Najnowsze komentarze
Ale fajnie. Ten czas kiedy projekt...
DominikNc - wiem o co chodzi, też ...
Jak to "dolałeś oleju"? Wiem, że c...
DominikNC do: Legenda
Przepraszam, ze napisze słowo kryt...
Dzieje się chłopaki! Zapomniałem n...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

09.09.2018 10:20

myliłem się i czas to przyznać

przy okazji chciałem przeprosić czytelników za robienie "śmietnika z internetu" o którym sam ostatnio wspominałem. tak to już jest, że uczymy się całe życie, a mnie nie pozostaje teraz nic innego jak odkręcić publicznie to co kiedyś bezsensownie nawypisywałem.

 

     Rzecz dotyczy mojego artykułu "abs dla małych dziewczynek" który znajdziecie w archiwum bloga w kwietniu ubiegłego roku. Tekst dla zwrócenia uwagi napisałem w nieco prowokującym i przedśmiewczym stylu. Generalnie chodziło  to, że trzeba samemu myśleć, a nie polegać na systemach zwiększających nasze bezpieczeństwo. Gdyby jedna nie zlekceważony przeze mnie wspomniany system, to wczoraj nie było by mi już tak do śmiechu. Wczoraj bowiem, pierwszy raz w moim motocyklowym życiu, abs wykonał dla mnie pracę do której został zaprojektowany.

    Sytuacja następująca. Sobota, godzina dziesiąta rano. Szesnaście stopni, sucho, osiedlowa droga pokryta kostką brukową. Siadamy na Tygryska, odpalam i ruszam z miejsca. Zwykle skręcam w prawo i jadę prosto, tym razem jednak jednak skrecam w lewo i postanawiam objechać blok który stoi z boku tego w którym mieszkamy. Jedynka, dwójka jedziemy między samochodami. Osiedle jest ciasne i ściśle poparkowane. Pokonuję pierwszy łuk i zbliżam się do drugiego, który jakby spojrzeć na to szerzej, ze względu na topografię, rosnącą na trawniku dużą tuję i mnogość stojących w uliczce puszek, jest tak na prawdę ślepym zakrętem w prawo.

    Właśnie na tym zakręcie spotykamy się z czarnym Bmw E60.

     To była sytuacja na którą byłem kompletnie nie przygotowany. Jechałem na tej dwójce i mogłem mieć tak z 30km/h na blacie. Z kolei Bmw wydawaje mi się, że jechało nawet szybciej, zdecydowanie za szybko jak na warunki i widoczność. Poza tym mam wrażenie, jakby nie był aż tak zaangażowany w proces hamowania jak ja, jakby cała ta sytuacja nie zrobiła na nim specjalnego wrażenia. Pózniej Agnieszka zwróciła moją uwagę na fakt, że on prawdopodobnie mnie nie widział między autami - to ja pierwszy zauważyłem jego, dlatego, że siedziałem dużo wyżej.

     A więc tak - jedziemy w prawym łuczku i nagle, bardzo szybko wyłania się na nas czarna beema. Moje przednie koło celuje prosto w jego logo z biało - niebieskim śmigłem. Cała akcja trwa może 3-4 sekundy. Jej przebieg odtwarzam dopiero po, bo wszystko dzieje się błyskawicznie i  wtedy, w ciągu tych czterech sekund jestem świadomy tylko dwóch rzeczy - ręki zaciśniętej całą swoją mocą na klamce hamulca i przedniego koła walczącego na kostce o każdy centymetr przyczepności. 

     Kiedy mój umysł odnotował obecność niemieckiej limuzyny i predkość z jaką nadjeżdża, nie miałem już czasu na nic. Ani jedna z tych czterech sekund nie została poświęcona na analizę sytuacji. Zadziałały najprostsze atawistyczne zwierzęce odruchy - czyli wycofanie się i ucieczka. W momencie wyłonienia się czarnej bety, jebłem po klamie przedniego hebla najmocniej jak tylko umiałem. Czy dotknąłem tylnego? Raczej nie, prawdopodobnie nie zdążyłem.

