniku całej serii powiązanych ze sobą drobiazgów, z których każdy osobno nie stanowiłby problemu. Słusznie się mówi, że nieszczęścia chodzą parami. Prawdziwa trudność polega na umiejętności wyszukiwania tych zgubnych połączeń i przerywania fatalnego łańcucha poprzez usunięcie któregoś z elementów ryzykownej układanki.

Jeździłem już w znacznie gorszych warunkach (np. ulewa na świeżo wyfrezowanym zakręcie), w połowie zakrętu wpadałem w łachę piasku naniesionego deszczem, tył zarzucał na białych liniach i było w porządku. Widocznie wtedy brakło jakiegoś dodatkowego czynnika, który tym razem znalazł się w (nie)odpowiednim miejscu. Mam cały sezon na przemyślenia i wyciąganie wniosków :) Powrót do jeżdżenia zależy wyłącznie od tego, jak się wszystko zagoi i zrehabilituje, co nie jest takie całkiem proste. Wola jest - pytanie, czy ciało pozwoli?

Powiem Wam, że pod pewnymi względami, to nie stało się tak do końca źle. Przyda mi się moment na zatrzymanie i zastanowienie nad życiem jako takim. Dotychczas nie było na to czasu i pewne sprawy "z konieczności" leżały odłogiem. W codziennym pośpiechu gubi się gdzieś radość z prostych rzeczy, które odzyskują należne im znaczenie dopiero, gdy ich nagle zabraknie. W gruncie rzeczy pomiędzy życiem i motocyklem można postawić znak równości. W obu przypadkach nie wystarczy "lać i jeździć" - potrzeba czegoś więcej. Jakiejś staranności i zastanowienia. Być może właśnie to sprawia, że dwa kółka tak pociągają, że są czymś wyjątkowym. Wszak cztery koła wiozą ciało - dusza jeździ na dwóch :)

Którego Tracera? - teraz są dwa ;) Domyślam się, że mówisz o większym. Według mojej wizji kokpitów, jest w czołówce. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o odpowiednikach z serii MT. Zacne motorki, ale... BMW jak zwykle ze swoim asymetrycznym stylem, który lubię. Osobiście wolę cyfrowe wskazanie prędkościomierza. W krainie fotoradarów wolę dokładną wartość, zamiast szacowania położenia wskazówki wyskalowanej co 10 - 20 km/h. Obrotomierz wolę w postaci rosnącego paska - zapewnia większą czytelność wskazania, a jednocześnie zajmuje o wiele mniej miejsca od okrągłej tarczy, dzięki czemu można zamontować większy wyświetlacz - więcej danych, większa czcionka. Dodatkowo pozbywasz się wskazówki, wraz z dodatkowymi elementami nią sterującymi i możliwością awarii któregoś z nich. Koszt też mniejszy. Ogólnie producenci idą w dobrym kierunku, wyznaczanym przez duże ekrany.

2017-04-20 19:03:52 jazda na kuli

Am_staff chyba jednak nie dotrę na jazdy, no chyba, że odwołają deszcz. :) starość rzeczywiście nadchodzi :)
ptwr2, okularbebe- przykro czytać o zaistniałym wypadku. głosi się wszem i wobec, że jazda w kiepskich warunkach, na początku sezonu jest szczególnie niebezpieczna, ale ja sam nie zwracałem nigdy na to większej uwagi. prychałem na sentencje typu ''nie ma co kusić losu''. ale ostatnio zastanawiam się, czy być może mój limit szczęścia się pomału nie wyczerpuje, a ja jeszcze o tym nawet nie wiem...
ptwr2 życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

ps.co do kokpitów to podobają mi się zegaro-tablety Tracera i nowego gs1200

2017-04-20 16:12:46 ptwr2

@okularbebe: Pojedyncza główna kontrolka awarii, to właśnie wynalazek przeniesiony z lotnictwa. Dawniej były montowane całe klastry różnokolorowych lampek, teraz wystarczy jedna mająca na celu zwrócenie uwagi oraz mały wyświetlacz, na którym pokazuje się dokładnie w czym problem. W pakiecie masz rejestrator zdarzeń dla personelu obsługi. Nie wiem jak to jest w nowych Suzuki, ale u Potwora działało to właśnie w ten sposób - lampka i wyświetlany w miejscu przebiegu kod błędu.

