Najnowsze komentarze
Ten teges. Jadąc swoją szosówką s...
Napięty - dzięki za wizyty i komci...
Napiety koles na lytrze do: superdink
Przeczytalem, koncowka bardzo mora...
heh, okularbebe czas leci, stary t...
gregor1365 - raz jak zostawiłem a...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

26.06.2015 22:29

gdy Twój wydech brzmi pedalsko

przypowieść o fonetycznej orgii rodem z półwyspu iberyjskiego oraz garść moich najświeższych spostrzeżeń ze środka sezonu.

    Siedzałem sobie grzecznie w kucki na krawężniku słuchając potężnych fałdwójek podczas tegorocznej edycji imprezy Harley on Tour. I kedy tak sobie siedziałem przejechał obok mnie koleżka na czarnym GSR 600 niepozornym i nieco niedocenianym motocyklu ze stajni Suzuki. Kiedy nadciągał z tyłu najpierw usłyszałem niemrawe bzyczenie, coś jakby odgłos pracującej golarki do odzieży. Potem do uszu mych dotarł szum sunącego po zębatkach łańcucha. Odwróciłem się zobaczyc cóż to takiego się dzieję i ze zdumieniem zareagowałem na widok tego w sumie dosyc poważnego sprzęta. Najpierw uśmiechnąłem się leciutko pod nosem z politowaniem na dżwięk a raczej brak określonego dzwięku seryjnego wydechu tegoż Suzuka. Chwikę póżniej jednak moje serce przeszył lodowaty sztylet przerażenia....o Boże...a jeśli mój motocykl brzmi podobnie ???!!!

    Zerwałem się przerażony na równe nogi, oblewając się wodą mineralną z plastikowej butelki. Jezus Maria! Nie, nie, nie to niemozliwe! To się nie może dziac naprawdę!...wtedy właśnie postanowiłem nie zwlekac dłużej i coś z tym wreszcie zrobic.

    W życiu tylko raz zmieniłem końcówkę wydechu w motocyklu. Założyłem do Bandita tłumik polskiej firmy Dominator, w niedużych pieniądzach i byłem niesamowicie zadowolony z basowego pomruku, jaki emitował. W mojej Laluni ryk wkręcającego się silnika, syk astmatycznie zasysanego do airboxu powietrza i huk wydechów wydawał mi się dotychczas podczas przyspieszania nad wyraz zadowalający. Im dłużej jednak nią jeżdziłem tym bardziej zauważałem, że na wolnych i podczas spokojnej jazdy motor po prostu nie gada.

    Więc szukałem używek i oglądalem nówki, sportowe końcówki i całe układy. W końcu staneło na tym, że jak robic to na bogato czyli najlepiej  pełen układ. Faworyt czyli karbonowy Akrapovic odpadł ze względu na cenę. Pięc koła dorzucic do motocykla to wcale a wcale mi się nie usmiechało. Dobrze, że szukałem długo i myślałem intensywnie bowiem wysznupałem prawdziwą perełkę.

    Hiszpańska marka Ixil wypuszczała akurat na rynek zupełną świeżynkę. Pełny sportowy układ wydechowy o nazwie Ixil SX-1. Niepozorna konstrukcja, powiedziałbym, że radykalnie uproszczona. Spodobał mi się jej minimalizm. Sam tłumik jest malutki i wisi pod silnikiem w karbonowej osłonie. Wpadłem w zachwyt i szybko sprawdziłem cenę. Ponad połowa taniej niż za Akrapy. I na dodatek  nikt takiego rozwiązania nie proponuje do mojego sprzęta, obecnie tylko mało u nas popularny, niepozorny Ixil.

    Mimo obaw, jak to wszystko będzie grało, zamówiłem. Przed puchą był gwint na wkręcenie oryginalnej Lambdy, więc liczyłem, że sterowniki ECU same dostroją mieszankę i nie będzie za uboga. Że nie będzie dziury w obrotach i motor będzie się prawidłowo wkręcał. Liczyłem także na fajny dżwięk i ciut więcej mocy z dołu. Było więc parę niewiadomych, powodzenie przedsięwzięcia nie było do końca jasne i rozpoczęło się niecierpliwe oczekiwanie na przesyłkę.