    Aga mówi, że zamknęła oczy wiedząc, że to się nie uda. Poczułem na biodrach potężny uścisk jej kolan, który zwykle użyty leciutko ma mi sygnalizować żebym zwiększył uwagę. Dzisiaj opowiada mi na potrzeby tego tekstu, iż wiedziała wtedy, że to już jest koniec i że zaraz polecimy na glebę. Że nasza wycieczka właśnie dobiegła końca, nim się w ogóle zdążyła rozpcząć.

     Nie polecieliśmy jednak na glebę. I nie najechało na nas czarne BMW, tylko dlatego, że system ABS w naszym Triumph'ie zadziałał perfekcyjnie. Nie pamiętam pulsowania klamy, bo tak panicznie ją zgniatałem, ale odnotowałem jak terkocze przednie koło. Na fali tego terkotu zdołałem odbić w prawo w miejsce gdzie akurat nic nie parkowało. Czarne BMW minęło nas bezkolizyjnie, mimo że jego hamulce nie zapiszczały ani przez chwilę. Zdaję sobie sprawę, że czarne BMW brzmi nieco baśniowo, ale to naprawdę było czarne BMW.

    Ruszyłem potem i pojechaliśmy dalej, jakby nic się nie stało. Jednak serce waliło mi jak oszalałe, a nogi miałem jak z waty. Było ekstremalnie niebezpiecznie, było to najgrożniejsze wydarzenie ze wszystkich jaki przeżyliśmy z Agą na motocyklu, przez te wspólne pięć sezonów i drugie najgroźniejsze po moim wyratowanym high-sidzie na Kawasaki Z1ooo. Mimo niewielkiej prędkości i pełnej motocyklowej odzieży jaką na sobie mieliśmy,  mogło skończyć się róznie. Zderzenie czołowe raczej na pewno wygięło by lagi. Upadek na prawo bez kontaktu z samochodem wątpie by zaszkodził Tigerowi przy jego stopniu ogmolowania i okraszpadowania. Cieleśnie mogło też być nieciekawie. Dostrzegliśmy beemkę, bo siedzieliśmy wysoko, ale trzeba pamiętać, że lecielibyśmy też z wysoka. Jak mówię prędkości były niewielkie, ale jak wszyscy wiemy, nogę można sobie złamać wchodząc po jednym stopniu na klatkę schodową, wracając z browarem z osiedlowego sklepiku.

     To wszystko nas ominęło, bo świetnie zadziałały trzy rzeczy. Nie wyekspolatowany nadmiernie motocykl, świeże opony z połowy zeszłego roku i system ABS. Te trzy czynniki plus to, że akurat nie dopinałem sobie kurtki, zerowałem przebiegu, czy spoglądałem w zachmurzone niebo spowodowały, że zdołałem ominąć niebezpieczną przeszkodę.

    Cóż, to tyle. Wszystko to wywarło na mnie takie wrażenie, że postanowiłem stworzyć wpisa. Staram się zbytnio nie rozkminiać tego, co mogło by się nam stać, ale wszystkiego tego unikneliśmy właśnie dzięki ABS'owi. On był czynnikiem decydującym o uniknięciu zderzenia. Bez niego mój desperacki manewr nie miałby szans powodzenia. Oczywiście, dalej uważam, ze system może czasem przeszkodzić wyjściu obronną ręką z zagrożenia, tymczasem jednak miał okazję sprawdzić się w sytuacj niemal modelowej. Pozwolił wykonać manewr w trakcie ekstremalnie awaryjnego hamowania. Tak, że tego.... mimo szczytnej ideii, tamten stary artykuł jest teraz o kant dupy rozbić i pokazuje jedynie, jak wiele jeszcze muszę się na moto nauczyć i jak pojemna jest to tematyka. I że lepiej czasem się nie odzywać, a przynajmniej nie edukować innych, kiedy samemu się nie jest wgłębionym w zagadnienie -  tak na prawie sto procent. Mimo tego nie będę go usuwał, przecież on dokumentuje rozwój motocyklisty - co jest jakby głównym założeniem tego bloga. Przyznaję jednakże więc wszem i wobec, że tamten mój tekst nosi znamiona pewnej szkodliwości społecznej poprzez bagatelizowanie roli jednego z najważniejszych systemów bezpieczeństwa w motocyklu i żeby się nim w żadnym wypadku nie sugerować. Pragnę też za niego przeprosić, bo w szerszym spojrzeniu jest po prostu głupi i jak go teraz przeczytałem to tak z lekka wstyd mi się za mnie zrobiło. Szkoda tylko, ze wiedza przychodzi z czasem, a nie tak od razu...chociaż wtedy nasz świat, to dopiero byłby nudny nieprawdaż?

