Najnowsze komentarze
Erjot do: nad łapszanką.
@Marcin Jan Pewnie tak ale chciał...
Marcin Jan do: nad łapszanką.
@Erjot ten motocykl kumpla to chy...
strażowy, gregor , from north i er...
...czyli jakieś 5 sztuk już do oga...
...nadrabiam zaległości tutejszej ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

10.05.2020 17:21

nad łapszanką.

ponad 32 tysiące wspólnych kilometrów, pięć wspólnych sezonów i oto mamy pierwszą glebę na naszym tygrysku ...

 

     Najdotkliwsza część pandemicznych obostrzeń mam nadzieję, że już za nami. Czyli zachorowań i zgonów więcej, ale zakazów mniej.  Wczoraj byliśmy w beskidach i na przedgórzu tatrzańskim i powiem, że dawno tylu motocykli nie widzieliśmy na trasie. Ale lećmy po koleii.

    Tydzień temu, po pracy udałem się na działkę motocyklem, bo miałem tam trochę roboty do zrobienia. Dzień był ładny, następnego zaczynał się długi weekend. Mimo kiepskich prognoz na piątek, byłem dosyć zdeterminowany, aby pojechać. Pojechałem więc, zrobiłem co do zrobienia było, po czym siadłem w słoneczku z pysznym drinkiem w dłoni. Motocykl stał obok, zawsze stawiam go przy lekkiej górce pod kosą, żeby nie był zbytnio pochylony, żeby tak bardziej stał sobie w pionie.

     Jak się okazuje, ma to swoje minusy.

     Dzień miał się już ku końcowi, drzewa kładły długie cienie a ja będąc w świetnym chumorze, postanowiłem usiąść na motocyklu, odpalić, zrobić łutututu i standartowo sprawdzić, czy nie zadymi. Taki miałem, powiedzmy a'la zlotowy kaprys. Siadłem więc zamaszczystym ruchem na motor i w zasadzie to by było na tyle. Nie było żadnej walki o utrzymanie pionu, nic. Po prostu w jednej chwili siadałem na moto, a w drugiej leżałem z nim na trawie. Zajmowanie pozycji i gwałtowny odprost motocykla plus wspomniana górka, gdzie moja prawa stopa miała daleko do ziemi, no i mamy spektakularne bęc.

     Wstałem taki bym powiedział bardziej zdziwiony niż zniesmaczony. Bez większych emocji udałem do domku po telefon i zrobiłem leżącemu tygryskowi pamiątkowe fotki. Potem na spokojnie wysunąłem kosę, wbiłem ręką jedynkę, kucnąłem z drugiej strony i podniosłem moto z pleców. Trochę mi się noga w klapku ślizgnęła na mokrej trawie, ale ogólnie jak na pierwsze dźwiganie tigera (z kufrem) poszło dosyć sprawnie.

    Gdyby nie dołożone podwyższenie handbarów z givi, strat by nie było. Motor jest wygmolowany i wykraszpadowany, są osłony osłon i inne pierdoły, z których mam bekę czasem, a które sam przez te lata pozakładałem. Jednak to podwyższenie nieco nadpękło wewnątrz handbara i kawałek się ukruszył, a od śruby idzie lekka szczelina. Element ten jest bardzo skuteczny, w zimniejsze dni jest cieplej w dłonie (nie mam grzanych manet) a i w cieplejsze nie wieje tak po przedramionach, bardzo go lubię. Nie wymieniam go jednak, zostawiam tak jak jest, bo nie straciło nic ze swojej funkcji, a jak ktoś nie wie gdzie patrzeć, to nawet nie zauważy uszkodzeń. Poza tym, blizny zdobią wojownika.

     W tym tygodniu z koleii wybraliśmy się z agą na pierwszą wspólną podróż tygryskiem w tym sezonie. Dosyć późno, bo w zeszłym roku pojechaliśmy na czechy już 21 go marca. Teraz wiadomo, a to ta pieprzona pandemia, a to pogoda nie taka. Od poniedziałku ruszyły hotele, więc planowaliśmy najpierw bieszczadzką przystań motocyklową, ale nie mieli wolnych miejsc. Potem myczkowiankę, gdzie miejsca były, w planach był objazd bieszczad, niestety na niedzielę zapowiadali przelotne deszcze ( których nie ma). Nie chciało mi się pakować zestawów przeciwdeszczowych, więc skróciliśmy wyprawę na piątek-sobotę, z noclegiem w rabce.

     Wyprawa, jak wyprawa i nie ma co się za bardzo rozwodzić, ale godne polecenia są dwie miejscówki, które odwiedziliśmy - przełęcz nad łapszanką i hotel beskidzki raj. Przełęcz jest niepozorna i mało uczęszczana, w zasadzie na górze jest tylko stara, biała kapliczka i parę ławeczek. Piękny jest natomiast widok na ośnieżone tatry w oddali. Co do hotelu, to jest to podobno najwyżej położony hotel w beskidach, jest czynna wieża widokowa, wyjście na szlak w górach, zagroda z różnymi rogatymi zwierzątkami. Polecamy.