     Wydech miał byc za 21 dni roboczych, przyszedł za 35 dni. Wyciągnięty z pudła wyglądał po prostu bosko. Postanowiłem nie kombinowac, tylko zawiozłem do zaprzyjażnionego serwisu i za stówkę profesjonalnie mi go podwiesili. Sondę Lambda  wkręcili a seryjny Exup przeszedł do historii. Nie miał juz czego otwierac, bo przelot stał się zupełnie pusty. Żaden katalizator, ani przedkomora nie stoi trującym gazom na przeszkodzie , żeby jak najszybciej opuścic komory spalania i zdemolowac środowisko naturalne. Ekologia całą gębą, czyli na pochybel unijnym dyrektywom, a co ! A tak naprawdę to jedna wielka ściema - jedna średniej wielkosci krowia farma emituje jednego dnia więcej syfu, niż milion takich Kaw jak moja jezdżących non stop od rana do wieczora przez tydzień.

     Kiedy ujrzałem ponownie swój motocykl wyglądał już zupełnie inaczej. Dwie tuby podwójnych tłumików z obu stron zniknęły. Ukazały się dotychczas ukryte pod nimi wahacze. Motor zeszczuplał, skulił się. Nabrał nieco więcej zadziornej, sportowej lekkości. Wyprostowalem go z kosy i uwierzcie lub nie, od razu poczułem różnicę w masie. W porównaniu ze seryjnym układem motocykl schudł o równe dziewięc kilo.

    Odpaliłem go w zakurzonym wnętrzu starego warsztatu i usłyszałem oraz poczułem grzmot, który odbił się echem od brudnych ścian. Motocykl pracujący na ssaniu dudnił basowo, poprzez pozbawioną DB Killera końcówkę. Pierwsze co pomyślałem - brzmi niesamowicie ...ale chyba jednak za głośno. Ale kiedy wyjechałem na ulicę, od razu zmieniłem zdanie.

    Wpadłem na autostradę w zupełnej ekstazie. Pierwsze wrażenie : porwało mnie UFO i teraz jadę w kosmicznych wyścigach WSBK :) Motocykl zupełnie zmienił swoje oblicze. Teraz to dopiero zaczął się drzec w niebogłosy. Nastała fonetyczna orgia wzmocniona strzelaniem dopalanych w tłumiku spalin podczas schodzenia z obrotów. Moje obawy na razie okazały się na szczęście  płonne. Komputer nie wyświetlał żadnego błedu a motor ciągnał równiutko od samego dołu. Zapytacie pewnie czy przybyło troche mocy. Odpowiem zgodnie z prawda : tak,ale chyba tylko parę koników. Lecz siła w tym, że odblokowany silnik zmienił nieco charakterystykę pracy i ciągnie bardzo mocno od samego dołu. Ciągnie tak, że nie czuc aż tak bardzo tego strzału mocy powyżej ośmiu tysięcy. Moc jest cała od razu i leci na maxa równiuko aż do odcinki. Do tego głośnik tak rasowo gra pod silnikiem, iż wydaje mi się, że przyspiesza jak jakiś odjechany supersport. Odlot.

    Ale to jeszcze nic ! Masa spadła o te dziewiec kilo, ale też znacząco zmienił się środek ciężkości i masa scentralizowała się w okół niego jeszcze bardziej. Zet zaczął się prowadzic z łatwością lekkiej sześcsetki. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Stał się poręczniejszy zwłaszcza podczas manewrów z mała prędkością. Fajnie odczuwa się to także podczas skakania z pasa na pas i wicia w korkach między puszkami.

   Liczyłem na większą moc i lepszy dżwięk, ale ułatwienia w prowadzeniu motocykla się nie spodziewałem. Wtrysk się chyba ułożył pod łatwiejsze odprowadzenie gazów, bo motor się nie grzeje, co mogło by wskazywac na nieprawidłowy sklad mieszanki. Ale jak zawory zniosą tą przeróbkę na dłuższą metę, to się jeszcze dopiero okaże :)

   Myślałem przy okazji o paru zagadnieniach. No bo jak w motocyklu jest katalizator, no to po jakimś czasie zaczyna się zatykac, no nie? Czyli motocykl stopniowo i przez to mało zauważalnie zaczyna nam słabnąc, dobrze chyba kojarze ( miałem tak kiedyś w samochodzie) To samo dotyczy Exupa, który ponoc się zapycha, albo rozciągają się w nim linki i nie zmienia cisnienia w tłumiku. Tak, czy owak przelotowy układ wydechowy rozwiazuje to problemy raz na zawsze :)

