Najnowsze komentarze
To cud, że jeszcze jeździmy. Z wi...
DominikNC i Marcin Jan - wielkie d...
Marcin Jan do: archipelag psów
siema, coś z innej mańki, katowic...
DominikNC do: archipelag psów
Zawsze to miło przeczytać relacje ...
captch a właściwie recaptcha uruch...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

21.06.2017 18:46

boga nie ma....ale jest motor

motor, moplik i motocykl, czyli gimby nie znajo, ale wkurwiajo

 

 

 

    Konicziła motocyklistki i motocykliści, dzisiaj przygotowałem dla Was, taki trochę artykuł z dupy, zupełnie bez sensu, i nic do niczego nie wnoszący. Ale pomyślałem sobie, że gdyby wszystko zawsze było takie poważne, to w sumie było by nie za wesoło, no nie? Tak, że startujemy dzisiaj w tamacie z lekka kabaretowym, a mianowicie na widelcu ląduje  ogólnopolski spór o nazewnictwo, na lini: "motor" vs "motocykl".

    Ci, którzy nie śledzą na bieżąco for motocyklowych, czy innych różnych społecznościówek, może nie zauważyli, ale często dochodzi tam do zupełnie bezcelowych, ależ jakże zaciekłych wymian zdań, pomiędzy sympatykami określenia "motor", a ich przemądrzałymi adwesarzami. Ja oczywiście stoję po stronie tych pierwszych. Choćbym nie wiem ile kilogramów jarmużu zjadł, nie wiem ile czasu spędził na wolontariacie w schronisku dla zwierzątek, czy przesiedział medytując w cuchnącej potem salce nad fitness klubem - ciągłe wytykanie  "motora" i korygowanie  na "motocykl" zawsze będzie mnie wkurwiało.

     Osoby bezustannie poprawiające innych w tej kwestii, nie mają zbyt wielu argumentów, na poparcie słuszności swojej wyimaginownej dominacji określenia "motocykl" w języku polskim. Z niechęcią wyodrębniłem jednak następujące: 1. bo tak się mówi, 2.bo motor to jest w motopompie, 3. bo motor to znaczy silnik, a nie motocykl. Natomiast zawsze  jest  jeden skuteczny kontrargument na to dictum, jedyny wystarczający i nokautujący zarazem - słownik pwn uznaje słowo "motor" jako dopuszczalne i prawidłowe zarazem, określenie jednośladu napędzanego silnikiem. Koniec kropka, więc po co strzępic ryja?

    Nie chcę tutaj zbytnio generalizować, ale po wejściu na profile większości "motocyklowych" mądrusiów okazuje się, że to przeważnie jakieś gimby na skuterkach, które wiadomo, pokonały już w swoim długim życiu mnóstwo kilometrów na jednośladach napędzanych silnikami spalinowymi, wiedzą więc dokładnie, co i jak się powinno nazywać. Wiadomo przecież, że nie moźe być inaczej, bo z drugiej strony,  jakiemu logicznie myślącemu dorosłemu, chciało by się prowokować takie spory. Z drugiej strony, słowa "motor" bronią przeważnie ludzie, którzy coś już tam w życiu przeżyli i wkurwia ich po prostu najzwyczajniej w świecie, poprawianie ich sposobu myślenia. Jak mnie na przykład.

    Przyjrzyjmy się zatem nieco bliżej naszemu znienawidzonemu "motorowi".

    Dawno, dawno temu, jak jeszcze byłem byłem małym łebkiem i motocyklami zbytnio się nie interesowałem, to u nas na podwórku rozróżniano dwa typy jednośladów z napędem spalinowym. Pierwszym z nich były "mopliki", czyli wszelkiej maści motorynki Romet (na której de facto odbyłem swoją 1szą moto-jazdę w wieku lat 13tu), komarko-ogarki  i inne motorowery, oprócz skuterów, które jeszcze wtedy nie występowały. Drugim typem były "motory", czyli ciężkie, mocne i wielkie motocykle wzbudzające powszechny szacunek, podobnie jak nieliczni jeźdźcy, którzy potrafili je okiełznać. Maszyny takie jak na przykład Jawa TS 350 Sport.

