Najnowsze komentarze
Siema, pewnie że śmigam, tyle że t...
siema gregor 1365 stary przyjaciel...
No Panie, Gratulacje. Takiego cac...
okularbebe - opilim, ale na razie ...
Jazda na kuli - beemka zostaje na ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

26.09.2020 18:38

śmierć idei skutera turystycznego

chodzą koło mnie te skuterki od zawsze, a tym razem rozprawiam się z tematem ostatecznie. zapraszam więc na ostatnią część naszej greckiej moto trylogii.

 

     Podczas wycieczki busem po wyspie obczailiśmy najlepsze drogi i widoki i postanowiliśmy pojeździć tam także skuterem, którego zrezygnowaliśmy na za dwa dni. Była to dobra bardzo decyzja. Pomógł nam też świetny przewodnik Przemek z Magic Zante Tours, który dał cynka na fajne przejazdy po wyspie.

     Niedostępny w polsce Kymco Xtown 300 to skuter prawdopodobnie zbliżony osiągami i wrażeniami z jazdy do Downtown'a 300, który od zawsze mi się podobał. Jezdziłem tylko wersją  Superdink 125, która fajnie się prowadziła, ale doskwierały jej niedobory mocy pod górkę. Natomiast Burgman 400 na Majorce okazał się zbyt duży i nieciekawy, o 650 nawet nie chciałem nawet myśleć,  tak więc klasa 300 wydawała mi się taka najbardziej optymalna. Jakieś 2-3 miesiące temu miałem nawet testówkę Kawasaki J300, którą super mi się jeździło, chociaż brakło nieco miejsca na nogi. Nie wiedzieć czemu w nadwoziu J300 nie ma górnych podłóg jak w Downtownie, co kompletnie go zdyskwalifikowało jak dla mnie. Mimo, że śmigał świetnie i zadziornie, a wyglądał jeszcze lepiej, więc  przez ten drobny mankament jest teraz podwójnie szkoda.

     Xtowna odbierałem z wypożyczalni sieciowej, również przy głównej laganas road, jednak droga z hotelu wiodła boczną ulicą wzdłuż nieczynnych barów i clubów. Sam skuter miał 15k przebiegu i był z 2017go roku. Jego stan techniczny i wizualny był bardzo dobry, z tym że na przykład ikonka na przycisku rozrusznika była już niemalże całkiem starta, a siedzenie kierowcy już nie takie sprężyste. Generalnie jednak - nie było źle i miałem nadzieję, że jazda będzie udana. Gdzieś tam w głębi mnie nadal kiełkowała idea, ażeby kupić taki nowy pojazd za 19k, dołożyć markowy kufer i niedrogo, bez napinki i wygodnie zwiedzać sobie świat. No właśnie - wygodnie.

     Wyjechaliśmy po dziewiątej najpierw do Zahynthos, jedynego na wyspie miasta, które pełni rolę jego stolicy. Jest takie średnie, przybrudzone,  jedynie plac przy nabrzeżu próbuje ratować sytuację. Następnie jechaliśmy wzdłuż wybrzeża przez tsilivi, alykes i na górę wyspy na przylądek skinari. Skinari można było odpuścić, bo droga na końcówce miała kiepską nawierzchnię przez co frajda była mała i nikt tam nie jechał. Najlesza trasa tamtej części wybrzeża wiła się serpentynami w okolicach siarkowej plaży xigia, w której polecamy się wykąpać z obowiązkowym wpłynięciem do grot. Szeroko, fajne patelnie, dobre widoki choć winklowanie we dwójkę na skuterze w który nie byłem wjeżdżony nie szło mi zbyt spektakularnie. I trochę też blokowały mnie opony - starte kendy z 2017tego a także brak zaufania do czystości nawierzchni tamtejszych agrafek. Suma sumarum - winkle we dwójkę na minus, co jest raczej oczywiste skuterem, przy czym na dobrych oponach winklowanie zwłaszcza pod górkę mogło by dać na tym sprzęcie nawet trochę radości bo jest dosyć dobrze wyważony i nie cierpi na zbytnią nadwagę.

     Z okolic xigi pojechaliśmy środkiem wyspy w kierunku maries.  Bardzo ciekawa trasa wśród zieleni i pachnących lasów, gdzie ruch był praktycznie zerowy. Ta część wyspy to zdecydowanie więcej zieleni. Za maries jest anafornitia i od niej do porto vromi prowadzi najlepsza moim zdaniem droga jaką widziałem na zante.