 

Tymczasem lewa!

Komentarze : 5
2018-09-17 22:58:36 gregor1365

Siema left4death.

U mnie w porządku, jeżdżę, uczę się, wszystko po staremu.
Zeta sprawuje się wyśmienicie, natomiast w sierpniu ponownie bujnąłem się na podkarpacie i powiem, że te autostrady to raczej nie dla mojego konika. Już się nauczyłem nie cierpieć w miarę oczywiście przy 190, ale to nie to środowisko. Da się tylko trochę samozaparcia. Z Bydgoszczy do Piotrkowa Trybunalskiego jechałem 2,10 h więc czas całkiem przyzwoity
Takie podróżowanie to ma swój urok jednak. Już z powrotem jechałem na luzie, więc na dzień dobry ulewa, qrna motur brudny ,piach jakiś, nic to przed Kielcami szybka myjka, jadę dalej. Jak zwykle Łódź to ponowna zmiana pogody i na autostradzie takiej ulewy na motocyklu to jeszcze nie przeżyłem. Kurwa ale lało, ściana wody, mój kondon zdał egzamin choć rękawy falują jak jakieś firanki w przeciągu. Ja pierdolę, po 15 min wychodzi słońce, acha, to Łódź gdzieś za plecami zostaje już będzie dobrze. Zjeżdżam na mopa zdjąć tę płachtę i nasmarować łańcuch bo mam od wiosny nowy własnoręcznie zakuty więc dbam o niego. Podjeżdża 2 panów na jakichś litrach sportowo turystycznych nie wiem co to bo stoją dalej, zdejmują kaski i tu szok bo panowie mają na oko grubo ponad 60 wiosen na karku każdy. Tu jestem mile zaskoczony, ale dopiero zaskoczony będę za chwilę, bo sprytnie dostosowuję się do nich i wyjeżdżamy z mopa razem.
Pozdrawiam tych 2 motocyklistów bardzo serdecznie, ich styl jazdy wcale nie wskazywał na ich wiek. Filtrowanie samochodów na autostradzie szło im z łatwością wprost proporcjonalną do wysiłku włożonego przeze mnie, żeby utrzymać to tempo na moim golasku. Pełen szacun.
W związku z powyższym miałem lekki kryzys i tak se myślałem o np Kawasaki Z1000 SX, ten by się nadał... Z drugiej strony czy wykorzystam taki sprzęt, żeby raz w roku gdzieś się bujnąć a tak tylko wkoło komina to mi Zeta wystarcza.
A to znów myślę, że może coś mocniejszego by się przydało? Dam sobie czas na spokojną zadumę do końca sezonu, pomyślę.
Poza tym spoko. Jak już dam radę wygryźć dla siebie te 3 godzinki co przy 2 dzieci nie jest łatwe ale da się, to se tak tam latamy i cieszymy się suchym asfaltem i wyciem tego pojebańca ixila. drze się dalej jak głupi.
Wszystko po staremu.
Pozdrawiam.

2018-09-17 19:39:41 jazda na kuli

O cześć gregor1365! Jak tam zielona wścieklizna?

