Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

26.04.2015 22:55

Versys 650 Versys 1000 czyli The Versys Brothers.

Prolog. Czy wszystkie drogi prowadzą do turystycznego enduro ?

     Są ludzie związani z tematem, którzy twierdzą, że większośc motocyklistów przechodzi w swojej karierze pewną drogę. Według nich dochodzi do swoistej ewolucji na początku której prawie zawsze mamy fascynację mocą i prędkością. W dalszej części podobno motocyklista ''oswojony'' już z potęgą maszyny i niejako ''wyszalany'' wykonuje tak zwane zejście z pojemności i kieruje się spowrotem w kierunku z którego przybył, czyli wraca na spokojniejszą i bezpieczniejszą na przykład pięcsetkę, sześcsetkę, siedemsetpięcdziesiątkę lub jeszcze co innego.

    Ja osobiście znam sporo przypadków, które zupełnie przeczą tej teorii, ale..

    Ale po przejeżdżonym ostatnim sezonie, podczas minionej zimy sporo zastanawiałem się nad tymi zagadnieniami. Tego roku wiele się zmieniło, mianowicie miałem okazje obserwowac jak szybko znika moja tylna opona za sześcset złotych, albo jak często zajeżdżam ną stacje tankowac swój motocykl, który wciąga PB98 jak Reksio szynkę. Poza tym, po zakupie Zeta okazało się, że pojawiła się w moim życiu osoba z którą mógłbym pojeżdzic gdzieś razem na fajne wycieczki w słoneczne dni i spędzic razem czas, zamiast latac samemu po rampach autostradowych z głową na wysokości lusterek w osobówkach. Tymczasem Zet, który ma w papierach wyrażnie napisane ''motocykl sportowy'' jakoś nieszczególnie wzbudza zaufanie jako narzędzie do wygodnych, spokojnych niedzielnych przejażdżek.

    Suma tych wszystkich faktow powodowała, że w okresie zimowym wiele rozmyślałem jakby to wszystko jakoś pogodzic. Żeby dalej było fajnie, ale często we dwoje i przy okazji bezpieczniej, ekonomiczniej, wygodniej i spokojniej. Plan był ambitny i wiedziałem, że ogólnie ...jest do zrealizowania. Damy radę, pomyślałem. Moja Kawa jest w na tyle dobrym stanie i dobrze doposażona, że powinna pójśc za dobre pieniądze. Wyglądało na to, że może starczyc na jakąś nową na przykład ...sześcsetpięcdziesiątkę.

     Pozostawał tylko jeden mały problem.

     Moc, emocje, adrenalina, fascynacja.

    Generalnie nie analizowalem długo jaki rodzaj motocykla miał by mi służyc do wyżej wymienionych celów lightowych, bezpiecznych przejażdżek, ponieważ od dawna przeczuwalem co to będzie. Miałem już ciut dowiadczenia z segmentem turystycznych enduro i od zawsze bardzo mi się podobały. Myślałem o nich nawet kupując pierwsze moto, ale wtedy je odpuściłem. Jakby nie było, są dosyc duże i wysokie - wymagają już trochę umiejętności, których wówczas jeszcze nie posiadałem.

     Któregoś słonecznego, wiosennego dnia, jeszcze przed egzaminem na A oglądałem motocykle w jakimś salonie z używanymi sprzętami. Między nimi stał sprowadzony z Niemiec czerwony V Strom 650. Właściciel salonu musiał na chwilę gdzieś wyjśc, ale widząc moje zainteresowanie powiedział, żebym go sobie wystawił z rzędu na środek sali. Poszedł gdzieś, a ja bidul zostałem sam z V Stromem, który w porównaniu z GN 250 znanym mi z jazd na prawko wyglądał jak jakaś pieprzona Góra Ararat. Wlazłem więc pomiędzy ciasno zaparkowane motocykle i zestresowany, żeby niczego nie przewrócic próbowałem sapiąc wytoczyc go do przodu. Pamiętem, że pomyslałem wtedy - kurwa, co za kloc, jak tym można wogóle jeżdzic...?

     No, ale dumna, wyprostowana pozycja jeżców na tych sprzętach, a także odrobina off-roadowych genów, które mają nadal bardzo mnie przyciągała, więc tak się póżniej złożyło, że odbyłem jazdę motocyklem znajomego mojego znajomego, który chciał sprzedac Kawasaki KLE 500, sztukę trochę już wiekową, ale o potwierdzonym przez kolesiów stanie. To miało byc moje pierwsze moto.