Prędkość jest oddzielona od wskaźnika zapiętego biegu przy pomocy jednostki prędkości, wraz z towarzyszącą jej przestrzenią. Moim zdaniem to wystarczy, a przy okazji odróżnia od ramki okalającej wskaźnik paliwa oraz zegar.

Otwarcia nie było prawie żadnego. Za to okazało się, że wiedza, pokora, umiar i szczęście razem wzięte nie gwarantują powrotu z przejażdżki w jednym kawałku. Bywa. Przynajmniej jest okazja, by zmienić kask, bo ten nie był całkiem optymalny, a szkoda mi było kłaść kolejnych pieniędzy w krótkim okresie czasu. Bardzo ładnie widać układ pęknięć lakieru na szczęce i okolicach, nie ma problemu z wyobrażeniem sobie rozkładu siły uderzenia, jak również co by się stało z jetem lub "szczękowcem". Kurtka, buty i rękawice również do wyrzucenia - wgnieciony metalowy slider robi wrażenie :) Spodnie ocalały, ale wyjmowane protektory są do wymiany.

Tylko się zastanawiam, czy gdybym ubrał drugą kurtkę, skórę z twardymi ochraniaczami, to czy by to pomogło czy nie? Wszak każdy złamany element, tak motocykla jak i mnie, pochłonął jakiś ułamek siły, która na sam koniec zadziałała na szyję.

2017-04-19 21:28:52 okularbebe

ptwr2! No to fest. Czyli, że tym razem wypłacono bonus szczęścia z puli, gdy nagle zrobiło się gorąco. Widać, wystarczyło go na tyle, żebyś w połączeniu z nie za dużym otwarciem (czyli pewnie wiedzą i nutą pokory) mógł przetrwać to, co w tym wszystkim jest bardzo niebezpieczne i może trafić się każdemu.
Przykro mi, oby cała reszta szybko się skleiła. Do końca sezonu jeszcze daleko.

Również uważam, że w suzuki świetnie podeszli do koncepcji ogólnej tego kokpitu. Zabawne nieco przy tym jest sprowadzenie tzw. złej (czerwonej) kontrolki do dwóch funkcji jednocześnie: ciśnienia oleju i temperatury silnika i ten wskazujący na to schemacik objaśnienia na obudowie. Może jednak powinni wyodrębnić licznik biegów, wstawiając go jednak w jakąś ramkę, oddzielne okienko czy coś.

2017-04-19 11:37:07 ptwr2

"Motocykl musi się podobać". Czytałem wywiad z pewnym Japończykiem (Hideo Kojima, dla wtajemniczonych ;)) i on powiedział takie zdanie, że ważny dla niego jest projekt jako całość. Albo podoba mu się wszystko, albo jeżeli jakiś pojedynczy element go odpycha, to wtedy nie jest w stanie zaakceptować pozostałej masy pozytywnych detali i odrzuca całość (rozmowa dotyczyła muzyki).

Z motocyklami ma to taki związek, że bardzo dużo z nich mi się podoba, niektóre wręcz fanatycznie. Aż pasowałoby kupować je od razu po dwa - jeden do jazdy, a drugi do postawienia w pokoju i podziwiania w wolnych chwilach. Tylko podejrzanie często, przy bliższej inspekcji, objawia się pewien drobny i niezauważalny w pierwszym rzucie oka, problem.

