Najnowsze komentarze
:) "Natomiast to jak wyglada, jak ...
Marcin Jan do: motocykl, którego nie ma
Napisz proszę dlaczego: "Po pierw...
Ciekawe motocykle masz na uwadze. ...
Jak by nie kombinować, kolejny spr...
Bandit daje radę ale tylko w okreś...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

28.11.2018 19:19

gdy koniec sezonu siódmego

jako, że coś się kończy, coś zaczyna, to dzisiaj polecimy sobie tak bardziej jesiennie, melancholijnie

 

 

    Tak, że tego - zakończyłem swój siódmy sezon. Wyglądało to podobnie jak rok temu, z tym że, teraz nie jezdziłem do 10go listopada, tylko do 23go. Motocykl grzecznościowo stoi już w garażu, a podładowany akum grzeje się na półce. Motor przeszedł pełną polerkę, ale proces jest do powtórzenia - wyjechałem w piątek na godzinę i mimo, że asfalt był suchy i sześć stopni na plusie, to na motocyklu została warstwa brudnej wilgoci, o przypuszczam że lekko słonym odczynie. 

     Siedem pełnych sezonów i pięć motocykli - panie i panowie jakże to mało, kiedy spojrzy się na samą cyfrę. Może dlatego, że spędziłem te lata na bardzo intensywnej eksploracji tematu, okres ten wydaje mi się dłuższy. A może również dlatego, że sporo też zmieniło się w moim życiu i ten gościu, który z trwogą siadał na kursowe suzuki gn 250, na asfaltowym placu za miastem, też musiał się nieco zmienić. Cóż, nie ma już tego placu, ani nie ma tej szkoły nauki jazdy, która była największa i ponoć najlepsza w całej okolicy. Bywa i tak.

    Ale cóż to był za sezon. Takiej pogody na jazdę, to ja nie pamiętam. W styczniu wyjechałem, w lutym wyjechałem, a w marcu już się normalnie śmigało. Pogoda była nie z tej szerokości geograficznej. Można było normalnie planować wyjazdy, bez obawy, że pierdolony deszcz nam po drodze na głowy pospada. No i tak to trwało aż do póżnego października, kiedy to mogliśmy wyjechać na trzy dni w środku miesiąca i mieliśmy absolutną pewność, że nie trzeba upychać kondonów w bagażu i że po drodze bankowo nie będzie padać.

     Niestety mam też obawę nieomal graniczącą z pewnością, że sezon ten okazał się najtragiczniejszy dla motocyklistów, od wielu wielu lat. Prosty rachunek prawdopodobieństwa - więcej się jeździ, jest więcej wypadków. Muszę powiedzieć, że sam miałem dużo szczęścia. Jak to mój ziomeusz powiedział - popadasz w rutynę. Sporo wpisów o technice jazdy i unikaniu zagrożeń popełniłem, ale sam się do nich stosowałem głównie w pierwszych, niepewnych nieco latach. Proste skojarzenie na bazie doświadczeń: latam siódmy sezon, nic mi się nigdy nie stało, więc mimo uwagi i świadomości zagrożeń, automatycznie jeżdżę mniej ostrożnie, bo moja percepcja ma praktycznie same pozytywne doświadczenia. Tracę czujność, rozumiecie o co mi chodzi?

     Tymczasem, kiedy spojrzę w perspektywę minionego sezonu to wyróżniam tak na prawdę tylko trzy rzeczy. 1.testy: niesamowitej aprili tuono i równie zaskakującego gs'a 1200, 2.dwudziesto minutową jazdę szkoleniową na pit bike'u mrf 120 i 3.dalsze podróże: dwa wyjazdy na cervonohorkie sedlo, alpy i sandokazimierz. Reszta, to znaczy całe to latanie w okół komina jakoś tak ginie w otmętach mej pamięci. Przez ciągłą powtarzalność przestaje mieć znaczenie, zmienia się w czarną dziurę.

     To był sezon lepszy niż przypuszczałem i prawdopodobnie ostatni tak intensywny motocyklicznie. Chodzi mi tu bardziej o ilość testów, czy artykułów, o takie dodatki do jeżdżenia na motocyklu. Z jednej strony trochę żal, a z drugiej, jak to w piosence zgrabnie ujęła sarsa: "chciałabym móc, już nie starać się". Wiem, że moje teksty coraz bardziej się do siebie upodabniają i zastanawiam się kiedy na śmierć zanudzę swoich czytelników. Na ścigacza.pl też przestałem pisać, nie mam ciśnienia, nie czuję potrzeby. Miałkość forumowo-społecznościowa też mnie odrzuca, funpage na FB leży odłogiem. Mimo tego działam, wciąż jestem tutaj.

