Najnowsze komentarze
DominikNC do: oklejona chabeta
Cześć! Winszuję udanego sezonu. Je...
DominikNC do: Vespy z Rodos.
Co tam skuter. To jest blog motocy...
Fajny wpis. Wiem to po mojej GTS12...
Saksonia, piękny region, doskonała...
Siemanko DominikNC. Kurde, jesteś ...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

14.10.2023 20:02

Vespy z Rodos.

Siemacie, w tym artykule znajdziecie pobieżne co i jak w kwestii wypożyczenia motocykli na jakże popularnej wśród naszych rodaków destynacji

 

     Wyjazd na  Rodos, który jak wiecie planowałem już rok temu doszedł do skutku. Ze względu na mnogość wypożyczalni wybrałem miejscowość Faliraki pomiędzy miastem Rodos i Lindos.  Początkowo priorytetem była firma "U Tonego" gdzie jest dostępny DL'a 650 pierwszej generacji.  Tuż przed wyjazdem jednak dostrzegam że na wyspie są też oferowane Vespy 300 i to nieco zmienia plan działania. Oto jest szansa na kontakt z  prawdziwą klasyką gatunku i stylu.

     V Strom 650 pierwszej generacji schodzi więc na drugi plan.

     Vespa to już niemal kult. Produkowana nieprzerwanie od prawie osiemdziesięciu lat. Jedna z legend motoryzacji, choć określenie "Legenda" nie jest według mnie całkowicie adekwatne  - "Ikona" jest bardziej w punkt. Legend jest więcej, Ikony to rzadkość.

     Właściwie to temat Vesp zahaczam od lat. Sprawdzam po ile stoją. Byłem na zlocie.  Kuliminacją był gotowy plan na wypożyczenie Primavery 125 na Malcie. Pojechaliśmy autobusem do miasta Sliema ale na miejscu okazało się iż mimo że jest dostępna na stronce to fizycznie w lokalu jej nie ma. Wypożyczyliśmy wtedy Peugeota Tweet'a 125, ale niesmak pozostał. Mimo że Tweet całkiem fajnie jeździł. 

     No i tym razem: jest! Zachodzimy do wypożyczalni Angelou piechotką z hotelu. Obiekt mieści się na głównej ulicy biegnącej przez miejscowość. Na przeciwko stoi przybytek U Tonego, gdzie przed wejściem dumnie pręży owiewki DL 650 pierwszej generacji. Omiatam go niedbale wzrokiem, bo w głębi Angelou stoi ona - żółta Vespa GTS 3oo i przyciąga uwagę jak nie wiem co.

     Rezerwuję na następny dzień wpłacając 20€. Trzysetka, więc jaram się najbardziej. 

     Nastepnego dnia zjawiamy się o dziewiątej. Pełny koszt wynajmu to 40€, dopłacam więc resztę. Pani zatrzymuje mój dowód osobisty na czas najmu i wydaje umowę, która jest dokumentem podczas ewentualnej kontroli. Moje zdziwienie budzi prośba, żeby nie jechać poniżej miast Lidos, bo tam "no service". Dziwne, ale ok. Na razie jest nieźle  - tylko 40€ i żadnej kaucji. Minus mamy taki, że pojazd ma jedynie ubezpieczenie OC. Pani uprzedza: cokolwiek zrobisz... Ty płacisz. 

     Skuter jest piękny. Zawsze mi się podobały te klasyczne linie. Wielu kopiowało te osie kształty (Vespa to po naszemu Osa) ale oryginał jest tylko jeden. Ale w  sumie to tak na prawdę nie wiem czego się spodziewać. Bolesnego upadku Ikony, czy potwierdzenia jej statusu. No bo - maszyna jest włoska. Mimo że staram się odsunąć na bok wszelkie uprzedzenia i nieprzychylne opowieści,  to jednak jarzy się we mnie obawa że ten motocykl tylko wygląda.  Wiecie, piękny i designerski ale taki nie jeżdżący.  Tłukący się na każdej dziurze, dzwoniący silnikiem, w którym kazde koło jedzie w inną stronę a jak się hamuje to tylko zwalnia przerażliwie piszcząc. Nie wiedziałem czego się spodziewać bo nie rozmawiałem wcześniej z nikim kto jeździł taką Włoszką. 

     Silnik zapala od dotyku.  Mam trzy tylko trzy kreski paliwa i z takim też stanem mamy ją oddać. 

     Jest jeszcze wcześnie i w miarę chłodno więc kierujemy się do Rodos. Od pierwszych kilometrów jest po prostu świetnie, a obawy okazują się płonne. Skuter energicznie przyspiesza i sunie cicho, sprawnie. Sprawia bardzo zwarte wrażenie. Mimo obaw nic się nie tłucze ani nie rzęzi. Czuć że pojazd jest nowy, ma na liczniku zaledwie dwa tysiące kilometrów. Jedziemy w białych Jet'ach z szybkami i w obowiązkowych w takich miejscach okularach przeciwsłonecznych.  Wziąłem do walizki meshowe rękawiczki,  ale Aga na ten pomysł spojrzała z politowaniem  - oni nawet nie jeżdżą w kaskach a co dopiero w rękawicach. Za dnia jest bowiem bardzo gorąco, nawet teraz, w połowie września.  Ugotujesz się. 

     Żółta śmiga jak ta lala. Pięknie ciśnie pod górę. 24 konie 26 niutonometrów.  Kurde, zapierdziela to aż miło. Na spokojną jazdę skuterem z żoną to mocy nawet za dużo. Hamulce fajnie wyczuwalne, mimo pełnej obsady i szpargałów w kufrze dosyć mocne. Przejeżdżamy przez pierwsze nierówności i łaty na jezdni, gdzie zawieszenia o śmiesznych skokach o dziwo pracują i to nieźle.  Zwłaszcza tył mi się podoba, czuć że wybiera, pompuje dosyć mocno góra dół, ale dzięki temu Aga później relacjonuje że na tylnym siedzeniu bardzo komfortowo się siedzi jak na skuter nie za duży.

     Miasto Rodos zajebiste. Naprawdę super. Motorek zostawiamy na parkingu dla jednośladów przy jednej z bram miasta i spacerujemy po klimatycznych uliczkach. Potem przejeżdżamy trasą wzdłuż brzegu, mijamy Marine z zacumowanymi jachtami. Żółta Vespa jest tam wyjątkowo na swoim miejscu, pasuje do tego przepychu, łodzi, palm i drogich sportowych samochodów. Jest tu wyjątkowy, wyspiarski klimat, który my wraz z nią także tu tworzymy. To czuć. Jest na bogato.

     Obiad jemy w naszym hotelu a potem jedziemy na południe do Lindos. Ruch niewielki,  ale trasa niespecjalnie ciekawa. Gdyby nie panorama miasta po drodze,  była by wręcz nudna. Jest już bardzo gorąco. Samo Lindos o wiele mniej nam się podoba niż stolica. Mam wrażenie że jak ktoś był na Santorini, zwłaszcza w Oia to taka biała zabudowa jak ta w  Lindos zawsze już nie będzie wystarczająco spektakularna.

     Wracamy na kolację a potem creme de la creme - przed oddaniem jadę pojeździć sam po wyspie.  To kolejny minus - oddać trzeba tego samego dnia przed zamknięciem. Nie zostawisz sobie sprzęta pod hotelem jak np na Maderze, czy różnych Kanarach, kiedy to jeszcze o świcie dnia następnego mogłem sobie pojeździć przed zwrotem motora.

     W solo obsadzie przyspieszenie Vespy aż zaskakuje. Poważnie,  tak do sześćdziesięciu na godzinę idzie zdumiewająco dynamicznie. Rano dziewięciolitrowy zbiornik napełniliśmy do pełna paliwem, mam więc jeszcze dwie lużne kreski do wymaganych trzech.

    Zabawa jest przednia. Nie ma nudy. W sumie to nie chcę mi się jej oddawać. Jak na skuter to jest tu bardzo wygodna pozycja jak dla mnie. Fotel jest taki ani za miekki,  ani za twardy. Zawiasy nie strzelają po kręgosłupie. Hamulce bardzo skuteczne, no i to przyspieszenie  - coś pięknego. Kręcę się w okolicach tej głównej trasy 95, zjeżdżam w bok, wjeżdżam na wzgórza skąd jest fajny widok na zatokę. Oglądam sobie motorek na postoju, ta odsłonięta przednia felga zawieszona tylko z jednej strony wygląda fenomenalnie. 

     Moto oddaję na równych trzech kreskach. Sympatyczna pani zwraca mi dowód. Pracownik obchodzi skuter do okoła, sprawdza stan paliwa. Zrobiłem w sumie sto pięć dziesiąt kilometrów. Zadowolony wracam spacerkiem do hotelu, słońce zachodzi na horyzoncie i mam wrażenie, że to był bardzo owocny dzień, że pojeździliśmy czymś fantastycznym,  jak nie najlepszym w swojej klasie. Myślę nad minusami, do jakich mógłbym się przyczepić i jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że zostawiony pod siedzeniem kask mocno się nagrzewał, w schowku jest bardzo ciepło od silnika. I że schowek mógłby być większy. 

    No dobra, ale jak to się stało że trzy dni później wynajeliśmy następną Vespę?

    Śmieszna historia, otóż Tony nas wystawił. 

    Byłem u niego i mówię że chce na jutro tego V Stroma. Tony, to taki starszy facet z dziarami o aparycji amerykańskiego harleyowca.  Na początku wydawał się być spoko gościem.  Unosi brwi w zdziwieniu,  że dla Vespy poniżej Lindos nie było "service" i że u niego jedziesz gdzie chcesz. Od początku jednak chce mnie zrazić do Dl'a. Wskazuje co rusz na Transalpa 700 zapewniając że jest "better" Mówię mu że jeździłem już Transalpem 700 na Majorce i że teraz chce V Stroma. Zgadza się jakoś tak niechętnie i umawiamy się na dzień następny. 

     Przychodzę rano a V Stroma nie ma. Tony oznajmia, że wracał nim do domu i padło sprzęgło. Taki pech mówi, ale przecież nic się nie dzieje, bo jest jeszcze Transalp a Transalp jest "better ". Zniechęcony tą manipulacją odchodzę niepyszny i idę szukać czegoś innego. Na przeciwko jest kolejna wypożyczalnia Faliraki Moto Rent, ale nie umiem się na nic zdecydować.  Ciekawi mnie CRF 300 i XT 660, ale jakoś tak nie mam przekonania. Brak Suzuki wybił mnie z planu. Jest to też dla mnie niejako sygnał w jakim momencie swojego motocyklizmu się znalazłem. Kasa jest, motocykle stoją, a ja doświadczam braku dalszej koncepcji, wręcz mi się nie chce jechać, bo ktoś mi zniweczył pomysł. Dzwonię do Agnieszki,  mówię jak jest i dochodzimy do wniosku, że skoro jutro płyniemy na cały dzień na wyspę Symi, to olewamy motory i odpoczniemy sobie dziś na plaży.  Taki to adwenczer - drinki, piwka i piaseczek wygrały. Alternatywa była zbyt kusząca. 

     Dzień przed wylotem proponuję wypożyczyć jeszcze raz Vespę i objechać zachodnie wybrzeże wyspy. Przemyślałem sytuację na plaży i mam niedosyt. Jakąś taką radość czuję na myśl,  że znowu sobie pojeździmy maszynką od Piaggio. Wraca entuzjazm. Aga też jest za. Dwie wypożyczalnie z Osami mamy jakieś 800 metrów od hotelu. Pierwsza, Esperides woła 60 € za dobę plus 250€ kaucji, ale to powiedzmy jest taka luksusowa placówka z Harleyami i Gsami(chyba ich powaliło) W następnej jest czerwona sztuka za 55€. Nie chce nam się dalej dreptać, staje wiec na tym, że bierzemy.wiadomo, czerwona najdroższa. Zapomniałem się tylko zapytać, czy ma lepsze ubezpieczenia skoro jest 15€ droższa od tamtej żółtej. Obok stoi ciekawy GS 1200, tak na oko z roku 2008, ze startymi manetkami i totalnie wypalonymi słońcem przyciskami (tak w ogóle to cały był wypalony i podrdzewiały) za 115€ na dobę. Patrząc na niego, nie mogę się oprzeć wrażeniu jakie zwykle na takich wyspach mam, że jest on tutaj po prostu za duży, że on tutaj kompletnie nie pasuje. 

      W tym przybytku także trzeba zostawić dokument w zastaw, ale tym razem zostawiam paszport,  który też zabrałem z domu.  Lepiej mieć dowód osobisty przy sobie w razie jakby coś się stało z pojazdem,  zwłaszcza że wylot już  następnego dnia. Kaucji nie pobierają.

     Tak więc nie wiem jak ubezpieczenia,  ale ta wersja pojazdu jest wyższa. Ma delikatne chromowane gmole wokół boków nadwozia, mini owiewkę i system odpalania bezkluczykowego. Pracownik pokazuje nam, że najlepiej powiesić kluczyk na haczyku do zawieszania zakupów, żeby sobie tam wisiał. Dziwny sposób,  ale okej. Nalegamy na kaski z szybkami, zakładamy obowiązkowe okulary przeciwsłoneczne i ruszamy.

    Czerwona jeździ identycznie jak żółta. Odpala się za pomocą pokrętła,  które najpierw się wciska a potem obraca. Jak mam być szczery,  to wolę wersję z kluczykiem. Jakaś taka pewniejsza mi się wydaje.  Ta opcje wyposażenia posiada również chromowane wstawki w okół przycisków, ale tu znowu bardziej mi odpowiadała żółta, bez tylu chromów. No ale to już kwestia gustu i dla mnie obie wyglądają świetnie, tylko trochę inaczej. 

     Przejeżdżamy przez pasmo górskie w centralnej części wyspy, odwiedzamy Dolinę Motyli (taka średnia) i mini zoo ze śmiesznymi Lemurami, które skacżą nam na ramionach (to jest super). Na przełęczy pijemy zarąbista kawę. Zjeżdżamy na zachodnie wybrzeże Rodos. O wiele bardziej nam się tu podoba.  Swietny asfalt i łączące się morze egejskie ze śródziemnym po prawej. Malownicze tawerny przy plażach. Vespa jakby stworzona do takich lokalizacji, w takim anturażu wygląda bajecznie. Mimo, że nie ma dodatkowych podestów na stopy z przodu to nie mam problemu z ułożeniem nóg, miejsca jest dosyć, ugięcie kolan w porządku. 

     Wracamy inną drogą, Aga nawiguje z tyłu z ręki, bo motorek nie ma uchwytu na telefon.  Kilka kilometrów od hotelu łapie nas przelotny deszczyk,  a po jezdni widać, że mocno padało po tej stronie. Jadę bardzo ostrożnie,  bo nie wiem czego się spodziewać po tym skuterze na mokrej nawierzchni.  Nic nieprzewidzianego się jednak nie wydarza.

     W tej wypożyczalni co do zwrotu jest taka sama zasada  - oddajesz tego samego dnia. Rano zresztą wylatujemy,  wiec i tak nic nie tracę. Przed oddaniem znów jeżdżę trochę sam, kieruje się jeszcze raz do mariny miasta Rodos. Jest ciepły wieczór, Vespa fajnie mruczy, przechodnie jakoś tak wyjątkowo często zwracają na nią uwagę. Fajne to takie, jak jedziesz sobie i obserwujesz jakie skuter za około 7,5 tysiąca euro robi tak duże wrażenie.wrażenie. Na tym pojeździe czuję się, zupełnie inaczej niż na innych skuterach. Budzi taki specyficzny posmak prestiżu, a zarazem daje poczucie luzu, bawisz się luźną jazdą, bez żadnej napinki zarazem wyglądając stylowo.

     Potem już w Polsce dzielimy się z Agą podobną konkluzją, którą wynosimy z jazdy na Vespach. Brzmi ona mniej więcej tak, że tym skuterem jazda jest bardziej jakby milsza. W takim sensie,  że czuje się pozytywny odbiór w ruchu ulicznym. Jest jakoś tak sympatyczniej, inni użytkownicy pojazdów spoglądają jakby życzliwiej. Jak jest na motocyklu wszyscy wiemy, bywa różnie. Jeżdżę już tyle lat i teraz wyjątkowo zwróciłem teraz na to uwagę, bo dawno mam za sobą imponowanie groźnym motorem. Nie wiem, może wpływ na te refleksję i uczucie radosnego luzu miał fakt, że jechaliśmy bez motocyklowej odzieży? Trudno powiedzieć, ale radosna przyjemność śmigania Vespą zostanie we mnie na dłużej. 

     Co więcej, mimo że w tym roku udało się przejechać prawie 3o testówek, wśród których były takie kocury jak Ninja 1ooSx czy Kawasaki Zx 10R, nowości jak Transalp 750, to właśnie Vespa jest największym pozytywnym zaskoczeniem tego sezonu.

     Podobnie jak żółta, czerwoną także oddawałem z żalem. 

     No i cóż, docieramy w końcu do clou naszej greckiej opowieści, bo testem pojazdu tego nie nazwę  - testy mnie nudzą, wole garście takich luźnych spostrzeżeń i subiektywnych wrażeń. I tak: Vespa bez cienia wątpliwości dorasta do mitu jaki w okół niej urósł i nawet pokuszę się o zdanie, że dla mnie jeździ o niebo lepiej niż przypuszczałem. Nie wiem czy to za sprawą metalowego nadwozia, czy po prostu lat praktyki w projektowaniu, pojazd ten wydaje się być bardzo stabilny i świetnie wyważony i solidny. To świetny i w pełni dojrzały pojazd. Prowadzi się lekko (choć jak na skuter to za lekki nie jest) i ma mały promień skrętu, przez co zawracał niemal w miejscu. No i przede wszystkim ten stajl jak suniesz nim przy nadmorskich bulwarach i ta sympatia jaką czujesz, że wywołuje. Jest wyczuwalna ta ikoniczność głęboko zaszyta w tym motorze i powiem, że czułem ją w każdym momencie jazdy tymi maszynami. Oczywiście  - to nie są tanie rzeczy,  ale myślę że spokojnie można by tutaj sparafrazować powiedzenie:

    Kupując Vespę kupujesz Ikonę. A skuter dostajesz gratis.

 

Lewa!

Komentarze : 2
2023-10-20 06:32:33 DominikNC

Co tam skuter. To jest blog motocyklowy :&#8288;^&#8288;) Ja byłem na Rodos w czasie pandemii. Wypożyczyłem na jeden dzień Benelli 500 Leoncino. Objechałem na nim południe wyspy, tam gdzie nie ma turystów. Wjechałem nawet na najwyższą górę, z której widać morze dookoła, to była trasa enduro, ale Benek dał radę. Pozdrawiam!

2023-10-15 08:54:38 Okularbebe

Fajny wpis. Wiem to po mojej GTS125. Nawet taka robi robotę na drodze i ulicy. Ale musi być czerwona.

  • Dodaj komentarz
FotoBlog
Galeria:
Vespy
[zdjęć: 0]

Kategorie