Najnowsze komentarze
Panowie czyli na pierwsze moto ktm...
j-n-k: zdecydowanie polecam osobis...
Marcin Motormania właśnie się ukaz...
jazda-na-kuli do zdjęcia: -
Ja mam 178 i było ok
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

23.01.2015 17:38

Przygotowania do sezonu - odcinek czwarty.

Przetarta katana starego załoganta.

    No, no porobiło się trochę w komentarzach ostatnio. Jozek78 uderzył w stół i jak zwykle nożyce się odezwały. Przeczytałem wszystkie uważnie i dokładnie, ponieważ polemika uwalnia wiedzę, która w nich jest. Prawdziwą wiedzę jeżców ulicy, a nie informacje i porady z miesięczników motocyklowych i sponsorowanych artykułów. Poniekąd wszyscy macie rację. Oczywiście Początkujący Motocyklista alis Mistrz prostej Spod Świateł nie byłby sobą, gdyby nie postanowił jakoś się odnieśc do tego co napisaliście. Dumałem nad tym ostatnio i stwierdziłem, że za wiele tego na następny komentarz.

    Niestety to nie mam dziś za dużo czasu, żeby wszystko dokładnie opisac. Jutro z rana lecę w trasę do Torunia, parenaście godzin non-stop w aucie mi się zapowiada i mam jeszcze trochę rzeczy dziś do ogarnięcia. Poza tym wypadało by się porządnie wyspac, bo jadę z ludżmi. A potem nie ma mnie przez resztę weekendu. A obiecałem szybką serię krótkich wpisów. No i chcę dodac coś od siebie w poruszonym temacie shopingu, więc zjechałem dziś jak najszybciej, siadłem do oklejonego wlepami laptopa i postaram się wyłuszczyc, o co dokładnie mi się rozchodzi. Opowiedziec troszkę o śmiesznych ludziach, których często spotykam, borykających się z ciagłym przerostem swojego ego. Ukrywających swoje prawdziwe oblicze za banknotami i gadżetami.

    Generalnie, żeby dobrze opisac moje stanowisko w temacie shopo-pozerstwa i moto-snobizmu, od razu wyjaśniam rzecz bardzo istotną. Mianowicie jestem motocyklistą jeżdżącym samotnie. Motocykl jest moją zajawką, którą nie za specjalnie chcę się dzielic z resztą społeczeństwa. Dziewięcdziesiąt dziewięc procent jazdy - jeżdżę sam. Nie ma w tym żadnej ideologii - po prostu jestem outsiderem i tyle, o czym zresztą jasno mówi mój znak zodiaku. Dlatego miedzy innymi wylądowałem na drodze, która stała się poniekąd moim drugim domem. Ciągłe jeżdżenie to samotnicze zajęcie, dobre dla ludzi którym nie przeszkadza ciągłe spędzanie czasu w samotnosci. Powie Wam to każdy kierowca TIR-a.

    Te wszystkie przypadki, które opisałem na blogu, w których jeżdziłem gdzieś ze znajomymi są oczywiście prawdziwe. Zdaża mi się, bo tak się składa, że mam paru znajomych, którzy jeżdżą. Poza tym jeżdżąc zaczynasz poznawac innych jeżdżących, ustawiasz się czasem na jakiś przelot, zamianę sprzętów, poza tym zloty i imprezy robią swoje. Jednak to u mnie marginalne sytuacje, bo nie jestem zbytnio towarzyski. Latam sam i pewnie tak pozostanie. Co nie znaczy, że nie przyłączyłbym się do jakiejś fajnej wyprawy, z fajnymi ludżmi.

     Tak więc nie jeżdżę w żadnej grupie i moje ciuchy, mój motocykl podlega głównie tylko mojej ocenie. Nie staram się za bardzo o określony typ odbioru mojej jazdy i wyglądu. Tak na prawdę troche mi to wisi, na co dowodem są ciuchy w których dotychczas jeżdziłem, wśród których jedynie kask przedstawiał jakąś wieksza wartośc. Reszta to każda sztuka z innej parafii. Dopiero teraz postanowiłem to zmienic.

     Znam motocyklistów, którzy często jeżdżą razem, lataja grupkami po mieście. Którzy tak wolą. Czy to automatycznie oznacza, że są bandą nawzajem szpanujących przed sobą lanserów? Oczywiście, że nie. Chciałem tylko uwypuklic udowodniony fakt, że ludzie w grupach często (lecz nie zawsze) przyjmują pewne wzorce zachowań, dla określonej grupy typowe. Wiecie, coś wypada, a czegoś nie wypada zrobic i tak dalej. Schemat ten funkcjonuje od zarania dziejów zarówno w świecie ludzi jak i wśród zwierząt.

