Najnowsze komentarze
To cud, że jeszcze jeździmy. Z wi...
DominikNC i Marcin Jan - wielkie d...
Marcin Jan do: archipelag psów
siema, coś z innej mańki, katowic...
DominikNC do: archipelag psów
Zawsze to miło przeczytać relacje ...
captch a właściwie recaptcha uruch...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

11.11.2016 21:28

stary olejak i jego pan

    W poprzednim wpisie latałem sam w  koło komina dopadłwszy motocykla, jak narkoman na ciężkim głodzie. Za to dzień później, w sobotę, umówiłem się z Bartkiem przy jego motocyklu, na parkingu strzeżonym w sąsiednim mieście. Bandit, którego kupił od Sławka, za moim pośrednictwem znowu wylądował pod gołym niebem, w chłodzie i wilgoci, miedzy rdzewiejącymi w ciszy, zmęczonymi ciężarówkami.

    Przyjechałem nieco wcześniej dla pewności uzbrojony w pompkę i skromny prezent dla świeżego kierowcy : pół litra oleju Motul 5100 do Bandziora, który to znalazłem u siebie w jakimś starym kartonie. W kołach motocykla ubyło po pół atomosfery lecz zalany przez Sławka dwa lata temu olej nie wymagał jeszcze dolewki, chociaż jest już zbyt czarny i zbyt rzadki jak na mój gust.

     Bandit odpalił od dotyku, z nieco za mocno ociągniętą dźwigienką ssania i zagrał mocno na poobijanym Dominatorze, niezadowolony z zimnej wspinaczki na za wysokie obroty. Po krótkiej chwili, gdy Bartek wbijał mu jedynkę na wyciągniętej kosie, zgniewany motocykl zagasł oskarżycielsko. Kiedy obserwowałem niezgrabne, niewprawne ruchy swojego koleżki przy ruszaniu i próbie wykołowania na alejkę wyjazdową, cofnąłem się nieco w czasie. Ten sam motocykl i znowu kolejny, niebezpieczny dla jego mechanizmów nowicjusz, taki jak ja, lata temu zasiadający na jego kanapie.

    Stary olejak z Hamamatsu dzielnie znosi swój ciężki żywot.

    Teraz dopiero, kiedy już od dawna do mnie nie należy, wiem czym jest grzechocząca praca jego przerysowanego pieca, kanciasto wystającego poza obrysy stalowej ramy. Kiedyś, jeszcze jako jego właściciel dużo tym czytałem, ale w ogóle tego nie rozumiałem - dopiero nowsze motocykle o smukłych jednostkach napędowych nauczyły mnie rozpoznawać i rozumieć ten magiczny dla pasjonata dzwięk.

    Bandit skręca w prawo na główną ulicę, niezgrabnie, po kwadracie, a ja za nim - w chmurze gęstej pary z jego układu wydechowego. W białych obłokach majaczy trzecia już tablica jaką widzę na jego ogonie, tym razem zaczynająca się literami SG. Ledowe stopy akcesoryjnej, białej lampy, którą kiedyś założyłem w miejsce oryginalnej, błyskają co chwilę, a ja szybko go wyprzedzam - Bartek zamula niesamowicie, jedzie niepewnie, ostrożnie, porusza się krótkimi skokami.

     Dogadał ze mną, że jak się pały po drodze nawiną, to ja się zatrzymuję a on udaje głupa i przelatuje dalej. Prawko zdał trzy dni temu i w kieszeni ma jedynie złożony w kostkę papier z pozytywnym wynikiem  egzaminu. Powoli wylatujemy za miasto, a ja wspominam sobie swoją pierwsza trasę na motocyklu, de facto egzemplarzu, który obecnie niemrawo snuje się za mną.

     Staram się toczyć niespiesznym tempem, biorąc poprawkę na Bartka, który jest w swojej pierwszej samodzielniej trasie na motocyklu i domyślam sie, że może to być dla niego wydarzenie sporego kalibru. Przebijam jednak z przyzwyczajena na przód peletonu samochodów pod czerwonym światłem, obserwując w lusterku jak Bartek niezgrabnie drobi nogami po ziemi, próbując przemieścić się między autami. W mroźnym powietrzu dochodzi mnie ryk zgniewanego olejaka, kiedy jego kierowca wykręca za duże obroty tocząc się wolno na połsprzęgle.

     Siedzimy na kawie po pierwszym zmarznięciu, i wtedy dopiero widzę jak mocno kumpel wkręcił się w temat motocykli, co znając go nie było dla mnie aż tak oczywiste. Już planuje montaż kolejnych akcesoriów, jednocześnie wybiegając w przód, pytając, co mógłbym mu polecić na następny motor. Totalnie nie wiem co mam odpowiedzieć, zatkany niemożnością przekazania w paru zdaniach tak indywidualnej kwestii, jak drugi motocykl. Korzystając z własnego doświadczenia mówię mu tylko, żeby odpuścił sobie na razie wszystkie te akcesoria, następne sprzęty i skupił się na samej jeździe, na nauce techniki, a wtedy tajemna wiedza sama do niego przyjdzie. W tej kwestii ciężko przeskoczyć stopnie wtajemniczenia, przejść od razu na najwyższy level.

     W drodze powrotnej zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Bandzior przerywał i trzeba było przekręcić kranik na rezerwę. Gdy zbiornik wypełnia sie paliwem, ja schylam się pod motocykl i odczytuje z dot'u, że naciągnięte na felgi pirelli diablo z pozornie nienajgorszym jeszcze bieżnikiem, pochodzą z początku 2013 roku. 

