Najnowsze komentarze
To cud, że jeszcze jeździmy. Z wi...
DominikNC i Marcin Jan - wielkie d...
Marcin Jan do: archipelag psów
siema, coś z innej mańki, katowic...
DominikNC do: archipelag psów
Zawsze to miło przeczytać relacje ...
captch a właściwie recaptcha uruch...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

23.11.2016 20:56

trudny do zabicia

    - siema, polatałeś coś ? -  kumpel dzwoni

    - dupa tam polatałem, w robocie jeżdżę...w piątek coś tam, ale nie za dużo - odpowiadam znudzony. moje powieki próbują opaść a ja staram się je powstrzymać.

    - ja fajnie, bo nawet pojeździłem..osiemnaście stopni było. Ty, a jak wróciłem to kumpela do mnie dzwoni, czy to ja się nie rozjebałem na Wrocławskiej, czujesz ? - zebrało mu się na pogaduszki... akurat teraz, gdy monotonnie jadę przed siebie

    - co na Wrocławskiej ? - dopytuję niemrawo. silnik bzyczy usypiająco, przede mną długa wstęga szarej drogi,  zbiera mi się na ziewanie a w radiu same reklamy

    - no jak co, gościu się rozjebał na motorze ...z godzinę temu, na Wrocławskiej. ponoć masakra stary, facet zginął na miejscu.

    - no co Ty gadasz ! - prostuję się na fotelu kierowcy, a senność przechodzi mi jak ręką odjął.

    Nienawidzę takich nowinek. NIepokoją moich bliskich i podprogowo sugerują, że jestem nieodpowiedzialny, że niepotrzebnie narażam swoje życie wsiadając na motocykl. Tymczasem prawda jest o wiele bardziej złożona...

 

 

 

    Na zewnątrz rzeczywiście zrobiło się ciepło. Było te osiemnaście stopni. Na trasach zamajaczyło trochę motocykli, nawet sporo ścigów - a te rzadko widuje jak jest zimno i wilgotno. W końcówce kiepskiego, zimmego listopada pogoda okazała się dla nas łaskawa, ale w sumie... nie wiem czy to dobrze, czy źle.

    Wieczorem zaglądam na neta wytropić jakieś informacje o wspomnianym zdarzeniu, bo muszę przyznać, że zaintrygował mnie. Jeżeli rzeczywiście, to gościu pewnie przeżył, myślę sobie. Przecież na Wrocławskiej jest sporo semaforów sygnalizacji świetlnej, trzeba stawać co rusz.. gdzie on by tak pocisnął, żeby aż się zabić. To chyba niemożliwe.

    Niestety, to było możliwe. Zdarzenie zostało już opisane na portalu Wiadomości z Miasta, dołączono zdjęcia. W kolizji śmierć na miejscu poniósł trzydziesto siedmio letni motocyklista.

    Pod artykułem nic nowego. Zwykła, chamska gównoburza made in poland. Zawsze, ale to zawsze trafi się jakiś aspołeczny zjeb, którego cieszy i podnieca czyjaś krzywda. Który napisze, że pewnie jechał dwieście na godzinę po mieście, wyprzedzał wszystkich - że dobrze mu tak i jednego psychola mniej. Często widze, jak niepotrzebnie rozwija się polemika, wszyscy przeciwko wszystkim, próby tłumaczenia i perswadowania... dla mnie to tylko zwykłe, prowokacje osób niezrównoważonych psychicznie. Szkoda czasu.

    Za to uważnie przyglądam się zdjęciom miejsca kolizji. Na niewyraźnych fotografiach widać skrzyżowanie u zbiegu ulic Wrocławskiej, Kłodnickiej, Konarskiego i Częstochowskiej. W mojej opinii -  średnio bezpieczne miejsce na mapie miasta Gliwice. Do okoła znajdują się liczne budynki politechniki przez co panuje dodatkowo spory ruch pieszych. Łażą po pasach o każdej porze dnia i nocy.

    Ja przejeżdżam tamtędy samochodem, prawie w każdą środę. Koło południa jadę ulicą Konarskiego i na jej końcu zatrzymuję się na stopie. O tej porze nie jest jeszcze tak tragicznie. Żeby przeciąć Wrocławską i wjechać na Kłodnicką trzeba chwilkę poczekać, aż trafi się luka w strumieniu nadjeżdżających od Placu Krakowskiego pojazdów.