2018-09-15 08:03:11 gregor1365

Znów przyjemnie jest poczytać Twoje teksty bo ostatnio jakieś takie kryzysowe podejście miałeś.
No ale już jest lepiej, o wiele lepiej.
Pozdrawiam.

2018-09-14 21:34:08 strażowy

Cze :)
...jest pewna grupa ludzi których życie co chwilę kopie po tyłku lecz oni z uporem maniaka nadal powielają swoje mało pozytywne...poczynania. Większość z nas nie ma przywileju "wszystkowiedzenia" więc proces przyswajania różnej wiedzy rozciągnięty jest w czasie...myślę że ludzie " z automatu" obawiają się zmian bo zwyczajnie nie wiedzą co ich czeka, nie znają finalnych konsekwencji swoich decyzji. Jeszcze nie tak dawno trenowałem myśl: po cholere nowoczesny motocykl ? drogi, naszpilkowany elektroniką, wykonany z gorszych surowców i ociosany do granic możliwości przez księgowych-byle tylko rwał za oczy i robił dobre, pierwsze wrażenie. Lepiej w takim samym portfelu mieć np 3 różne pojazdy które celniej trafiają w różne potrzeby ( oczywiście te tasują się z biegiem lat hehe ). No i przychodzi ta "kolejna wiedza", człowiek dochodzi do wniosku że na jednym motku nie ma czasu pojeździć a co dopiero na kilku które grzecznie zalegają powierzchnię garażową po wcześniejszym finansowym dozbrojeniu...Finalnie, jadąc za kumplem gdzieś tam na Bałkanach który pomyka rocznym motocyklem i maksymalnie amortyzuje wydane pln-y (mając doskonałą zasłonę od wiatru, nowoczesny zawias i systemy które dozorują trakcję nawet w dużym złożeniu na często mokrej nawierzchni że o małym przebiegu silnika nie wspomnę czy hamplach które deklasują mocno te produkowane naście lat wcześniej...) dochodzisz do wniosku: po cholere ten cały skansen? skoro kolekcjonowanie zachcianek sprawia jednak niemałe obciążenie finansowe a tej prawdziwej radości z nawijania km na koła niewiele ??...i tu dochodzę do wspomnianej transformacji myślowej rozwijanej w czasie, z biegiem przeżytych lat, dotkniętych doświadczeń, zarejestrowanych zdarzeń, uchwyconych i zapamiętanych widoków...Postępu, również technicznego nie unikniemy. Może lepiej świadomie go wykorzystać a nie upierać się przy starych przyzwyczajeniach ?

...niewiele osób potrafi publicznie przyznać się do błędu - gratuluje autorowi tej prawie wymarłej zdolności :)

2018-09-10 09:55:53 _from_north_PL

Ja na abs złego słowa nie dam powiedzieć- to jedyny system bezpieczeństwa który naprawdę ratuje dupe w pod bramkowych sytuacjach. W stresie człowiek nie kontroluje odruchu i hebluje z calej siły, a wszelkie teorie o stopniowym zwiększaniu nacisku na klamkę działają tylko na placu. Chociaż, mając w pamięci moją sytuację tego typu, gdzie w ruchu miejskim na szerokim pasie- takim dwukrotnie szerszym od standardowych, przy dobrych 70~80km/h, wymijając jakies wolniejsze auto z prawej kierownik przede mną nagle stwierdził że chce skręcać w lewo w zakaz wjazdu, to o dziwo pamiętam wyraźnie, że ze spokojem i zimną krwią ściskałem klamkę sukcesywnie zwiększając nacisk tak, że nawet abs nie zdążył zareagować. Także fajne uczucie. Jedyne na co zdecydowałem się m.in. po tamtej akcji to zmiana zawiasu przedniego na progresywny. Orginalnie było zdecydowanie za miękko a o stabilizacji tylnym hamulcem nawet nie zdążyłem pomyśleć.

  • Dodaj komentarz