     Co chciałem zatem przez to powiedżiec? : tylko tyle, że gdybym więcej czasu spędzał z kumplami na motocyklach, może wcześniej postarał się o jakieś lepsze ciuchy, niż te poklejone power-tapem. Może były by wyjazdy do Berlina na przeceny. Może bardziej przykładałbym się do swojego wyglądu i więcej kupował. A może nie, kto wie, bo nie mam absolutnej co do tego  pewności..

     Druga sprawa : typowe motocyklowe pozerstwo. Którego jak Wy nie lubię.

     Mam takiego kumpla i jest on typowym przykładem. Wiecie, opowiada na cały regulator czego on tam ostatnio nie zamontował w swoim moto, a na używane sześcsetki mówi ''jakis śmietnik''. Nie jeżdzi za dużo. Ale  przede wszystkim ten gośc jest smutnym szpanerem. Przewidywalnym jak obiad w Ikei. Jak do mnie dzwoni, to wiem, że czymś się zaraz będzie chwalił. Niekoniecznie motocyklem. Bowiem chyba nieczęsto jest się tylko moto-snobem. Snob to snob i jak się nie wyleczy, zawsze będzie snobem. Tak samo, jak chwaląc się ile wykleił na motocykl, lub akcesoria, tak samo zaprosi Was do domu specjalnie żebyście zobaczyli jego nową kuchnie. Jak do Was wpadnie z wizytą niby przejazdem, to przykozaczyc nowym autem. Będzie Was zamęczał nudnymi opowiesciami, jakie to jego dziecko jest zajebiste i jak się szybko rozwija. Albo jak w ostatniej chwili dopiął w firmie plan i zgarnął sobie konkretną premię. Taki człowiek zwykle gada w kółko o sobie, albo o kasie i tak naprawdę chuj go obchodzi co My mamy do powiedzenia. Ma to w dupie, bo on jest pępkiem całego wszechświata i w okół niego kręci sie ten świat. Ciągle pierdoli o tym kto ile zarabia.

    Łapiecie o co mi chodzi ?... możecie jezdzic w fajnej grupie, gdzie każdy jeżdzi w czym może i na czym ma, nie patrząc na innych i nie oceniając i wtedy będzie zajebiście. Dopóki taki zjeb się nie napatoczy.

     Jednak trzeba uważac, żeby po prostu jakiejś majętnej, osoby nie wrzucic do tego samego wora. Nie oceniac za szybko. Znam ludzi żyjących na tak wysokim poziomie, że niechcąco mogą się wydawac zwykłemu śmiertelnikowi jak ja, nieco odrealnieni. Nie ważne co posiadamy i jakiej jakości, ważny jest stosunek jaki do tego mamy, a także do samych siebie i innych ludzi. Typowy,  pozer bowiem zna szacunek jedynie do podobnych sobie wartości. Innych ludzi ma głęboko w dupie.

     Piszę to z absolutnym spokojem. Powaga. Niczym adept sztuki Zen, lub Uma Thurman w Kill Billu. Uwierzycie, lub nie, ale mnie to nie rusza szczególnie. Bo ja wiem jak jest. Nigdy nie zwróciłem temu koleżce uwagi jakie słabe są jego teksty, bo to by niczego nie zmieniło. Z gówna bicza nie ukręcisz. Nie rozesmiałem się nigdy w twarz żadnemu pozerowi, bo to nie ma sensu. Czasem tylko cicho chichotam w bukłak, bo nie mogę już czasem wytrzymac emitowanych fal absurdu. Staram się spojrzec poprzez to całe gówno, którym się otaczają i dojrzec tam człowieka. Bowiem, jak wiecie to nie my mam problem tylko oni i podobni do nich. Spacerują spoceni w lokalnym maku z stygnącym kubkiem kawy, ubrani jakby jechali motocyklem do Afryki na safari i budzą powszechną śmiesznośc. Piszę o ludziach, od których czuc na kilometr gadżeciarstwem, którzy patrzą Wam w oczy i szukają tam podziwu do ich zajebistosci. Którzy zmienią dobry sprzęt ze śladowym przebiegiem co dwa lata, bo już dostatecznie nie błyszczy. Dla których sześcsetka jest śmietnikiem. Dla których jak nie jesteś zamożny to jestes słaby. Którzy zamiast cieszyc się prawdziwą pasją, traktują ją jako okazję do obwieszenia sie drogimi precjozami. I jako pole do kolejnych drogich zdobyczy, błyszczacych z daleka fałszywym blaskiem. Bardzo się cieszę, że wśród nas, motocyklistów takich ludzi jest stosunkowo niedużo.

