Najnowsze komentarze
Cześć zacietrzewionej braci. Ch...
Teraz to już po ptokach, zjechaleś...
Wysrywinternetowy - może już nie d...
Kurcze, no czytam ponownie i napis...
Ok, aż wyskoczyłem wkoło komina że...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

11.03.2019 18:46

drugie zazimowanie kota

 

     Cześć i czołem. W dzisiejszym odcinku miałem to opisać pewną postać, inspirującą mnie od niedawna motocyklowo, ale jakoś słabo mi to idzie. To znaczy, mam ostatnio problem z merytorycznym przygotowaniem swoich artykułów, i efekt jest taki, że pozostają one jedynie prototypowymi formami w mojej głowie. Tak czy inaczej, w tym przypadku chodziło o niejakiego pavlina z berlina. Bez żartów, gość naprawdę tak się nazywa, jest to imię często nadawane w bułgarii, skąd pochodzi. Obecnie mieczka w germani, jako emigrant z europy południowo-wschodniej i z tegoż berlina wyrusza na swoje wyprawy motocyklowe. Jego sprzęt to odchudzona czarna Tenere 660 z przebiegiem 140 tys km. Odchudzona, to znaczy pozbawiona jednego wydechu, jednej tarczy z przodu i czegoś tam jeszcze w myśl zasady: weight is always matter. Pavlin podróżuje na swoim motocyklu samotnie, z wielką torbą na tylnym siedzeniu (kufry nie nadają się do offu) , albo w towarzystwie innych maszyn, ale to raczej rzadko. Swoje przygody umieszcza na jutubie, na kanale motorcycle adventures. Są tam też jego niezależne testy motocykli szeroko pojętego segmentu adv (naprawdę rzetelnie przeprowadzone), porady i inne takie. Fajne jest to, że można przy okazji podszlifować  swój angielski, pod kątem zwrotów czysto technicznych - pavlin ma zabawny akcent południowca i mówi w sposób bardzo zrozumiały, a czego nie wiesz to wyłapujesz z kontekstu. Tak, że - polecam.

     Ja natomiast, pamiętając cały czas o naczelnej ideii mojego bloga, którą jest dokumentowanie rozwoju motocyklisty, nadciągam z nowymi przemyśleniami. Sytuacja jest bowiem kuriozalna,  a mianowicie, pierwszy raz szykuję się do ponownego zazimowania swojego motocykla, którego to dopiero co rozzimowałem. 

     Ale po kolei.

     Tydzień, czy dwa temu zamontowałem w motocyklu akumulator, co dla mnie mniej więcej oznacza, że zaczynam na serio sezon,  jak wiecie. Nie lubię ciągle wkładać i wyciągać aku z moto, jak zakładam to raz, a dobrze i wypinam dopiero jesienią. Jako, że planowałem wymianę napędu, wstawiłem triumpha do warsztatu nieopodal miejsca zamieszkania, uprzednio pojeździwszy trochę po okolicy, żeby moto się ruszyło i przesmarowało, wiadomo. Słonko świeciło i było plus dziesięć na termometrze, ale mimo tego, jakoś tak średnio mi się jechało.  Motocykl odebrałem po paru dniach i znowu podobna sytuacja - znów słonko świeciło, trochę się pokręciłem po okolicy, ale też takie miałem wrażenie, że na siłę próbuje latać.

     Dlatego też podjąłem dzisiaj decyzję, że wyciągnę akum spowrotem z motocykla, zaniosę go do domu i poczekam,  aż naprawdę się ciepło zrobi, takie wiecie - ponad piętnaście. Tygrysek nadal przebywa grzecznościowo w garażu, i przenoszenie go przy tej aurze na parking pod pokrowiec, jawi mi się obecnie jako nie lada profanacja. Natomiast pozostawianie w zimnym jego wnętrzu sprawnego akumulatora, skoro i tak nie mam weny na jazdę, też kłóci się też z moim pojęciem dbania o motocykl i jego osprzęt.

     Tak więc pojutrzę stawię się w garażu, pojeżdżę motorkiem z dziesięć minut po okolicy, poprzecieram nieczystości z jego rurowatej sylwetki,  a potem ponownie wyjmę akum, przykryję kota pokrowcem w garażu, nie wiedząc kiedy wrócę. Mamy jeszcze kalendarzową zimę, można więc powiedzieć, że szykuje się do ponownego zazimowania swojego motocykla. Tego jeszcze nie było, ale teraz tak jest. Czy stety, czy niestety - czas pokaże. Tak się porobiło, że przy takiej temperaturze zupełnie nie mam już ciśnienia na jazdę,  nawet jak jest sucho i słońce świeci. 