    Dokładnie w tym miejscu, gdzie czekam w środę na przejazd, we wtorek zatrzymał się czarny Golf. Godzina jednak byla już nieco późniejsza i ruch zapewne dużo gęstszy. Z tego co przeczytałem, Golf ruszył w kierunku wlotu na Kłodnicką, a biało - niebieski Gix trafił go na wysokości bocznego lusterka od strony kierowcy. Na zdjęciu widać leżące na boku Suzuki i czarnego Volkswagena z wgniecionym błotnikiem. Uszkodzenia samochodu nie wyglądają aż tak poważnie, jak mam być szczery. Ale wystarczyło.

    Fatalna historia, która wydarzyła się tak niedaleko mnie. To skrzyżowanie na prawdę bywa zdradliwe i niebezpieczne. Kiedy jest tłoczno i zdaża mi się jechać samochodem ulicą Wrocławską od Placu, pokonując tą samą drogę co biało - niebieski Gix, jestem zmuszony uważnie obserwować, czy aby coś nie wyskoczy mi znienacka pod koła, a zwykle jadę wtedy powoli.  W kontekście moich doświadczeń z tamtym miejscem złapałem się na tym, że pomyślałem -    '' ...kurcze stary, jak Ty to zrobiłeś ? Trzydzieści siedem lat na karku, pewnie sporo lat za kierownicą, a tu takie coś. Przecież wiadomo, że tamto miejsce jest złe. Cały sezon przelatałeś i na samej końcówce dałeś się zabić ? ..."

    Aha, zapomniałem Wam jeszcze napisać, że tego feralnego dnia  nadjeżdżający od strony świateł biało - niebieski Gixer na lokalnych blachach miał oczywiście pierwszeństwo przejazdu, no bo jakże by inaczej.

    Teraz pewnie trwają badania i analizy biegłych. Cóż, wygląda na to, że było to wymuszenie pierwszeństwa przejazdu na kierowcy motocykla, w wyniku którego poniósł on śmierć na miejscu. Wypadek. Wypadki zdażają się każdego dnia, ale postanowiłem opowiedzieć Wam o tym przypadku nie bez powodu.

    Nie pierwszy i nie ostatni raz narażam się internetom, prezentując swoje tezy, które niekoniecznie podobają się nam, motocyklistom. Nierzadko piszę niewygodną prawdę, której to nie za bardzo chcemy słuchać. Z uporem maniaka powtarzam, że jak wyjeżdżasz motocyklem to automatycznie pierwszeństwo przejazdu powinno stać się dla Ciebie fikcją. Niczym. Jest to sposób myślenia, który powinieneś natychmiast odrzucić, ilekroć tylko przekręcasz kluczyk w stacyjce swojego sprzęta. Bowiem od tej chwili nie masz już pierwszeństwa, no chyba, że zostaniesz odpowiednio wcześnie dostrzeżony i zaklasyfikowany - ale o tym już rozmawialiśmy. Od momentu wbicia pierwszego biegu, to Ty jesteś odpowiedzialny prawie za WSZYSTKO co się będzie z Tobą działo. No bo - co z tego, że teoretycznie poruszasz się po drodze z pierwszeństwem przejazdu ? Co z tego, że odpowiedzialność prawna za zdarzenie będzie leżała po stronie kierowcy samochodu ? Zaprawdę powiadam Wam - marne to będzie pocieszenie. A czasu cofnąć się nie da, nie da się go cofnąć nawet o jedną sekundę. Co Ci potem powie kierowca, który przyczynił się do Twoich urazów i zgruzował Twój kochany motocykl : sorry ? nie widziałem Cię ? chyba za szybko jechałeś ?