Zegary. Element, który najczęściej i najdłużej mam w zasięgu wzroku. Element, który ma służyć określonym celom, od którego może zależeć bezpieczeństwo. Dlaczego tyle wspaniałych maszyn, o pięknej linii i rasowym rodowodzie, w "kokpicie" ma jakieś wymysły awangardowych i wywrotowych artystów? Nieczytelne lub zbyt małe symbole, gęstwina znaczków i cyferek, nielogiczne rozmieszczenie kontrolek, marnowanie dostępnej powierzchni, udziwniony kształt wyświetlacza, jakieś dziwne czcionki rodem ze słitaśnych blogasków, ekran, którego za cholerę nie idzie odczytać w słoneczny dzień - wszak na moto jeździ się głównie nocą i w deszczu, co nie?

Biorąc pod uwagę ten ogólny trend, polegający na przeroście formy nad treścią, często wytykane wady w postaci braku wskaźnika zapiętego biegu, czy braku ilości paliwa, wydają się trywialne i łatwe do obejścia przez jako tako ogarniętego motocyklistę. W lotnictwie już od kilkudziesięciu lat stosuje się pewien standard, jeżeli chodzi o rozmieszczenie wskaźników. "Litera T", rozbudowania potem do "sześciopaka", aktualnie stosowane wyświetlacze, choć wyglądają inaczej, to nadal podążają za utrwalonym schematem: po lewej prędkość, po prawej wysokość, na środku kurs i horyzont. Dlaczego w motocyklach tak się nie da?

W obydwu interesujących mnie dziedzinach techniki, zaczynałem od uwielbienia starych zegarów ze wskazówkami, jednakże z biegiem czasu coraz bardziej skłaniałem się ku wyświetlaczom. Myślę, że to jest krok w dobrą stronę - ideałem byłby duży i czytelny ekran, na którym użytkownik mógłby sobie wybrać sposób prezentacji danych. Wszak ekran może pokazywać wirtualne "zegary" ze wskazówkami i powiem Wam, że to jest wygodne.

Myślę, że aktualnie najlepiej podeszło do tematu Suzuki:
http://tinyurl.com/lyjak8x - GSXF 1000
http://tinyurl.com/kohhgkt - SV 650

Podstawowe dane są duże i czytelne, wyraźnie oddzielone od informacji drugorzędnych, ekran ma sensowny kształt i układ, czytelna czcionka. Jedynie mogę się przyczepić do układu kontrolek: N powinno być po lewej (tam gdzie klamka sprzęgła i dźwignia zmiany biegu), a kontrolki silnika powinny być zblokowane po prawej (tam, gdzie jest rollgaz).

Kolorowe ekrany TFT stosowane w topowych maszynach, to osobna kwestia. Nigdy takiego nie widziałem osobiście, więc nie będę komentował.

Tak przy okazji, to powinienem zmienić swój podpis, na motowiedźmin. W wyniku wypadku Potwór poważnie oberwał, ja wykpiłem się złamaniem i ten sezon mam z głowy. Co będzie w następnym - nie wiadomo. Wszystko zależy od tego, jak zagoi się rana i od rehabilitacji. Szansa jest, ale za wcześnie by o niej mówić. Na razie wirtualnie myślę nad następcą Potwora i piszę wpisy do szuflady, głupio byłoby je publikować teraz. Właściwie, to następcę już mam upatrzonego, jest tylko jeden problem - awangardowe zegary. Jakoś będę musiał je przełknąć.

Co się stało? Pozimowy syf na zakręcie. Uratowało mnie nie-zapierdalanie oraz interwencja "z góry" - wszak uderzenie głową w drzewo mogło się różnie skończyć.

2017-04-18 21:03:24 Am_staff

Też mam smaka na testówkę Harleya w tym sezonie, ale póki co czekam z umawianiem, bo pogoda raczej na sanki... też już mnie dopadł syndrom, o którym pisałeś ostatnio, że już nic na siłę, muszą być odpowiednie warunki (czyt. nadeszła starość :) ).
Daj znać jeśli się jednak uda pojeździć.

  • Dodaj komentarz