     Motocykli w górach było multum. Co do noclegu, to jak na na dużą willę może ze trzy pokoje były zajęte. Cisza, pustka i spokój. W piątek to samo na drogach, jechało się fantastycznie, pachniały lasy, śpiewały sobie ptaszki. W sobotę też było super, aczkolwiek na przełęczach takie tłumy powylęgały, że aut nie mieli gdzie parkować. Do wejścia na babiogórski park narodowy kolejka z trzysta metrów się ustawiła. Wcale zresztą mnie to nie dziwi i tym ludziom także się nie dziwię.

     Trasa wyniosła w sumie 5oo kilometrów, motorek cykał aż miło, na razie przejechał 2,5k od wymiany oleju w październiku, a na tą chwilę nie chlipnął jeszcze ani grama oliwy. Zaraz po zimie przy zapalaniu rozrusznik miał takie chwilę zamyślenia, że na sekundę, dwie przestawał kręcić a potem zaczynał jak nigdy nic, ale to też już minęło. Może akum już słabszy i na zimnym silniku i po tygodniu postoju nie oddaje takiego prądu rozruchowego jak powinien, lecz ta przypadłość szczęśliwie ustąpiła. Akum zaczyna już ósmy sezon, nie ma się więc co dziwić. Nic wyraźnie nie stuka/puka w motocyklu, aczkolwiek jest takie wrażenie lekkiego zużycia, które wyczuwam w luzach na przeniesieniu napędu, uklepanym nieco siedzeniu, scierającej się lewej manetce.

      Wolniej niż w poprzednich sezonach, ale kilometry lecą.

 

 

lewa!

Komentarze : 8
2020-05-25 19:12:56 Erjot

@Marcin Jan
Pewnie tak ale chciałem to szybko kumplowi naprawić, żeby nie stracił sezonu, a po drugie miałem na głowie konflikt z serwisem i importerem, którzy upierali się, że motocykl jest sprawny, a mnie losowo zdażało się brak hamulców, tzn. były ale działały z jakimś 1-2 sekundowym opóźnieniem. Klamka wpadała i dopiero po chwili hamulce brały. Najgorsze, że działo się tak sporadycznie i ciężko było to udowodnić.

2020-05-25 18:33:26 Marcin Jan

@Erjot
ten motocykl kumpla to chyba mogłeś z OC naprawić?
No chyba jak to zwykle bywa OC nie pokryło wszystkich strat bo ubezpieczyciel leciał w pręta.

2020-05-19 14:19:47 Erjot

Ja miałem 3 przypadki, w których uszkodziłem motocykl. Dwie gleby i jedną stłuczkę. Pierwsza zaraz po zrobieniu prawka na nowym moto. Wyjechałem w samej koszulce tylko zatankować, gdy wracałem przeglądałem się w witrynach sklepowych jak zajebiście wyglądam i za późno zauważyłem że gość przede mną nagle zahamował. Chciałem nagle skręcić i zahamować co skończyło się upadkiem przy głośnym ryku silnika bo jak leciałem pociągnąłem jescze za manetkę i podkręciłem obroty. Niestety poleciałem bezpośrednio plecami na krawężnik. Jak wstałem nic nie czułem. Do domu było zaledwie z 500m. Po dojechaniu już nie mogłem z bólu oddychać. Kilka dni męczarni i różnych środków przeciwbólowych i jakoś przeszło ale myślałem, że bez pomocy lekarskiej się nie obędzie. Motocykl z małymi otarciami na kierownicy, lusterku i crash padzie, który uchronił od większych szkód.
Druga gleba przy zawracaniu na stromym parkingu w górach. Nie utrzymałem sprzęta i bach. Podobnie crash pad przyjął uderzenie i tylko drobne ślady na deklu i wydechu ale i tak bolało bo motocykl ponownie nowy dopiero co odebrany z salonu.
Trzeci raz wjechałem bezpośrednio w tył kumpla który zahamował przed światłami. Wcisnąłem klamkę a ta wpadła do końca tylko, że nie było hamowania. Tym razem uszkodzenia były większe mimo że nikt się nie przewrócił. U mnie potrzaskana czasza i błotnik a u kolegi pękniety ogon. To już mnie trochę kosztowało bo musiałem naprawić dwa motocykle.

2020-05-19 11:12:54 TomSv

Ja też wyglebiłem i najbardziej ucierpiała duma.
Luty 2018, 2km i jakieś 10min po kupieniu moto, podczas ruszania i wjeżdżania na rondo, ciut za dużo gazu(choć mi się wydawało że normalnie) koło straciło przyczepność jak złapało znowu wystrzeliłem do góry.
Dobrze że crashpad był, ucierpiał tylko dekiel.
Miałem do zrobienia 300km do domu więc jechałem mega zestresowany. Po zaparkowaniu w garażu okazało się że w oponach 1bar przód-tył. Pewnie to miało duży wpływ na paciaka. Teraz wiem że ile byś systemów bezpieczeństwa i kontroli trakcji w moto nie miał, nic ci to nie da jak opony są zimne.
Trochę mam żal do salonu(kupowałem używkę zostawioną w rozliczeniu przez klienta) że nie sprawdzili ciśnienia w oponach przed wydaniem moto.