     Jestem handlowcem. To jeden z najstarszych zawodów na ziemi, podobnie jak złodziejstwo czy kurestwo. Zawód często balansujący na krawędzi uczciwosci i przyzwoitosci. Nie jestem aniołem, mam swoje za uszami, ale przynajmniej od jakiegoś czasu staram się wnieśc do tego odrobinę człowieczeństwa. W mojej codziennej pracy  psychologia brudu w której trzeba się posuszac, aby nie utonąc to normalka. Wspominam o tym dlatego, że w swojej pracy spotykam dzieśiątki najróżniejszych pozerów, snobów i beznadziejnych przypadków. Dla których to, co widac na zewnątrz jest najważniejsze. Którzy spłacaja mi dużą fakturę po sto złotych, a jeżdżą beemkami za trzysta koła wziętymi w leasing. Którzy nie płacą zusu pracownikom a latają co pół roku w egzotykę. Tak, tak dziewczyny i chłopaki zmagam się z takim szajsem każdego dnia. Wyczuwam pozera z kilometra, dlatego się odezwałem. Jedynym pocieszeniem jest zdecydowana większośc moich klientów, którzy są normalnymi ludzmi. Na szczęście są w większości. W większości ludzie są dobrzy, a dobro wygrywa.

     Kończąc temat powiem Wam co ja tak na prawdę myślę o snobiżmie i pozerstwie. Myślę, że jest to forma obrony. Nie radzenie sobię z oceną i pryzmatem. Łagodzenie ciągłego deficytu miłości i akceptacji. Coś, co gdzieś tam, głęboko ma swoje żródło. Nie wiem,może mama albo tata nie przytulali, ani nie chwalili i teraz trzeba się dowartościowac, aby zwiększyc poczucie własnej wartości.. może brat lepiej się uczył i był lepszym synem, albo mama mówiła, że jest gówno warty.. Wiem, że istnieją grupy wsparcia i terapie dla ludzi z zaburzonym poczuciem własnej wartości i że takie postawy się leczy. Czy będzie to przerysowane szpanowanie nowymi partnerami w łóżku, zajebistymi furami w garażu, najlepszymi motocyklami, czy najnowszymi technologiami, to za pewną, kpiącą miną i wyprostowaną sylwetką w najdroższych ciuchach często kryje się niezrównoważone dziecko, które samo siebie chwali i czeka na podziw. Jeżeli jesteśmy tego świadomi, to nie tak łatwo nas sprowokowac.

     Jedyne co mnie czasem nurtuje, to czy taki sztuczny, wyczuwalny z kilometra snobo-pozer jest świadomy śmiesznosci jaką wokół siebie roztacza? Bo tego nie jestem do końca pewien. Wiecie, czy już tak zakłamał i zafałszował swoją psychikę, że stał się kimś zupełnie innym, kimś kim nie jest...

    Co do przygotowań do sezonu, trwają. Przymierzałem nową kurtkę i zauważyłem, że nie mam żadnego porządnego, nierozciągniętego koszmarnie t-shirta. Podjechalem do salonu i kupiłem sobie czarny, oczywiście z Alpinestarsa :)

    Czasami siedzę i wspominam sobie ulubione kapele ze starych, niekoniecznie dobrych czasów dziwiąc się, ile materiałów dobrej jakości można znależc w necie.  Takich totalnych staroci. Tak odsłuchiwałem ostatnio i pewnego dnia rano otworzyłem oczy i doznałem olśnienia, co powinienem zrobic ze swoją starą skórą motocyklową. Poszperałem na alledrogo, nie wierząc za bardzo, że stare naszywy będą jeszcze gdziekolwiek dostępne. Jak przyjechał kurier, rozpakowałem paczkę i wyciągnąłem je za środka z łezką w oku. Jejku, prawie takie same jak dwadzieścia parę lat temu!

     Ponieważ nie byłem jeszcze u kuśnierza z zamkiem, udałem się doń. Stary fachowiec w zakurzonym warsztacie. Szybko wybił mi metalowy zamek z głowy. Powiedział, że wystarczy jeden wyłamany ząbek i po sprawie. Zaproponował taki jaki był, żyłkowy i do tego pewną inowację. Otórz okazuje się, że, żeby pozbyc sie problemów z zamkiem głównym wystarczy wszyc kawałek skórki i nit w dole kurtki. Zapinasz zamek, zapinasz nit na dole i przy siadaniu na motocykl rozciągająca siła działająca na dół kurtki nie działa bezpośrednio na zamek niszcżąc go powoli, tylko działa na nit, nit ją przechwytuje. Wszył mi. Widac go w dole kurtki, przy zamku. Stary fachura zrobił tak, że wygląda jak orginał. Co rzemieślnik to rzemieślnik.