   W zestawie były także dwa DB Killery. Najcichszy spowrotem nieco stłumił moto i Kawa jakby wróciła do swoich fabrycznych 137 koni, którymi się legitymuje, trochę jakby osłabła. Dziś testowałem głośniejszego killera. Oferuje bas w rozsądnej tonacji i do tego fajny ciąg. Jutro wracam, do pustego przelotu, żeby finalnie ocenic na czym w głównej mierze będę jeżdził. Czy moja głowa na dłuższa metę poradzi sobie z takim brutalnym naporem decybeli i czy da się latac bez zażywania codziennie kilku etopiryn. Jeżeli ciąg będzie w miarę podobny będę jeżdził z DB Killerem. Się zobaczy.

   Czy mógłbym zatem wrócic teraz do seryjnego wydechu ? Nie, nie i jeszcze raz nie. Przyśniło mi się to wczoraj w nocy i zerwałem się spocony z łóżka w środku czarnej nicości sypialni tocząc w koło przerażonym wzrokiem. Księżyc wisiał na niebie białą kulą, kiedy dotarło do mnie, że to był tylko koszmarny sen w którym jechałem pustą drogą na bezpłciowo milczącym sprzęcie..

   A tak w ogóle to mamy już połowę sezonu. Pogoda nieco kapryśna, jakby mniej motocykli jeżdzi po ulicach niz rok temu. 125-ek na razie mniej niż się spodziewałem. Jak byłem w warsztacie to podjechał jakiś gośc na jakimś Junaku 125 i chciał go całego okufrowac. Zastanawialiśmy się czy da radę z tym jeżdzic, bo ledwo odjechał spod bramy. Wykonał parę długich ''skoków'' podparł się pare razy nogą i odjechał niezgrabnie w sobie tylko znanym kierunku.

    Ja jeżdżę mniej tego sezonu. Zrobiłem na razie cztery tysiące i za dwa tygodnie oddaje Lalę na serwis olejowy i kontrole przy osiemnastu tysiącach. Mimo tego przegoniła Bandita i awansowała na motocykl, którym zrobiłem jak dotąd najwięcej kilometrów :)

   U mnie też pare zabawnych zmian nastąpiło i ewolucja niektórych nawyków. Do tego roku zawsze zostawiałem motory na "luzie". Nie wiem czemu tak robiłem, może, żeby łatwiej odpalic było bez szukania luzu. Od niedawna na jedynkę zacząłem wrzucac, niezależnie na ile go zostawiam i gdzie. Zaczałem także chodzic na parking z kaskiem i rękawicami w oryginalnym pokrowcu na kask zarzuconym na plecy, który trzy lata przeleżał w szafie. Tak jest wygodniej i ręce mam wolne. Człowiek cały czas się musi uczyc takich prostych rzeczy.

   Żeby dodac nieco pikanterii przyznam się, że na początku sezonu położyłem moją Lalunie na glebę. Na początku sezonu przyjechałem kiedyś zmęczony na parking około dziesiątej wieczorem i siedząc na motocyklu chwilę jeszcze rozmawiełem przez telefon. Potem schowałem go do kieszeni i normalnie przechyliłem motocykl i zacząłem sobie z niego schodzic.

    Problem polegał na tym, że nie wystawiłem kosy.

    Motor zaczął walic się na lewy bok a ja próbowałem nie pozwolic mu się przewrócic. Byłem jednak totalnie zaskoczony takim obrotem sprawy i nie dałem niestety rady utrzymac maszyny w pionie. Z oskarżycielskim hukiem Lalunia walnęła o ziemię.

    Leżący na ziemi motocykl to widok straszny. Bardzo żle to zniosłem. Wlokłem się potem pomału do domu rozbity psychicznie i posępnie zamyślony ze spuszczoną ponuro głową :(

    Tak się jednak złożyło, że inwestycja w crashpady na coś mi się jednak przydała. Motocykl nie odnósł żadnych obrażeń z wyjątkiem niewielkich zarysowań na przestrzeni wielkościa przypominającej dwie monety pięciozłotowe. Podmalowałem to sztyftem korekcyjnym z Norauto i nic nie widac :)

    Innym razem chciałem nieco przesunąc motor do tyłu, ale zapomniałem, że blokade tarczy z przodu mam założoną i w efekcie nadgiołem nieco plastikową osłonę widelca...to również podmalowałem i trochę naprostowałem. Zdazyło mi się też nie trafic pistoletem do dziury wlewu paliwa ze dwa razy i powstało pare rysek ;)

    Ale nie przejmuję się tym zbytnio. Kilometry lecą, drobne bruzdy przybywają na motocyklu niczym blizny na twarzy doświadczonego walką wojownika.

