Najnowsze komentarze
DominikNC do: hen, ku kultowej kroacji
Moje klimaty :) Udanego wyjazdu, c...
Dzięki chłopaki, dziabong1, gregor...
Marcin Jan do: hen, ku kultowej kroacji
a jakże! koła muszą się kręcić. ...
Dziabong1 do: hen, ku kultowej kroacji
Siedzę właśnie w Tucepi i muszę po...
Powodzenia i szerokości. A zazdro...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

11.08.2019 11:30

hen, ku kultowej kroacji

kiedyś to było? - teraz to jest!

 

     Nareszcie może coś z tego wyjdzie. Odkładany już trzy razy mój moto wyjazd na chorwację w końcu zaczyna się krystalizować. Otóż siostra ma, wraz ze szwagrem mym, oraz dziećmi ich udali się na zasłużony urlop na wyspie brać. Wcześniej zaproponowali nam, abyśmy dołączyli do nich na długi weekend - w salonie apartamentowca, który wynajmują stoi rozkładana, wygodna kanapa.

     Agnieszka musi iść w piątek do pracy, ale ja nie zastanawiałem się ani sekundy. W środę w nocy wyruszam w samotną wyprawę do portu w mieście split. Stamtąd przeprawię się promem do supetaru, a później ruszę z połnocy wyspy na południe do miasta bol. Całą trasę oceniam na ładne parenaście godzin jazdy z przerwami jedynie na tankowanie, jedzenie, czy zakup winiet na słowenie i austrię.

      Motur wydawał się przyszykowany. Silnik krokowy funkiel nówka, olej i filtry zmienione pareset kilo temu, nowy napęd wleciał na wiosnę. Nic nie stuka, nic nie puka. Ostatnio jednak zrobiliśmy z Agą małą traskę zabrze - ochodzita - triniec - cieszyn - pszczyna w peĺnym słońcu z maksymalnym obciążeniem i po powrocie z niesmakiem zauważyłem, że moja tylna guma powoli wybiera się na zasłużoną emeryturę. Normalnie to doleciałbym na niej do końca sezonu, bo bieżnik jest jeszcze na poziomie ogranicznika, a dot świeży z 17go, ale na taką trasę już nie za dobrze to wygląda. Pomijam fakt, że na powrocie druty mogą wyjść w niej na wierzch, ale dochodzi jeszcze zagraniczna policja, czy ewentualne problemy z ubezpieczeniem w razie jakiegoś przypału. No i podatność na przebicia - gruby bieżnik wytrzyma kontakt z dłuższym gwózdkiem.

     Jako, że jest środek sezonu, ciężko było dobrać na szybko gumy do mojego moto. Stanęło na tych, co mam teraz, czyli pirelli scorpion trail II. Przyszły na czas zamówione z dwóch różnych hurtowni, bo w żadnej nie było kompletu i pojechałem na wymianę do poleconego oponiarza w mojej okolicy. Pojechałem na wymianę dwóch oponek, a wróciłem na jednej nowej, a jednej starej. Załamany i wkurwiony na maxa, że chorwacka klątwa chyba znów zaczyna działać, wisieć nade mną jak miecz demoklesa.

     Kiedy podczas wymiany opon siedziałem sobie grzecznie w poczekalni i czytałem magazyny motoryzacyjne, nagle przychodzi pan oponiarz i mówi, że jest problem i żebym udał się z nim na warsztat. Tam wskazuję na jedną z dwóch śrub zabezpieczających przednią oś i informuje mnie że jest ona kompletnie zapieczona. Mówi, że on dalej nie próbuje odkręcić, bo na jego oko, główka zaraz się urwie, a wtedy to już dupa zbita. Psikał co chwilę odrdzewiaczem, ale to nic nie pomaga - podczas poprzedniej wymiany opon, jakiś cep za mocno to dokręcił.

    Siadam więc do śruby i teraz ja próbuje odkręcić. Zero reakcji, aż klucz mi się w rękach wygina. 