     Praktycznie, to pojechałem tam już z kasą w kieszeni, kwota nie rujnowała zbytnio portfela. Podczas próbnej jazdy, która odbyła się w sercu dużego miasta, naszły mnie jednak pewne wątpliwosci. Nie miałem wtedy kompletnie doświadczenia w kierowaniu motocyklami, wiec był mi on za wysoki i niepewnie się na nim czułem. KLE 500, to wprawdzie nie jest typowe turystyczne enduro, ale należy jednak do tych szeroko pojętych początków gatunku z końca lat osiemdziesiątych i początków dziewięcdziesiątych jak Afryka, Tereska, Trampek, Giees, TDM-ka, Elefant i inni. Tak, czy owak spróbowałem... ale jakoś nie pykło. Popadłem w wisielczy humor.

    Trzy, lub cztery miesiące póżniej znowu zasiadam na siedzeniu dużego turystyka i jest to wtedy najmocniejszy motocykl jakim dotychczas jeżdziłem. Zasilany dużą V-dwójką, KTM Adventure o pojemnosci jednego litra rządził mocą w tej dziedzinie. Bardzo mocno doposażony, nietypowy motocykl mający dwa baki na pokładzie, którym jechałem już jakieś dwa lata wcześniej jako pasażer. Pamiętam, że miałem wtedy prawko od miesiąca i sporo naczytałem się o pandemoni litrowych pojemności, w związku z czym doszło do zabawnej sytuacji. Nie bardzo wiedząc, jakiego rodzaju apokalipsy mam się spodziewac, na długiej prostej, kiedy postanowiłem na maksa odkręcic, żeby sprawdzic ''jak to idzie'' pochyliłem się mocno nad bakiem, żeby mnie nie zrzucił, coś jakbym jechał na ścigu w MotoGp. Właściciel Kata, który leciał z tyłu na moim Bandicie powiedział wieczorem przy browarze, że o mało nie spadł ze śmiechu z mojego siodełka jak to zobaczył... :) To było to i ten sprzęt bardzo mi wtedy przypasował. Tym razem pykło.

    Dlatego chętnie odstąpiłem na chwilę mojego Bandita jeszcze innemu kumplowi, który chciał się na nim przejechac. On z koleji posiadał od trzech lat starą jak świat, scharataną życiem TDM-ę z początku lat dziewięcdziesiątych i ja ruszyłem za nim na Niej. Ta nie za długa przejażdżka po górskich serpentynach znowu potwierdziła fajnośc tego typu motocykli. Co z tego, że gąbka wychodziła z siedzenia, że hamując przodem, trzeba było wciskac też tył, żeby się stop zaświecił i że była poklejona powertapem, przyrdzewiała, wypłowiała i wymiętoszona. Ale była  szybka, dumna i na nierównościach majestatycznie bujała się na zawiasach. Była ciężka, posiadała swój charaterek a jej serducho równo pracowało. A tak wogóle, to gośc miał dziwny nawyk zakręcania kranika na każdym postoju. Zapomniał mi o tym powiedziec i ruszyłem na zakręconym. Na pierwszych ostrych zakrętach w dół motocykl zgasł znienacka pode mną...ojej, było grubo, ale na szczęście nic się nie stało.

     A potem za namową i poradą doświadczonych kolegów zacząłem uczestniczyc w przeróżnych ''Drzwiach Otwartych'' i ''Jazdach testowych'' Jeszcze pierwszego roku mojego jeżdżenia nawinął się Triumph Tiger 800XC, a jazda ta była na tamte czasy odkrywczym fenomenem, który zapamiętałem po dziś dzień. No i parę GS-ów, Honda NC750X i Supertenera 1200. Wszystkie pozostawiły świetne wrażenia, mimo, że w tamtych czasach byłem głównie zapatrzony głęboko w niszę nakedów i motocykli sportowych.

    Nastał rok 2013. Jechałem na Bandicie do Finlandii a znajomy towarzyszył mi na GS-ie 800 i miałem okazję przekonac się, zobaczyc na własne oczy jak bardzo jest to praktyczny na trasie rodzaj motocykla. Co ważne, do tego mocny. Jadąc przez Litwę urządzaliśmy sobie wyscigi na długich prostych od świateł do swiateł i dwucylindrowy GS szedł ciut lepiej od mojej czwórki, na stacji zadowalając się prawie taką samą ilością paliwa. W Finlandii znowu, dzięki wysokiej szybie, handbarom i grzanym manetom pozwalał swojemu kierwnikowi na wygodną podróż, podczas gdy ja z tyłu zamarzałem na kośc wtulony w zimny metal i chromy  rodem z Hammamatsu.

    Takie były moje pierwsze kroki w tej turystycznej kategorii.