     Droga jest szeroka, świetnie wyasfaltowana i wiedzie z góry w dół do portu, lub z portu do góry jak kto woli. Widoki są kapitalne - turkusowa woda w dole i białe wapienne góry. To tam widzieliśmy quada z wypożyczalni, który wypadł z trasy i leżał na poboczu do góry kołami. Zakręty są dosyć wymagające, na krawędziach nie raz nie ma barierek a za nimi rozciąga się przepaść. Więc wypadało by na tych stromych winklach ogarniać jazdę przynajmniej  jako tako. To co wyróżnia zante np na tle kanarów to prawie zerowa ilość dużych motocykli i duża mnogość tandetnych chińskich quadów, którymi w dwuosobowej obsadzie jeżdżą np młode laski bez kasków i w samym bikini, gdzie pewnie dla większości z nich jest to pierwszy przejazd takim pojazdem. Pisząc to teraz zdałem sobie sprawę, że brzmię już trochę jak stary, marudzący dziad a przecież za łebka sto razy gorsze przypały na pojazdach się robiło. Ale z drugiej strony, na oko dwudziestoletni kolo który wywalił się na tej drodzę tym quadem, biegł jakoś tak krzywo, dziwnie w dół, gdzie przez parę kilometrów przecież nic nie było i żar lał się nieba. Dodam, że minę miał niewesołą, a w okół majtającego kółkami chiniola śmierdziało wylanym paliwem.

    Kiedy rozprostowywaliśmy kości na dole w porcie, wiedziałem już, że z planu na skuter dla nas  zamiast motocykla to raczej nic nie wypali. Bezstopniowa zmiana biegów i bagażnik pod kanapą są super, ale pozycja po paru godzinach jazdy zaczęła mi doskwierać. Nogi można wyciągnąć, lecz siedzi się raczej wciąż w tej samej pozycji z małymi możliwościami na jej zmianę. Ciężko wstać podczas jazdy. Sztywne i krótkoskokowe zawieszenia też zbytnio mi nie pomagały. Nie żebym się męczył, ale do końca nie byłem przekonany. W technicznej jeździe po stromych, górskich asfaltach pomaga brak skrzyni i dwa hamulce pod palcami, koncentracja ucieka wolniej, ale z kolei jakość przejazu jest gorsza przez bryłę i konstrukcję pojazdu. Natomiast manewry, typu cofanie zawracanie bardzo łatwe - masa pojazdu w granicach rozsądku a promień skrętu niewielki.

    Z porto vromi wracaliśmy już w kierunku laganas, zachaczając po drodze o kolejną świetną miejscówkę z polecenia - porto limonas. Wiedzie do niej ekstremalnie kręta wąska droga o dwóch, czy trzech bardzo stromych przewyższeniach, gdzie na oko wyglądają jakby nie dało się nimi bez gleby zjechać. Droga kończy się na wybrzeżu, gdzie wykutym w skałach wąskim przejściem schodzi się do małej, niezwykle urokliwej zatoczki. Miejsca do parkowania koło knajpki było mało i w bardzo stromym miejscu i tutaj brakowało mi hamulca ręcznego, takiego jak w burgmanie 4oo. Skutera nie da się zostawić na biegu, przez co jest wrażenie niepewności, że nam odjedzie i się wywali. Podłożyłem dla pewności kamień pod przednie koło i kymkacz jakoś tam ustał.

    Wróciliśmy pod hotel a skuter został na noc na parkingu, co oznaczało poranne łutututu dnia następnego. Więc nazajutrz przed siódmą, kiedy ciemności spowijały jeszcze wyspę ja odpalałem już szarą trzysetkę na tradycyjną, małą solo rajzę. Jak zwykle towarzyszyła mi radość i ekscytacja - wyspa, skuter i dwie godzinki śmigania po nowych szlakach. W ciemnościach pięknie zaświeciły na biało świetnie zaprojektowane zegary, cykały cykady i śpiewały pierwsze poranne ptaszki. Xtown odpalił na dotyk i  na rozgrzaniu pracował spokojnie, równo i cichutko. Było około 20-25 stopni, więc jak na standarty wyspy ubrałem się dosyć ciepło, bo wiadomo - w górach może być róznie.

    Tym razem jazda była w bardziej sportowym stylu niż na yamasze xt 600. Było ciut więcej kozaczenia. Powiedzmy sobie szczerze - xtown dosyć fajnie się zbierał, po łukach chodził w miarę przewidywalnie a do tego jeszcze hamował. Ale oczywiście, gdybym miał wybierać pojechałbym i tak rozklekotaną yamahą. Udałem się na widoczne na mapie plakaki, które okazało się nie być miejscowością, tylko widokowym parkingiem nad wodą. Ale prowadziła do niego wspaniała trasa - wąski asfalt z świetnymi widokami na wodę i wapiennne klify. Zrobiłem ten odcinek trzy razy góra dół, bo jest niezwykle ciekawy i fajnie dawał  się pobawić. W przeciwieństwie do motocykli tutaj róznica w pokonywaniu zakrętów solo/pasażer była spora, środek ciężkości poszedł mocno w dół. 