   Za te wszystkie krzywdy motocykl otrzymał nowe anty-animalskie siedzonko trącące nieco tandetyzmem dusznej atmosfery póżnych lat osiemdzieśiątych. Pokrywa je imitacja skóry jakiegoś białego węża. Kupiłem za grosze na Olx-ie. Pochodzi z palety akcesoriów producenta i podoba się chyba tylko mnie :) Swoją drogą, kto mógł wymyślec coś tak zakręconego jak nie Kawasaki. Ludzie podchodzą, dotykają i pytają kto i gdzie mi coś takiego uszył i dlaczego... :)

   Co do ekploatacji od strony technicznej, to odpukac nic się na razie nie dzieje. Motor pali od strzała niezależnie od okoliczności i nic mu nie dolega. Klocki, naped i akum to nadal fabryka mimo garażowania pod chmurką. Żadnych linek na razie nie trzeba podciągac. Żadnej żarówki nie wymieniałem. Tak naprawdę, to jestem zachwycony tym Kawasaki. Coś tam mu jeszcze pewnie dorzucę do wyposażenia, dobrze jest bowiem odświeżac swój motocykl, żeby się po prostu nie znudził. Wyleczyłem się na ten sezon z jakichkolwiek planów zmiany sprzęta. Planowana przy okazji testowania Versysów przesiadka na spokojniejszy motor na razie okazała się na razie niemożliwa do wykonania.

    Do tego teraz, na tym nowym wydechu..ojojoj!!!

    Pytanie tylko, kiedy pierwszy raz zabiorą mi dowód. Myślałem też o tym, ale już pierwsze chwile na udoskonalonym motocyklu udowodniły, że warto ryzykowac następny konflikt z prawem. Pod siedzeniem wożę DB Killera i w razie draki jestem w stanie natychmiast go założyc :)

    Ktoś powiedział kiedyś że najlepsza możliwa inwestycja w akcesorium do swojego motocykla to właśnie sportowe wydechy. Nie mogę się nie zgodzic mądrością tego powiedzonka - sprawdziłem na własnej skórze i polecam. Kiedy delikatnie przegazowuje sobie na światłach to przysięgam - sierśc mi się jeży na grzbiecie, a usta rozciągają się w szerokim usmiechu.

    Jeżeli w przyszłym sezonie Zet będzie nadal dawał mi tyle radości pomyślę jeszcze o instalacji na pokładzie Power Commandera 5. Zobaczymy, co potrafi to urządzenie i czy jest warte swojej ceny. Jak będę nadal prowadził tego bloga  to na pewno dam Wam znac :)

    bezpiecznego smigania!

Komentarze : 14
2020-03-21 20:08:57 jazda na kuli

heh, okularbebe czas leci, stary tekst. przypomniałem sobie go z zadumą. obecny tłumik w tigerze leo vince evo spisuje się świetnie i brzmi jak sportowa rzędowa czwóra. na dodatek nie ma żadnych odbarwień, odprysków i wygląda naprawdę świeżo, tak że polecam :)

2020-03-17 20:08:34 okularbebe

Ale pojechałeś! Teraz Też chcę żeby mój cztery w rzędzie się jednak trochę odezwał

2016-02-08 22:48:54 KrzysiekFZS

Twój naked wygląda bardziej kozacko i jest faktycznie bardziej dopracowany, też wizualnie.
Ale: nie lubię pozycji półleżącej, a ponadto zależy mi na walorach turystycznych... czyli naked odpada, niestety.

Będę bardzo wdzięczny za info o dmuchaniu :) gdy już zaczniesz sezon.

2016-02-08 22:26:08 left 4 dead

nie zwróciłem na to uwagi więc mogę śmiało powiedzieć, że nie dmucha :) jak zacznę sezon spojrzę jak tan noga tam wygląda, ale nie martwiłbym się tym raczej, bo nic nie czuć.
ja też myślałem o sx-ie, ale zraziłem się, bo jest mniej starannie wykonany (zwróć uwagę na felgi i podnóżki) poza tym zegary mi się nie podobały :)

2016-02-08 22:14:30 KrzysiekFZS

Hej,
dzięki za odpowiedź.
Tak, mam zamiar przesiąść się ze swojej Yamahy FZS 600 Fazer na Kawasaki, ale Z1000SX.
Jak zawsze kwestia uzbierania kasy etc., więc nie sądzę, aby było to wcześniej niż na początku przyszłego roku.
Aha, w Fazerze w zeszłym roku założyłem akcesoryjny wydech IXIL i też jestem MEGA zadowolony. Co najmniej +10 do wyglądu i +50 do dźwięku! :)

Wracając do Twojego wydechu: gdy stoisz w korku i masz nogi na ziemi, nie dmucha Ci w prawą łydkę? Podczas jazdy fakt, wylot jest pod butem, ale na postoju? Bo noga chyba jest za podnóżkiem, tj. bliżej tyłu maszyny...

Pozdro!

2016-02-08 18:55:46 left 4 dead

nie ma problemu KrzysiekFZS wszystko Ci powiem...a właściwie to nie mam co Ci powiedzieć, bo niczego nie stwierdziłem tzn.
1)W ogóle nie czuć spalin
2) nie dmucha na łydkę tylko pod podnóżkiem, czyli pod butem dmucha.
czyli żadnych nie pożądanych wrażeń związanych z tym wydechem..ale..rury nie są już chromowo błyszczące, tylko zmatowiały dosyć mocno. oprócz tego nic - moto świetnie się wkręca, pali tyle samo jak nie i brzmi fantastycznie. gdyby coś milo się dziać to już by się działo bo zrobiłem na tym układzie prawie 7tyś km
planujesz zakup?
pozdro

2016-02-08 16:09:19 KrzysiekFZS

Hej,
wydech super, dźwięk genialny (znam, odsłuchiwałem) - jednym słowem gratulacje!
Mam 2 pytania, biorąc pod uwagę umiejscowienie wylotu spalin:
1) Czy spaliny nie lecą Ci centralnie na kask (z prawej strony)? Wydech jest praktycznie pod tyłkiem przecież;
2) Czy nie dmucha Ci wprost na prawą nogawkę? Zapach spalin na portkach to jedno, ale też mogłoby być za gorąco w łydkę np. przy staniu w miejskich korkach.
Daj, proszę, znać, jak to wygląda.
Pozdro!

2015-06-29 10:50:24 Mjk

Ja tez mam dosc donosny wydech, dlatego jak jade w trase - obowiazkowo zatyczki. 2,90 w aptece, takie gabkowe, a roznica jest kolosalna! Jakbys w nocy pod kolderka lezal. Ped powietrza powyzej 100km/h robi juz wiekszy halas niz wydech. Polecam tym co nie probowali. Rozkoszowac sie dzwiekiem w miescie, spoko, ale w trasy tylko z zatyczkami.

Jest jeszcze jeden plus zatyczek - wieksze skupienie. Nie zdawalem sobie sprawy ile uwagi odbiera samo sluchanie dzwieku silnika. Z zatyczkami tez slychac, ale wszystko jest stłumione.

2015-06-28 22:17:37 left 4 dead

u nas jak tankujesz, to nie każą schodzić z moto, ale ściągam kask, żeby nie myśleli, że spierdolę bez płacenia :)
myślę, gregor, że to wrażenie zagrożenia wkrótce Ci minie, zainspirowałeś mnie nawet do krótkiego wpisu na ten temat :)
co do kamerek i cyfrowej inwigilacji, to rzeczywiście nie ma lekko :(
jak już jesteś po sesji zdjęciowej, to weź tu załóż pustego bloga i powklejaj fotki, marzyło by mi się je zobaczyć!
sirturek, ludzie mnie słyszą już z stu metrów i patrzą co to nadciąga :) więc głośne wydechy rzeczywiście ratują bebechy :) co do dalszej trasy, to tylko z najcichszym DB Killerem, bo teraz po zejściu z moto dudnią pod okapem echa przejażdżki :)

2015-06-27 20:54:15 sirturek

Oczywiście głośny wydech poprawia bezpieczeństwo, jeśli kto wątpi,niech założy i poobserwuje. Nie jest to żaden mit. Jednak jak ktoś jeździ trochę dalej niż tylko w koło komina hałas zaczyna przeszkadzać. Po paru godzinach w siodle to już łeb pęka.

2015-06-27 18:49:27 nowicjusz125

Loud pipes save lives.

2015-06-27 06:02:40 gregor1365

Hi, jako początkujący miłośnik ryczących rzędówek podpisuję się pod tekstem obiema łapkami.
Sam miałem szczęście znajdując motocykl do którego faktycznie tylko leję paliwo i zapindalam, koledzy motocykliści przyznają że sprzęt jest jak nowy i do tego ma wydech ixila w czarnym macie. Brzmi zajefajnie tak bardzo, że gdy podjeżdżam pod dom to przejeżdżając przez tunel pod blokiem zawsze korzystam z okazji i daję do odcinki. Tak wiem, jedzie burak na tym zielonym ryczącym czymś, ale co ciarki łażą po plecach to już moje. Jak się zapierdziela powyżej 160, redukcja i ogień- ależ to gra. Na razie mam założone db killery. Kolegus ma właśnie takiego GSR-a 600 na fabrycznych kominach- przyznam rację- przy moim brzmi jak grzeczny chłopiec który dostał buziaka od koleżanki i zaczyna piać z zachwytu taki tam kogucik.

Nie wiem czy koledzy też tak macie, ale ja obecnie doceniam chwile bezpośrednio przed jazdą. Wyprowadzam Zetę z jej pokoiku, powoli majestatycznie ubieram się w ciuchy, w głowie mętlik jakbym trafił szóstkę w totka i jechał po wygraną. Wiem, że za chwilę będzie się działo, planuję tylko jak tu najszybciej uciec z tego jebanego obszaru zabudowanego, gdzie już k...wa naprawdę ciężko się jeździ: co skrzyżowanie światła, kamery, korki, kierowcy samochodów którzy za wszelką cenę starają się zajechać ci drogę (kurde ostatnio w Toruniu nawet burak strażnik miejski chciał mnie zepchnąć na pobocze, sądzę że celowo to zrobił ale "pies mu mordę lizał").
A poza miastem to już tylko niebo nastaje.
Co do gleb parkingowych to coś mi się zdaje że to efekt przyzwyczajenia, braku skupienia ewentualnie rutyny. Też już położyłem Zetę, na szczęście w lesie na miękkim gruncie (oczywiście przed sesją zdjęciową), bez żadnych konsekwencji. Poczułem wtedy jej masę, bo na drodze, w zakrętach przerzucanie jej z prawej na lewą i odwrotnie to czysta poezja. Tak samo w korkach, jazda pomiędzy samochodami, na niskich obrotach z lekko wciśniętym tylnym heblem- marzenie.
Jak już polatam i schodzi ciśnienie jadę na stację zatankować do pełna. Tam spotkałem się z nachalnością obsługi, chłopaki mają reprymendy od szefów za motocyklistów którzy tankują maszyny w pozycji jak najbardziej słusznej czyli siedząc ładnie okrakiem na swoich laluniach- faktycznie bak można napełnić pod przysłowiowy korek, a na kosie zawsze zostanie pusta przestrzeń- jak skrupulatnie chcesz liczyć ile to to pije to się nie doliczysz.

Jeszcze 2 godziny i kończę nocną zmianę. Zeta stoi grzecznie na parkingu pod okiem kamery. Zerkam na nią od czasu do czasu w monitorek i jest mi dobrze. Znów do domu pojadę okrężną drogą, coby przed spaniem poczuć ten dreszczyk. O tej porze roku o 3.45 jest już widno i mam taki plan, że sobie polatam o tych godzinach po mieście, przy pustych ulicach i powyłączanych światłach na skrzyżowaniach. Uuu, to jest coś.

Dziś po południu siedzę z dzieciakami więc o jeździe to se mogę pomarzyć tak jak kiedyś, gdy motóra nie miałem. Ale jutro niedziela, zapowiadają niezłą pogodę. Pojadę rowerkiem na garaż mijając zapewne po drodze kilku riderów. Uśmiecham się wtedy sam do siebie, już za niedługo już za momencik ja też będę....
Szerokiej drogi panowie

2015-06-27 00:23:10 left 4 dead

dziękuję! co do tytułu to mimo, że jestem mega otwarty i totalnie nie homofobiczny..jakoś nie mogłem się powstrzymać :)

2015-06-26 23:31:00 sirturek

Fajny tekst jak zawsze, ale do tytułu się przyczepie ...

  • Dodaj komentarz