    Lecz rok póżniej okazyjnie odkupiłem Kawę Z 750 i zapomniałem całkowicie o tym segmencie, ponieważ...jezu jak to szło! jakie to było lekkie ! jakie to bylo zwrotne ! jakie to było szybkie ! Przyspieszenia zupełnie mnie wciągneły, zafascynowały i spowodowały, że chciałem jeszcze szybciej i jeszcze mocniej.

    Dlatego zaledwie po siedmiu miesiącach sprzedałem 750-kę i nabyłem Dużego Zeta.

    Temat turystycznych enduro dla mnie zupełnie wtedy nie istniał.

    I tak docieram do czasów terażniejszych i zapomniany segment wraca wyskakując jak nieboszczyk z szafy. Jest w czym wybierac. Są mniejsze, większe, słabsze i mocniejsze. Oczywiscie podczas moich poszukiwań zawężam pole do mojej ukochanej marki Kawasaki, ale dyskretnie zerkam też na inne produkty. Zawężam też pojemnośc do poniżej litra, głównie ze wzgledów ekonomicznych. Tak rozpoczynam swoje poszukiwania. Rzecz ma miejsce zimą, kiedy moja Kawa uśpiona zimuje pod dachem, a ryczące wydechy uparcie milczą. Kiedy blakną wspomnienia wgryzającej się w asfalt tylnej opony podczas przyspieszania i endorfinodajnych wystrzałów do przodu jak z katapulty. Gdy z parującą herbatką siedzę przy laptopie na otomoto, a za oknem nostalgicznie pada sobie śnieżek. Plan jest zacny i praktyczny, a ja sobie go pomalutku realizuje. Sprzedamy czarną Lalunię, wybierze się jakiegoś fajnego turystyka i będzie się spokojnie pykało na luziku...do tego zamontuje się kuferek z tyłu, będzie taniej, wygodniej i bezpieczniej.

    Tiaaaa....

    Ciąg dalszy nastąpi.

Komentarze : 12
2015-05-04 12:43:28 Adam11

Po KLX-650 , a wcześniej GSX-R 600 97 rok, wcześniej KLE 500- fajne, przyjazne, poręczne I japońskie moto, nabyłem SV-650- był ogień przez 2 lata.. ale przy próbie przesiadki na DL-650, nie mogłem uwierzyć, że to ten sam silnik.. Muł Straszny.. Obecnie mam Tigera 955 2006r i mimo świetnego silnika, jest to dla mnie duży , szybki , komfortowy KLOC :) , nie to co taki np Hornet 900 czy ujeżdżana ostatnio Yamaszka MT-09..
na co chętnie bym zmienił Tygryska..
Może Tracer 09 bedzie udanym kompromisem ale uważam, że lepiej sprawdzi turystycznie sie np Bandit 1200 niż duże enduro.
Choć nie można odmówić Tigerowi komfortu i tego, że widzi sie ponad osobówkami :)
Pozdrawiam Adam

2015-04-29 08:03:15 Marek M

Left 4 dead , być może wynika to z faktu , że gość coś wspomniał,że tego 1000 biorą od importera a na moje pytanie o 650 powiedział,że wkrótce będą mieli testówkę, którą zarejestrują u siebie. Być może ten fakt decyduje o zasadach na których wypożyczają sprzęty.
Jak jest ich to może nie muszą lub nie muszą chcieć kaucji ale jak pożyczają od importera to on narzuca im takie wytyczne. To są tylko moje domysły, bo nie zgłębiałem tematu jak mnie storpedowano tą kaską.
:)
Wiem ,że mają na ekspozycji 650 ale tylko do pooglądania i do przymiarki pośladków to na razie posadzę choć dupsko:)

2015-04-28 19:32:40 DominikNC

Hej, zaczynasz mowić moim językiem. Gdybym nie miał swojej HondyNC, pewnie kupiłbym właśnie Versysa. Pozdrawiam!

2015-04-28 19:31:50 left 4 dead

o kurde, no to dziwne. wygląda na to, że są to indywidualne regulacje poszczególnych salonów. ja akurat w obu przypadkach nie musiałem wpłacać żadnej kaucji, zatankowałem tylko uczciwie sprzęty po sam korek.

2015-04-28 17:24:47 Marek M

Dziękuję Ci Zły i postaram się skorzystać, choć raczej nie poprzez dealera, bo tak się składa,że we Wrocławiu
dealerem zarówno Kawasaki jak i Ducati jest ta sama firma więc i pewnie na" czerwone" mogą też wymagać kaucji. Ale kolega ma Multistradę to może będzie okazja kiedyś spróbować. Pozdrawiam

2015-04-28 15:14:21 Zły

Marku, z tego co wiem, w Ducati nie wymagają kaucji. Sprzęty turystyczne to nie moj klimat, ale Multistrada mojej żony... Lubię czasem się przejechać. Wygodna, swietnie się prowadzi, a w kwestii "kopa" - myślę że Zet 1000 może sie schować. Spróbuj.