    Oczywiście, smieję się trochę, ale pamiętam, że nikomu nie chciało się mówić "motocykl", na zasadzie skłonności istoty ludzkiej do skrótów myślowych i ułatwiania sobie życia. No bo "motor" to nic innego jak skrót słowa "motocykl" i wszyscy takich skrótów na co dzień używamy. Radosław to po prostu Radek, i nie spotkałem się jeszcze, żeby ktoś Radkowi powiedział, że tak się nie nazywa, albo, że mieszka w motopompie.

    Nie spotkałem się też, żeby ktoś czepiał się określenia "moto". Ciekawe czemu nikt się wtedy nie przypierdala. Pojawiający się okazjonalnie "motorek" też nie wywołuje zbędnych dysput. Sam "motorek" wzbudza sympatię czytającego i zakłada z góry czułość posiadacza w stosunku do przedmiotu. Natomiast nazwa "motor" wyraźnie wkurza i to całkiem sporą grupę motocyklistów.

    Wobec tego, zastanawiam się, cóż takiego złego, czy też irytującego jest akurat w słowie "motor". Czy jest to forma buntu wobec starszych, którzy często go używają? Albo sprzeciw wobec laików motocyklowych, nie znających się kompletnie na temacie ignorantów, dla których wszystko co jeździ na dwóch kołach jest wrzucane  do worka z napisem "motor"? A może niechęć do małych miejscowości, gdzie często jeszcze jeżdżą stare "motory" - kopcące wsk'i, czy mz'tki, a na nich beztroscy kierowcy w szóstej dekadzie swojego życia. Bez kasków i lśniących kombinezonów, ale za to jadący z fajką w zębach do sklepu na piwko, i przez to tak mało kojarzący się z epicką, jakże wielką i ojej cudowną "pasją motocyklową", a wręcz brutalnie ją profanujący.

    A może tylko u nas na południu tak się mówi i mówiło, a sprzeciw nadchodzi z innych rejonów Polski? Może na północy, zachodzie, czy wschodzie, albo w Polsce centralnej jeszcze inaczej nazywa się motocykle, a pojęcie "motora"  tam nie występuje, więc przez to wydaje się takie obce i do motocykla nie pasujące?. Nie wiem.

    Doprawdy nie mam pojecia o co w tym wszystkim może chodzić. Pewnie o, jak to ktoś tu kiedyś skomentował, mój bezproduktywny i bezsensowny "blogerski ból dupy". Albo może właśnie o nic - jedynie o zwykły trolling i głupie pierdolenie, dla samego pierdolenia. Ale jak to mówią w naszych stronach: gadaj z dupą, to cię osra. Tak więc, psy szczekają, a karawana musi jechać dalej - reasumując - lewa w górę i raz dwa, hop na motory, bracia i siostry.

Komentarze : 9
2017-07-03 11:01:34 Mateusz9202

Ja głównie spotkałem się z oburzeniem na określenie motor że strony "pań" które to mają kolegów jeżdżących na sportach i przyjechały się w szortach dwa razy jako plecak. I owe wielkie motocyklistki pouczają ludzi którzy przejechali w życiu kupę kilometrów że motor to przecież silnik w pralce a to jest motocykl. I właśnie to mnie w tym sporze najbardziej irytuje.

2017-07-01 08:31:39 andtru1766

W linku który wklejam jest bardzo fajny artykuł na ten temat. Dla mnie w sposób fachowy właściwie kończy dyskusję "o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocy"...

http://motormania.com.pl/felietony/motocykl-czy-motor-jak-jest-poprawnie/

2017-06-24 14:21:49 okularbebe

Ciekawe zagadnienie. Za awanturę z panią od korekty treści w efekcie straciłem pracę i musiałem poszukać innej. Chodziło o myślnik w logo Harley - Davidson napisany w materiale z testu modelu V-rod. Postawiłem na swoim, bo uważałem, że myślnik musi tam być, a pani redaktor, że NIE i ch..j.