     Co do wymiany napędu to jest różnica. Wybrałem złotego dida zvmx i zębatki jt, tylną anodowaną na czarno, a przednią z dodatkowym tłumieniem drgań. Mechanik powiedział, że jak na zrobione prawie 42k na poprzednim zestawie, to wyglądał on zdumiewająco dobrze. Jedynie co, to zaczęła się odkręcać podkładka zabezpieczająca zębatkę zdawczą, więc dobrze, że przyjechałem na wymianę. Sprawdzono też stan łożysk, osiowość koła, gumy zabieraka i ślizg łańcucha - wszystkie te elementy były w bardzo dobrym stanie, co nie jest dla mnie zaskoczeniem i potwierdza jakby doskonałą jakość wykonania motocykli ze stajni triumpha, a przynajmniej tego konkretnego modelu. Teraz motocykl wydaje się bardziej zwarty, lepiej reagujący na dodanie, czy ujęcie gazu, bardziej taki żywy. I na serio, uwierzcie mi, że ja nie mam interesu reklamować tutaj triumpha, ani być pliszką co tylko własny ogonek chwali. Wiecie, że wśród planowanych przeze mnie następnych moto opcji nie ma żadnego triumpha i na 99,9% raczej już triumpha nie kupię. Tiger 800 rzeczywiście jest pancernym motocyklem, ale to tylko motor, dzisiaj nim akurat jeżdżę, ale jutro mogę mieć nie wiem kymco, ducati czy moto guzzi. Jak to mawia pavlin ... guys, adventure is most important, and bike ...bike is just a tool.

     Kiedy nim wracałem ten kawałek, ze świeżutkim łańcuchem na kole, to pojawiło się uczucie dobrze mi znane - zdziwienie na samego siebie, pod tytułem po co zmieniać tak dobry motor. Często mi się już to zdażało, zwykle zimą, kiedy oglądałem różne ogłoszenia, snułem plany zamiany, a jak po przerwie wsiadłem na swój sprzęt, to się nacieszyć nie mogłem i pragnienie zmiany ulatywało gdzieś w przestworza.

     Zobaczymy jak będzie tym razem.

     A tak z  innej beczki to byliśmy z Agą u rodziny w centralnej polsce tydzień temu i podjechaliśmy na targi do nadarzyna. W ciul ludzi przyjechało, tłok nie do uwierzenia i godzinę w korku trzeba było odstać, ale opłacało się. Jechałem zobaczyć konkretne modele, mianowice yamahę tenere 700, moto guzzi tt 850, kymco ak 550, ktma 790 adventure i indiana ftr 1200. Kat brzydki jakiś taki, ftr fajny, ale nie dla mnie, a tenera i jej cena zakończyła się dużym rozczarowaniem. Najciekawszy dla mnie okazał się gutek - 229 kilo na mokro nie mało, ale to przy napędzie wałem, 19 z przodu i 17 z tyłu, no i ta wzdłużna fałka, z wyglądu robiąca niezłą robotę - sprzęt nietuzinkowy. Charakterystyka pracy jednostki napędowej będzie tam prawdopodobnie bardziej czoperowa niż endurowata. Dla porównania piec generuje maksymalny moment przy 3750rpm, podobnie jak np. piec sportstera 883r. Kuni może trochę maławo bo 80, ale momentu też 80, podobnie jak u mnie w tygrysku. Więc może być ciekawie. Cenę ustalono 49tys złotych cebulionów, więc tylko o 6tys więcej niż za tenerkę 700, która jakością wykonania sporo odstaje od gutka, moim skromnym zdaniem.

     No i był jeszcze ak 500 ...jejku jej, co za skuter! Przekozak. Pozycja nieco taka pochylona do przodu, bardzo dużo miejsca na nogi, lusterka zamocowane daleko na czaszy, podobnie jak w sporcie. I te kolorowe zegary, całe oświetlenie w ledach, linie narysowane agresywną kreską - naprawdę coś pięknego.

     Równie pięknego jak koncepcja, że można by jeździć tak sobie, nie zmieniając biegów.

Komentarze : 2
2019-03-13 12:58:29 jazda na kuli

O DominikNC, to się szykuje niezła perełka na rynku używek :)
Pozdrawiam!

2019-03-12 16:18:18 DominikNC

Jesli mądrze kupisz motocykl i trafisz w swoje potrzeby, to pózniej trudno znaleźć lepsza maszynę. Lepiej skupić uwagę na jeżdżeniu, bo o to właśnie chodzi. Tez byłem na targach motocyklowych, za dużo ludzi, nie da sie oglądać motocykli w takim ścisku. Pojechalem zobaczyć nowe BMW 1250, a niespodziewanie podpasowal mi KTM. Nawet sie umówilem na jazdę próbna w swoim mieście. Jak będzie dobrze, to kto wie, może wreszcie po siedmiu sezonach zmienię motocykl? Pozdrawiam!

  • Dodaj komentarz