2015-04-28 12:20:26 Marek M

No i ch.... bombki strzelił. Jazdy próbnej nie będzie. Zadzwonił miły pan z Kawasaki w celu potwierdzenia rezerwacji ale niestety okazało się ,że trzeba wpłacić 10 % wartości motocykla zwrotnej kaucji a ja na tą chwilę nie posiadam do zamrożenia wolnej takiej kwoty.
Rozumiem w pełni importera ale przecież motocykle są ubezpieczone i nie powinno się w ten sposób tego robić. Pewnie ktoś powie zaraz ,że ktoś planujący zakup moto to powinien mieć taką kwotę na kupce ale tak się składa, że gro ludzi kupuje motocykle na raty i tego sianka w postaci papierków nie posiada.
Tym samym w pewien sposób sami sobie eliminują potencjalnego nabywcę bo skoro ja biedny zjadacz chleba nie mogę czegoś wypróbować, co później mogę nabyć na raty to skąd mam wiedzieć,że to jest akurat wyrób dla mnie.
Na tą chwilę zdaję się na Twoje wrażenia.

2015-04-28 08:07:25 Marek M

Oki. Zapisałem się na jazdę testową na dużego Versysa bo takowego znalazłem we Wrocławiu i czekam na info o terminie. Niestety małego w pobliżu nie ma. Tak więc z niecierpliwością czekam na Twoje spostrzeżenia, szczególnie w kontekście wożenia się z plecaczkiem. Pozdro :)

2015-04-27 21:00:52 left 4 dead

Marek, mój test obu Versysów już wkrótce, w drugiej części ''The Versys Brothers'' - jak się uda to tuż przed długim weekendem :) omówimy 1000-a w kolorze czerwonym ze zdjęcia powyżej, a także czarną 650-kę w podstawowej wersji, którą wrzuciłem w galerię.
Na stronie Kawasaki widziałem, że nadrabiają straty i rozbudowują mocno park testówek. Oba modele są dostępne na Śląsku.
Jednak, jeśli na co dzień jeździsz na CBR 1000F obawiam się , że Twój plan zakupu tej 650-ki może niestety nie wypalić. Ogólnie zdradzę Ci tylko, że ten test chyba raczej Ci się nie spodoba...chociaż, kto wie? Tak, czy owak opiszę moje typowo subiektywne wrażenia, bez taryfy ulgowej dla marki Kawasaki. Prosto z mostu powiem jak jest.
sirturek, jutro koniecznie zapoznam Agę z Twoim komentarzem i zobaczymy, co powie...plan jest zacny!

2015-04-27 08:58:29 Marek M

Sęk w tym , że moja Pani nie chce. Woli jako plecaczek :)

2015-04-27 08:35:08 Marek M

Witam.
Ja osobiście reprezentuję pierwszy akapit tego tekstu. Jestem już w tym wieku,że kręgosłup i nadgarstki szukają ukojenia a uszy spokoju, wolnego od głośnego wydechu. I myślę, że wielu motonitów dojdzie do tego etapu choć wielu ortodoksyjnych zapierdalaczy też pozostanie i odziani w swoje kombinezony będą dobijać swoje kości na utwardzonym na maksa zawieszeniu :)
Właśnie jestem na etapie poszukiwań swojego nowego moto i wszystkie myśli wędrują w kierunku Kawasakaki Versys, z tym ,że raczej tego 650. Na Moto Show przymierzałem swoje cztery litery do 1000 i było super, oczywiście na sucho. Nie wiem jak to jeździ ale niestety cena..... więc w konsekwencji pomyślałem o 650. Ale tu pojawia się problem bo Kawasaki ma chyba jakiś problem z testówkami a z tym modelem to już chyba na pewno. Na Moto Show go nie było a u dealerów jakoś go nie widać. Wg wszystkich przeczytanych testów - motor zbiera same pozytywne oceny. I jedyne czego się obawiam to to , że podróżując na ogół ze swoją Panią będzie za mały i może za słaby.
Jako doświadczony tester jakbyś gdzieś wiedział o testowym egzemplarzu albo miał go okazję ujeżdżać to czekam na info albo wrażenia na łamach bloga.
Pozdrawiam

2015-04-27 08:34:08 sirturek

Jazda we dwójkę nie wygodna, kup drugie moto dla dziewczyny :)

  • Dodaj komentarz