     Motocykl nabiera kilometrów wraz ze mną i widzę, że mój stosunek do niego też będzie się zmieniał, o ile już się nie zmienił. Zresztą, nie ma się co dziwić, jeżdżę już na nim pełne trzy sezony. A pewnie pamiętacie niedawne wpisy przedzakupowe, poszukiwana następcy kawasaki z 1ooo, to było tak niedawno. Co do tigera bydlak jest pancerny i to trzeba mu przyznać. Z jednej strony doceniam go stuprocentowo i dalej mi się świetnie lata, ale z drugiej wiem i czuję, że potrzeba zmiany dla samej zmiany - powoli we mnie narasta. Prawdopodobnie będzie tak jak pisałem rok temu - będę nim jezdził do 2020go roku, a potem sprzedam i kupię coś innego. Najchętniej to zostawiłbym go na zawsze, na dłuższe trasy i dokupił jeszcze jednego wariata, ale na przeszkodzie stoją mi monety, czas i przestrzeń. Mało jest czasu by jeździć na jednym, a po utracie miejsca w garażu na weekendy, straciłem jeszcze możliwość parkowania na strzeżonym wśród wysokich bloków i zielonych tui. Czyli jest tak średnio.

     Ale, wyprawy planuję i do tego głównie posłuży tygrysek w przyszłym sezonie. Chorwacja i rumunia to będzie musowo. Mam też głód na polskę, aby ją poznać bardziej i poodwiedzać z Agą głównie w weekendy. Ale wszystko to będzie już myślę, tak jakby w atmosferze zmiany, prawdopodobnej zmiany motocykla. Chciałbym mieć w sobie więcej takiego spokoju, pragmatycznej pewności, która pozwalała by mi cieszyć się jednym motocyklem przez powiedzmy parenaście lat. Sa tacy goście. Staram się sam siebie tak kierunkować, tłumaczyć sobie, że magia nowości szybko mija i znów jest tak samo, ale jakoś mi to nie wychodzi. Sama radość zmiany wabi mnie i kusi, a już samo planowanie daje dużo frajdy. Poza tym wszystko się nudzi i o ile mój moto jeszcze mi nie obrzydł, to co będzie za dwa, trzy, cztery sezony? To dlatego wśród motocykli na portalach ogłoszeniowych, jest tak mało sprzętów od posiadaczy trzymających moto powyżej pięciu sezonów.

    Wkrótce trochę więcej o moich wyborach, bo tak jak pewnie i u was, wszystko zmienia się dosyć dynamicznie, wciąż dochodzą nowe składowe. U mnie w zasadzie drogi bedą dwie, a na ich rozwidleniu stanęły by na dzień dzisiejszy tylko trzy motocykle. Dwa z nich generalnie podążają tym kierunku po którym jadę, a trzeci byłby zupełnym zaprzeczeniem tamtych dwóch. Mój skręt w jego rozwidlenie polegałby na zupełnej zmianie obecnej filozofi motocyklizmu, ale zagwarantowałby większe bezpieczeństwo, niejako mnie chroniąc. Oczywiście - obecna formuła jest najbliższa uniwersalności. Ale któż powiedział, że nie można zmienić optyki, nawet jeśli tylko na jeden sezon, albo dwa...chociażby tak dla jaj ?

Komentarze : 14
2018-12-02 13:09:58 gregor1365

A właśnie chciałbym kiedyś poczuć jak to jest z tym jebnięciem dysponując takim potworem.
Pewnie rakietowe doznania....

2018-12-02 10:27:58 jazda na kuli

Korzystając z okazji, że tak sobie gadamy o motkach, chciałbym wyznać żal. Żałuję, że nie odkupiłem od kumpla tej Hayabusy, którą jeździliśmy, pamiętacie. Był to 99rocznik, parokrotna mistrzyni pl i chyba też czech na 1/4 mili. Wiadomo, ten rocznik to pełen odblok, zmapowana tak, że na 6tce widziała 2kę. Kumpel ją dokupił, odnowił całą, na biało, polerka ramy, wszystko, skrócił wahacz. No i sprzedał po 3 sezonach za 15k. Kurde, żałuje strasznie. Miała by u mnie dożywocie, pewnie wyrwałbym ją za 12k . To, że mi się nią źle jeździło, nie miało by znaczenia - ona by była tylko do zadań specjalnych. Wtedy jednak tego jeszcze nie wiedziałem, nie rozumiałem....a szkoda.