     Stojąc potem przy motocyklach na parkingu koło stacji obgadujemy, jakie jeszcze inwestycje czekają naszego neofitę wczesną wiosną. Opony, olej, filtry, regulacja zaworów, prostowanie przedniej felgi - to konieczne podstawy, na które musi przygotować następne pliki szeleszczących banknotów. Motocyklizm nie jest tani - podrdzewiały, siedemnastoletni jednoślad, ciuchy z średniej i niższej półki, koszty prawa jazdy, to wyniosło już w tym konktetnym przypadku już z 8 tysięcy, a jak widać, to jeszcze nie koniec wydatków mojego znajomego.

 

    W drodzę powrotnej często zwalniam za zakrętami czekajac cierpliwie na czarny kształt z okrągłą lampą. Nie jestem jednak zirytowany - pamiętam jak to ze mną było na początku i cieszę się, że kumpel nie przegina, nie kozaczy, że czuje respekt do potęgi motocykla i bardzo ostrożnie próbując drzemiącej w nim mocy - wielki, dorosły chłop onieśmielony dwoma małymi kółkami i wąską kierownicą.

     To dobrze wróży na przyszłość.

Komentarze : 6
2016-11-15 20:11:11 jazda na kuli

gregor 1365 - czas szybko leci, prześmigałeś już na Zeci 2sezony. co do zimy i garażu, to jedyny minus jaki widzę to to, że ciuchy w garażu są zimne :) ja przed wyjsciem na parkin&#291; cały się ubieram i chwilę kręce po mieszkaniu, aż się zaczynam gotować :) potem zakładam rękawice i czapkę na głowę i wychodzę na moto :)
PanKeysha widzę po sobie raczej taką tendencję, że coraz szybciej będę kończył sezony, w listopadzie pewnie, na to wygląda

2016-11-14 09:26:29 PanKeysha

Piękne zdjęcia z miejsca spotkań ;)

A co do ogólnej aury danej pory roku to kiedyś ktoś ładnie powiedział: "Nie ma nieodpowiedniej pogody, a jest tylko nieodpowiedni ubiór"

Lata temu jak zdawałem na prawo jazdy to pamiętam tak jak dzisiaj skostniałe palce w dłoniach. Aura była wtedy mniej więcej jak dzisiejsza czyli 3-7 stopni i lekki deszczyk, a ja bez rękawic. Od tamtego czasu staram się ubierać komfortowo i bezpiecznie.

W zimę też można... Tylko trzeba uważniej jechać :)

Powodzenia i szerokości.

2016-11-14 08:04:19 Zenek zenkowaty

"...zbyt żadki jak na mój gust"="rzadki" ?

2016-11-13 20:34:47 gregor1365

Siema Adam.
Fajnie jest, że śledząc Twojego bloga od dobrych 3 lat, komentując niektóre wpisy mogę sam spojrzeć na własny rozwój jako motocyklisty.
Pamiętam teksty o specyfice jazdy przy niskich temperaturach, motywacji i tego czegoś co pcha w ogóle gościa na konia w tych warunkach.
Byłeś u mnie, więc wiesz że głupoty które pierdolę jakoś tam mają się do rzeczywistości, i tak.
Z domu do miejsca pracy mam 5150 m. Z domu na garaż 2100. Z garażu do miejsca pracy niecałe 7000 m co w praktyce oznacza, że nie ma większego sensu zapierdzielać rowerem na garaż, żeby w grobowych warunkach wbijać się w ciuchy motocyklowe, tracić czas na światłach, ryzykując uślizg, glebę i cały ten chłam. Strata czasu.
Jednak to robię. Jak na razie nie potrafię sobie odmówić przyjemności z jazdy do i z roboty małą xvs 250. To kurna jest po prostu przyjemne.
Materiał który posiadam, daje możliwość komfortowego przemieszczania się. Jak do tej pory przetestowałem przy -5 i daje radę na tych dystansach.
Na razie mi się chce.
Nie wiem jak będzie później, nie zaprzątam sobie głowy tym tematem.
Jak odpalam ścigacza, z nadzieją patrzę na kolejne wpisy kolegów z tego portalu. Człowiek zawsze dowie się czegoś ciekawego, co można skonfrontować z własnymi doświadczeniami, za co z góry dziękuję.
Pozdrawiam.

2016-11-13 12:46:16 jazda na kuli

gregor1365 jakoś damy radę :) ja jeszcze nie wiem, kiedy zaczynać akcję z zimowaniem. chciałbym jeszcze do grudnia pociągnąć, ale brak garażu mnie blokuje bo boje się sytuacji kiedy temperatura spadnie i jebnie śniegiem na dobre, a ja nie zdąże porządnie poczyścić i wysuszyć motka :)
siedzonko rzeczywiście jak z Lynch'a :)

2016-11-12 00:10:42 gregor1365

dwa czarne diabły, jeden z wężową skórką na grzbiecie..
jak to w "dzikości serca" było:
to symbol mojej indywidualności i wiary w wolność jednostki.
coś w tym jest prawda?
zimno, zimno coraz zimniej. rano na asfalcie szadź, ślisko jak cholera.
mała jamaszka sprawdza się w tych warunkach. nie ma tego jebnięcia na koło, czasoprzestrzeń z pozoru jest przewidywalna.
zakręty, łuki, nawrotki, przewrotki i inne duperele mogące zrobić krzywdę maszynie i temu kretynowi pomykającemu na mrozie trzeba brać z wyczuciem.
zima.
nie dam rady do wiosny.
wścieknę się.
Zeciuniu moja śliczna musisz poczekać. jesteś za bardzo dzika, roztrzepana, rozdygotana i rozpasana. ja przy Tobie z automatu też dostaję małpiego rozumu a w tych warunkach to kompletna lipa.

jakoś se tam poradzimy co?

  • Dodaj komentarz