Do dziś nie wiem jak jest, ale pewnie miała rację twierdząc, że pojęcie Harley Davidson w tekście trzeba pisać bez tego pieprzonego myślnika. Nigdy nawet nie chciało mi się sprawdzić, czy na pewno.

Za termin "motor" poprawiał mnie jeden redaktor piszący tylko o motocyklach (bez prawa jazdy, więc nawet na nich nie mógł się przejechać) tyle razy, że w końcu przestałem używać tego słowa podczas rozmowy. Za to w myślach często lubię jeździć na motorze.

2017-06-24 13:14:10 ptwr2

Panowie, oprócz "harlejów" i "ścigaczy" są jeszcze "krosy" ;D Więc jazda na kuli nie mów, że na takim terenowym, tylko od razu że na dużym krosie. Po co będziesz biednym ludziom robić mętlik w głowie? :D

Często przeprowadzałem następującą rozmowę, w odpowiedzi na pytanie jaką mam maszynę:
- podaję nazwę modelu
- O_O ??
- no taki zwyczajny, golas, czasem nazywa się takie naked
- nic mi to nie mówi
- taki jak ścigacz tylko bez tych plastikowych owiewek
- aaa, no trzeba było tak od razu!





- ... a ile to pojedzie? :>

Żarty żartami, ale zawsze jest mi przyjemnie, że ktoś się interesuje i zadaje jakiekolwiek pytania, zamiast od razu obrzucać "dawcę" spojrzeniem pełnym niemego wyrzutu. Zawsze jest to okazja by przełamać pewne stereotypy, co myślę że przynajmniej w jakimś stopniu przekłada się później na sytuacje na drodze i sposób w jaki kierowcy na nas reagują.

2017-06-24 09:20:46 jazda na kuli

Marcin Jan-motocykl rzeczywiście brzmi poważniej. Ja teraz generalnie żadko poruszam z kimś temat motocykli, jak wiem, ów nie jeździ, ale jak pytają czym jeżdżę to mówię, że takim terenowym :)
ptwt2 - mistrzowsko wyczerpałeś temat nie pozostawiając miejsca na żadne do powiedzenia!
Siwy85 - tam ta, ram, ta ram ta ra ra już nadjeżdża motur wielki...

2017-06-22 15:38:37 Siwy85

A co powiecie na motór? ;)

2017-06-22 11:34:22 ptwr2

Zjawisko to bierze się z chorobliwej potrzeby zaakcentowania własnej wyższości, podniesienia swojej wartości, podbudowania ego, zajęcia lepszej pozycji w stadzie, zaakcentowania "profesjonalizmu" itp. Może również być świadomym działaniem mającym na celu dopasowanie się do grupy, w której aktualnie się przebywa.

Młodzieniec na skuterze myśli, że będzie brzmiał jak poważny motocyklista - ba, wręcz stanie się nim! - jeżeli tylko przejmie wzorce słowne. Tak jakby jeden namiętnie powtarzany wyraz mógł zagłuszyć pierdzenie dwusuwowego wydeszku. Choć skuterzyści też są różni. Pomijając patologię kojarzoną z grupą wiekową charakterystyczną dla pewnego etapu edukacji, są wśród nich ludzie autentycznie marzący o motorze, dla których czymś w rodzaju osobistego nieszczęścia jest konieczność realizowania się na mniejszym i tańszym pojeździe. Bo wiek albo kasa nie pozwala na więcej, choć serce by chciało. Tą grupę staram się jakoś zrozumieć, ale gdy zaczynają irytować, prostym sposobem na usadzenie jednego z drugim jest stwierdzenie, że motocyklistę poznaje się po ubraniu, a nie maszynie czy słownictwie.

Starsi goście, tacy na prawdziwych motocyklach i w ogóle prawdziwi motocykliści, co to wiedzą o co w tym wszystkim chodzi i są po prostu samym rdzeniem obowiązkowo pozdrawiającej się motospołeczności, mają potrzebę podkreślania swojego statusu. No bo przecież trzeba się jakoś odróżnić od tej bandy profanów, która w pogoni za modą rzuciła się do salonów po najnowszy model z błyskotkami, mającymi olśnić wszystkich krewnych i znajomych Królika z fejsika. Tak jak angielska arystokracja, przynajmniej oficjalnie, nie mówi kurwa i dupa, tak samo arystokracja motocyklowa nie dopuszcza do siebie myśli o możliwości skalania się wymówieniem wyrazu zarezerwowanego dla plebejskich urządzeń AGD lub ppoż.

Na nich metoda ze słownikiem może nie zadziałać, bo jak trafisz na jakiegoś nie dość że prawdziwego motocyklistę, to jeszcze członka Tajnej Policji Polonistycznej, to będzie słabo! Lepszym sposobem wydaje się pokonanie motojęzykoznawców ich własną bronią, o czym zresztą wspomniałeś: mamy formy zdrobnieniowe i pieszczotliwe, sam język też się zmienił i zamiast smalić cholewki do panny Katarzyny, każdy normalny facet po prostu umówi się z Kaśką.

W sumie jak teraz nad tym się zastanawiam, to kto jest bardziej prawilny? Goguś idący pojeździć na motocyklu, czy facet idący na motor? :D Tak po prostu zwyczajnie i bez napinki. U mnie w środowisku zawsze funkcjonowała ta druga forma, ale że jestem z południa to się nie liczy. Sam używam wszystkich możliwych określeń, choć motor traktuję jako zasadniczą, a motocykl jako bardziej oficjalną, której używam w pewnych bardziej oficjalnych okolicznościach. Samo słowo motocykl mnie nie drażni, uważam że fajnie brzmi, choć ma inny ładunek emocjonalny, niż motor. Zaś nadużywający jedynej słusznej formy zwisają mi kompletnie, czasem tylko wywołując uczucie lekkiego politowania. Wszak motocyklistą jest się z powodu jeżdżenia, a nie mówienia.

Niejako przy okazji tematu używanego słownictwa. Przez jakiś czas oglądałem World Superbike. Same zmagania na torze były takie sobie, ale dwóch angielskich komentatorów robiło taki klimat, że nie mogłem się oderwać. Niestety skład się zmienił i nie dość, że zaczęło się zwyczajne ględzenie, to jeszcze lokowanie produktów. Wiecie, ktoś tam wyłożył się na BMW, bo mu się Pirelli nie dogrzały. Za pole position dostał Tissota, a na podium zawodnicy polewali się Prosecco. Ci goście tak po prostu mówią.

2017-06-21 22:50:14 Marcin JAn

miałem jeszcze dopisać że mi generalnie loto jak ktoś nazywa ten pojazd. Choć sam używam słowa motocykl - jest dla mnie jakieś pełniejsze w brzmieniu.
BTW pracowałem kiedyś w firmie gdzie połowa ludzi była z Czech. I dla nich zabawne słowo z gatunku motoryzacyjnego to był nasz "samochód". Nie mogli się nadziwić jak tak można nazywać auto. Dla nich to było proste przecież auto "samo nie chodzi" tylko jak już "samo jeździ" więc powinno według nich nazywać się coś w stylu samojeździk.

2017-06-21 22:34:26 Marcin JAn

lubię też, gdy ktoś się dowie że jeżdżę motocyklem, pytanie: ...ale jeździsz harlejem czy ścigaczem?
Zwykle na tak postawione pytanie odpowiadam że na harleja jestem trochę już za stary :).

  • Dodaj komentarz