2020-05-18 06:42:52 strażowy

cześć ...26 lat na swoich motocyklach ( wpisane lata zaliczam od pierwszego poważnego sprzęta czyli ...BiG 800 :) ) skutkowało kilkoma małymi przygodami z prędkości tzw parkingowych...skoleń enduro nie liczę bo tam gleby były wpisane w rozrywkę , zwyczajnie jak oddychanie hehe "jak się nie wyj.., to się nie nauczysz" - ole to zupełnie inna mapa myślenia podczas jazdy przeważnie w stójce i na sypkim podłożu...wracając do asfaltu, chyba najbardziej bolał "nurek" na początku ubiegłego sezonu kiedy to totalnie podczas pierwszej przejażdżki na początku marca, przy temp 4 st.C zachciało mi się zaraz po wyjeździe z garażu pobalansować ciałem i....książkowo wyglebiłem na skręcie w prawo przy 90 stopniach bo przedni laczek zwyczajnie ujechał na pasach przy przejściu dla pieszych. Wkurw na swoją bezmyślność i niestety szybka refleksja: temperatura gleby ! farba na pasach ! ułańska fantazja po dłuższym niejeżdżeniu ! - ehhh . Plus to świadomość że dozbroiłem we wcześniejszych sezonach swojego Tigera w solidne gmole na przedzie i tyle więc efekt to tylko kilka blizn na prawej stronie ( farba na gmolach punktowo do odświeżenia) ...no cóż, strzeliłem karpia, potem wyłączyłem sprzęta który nie zgasł, wywinąłem kiere i na biegu dźwignąłem kota do pionu.
Myślę że takie lekcje co jakiś czas wychodzą na zdrowie.......resztę sami dośpiewajcie :) ... bezpiecznej jazdy w tym sezonie życzę Hej :)

2020-05-16 19:00:24 DominikNC

Rzeczywiście złotowe klimaty. Typ napił się i chce zrobić łututu, ale przewrócił przy wsiadaniu ;) Ja sam nie jestem dziewicą, przewróciłem się mnóstwo razy. Ostatnio 9 lat temu, jeszcze na sporcie. Samochód nie miał stopów, zdążyłem wcisnąć klamki, ale stara przednia opona nie dała rady i przeszlifowalem trochę. Oczywiście w koszulce i bez rękawiczek. Bolało... Pozdrawiam!

2020-05-16 12:57:21 Marcin Jan

jak to się mówi motocykliści dzielą się na dwie kategorie na tych co leżeli i na tych co będą leżeć. Ja moją hondę położyłem na parkingu 3 razy. tak 3 razy. Zawsze na lewą stroną. Raz przednie koło zagłębiło się na żwirku pod garażem i cyk. leży. Gdyby nie jeden większy kamień to rysy byłby tylko na gmolu, ciężarku kierownicy i lusterku a tak dostała leciutko jeszcze owiewka tj odcisnął się na lakierze kamień. Drugi raz znów pod garażem, moto na kosie, dosiadam motocykla, zadzwonił telefon, rozmawiam siedząc na moto przez telefon. Gadam i gadam więc postanowiłem znów postawiać moto na kosie ale nie zauważyłem, że niechcący kosę nogą złożyłem tak do połowy (tj sprężyna jeszcze jej do boku nie podciągnęła), więc kładę na tą w pół rozłożona kosę, więc wiecie co było dalej. Znów gleba. Zmów te same elementy. No i trzeci raz tu najgorzej bo ruszyłem z zapiętą blokadę. Efekt tarcza krzywa (wymieniłem na nową + klocki wiec trochę bolało finasowo) i dodatkowo tym razem kufer ucierpiał. Co najlepsze po ostatniej akcji podczas późniejszej jazdy pękną gmol. Tak miał tylko rysy od położenia moto a skubany pękną. Widocznie jakieś naprężenia powstały + wibracje silnika. Normalnie można by się zasugerować że dostał pożądanego szlifa czy coś. Ogólnie o tyle było szczęścia w tych glebach że za każdym razem asfalt trafił w te same elementy motocykla więc ogólnie było łatwe do doprowadzenia do stanu pierwotnego.

2020-05-11 15:40:41 okularbebe

Robię zrzut z ekranu, żeby może kiedyś zajrzeć w te same miejsca, na zdjęciach wygląda to wszystko ślicznie, tęsknię za Taterami. Gleba Triumpha wartego Imperium została uratowana. Dobrze jest mieć te wszystkie odbojnice. Mam pękniętą dolną owiewkę, bo przestawiając motom, ślizgnąłem się na kaflach tarasu, na którym wcześniej niechcący rozpyliłem smar z łańcucha. Podnosząc motocykl z takiego położenia, uświadamiamy sobie z jakiego kalibru pociskami mamy do czynienia.

  • Dodaj komentarz