2018-12-01 23:18:16 strażowy

...ot i pikna dyskusyja się urodziła hehe ...motocyklowanie przybiera różne formy i trudno się dziwić skoro ludzie mają różne oczekiwania, pomysły, pragnienia...jeden fiksuje za ostrym przecinakiem, drugi sięga po rasowe adv a inny jeszcze struga w zaciszu garażowym upragnione caffe...I SUPER ! bo nie wyobrażam sobie sytuacji w której na ulicach widzę jeden typ motóra, w tym samym malowaniu, o tej samej mocy...cały czas "gonimy króliczka" :)

2018-12-01 15:30:37 okularbebe

O to właśnie chodziło. Zawsze jest jakaś grupa zalet (oprócz wad), z której siłą rzeczy rezygnujemy przesiadając się na droższy, lepszy, nowszy, czy też inny motocykl.

Dopiero po latach okazuje się, że to były wyjątkowe zalety.

Wspominam na przykład moją yamahę TDM 8503VD. Motocyklowy, pierwszy SUV z początku lat 90tych. Teraz prawie każdy producent naśladuje w jakiejś części właśnie tamtą konstrukcję.

Wiedziałem, że tak się stanie już wtedy, kilkanaście lat temu.

2018-12-01 14:10:21 Marcin Jan

no generalnie też myślę o zmianie sprzętu, jednak idzie mi to bardzo opornie muszę się przyznać i nie mogę napisać że "nie pierdolę się w tańcu". Choć może rzeczywiście należy przestać się zastanawiać i analizować tylko kupić. Ale gdy już prawie się decyduję to idę do garażu, patrzę na hankę i sobie myślę: "a tak w ogóle to po uj zmieniać"? Jedyne co to rosnący przebieg i myślę że w tym tempie za 3-4 lata moto będzie miało ok. 100 kkm więc będzie ciężko sprzedać, albo trzeba będzie puścić tanio. No i trochę technika poszła do przodu.
Może muszę najpierw sprzedać żeby siebie samego postawić pod ścianą :)

2018-12-01 08:41:17 jazda na kuli

strażowy i Marcin Jan: a może okularbebe chodziło o coś takiego: 1szy sprzęt ma zaletę bycia nakedem z okrągłą lampą, a następny już nie, bo lampa i brak owiewek stają się przeszkodą, a nie zaletą. Innymi słowy wymagania się zmieniają i niegdysiejsze zalety tracą wagę, przestają nimi być. Kolejny sprzęt zatem tych wcześniejszych zalet nie ma.
Jak się głębiej zastanowić, to jest to lustrzane odbicie Twojej tezy strażowy - "każdy następny jest pozbawiony mankamentów poprzednika" w motocyklowym rozwoju zalety stają się wadami i vice versa, przeplatają się. Gdzieś tam w końcu, na emeryturze, ktoś znowu wraca do okrągłej lampy bez owiewek, do idei nakeda zaklętego w cruisera, vyx'a czy innego boulevard'a...

TomSV - gdyby nie niechęc do marki - myślałbym. ale oferty oglądam i siedzę w temacie. jak to mawia mój kolega do GSa trzeba dorosnąć :)
gregor1365 - zazdro dwóch motków i garażu, im zimniej, tym bardziej :)....
Pozdrowionka

2018-11-30 23:54:01 strażowy

@Marcin Jan: moim zdaniem nie jest ważne od jakiego moto zaczynasz a ile różnych przetrenowałeś. Wiele lat jazdy owocuje wiedzą organoleptyczną co do rozwiązania które pasuje albo którego totalnie nie lubisz. Oczywiście znalezienie "złotego środka" nie jest prostą sprawą bo zwyczajnie pewne kwestie się wykluczają. Wtedy, w garażu stoi kilka rozwiązań, każde na inną okazję hehe, albo masz jeden sprzęt, na którym najbardziej Tobie zależy i z jego pomocą realizujesz swoją motocyklową przygodę :)

2018-11-30 21:39:07 Marcin Jan

@strażowy
to zależy z jakiego moto startujesz :).