     Kymco oddawałem z uczuciem, że jeszcze bym pojeździł. Nadal uważam taki podjazd za jedne z najlepszych rozwiązań na wynajem moto w podobnych lokalizacjach. Trzysetka ma wystarczająco dużo pary, żeby dynamicznie wjeżdżać we dwoje nawet na bardzo strome wzniesienia. Natomiast jako jedyny pojazd dla nas do codziennej jazdy, ale też i dalszej turystyki na razie by się chyba nie sprawdził. To by było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Jest tani w zakupie, ma sporą ładowność i przyjemnie się nim jeżdzi, mało pali i nie ma łańcucha, jednak u mnie wystąpiły problemy z wygodą. Można by to podsumować następująco: duży skuter zbyt ciężki i zawalaty, średni w jeździe lepszy, ale nie do końca wygodny. Aga na wygodę na skuterach raczej nie narzeka,  kanapy są w nich potężne, tylko ja miałbym ciężko w dalszej trasie znaleźć sobie na nich miejsce. Coś to nie może pyknąć, jak to mawia klasyk, chociaż ludzie używają tych pojazdów do jeżdżenia po świecie przecież. Przesiadają się z motocykli niejednokrotnie.

      To tyle, dziękuję tym, którzy dotrwali do końca mojej greckiej trylogii. Niewiele, bo tylko niecałe 400 kilometrów i kilkanaście godzin w siodle, ale to duża wartość dla mnie teraz, kiedy nie mamy swojego motocykla. Ale bardzo cenię sobie takie doświadczenia, bo pomagają mi ukierunkować jakoś swoje potrzeby bez incydentów z nietrafnie kupionym motocyklem. Wspólnym mianownikiem ostatnich przejażdżek, czy testów jest taki jakby brak ciągotek do większych mocy i pojemności, stąd duże zaskoczenie przyjemnością z jazdy rozklekotaną xt6oo, która ma około pięćdziesięciu koni. To samo było z transalpem 700, hondą 750x które miały mniejszą moc od naszego tigera a bardzo przyjemnie mi się nimi jezdziło. Po trzech czwórkach i trójce tigera, która również bardzo gładko pracowała, odnajduje sporo ciekawej odmiany w silnikach jedno czy dwu cylindrowych i ich nieco telepiącej się pracy. Moc odchodzi gdzieś tam na dalszy plan, bo i tak rzadko ponad 150 jeżdżę przelotowo, a i ścigać się z innymi coraz rzadziej mam ochotę.

 

 

     Reasumując wyjazd bardzo udany a wyspa na motocykl/skuter jest świetną lokalizacją. Składa się na to świetna pogoda, przystępne ceny, dostępność pojazdów, jakość dróg i malownicze widoki. Biorąc pod uwagę powyższe kryteria to zakynthos plasuje się dosyć wysoko w zestawieniu odległych lokalizacji, gdzie wypożyczaliśmy motocykle, taka może mocna czwarta, piąta pozycja, a droga do porto vroni to jedna z najlepszych ever. Jednym słowem warto i szczerze polecam - odwiedzić,  zajrzeć do Nicka i zobaczyć, czy stara yamaszka nadal praży się na słońcu przy laganas road czekając na kolejną wycieczkę. 

     No chyba, że wolicie skutery.

Komentarze : 4
2020-10-03 10:05:43 jazda na kuli

_from_north_pl - ja nie jezdziłem, ale kolega testował i chwalił. szkoda, że takie drogie ..
DominikNc - wiem, wiem, pamiętam toTwoje kultowe zdanie: "miałem wrażenie jakby sprzęgło się ślizgało" XD
Erjot - no to kurcze musisz spróbować... może to jest właśnie to! a tak na poważnie, to ostatnio jeździliśmy Xmaxem 300 (wkrótce relacja z tej szalonej jazdy) ubrani motocyklowo, bo było chłodno. porażka! czułem się średnio - skuter to dla mnie ciepło, Tshirt i krótkie spodenki (ortodoxi zaraz mnie rozjadą hehe)

pozdrowionka przyjaciele

2020-10-01 22:36:15 Erjot

Kurde, a ja nigdy nie jeździłem na skuterze nawet takim najmniejszym. Dawno, dawno temu marzyłem o simsonie ale nigdy nie było mi dane go dosiąść mimo, że na osiedlu jeden znajomy posiadał ten wymarzony obiekt pożądania.

2020-10-01 20:15:50 DominikNC

Dzięki za relacje, tego nigdy dość. Proponuje już nie kontynuować o skuterach, kochajmy motocykle. Amen!

2020-09-28 21:19:01 _from_north_pl

Odnośnie skuterów - próbowałeś Hondę xadv? Podobno całkiem nieźle daje rade pomimo nadwagi, no i budżetu, bo tanio to nie jest. Ale może jakas dobrze utrzymana uzywka w przyzwoitym stanie i historią osłodziłaby nieco niedostatki?

  • Dodaj komentarz