    Chciałbym korzystając z okazji złożyć najszczersze wyrazy współczucia rodzinie i znajomym tego nieznanego mi, tragicznie zmarłego wczoraj motocyklisty. Jest mi strasznie przykro z tego powodu. Mam jednak nadzieję, że nie poznają tego materiału i że nie będą poszukować innych informacji, a zwłaszcza komentarzy z tej tragedii. W tych okolicznościach nie ma bowiem zbytniego sensu ich czytać, nawet tych życzliwych - o szerokich i niebieskich autostadach, po których szczęśliwie śmigają zmarli motocykliści. Ja wiem, że od zarania ludzkości próbujemy złagodzić i osłodzić sobie nieuchronność śmierci, ale ludzie, co Wy .....kurwa, nie ma żadnych niebieskich autostrad, na Boga. Jest za to czarny i zimny asfalt na którym leżysz obok swojego motocykla, nie możesz ruszyć reką ani nogą, czujesz rozdzierający ból wszystkiego a otacza Cię tłum gapiów szepczących coś do siebie i robiących Ci ukradkiem zdjęcia swoimi telefonami. 

    Prosze Was, pomyślcie o tym. Nie straszę Was tu bez powodu. Dowaliłem się akurat do tych niebieskich autostrad, bo uważam, że nam motocyklistom, nie są potrzebne żadne pocieszenia, tylko raczej otrzeźwienia. Otrzeźwienia, bo jak się zbytnio zapominamy, to często popuszczamy cugle i nierzadko palma nam odbija.

    Zatem apel ten jest aktualny szczególnie teraz, w tej trudnej technicznie końcówce sezonu. Życzę Wam z całego serca, abyście spokojnie i bez przygód zapierdalali sobie, na swoich motocyklach -  obserwując jednak uważnie co się do okoła Was dzieje. I trzymali się z daleka od Cmentarza Dla Ludzi z Pierwszeństwem Przejazdu, tak jak to robi hipotetyczny bohater z tytułu tego wpisu.

    I żebyście byli właśnie tacy jak On - trudni do zabicia.

 

 

 

 

 

 

 

     lewa i hard2kill ! 

Komentarze : 11
2016-11-26 09:08:12 pwmpoznań

50/h... GSF650 SA zatrzymuje się w 10metrów.
Masz palce na klamce umiesz nacisnąć masz ABS.
Masz ciuchy, dobry kask.

Powiedzcie mi ja można się w ten sposób zabić?

Niestety sam wiem z doświadczenia ... ruszam, po sekundzie wbijam 2 i jestem na biegu 1 predkośc kosmiczna... odwijam ciut klamkę i mam nie 50siąt ale 90... jak odwinę mocno mam w 3 sekundy 100...

to zabija

zabijają też opony używane z allegro co jeszcze polatają, zabijają stare oleje w lagach, zużyte amory, gówniane tarcze i wszystko co robisz tanio bo cię nie stać na sprzęt.
To własnie w tym jedynym momencie w Twoim życiu spowoduje, że się zabijesz a nie najesz strachu... wtedy właśnie ta stara opona czy zużyte zawieszenie spowoduje twoją glebę prosto pod koła puszki zamiast jedynie ostre hamowanie z kleksem w gaciach.

2016-11-26 07:27:47 R6ram

Ja jezdze na moto z maksyma: wszyscy chca mnie zabic. Na kazdym skrzyzowaniu biore pod uwage ze ktos wymusi. I pozdro bo scigiem latalem ostatnio 21 listopada 230km:)

2016-11-26 00:24:48 Dziabong1

Jeszcze jedna sprawa z tym ogolnie przyjetym zapierdalaniem na motocyklu. Kazdy motocyklista ma swoje za uszami i nie raz dal w palnik na maksa, bo nie po to sie kupuje motocykl co na dwojce lamie wszystkie dopuszczalne predkosci by jezdzic slamazarnie. Ok, tylko to jest/powinno byc jak z kazdym grzechem, nikt o tym glosno nie mowi, bo nie wypada, a cisza w temacie jest zazwyczaj jak motocyklista sie wmaluje w auto i trzeba wyjasnic co bylo przyczyna wypadku. Jak moj syn bedzie chcial kupic motocykl to mu nie powiem jedz i zapierdalaj, tylko raczej pokaze mu ze przyspieszenie, gang silnika i cala otoczka motocyklizmu tez moga byc fajne. Wystarczy wylaczyc tryb niesmiertelnosci i jest calkiem milo.

2016-11-25 11:47:58 ptwr2

Mówisz, że regularnie jeździsz tą drogą, na której doszło do wypadku. W promieniu 2-3 km od mojego domu doszło do czterech wypadków motocyklowych. Przynajmniej o tylu wiem, bo widziałem osobiście lub naoczny świadek mi opowiadał.

Jeden facet na 70 leciał 100 i wyjechało mu auto z podporządkowanej mini-uliczki. Moto owinęło się dookoła latarni (dosłownie), facet nie odniósł żadnych obrażeń - oprócz krwotoku, którego niestety nie udało się zatrzymać. Wykrwawił się na śmierć.

Drugi pożyczył ścigacza i ćwiczył taki jeden szeroki zakręt. Słychać go było z daleka i po wiele razy. W końcu wyniosło go na przeciwny pas, prosto pod koła ciężarówki. Nie było co zbierać.

Trzeciemu wyjechał samochód z podporządkowanej, w wyjątkowo perfidny sposób. Droga o dwóch pasach ruchu w każdym kierunku, motocyklista jechał lewym. Skręcający w prawo samochód od razu zajął... lewy pas. Prosto pod koła tamtemu. Motocyklistę zabrała karetka, z tego co wiem to ucierpiał, jakieś złamania, ale przeżył. Motocykl nawet jeżeli nadawał się do remontu, to takiego naprawdę grubego.

Nie wiem dokładnie, co się stało w czwartej sytuacji. Na miejscu klasyka: moto leżące w plamie oleju i połamanych części, pionowe lagi, samochód z wklęsłymi drzwiami i ranny motocyklista odwieziony karetką do szpitala. Skrzyżowanie było z ruchem kierowanym i na ile znam tamto miejsce, najbardziej prawdopodobna jest wersja, że kierowca skręcał na późnym zielonym, a z górki leciał moto, nie żałując gazu, no bo po co skoro za sekundę będzie miał zielone?

Jaki z tego morał? Są sytuacje, gdy trzeba uznać wyższość warunków drogowych i odpuścić. Przymknąć gaz, zmniejszyć energię kinetyczną i dać sobie więcej czasu na obserwację otoczenia, analizę tego co widać i na podjęcie właściwej decyzji. Puścić tych z podporządkowanej dla świętego spokoju. Nie jechać schematycznie. A nawet jeżeli warunki pozwalają na popuszczenie wodzy fantazji, staram się nie przeginać do samego końca. Zawsze zostawiam sobie margines, że co prawda mógłbym szybciej i bardziej, ale nie chcę.

W moim przypadku jest o tyle lepiej, że fascynuje mnie przyspieszenie i manewrowość motocykla, a prędkości jakoś niespecjalnie.

Ograniczenia prędkości to temat rzeka. Jak są dobrze ustawione, to bardzo pomagają. Jak źle, to bardzo przeszkadzają. Czasami jakieś by się przydało, a akurat w tym miejscu go nie ma. I odwrotnie. W zależności od sytuacji pilnuję wskazanej prędkości, albo dopasowuję się do innych uczestników ruchu, albo traktuję znaki jako sugestię, podpowiedź. Osobiście stosuję dwie główne zasady: miejscowości (nie tylko teren zabudowany jako taki) to nie miejsce na wygłupy oraz dopasowanie prędkości do warunków. Jak widzę coś niepewnego, to zwolnię nawet poniżej prędkości dopuszczalnej znakami. Niech tych z tyłu krew zaleje - moja skóra jest ważniejsza od ich samopoczucia.

A adrenalina, zabawa, emocje na motocyklu? Wiecie, trzeba mieć w życiu jakąś hierarchię rzeczy: najpierw trzeba mieć na czym jeździć i być w stanie jeździć. Z tego co wiem, wypadki drogowe skutecznie ograniczają jedno i drugie.

Bywa, że raz na zawsze.

2016-11-25 09:29:29 jazda na kuli

moi drodzy edytowałem mój wpis. dodałem na końcu jeszcze trochę treści, żeby być lepiej zrozumianym dla osób które rzadziej zaglądają na nasze blogi i które to by mogły odnieść mylne wrażenie, jaki to ja jestem praworządny edukator. a jest wręcz przeciwnie, gdyż jeżdżąc na motocyklu nie za bardzo jest możliwym sumienne przestrzeganie przepisów. moje niektóre wpisy są zatem bardziej próbą wpojenia pewnych asekuracyjnych zachowań mających na celu uniknięcie przykrych konsekwencji niż apelem o przepisową jazdę.
lewa!

2016-11-24 23:33:03 Dziabong1

Wszystko pieknie i na pewno warto byc ostroznym ale dlaczego ginie chlop 37 letni. Wiem bo to moj rocznik i za kazdym razem jak siadam na rumaka to mysle ze mam dla kogo zyc i chce wrocic do domu. I kurna najgorsza jest ta mysl o statystyce i prawdopodobienstwie. Jade jak ostatnia pipa a i tak pijany nieuwazny psychopatyczny lub inny kierowca zrobi mi kuku lub wysle na tamten swiat. Ogolnie mowiac 50 zdecydowanie polepsza szanse vs 150. Ale edukacja kierowcow I wszelkie akcje poprawiajace kulture jazdy sa rownie wazne. I na koniec jestem za duzymi karami za wykroczenia drogowe patrz szwajcaria. Na niektorych tylko pala and lbem dziala, bo wyobrazni zabraklo. Wszyskim szerokosci rozwagi no i coz .. szczescia w podbramkowych sytuacjach.

2016-11-24 15:15:01 X-MAX400

Bardzo dobry wpis. Taka jest smutna prawda. Ruszając na moto każdy z nas musi mieć świadomość, że w tym momencie pierwszeństwo przejazdu istnieje dla nas tylko wirtualnie, na znakach i na papierze (w przepisach). A w rzeczywistości jest niestety trochę inaczej i tylko my sami dzięki swojemu rozsądkowi, refleksowi, uwadze, braku zaufania i umiejętności przewidywania możemy cało i zdrowo wrócić do domu. Bo niestety sporo z Tych, co mieli pierwszeństwo przejazdu już dawno leży na cmentarzach.

2016-11-24 11:28:42 IrekST

Nic dodać, nic ująć. Kazdy z nas jest kowalem własnego losu, początek i taki przeciągający się koniec sezonu to najniebezpieczniejszy czas dla nas motocyklistów. Trudniejsze warunki na drodze przez zimno i gorsza widoczność. Trzeba bardzo uwazac,
a brawura, choć zawsze kusi żeby odkręcić, musi poczekać do lata.

2016-11-23 22:36:06 Marcin Jan

Dużo, dużo w tym racji a w zasadzie to jest to sama racja. Do mnie ta informacja, o śmierci motocyklisty, dotarła chwilę po tym jak wróciłem z wtorkowej moto wycieczki. Oczywiście pierwsza myśli, że to równie dobrze mogłem być ja. Ile to trzeba? Nic.
A o niebieskich autostradach to nawet pisać mi się nie chce.
Jak jeżdżę to staram się być czujny na tych wyjeżdżających z podporządkowanej ale ciekawi mnie ile to razy nawet nie zwróciłem uwagi że ktoś akurat czai się do wjechania na główną drogę.
Tu taki mój przypadek z Czech, w sumie na wideo nic groźnego ale odczucia tamtym momencie nie były przyjemne. Raczej nic wielkiego by się nie stało, bo nie jechałem szybko. Ale mogło być różnie.
https://www.youtube.com/watch?v=fIPK0vM-Ufc
I jakoś tak po tym zanabyłem takie cuś:
http://www.mundurowy24.pl/pl/p/Kamizelka-ostrzegawcza-motocyklowa-POLICJA/558
Do lansu -10 pkt, do widoczności +10 pkt

2016-11-23 22:29:48 gregor1365

siema.
tekst w 10.
jak długo można ściemniać i pierdolić o pasjach które przynoszą tylko ból i cierpienie Twoim Najbliższym?
Jak odwijasz, choć trochę staraj się z głową.
To On wiezie Cię na swoim grzbiecie nie odwrotnie.
Lecisz przez czasoprzestrzeń, masz poczucie kontroli i władzy-nic z tego. To tylko fizyka...
Mój złociutki, jebnij manetką do oporu, pokażę Ci co potrafię.
Masz problem? Już jest Twój ale w tej sytuacji drogowej to trochę musisz się stary postarać inaczej już po TOBIE.

2016-11-23 21:46:19 okularbebe

Kropka nad i :-(

  • Dodaj komentarz