Za wyborem konkretnego modelu może stać najmniejsza suma wszystkich jego wad. Może stać ten jeden killer feature albo to że motocykl w żadnej kategorii nie jest najlepszy.

2018-11-30 00:24:27 strażowy

@okularbebe-" każdy następny nie ma zalet poprzednika " próbuje to rozkminić i po mojemu to raczej idzie tak: każdy następny pozbawiony jest mankamentów poprzednika " :) a co do jego zalet to i owszem, oby ich było sporo,a nawet więcej bo przecież o to chodzi w zamianie sprzętów:progres w możliwościach, wygodzie, bezpieczeństwie ...no i finalnie w zadowoleniu

2018-11-29 20:40:20 okularbebe

*w sensie coś innego, ale wciąż od Triumpha.

2018-11-29 20:34:01 okularbebe

Ładne podsumowanie. Co do zmiany sprzętu. Każdy następny nie ma zalet poprzednika. Więc żeby zbyt daleko nie uciec od dobrego wzorca obstawiam coś innego od Triumpha. Poniewaz już się troszkę o sobie naczytalismy to przynajmniej wiem, że na pewno nie BMW;-)

2018-11-29 17:45:33 TomSV

Ciekaw jestem nad jakimi kolejnymi motocyklami myślisz, może GS 1200?

2018-11-29 12:19:04 strażowy

...i jak tu czegoś nie dopisać hehe...podobnie jak Gregor, w rodzinne strony mam 650km dojazdu więc czasem przeganiam 2 koła i łączę obie przyjemności :) , natomiast co do podsumowań i przemyśleń sprzętowych hmmm powiem tak: 3 garki od Triumh-a to zdecydowanie przyjazne rozwiązanie tyle że nie jedyne którego warto spróbować. Przecież " stanie w miejscu" to uwstecznianie. Warto doświadczać nowszego bo kto wie, akurat przypasi i tak jak pisał j-n-k kolejne 2,3 sezony przelecą z bananem na ryjku. Nie wiem czy autor kombinuje podobnie ale śledząc Jego poczynania czyli jazda głównie po czarnym, często w 2 osoby, w planach wyjazdy dalsze od własnego "kwadrata" ....obstawiam że niedługo zapragnie bliżej poznać Crosstouriera...oczywiście z DCT ...a czemu?... bo czemu nie! Mnie w ostatnich latach kilka motocykli używanych w tym samym okresie skłoniło do redukcji stadka: finalnie zostaje hybryda do off-a czyli 150 kilkogramowa solówka na na małej v-ce od hondy i ...no właśnie, może niekoniecznie rasowe ADV, może po prostu solidny turystyk. W końcu najwięcej km nawijamy asfaltem więc po co sobie robić "pod górkę" ?
Pozdrawiam i ...krótkiej zimy życzę :)

2018-11-28 21:30:31 gregor1365

Siema, u mnie jest troszkę inaczej.
Mam dwójkę wciąż małych dzieci, w związku z czym moja czterosezonowa przygoda z Zetą jest troszkę szarpana. Jak już wygryzę niespodzianie troszkę czasu dla siebie, to dopadam ją jak kochankę i ujeżdżam ile się da w danej sytuacji. Do tej pory suka nie zdążyła się znudzić, jest zawsze niezawodna i gotowa do jebnięcia, dlatego swoje rozterki odnośnie zmiany motocykla chowam do szuflady jak na razie.
Nie nudzi mnie latanie wokół komina, zimno ani te same krajobrazy na które i tak nie mam czasu patrzeć bo ta cholera rwie i rwie do przodu. Ixil wyje po swojemu, wicher wieje a ja cieszę się z chwili wolności. Mam do rodzinnego domu prawie 500 km i już na wiosnę chcę się tam do mamuśki bujnąć bo to po prostu przyjemne. Jak już kiedyś pisałem jeszcze taka męska wyprawa z namiotem na tym wąskim zadupku by się przydała, może zlot na drugim końcu naszego pięknego kraju?
Zobaczymy, każdy orze jak może i swój świat urządza pod Siebie.
Byle nie zdziadzieć kompletnie w tym syfie wszechogarniającym.

Będzie dobrze, byle do wiosny.

Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz