Najnowsze komentarze
gregor1365 : niestety jest tak jak...
Drogi autorze, podpisuję się pod k...
Cze :) ...fajnie że po chwilowy...
Macie wszyscy po części racje że t...
Super jazda! A wybronioną sytuację...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

18.09.2018 19:51

Legenda

 

 

     Bracia i siostry - nareszcie! Nareszcie ruszyłem dupala i pojechałem w prawdziwą trasę. Czynnikiem motywującym, tym którym tak naprawdę doprowadził do realizacji tego planu był mój kolega Bartłomiej i jego determinacja, aby odbyć swoją pierwszą daleką moto podróż. Moja kochana żona klepła wyjazd, mając już dosyć mojego smędzenia, że nigdzie nie jeżdżę. Zgłosiłem urlop na czwartek i piątek, sprawdziłem ciśnienie w oponach, dolałem oleju, naciągnąłem i nasmarowałem łańcuch. Kierunek wyprawy mógł być tylko jeden. Ciągnący się przez kilka krajów, legendarny łańcuch górski, mekka europejskich motocyklistów. Miejsce, które według niektórych oddziela chłopców od mężczyzn i jest celem, oraz marzeniem wielu.

     Alpy.

     Jako, że wolnego czasu nie było wiele, postanowiliśmy wynająć przyczepę, załadować na nią nasze motocykle i zaraz po robocie w środę pojechać na pierwszy nocleg do Austrii. Nie chcieliśmy zamęczyć siebie ani naszych opon monotonną, nocną jazdą po autostradzie, tylko wsiąść na koła już na miejscu i wyjechać świeżutko na podbój mitycznych szczytów. Innymi słowy wybraliśmy się tam jak stare zramolałe lamusy, a nie prawdziwi motocykliści.

     Jako, że czasu nie było za wiele, raptem cztery dni na miejscu, postanowiliśmy zrobić same alpejskie klasyki w Austrii i Włoszech plus mała wizyta w Szwajcarii. Program był napięty jak barane jaja, ale w miarę realny. Głowną niewiadomą okazała się  pogoda, bowiem prognozy na ten weekend nie były zbyt optymistyczne. Uznaliśmy jednak, ze jedziemy, bo jak nie teraz,  to może być nigdy - zbliża się jesień, każdy ma swoje sprawy i niełatwo się dopasować. W górach robi się coraz zimniej.

     Aby rzetelnie opisać jak to wszystko wyglądało, co zastaliśmy na miejscu i jakie to zrobiło na nas wrażenie, postanowiłem stworzyć relację w pięciu odcinkach, po jednym na każdy dzień. Każdy z nich był inny, ważny i na swój sposób ciekawy. W ten weekend wpadną pierwsze dwa odcinki, a całą opowieść zakończę w ostatnich dniach września. Będę miał sporo czasu, bo w najbliższych dniach raczej nie pojeżdżę za wiele na motocyklu - tak się najeździłem, że chwilowo mam dosyć. Tak więc  nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do lektury - będzie strasznie oraz śmiesznie, ale przede wszystkim...epicko!

tymczasem lewa

Komentarze : 6
2018-09-22 09:09:50 jazda na kuli

DominikNc - wiem o co chodzi, też bym wolał na kołach, ale...
Okularbebe - po ostatnich wymianach zostało mi trochę oleju więc dolałem. Miałem przed dolewką prawie w połowie okienka (od wymiany zrobiłem około 7-8k) a po dolewce w górnej krawędzi okienka. Oceniam, że na te 8k motocykl spalił około 300-400ml oleju, co mnie zresztą nie dziwi bo ma już nalatane 39850km

2018-09-21 22:36:25 okularbebe

Jak to "dolałeś oleju"? Wiem, że czasem trzeba, ale że to już?

Co do holowania lub wożenia motocykli w aucie. Sam uważam to za dobry, choć trochę przekombinowany pomysł. Zmęczenie spowodowane jazdą zmniejsza się w aucie, ale ilość majdanu jaki trzeba z tego powodu dodatkowo ogarnąć rośnie.

Dawaj relację!

2018-09-21 20:39:26 DominikNC

Przepraszam, ze napisze słowo krytyki, ale zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Kocham jazdę motocyklem, nie holowanie na lawecie. Pozdrawiam!

2018-09-19 20:41:11 jazda na kuli

Dzieje się chłopaki! Zapomniałem napisać, że to był męski wyjazd - tylko ja i mój koleżka na Tigerze 1050. Dlatego łoiliśmy okrutnie czerpiąc z winkli pełnymi garściami, przez co dostałem następne 3 ostrzeżenia od losu, nieomal glebiąc z tego entuzjazmu, ale o tym więcej wkrótce. Co do małżonki, jak już przetarłem szlaki, to na pewno chciałbym ją tam zabrać we wrześniu przyszłym.

2018-09-19 20:14:17 gregor1365

Siema.

A mi się marzy podobna wyprawa i na pewno ją zrealizuję. Mam tylko ten komfort, że 1. szanowna małżonka ze mną nie pojedzie na pewno bo prędkości powyżej 70 km/h powodują u niej palpitacje serca, 2. że z dzieciakami nie będzie co zrobić, 3. koszta.
I tu mam pomysł na prawdziwie męską wyprawę. Pieniążki do minimum, Zeta przystosowana już jest do montażu rollbaga na zadupku gdzie przyjebię jeszcze namiot i karimatę, do tego przytroczę swoją zawziętość i dryg do przygody+ zwykłą chęć jazdy przed siebie.
Na pewno się uda.
Na portalach jest sporo relacji z praktycznymi poradami jak przetrwać w tym galimatiasie, co wzbudza we mnie niczym nieuzasadnioną pewność siebie i poczucie, że i tym razem musi się udać.
Dlatego czekam na Twój kolejny tekst z relacją jak tam to jest w rzeczywistości.
Pozdrawiam.

2018-09-19 17:35:31 Marcin Jan

noooo dzieje się :)

  • Dodaj komentarz