    Przy oddawaniu skóry do roboty wyciągam z kieszeni dwie kwadratowe, oldskulowe naszywy i pytam się go, czy naszyje mi maszyną na rękawy. Takiego zlecenia chyba jeszcze nie miał, bo spojrzał na mnie dziwnie. Popatrzył, pomacał i powiedział, że powinien dac radę. Zapłaciłem siedem dych i miałem przyjśc na drugi dzień.

     Wpadam z rana do jego warsztatu, a tam na pocharatanym drewnianym stole leży moja stara skóra i wygląda podobnie jak katana, którą miałem chodząc do budy. Przeniosła się w czasie i wylądowała przed oczami Początkującego Motocyklisty. O to właśnie chodziło. Nowy zamek został wszyty, pracuje leciutko, a nowy nit mocno trzyma.

    W domu, na spokojnie zakładam skórę, kiedyś zwaną u nas papą lub kataną i kątem oka zaglądam w lustro. Katana rzeczywiście załogancka i wygląda jak z zeszłego tysiąclecia, tak samo zresztą jak ja:) Co by nie powiedziec, takich rzeczy już nikt u nas nie nosi. Wpiąłem jeszcze w klapę plakietkę-pamiątkę, którą mam z wypadu do elektrowni w Czarnobylu w 2013 roku i dzieło zostało zakończone. Wyszło fajowo i ze swoim wyglądem rodem z kosza w używanej odzieży  skóra ta raczej nie powinna byc pozerska :) chociaż zdaję sobię doskonale sprawę, że w dzisiejszych czasach to może ona się podobac raczej tylko mnie.

pozdrawiam

ps.znowu nie bylo o kasku :) o tym przeczytacie w następnym odcinku, a także o tym jak nawyki z motocykla wpłyneły na moją jazdę samochodami.

Komentarze : 6
2015-01-25 20:46:22 józek78

Tyle w sobie optymizmu mamy na ile zdrowie pozwala :)

2015-01-25 20:26:46 Marek M

Józek 78 , cóż za czarnowidztwo. Trochę optymizmu, jeszcze nie jesteśmy straceni :)

2015-01-25 19:52:28 józek78

Jesteśmy zagubionym pokoleniem,cała ta transformacja ustroju i rewolucja technologii spowodowała , że to co miało wartość kiedyś, dziś już często nie ma jej wcale. Kult pieniądza i co za tym idzie wynaturzenie ludzi. Rodzą się depresje, zatracenia.

2015-01-25 10:29:27 left 4 dead

zabrakło ich...wtedy wydaje mi się, że w szarzyźnie socja - i post socjalizmu ludzie szukali kolorów. teraz jest kolorowiej i wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. pozornie fajniej, ale coś się zatraca. subkultury zanikają, życie towarzyskie przenosi się do sieci. znaki naszych czasów. nie mam pojęcia, czy to dobrze, czy żle.
chyba się trochę pomyliłem, bo skóra to była papa, a kataną nazywało się częściej jeansową kurtkę z obciętymi rękawami. naszywy na całe plecy były zajebiste. spiritual healing death-ów nawet teraz czasem sobie puszczę...

2015-01-23 21:41:49 józek78

Kurtka z naszywkami piękna sprawa. Z 20 lat temu miałem katanę a wielką naszywką zespołu Death.
Dzięki za kolejny świetny tekst, tak jakbyś czytał mi w myślach.

2015-01-23 20:19:17 Marek M

No cóż, nie będę wchodził w polemikę z tekstem bo jakby celuje w mój punkt widzenia również i podzielam wszelkie konkluzje wynikłe z niego.
Okazuje się, że oprócz wspólnej zajawki na moto łączy mnie z Tobą ten sam gust muzyczny .I tak tez kiedyś chodziłem w skórce lub katanie obszytej naszywkami, eksponując swoją fascynację szarpidrutami za pomocą długich włosów i logami kapel naszytych tu i ówdzie.
Własnie naszła mnie taka oto refleksja ,że ta metalowa subkultura już chyba umarła, bo nie widuję już kolesi w wąskich gaciach, skórach z obrzynami i herami do pasa. Gdzie oni są? - że przytoczę tu słowa pana Ciechowskiego. Ot, nie ma. A szkoda, bo było chyba bardziej kolorowo pomimo szarzyzny socjalizmu. Były metaluchy , były punki, były jakieś tam depeche... a teraz co? Aż się łza w oku kręci.
Dobra, trochę odbiegłem od tematu motocyklizmu i mogę narazić się na ostracyzm współplemińców, więc kończę ten krótki wpis.
P.s. kurtała spoko, daje radę :)

  • Dodaj komentarz