    Odpuszczam więc i po krótkim namyśle wracam z jedną oponą wymienioną. Na przedniej bieżnik jest jeszcze głęboki, więc od biedy mogę tak jechać. Wprawdzie była ona już kołkowana po przebiciu na wjeździe na hałdę łaziska, a w okół kostek bieżnika jest mnóstwo małych mikro pęknięć gumy, ale wkurwiony jak atom, tylko takie widzę wyjście z sytuacji. Lepiej zrobić wyjazd na tym co jest a resztą martwić się po powrocie, niż urwać feralną śrubę.

    No, ale nie poddawałem się bez walki: jeszcze u oponiarza kupiłem turbo - odrdzewiacz w sprayu i jadę do domu bardzo okrężną drogą. Co chwila staję, psikam w to trochę, pukam stukam po tej śrubie, psikam też od spodu i tak powoli wracam pod garaż. Próbuję odkręcić - ani drgnie.

    Dzięki Ci jednak Panie za turbo - odrdzewiacze. Śruba puściła późnym wieczorem, a ja o mało nie zsikałem się ze szczęścia. Aż skakałem po garażu takie endorfiny mnie się wyzwoliły. Poczułem już we włosach tan chorwacki wiatr.

    Teraz mam już komplet nowiutkich gum na osiach i odliczam czas do wyjazdu. Przyznaję, że jestem ekstremalnie podekscytowany. Czuje całym sobą ten motocyklizm. To jest dla mnie teraz ten sens: jeździć w trasy, te duże, czy małe , planować je na przyszłość. Nawet nie wylatuje teraz nigdzie tu, w okół komina, żeby bardziej się stęsknić za jazdą, nie profanować narastającego napięcia. Byłem tylko przy motocyklu, smarnąć łańcuch, sprzwdzić czy nowe opony trzymają powietrze.

    Mój ziomeczek, którego znacie z opisów naszej wyprawy w alpy i z którym miałem jechać na chorwację w czerwcu (a pojechaliśmy tylko czechy - niemcy z powodu mojej awarii) jest załamany całą tą sytuacją. Teraz w piątek pojechał z rodziną na tydzień do bułgarii, przez co nie może ruszyć ze mną. Jeszcze wam powiem taką ciekawostkę, że ostatnio miał zwarcie w instalacji swojego tigera 1050, który to tydzień temu przestał odpalać i wg moich obliczeń kilometrów, które zrobił koleżka, stało by nam się to właśnie podczas odwołanego wypadu na chorwację w czerwcu. Ja z koleii nie martwię się zbytnio jego absencją - cieszy mnie perspektywa tak dalekiej, samotnej jazdy.

     Obecny mój wypad to będzie najdalsza moja motocyklowa wyprawa ze wszystkich. Sam to dotychczas najdalej jechałem banditem na mazury w 2013 roku, skąd udaliśmy się z kumplem aż za helsinki. Pewnie jeszcze znalazło by się w mojej historii parę epizodów, gdzie zrobiłem po pareset kilo jednego dnia - na początku swojej przygody to chciałem tylko jeździć i jeździć. Jechałem na przykład sam, swoim zet tysiącem na czechy i słowacje rano, a wracałem późnym wieczorem. Też piękne czasy były. 

    Tak więc mam już prawie wszystko przygotowane. Pakuję się tylko do centralnego w myśl zasady im mniej tym lepiej. Najwięcej miejsca zajmnie zestaw przeciwdeszczowy, pudełko z trytytkami,  powertapem, jakimś kluczem, latareczką, zapasowymi żarówkami i bezpiecznikami, spreyem do pompowania opon. Z boku motocykla mam na stałe zamontowaną tubę narzędziową, w której wożę poł litra oleju w razie wu. Mam też na rok assistance z holowaniem do 150 kilo i wykupie dodatkowe zdrowotne na czas wyjazdu. Zieloną kartę też mam, bo bośniacy ponoć wymagają na tym fragmencie wybrzeża, które należy do nich.

    Jeżeli się uda i będą ku temu sprzyjające okoliczności, to wykonam też małą rundkę po chorwackiej riwierze. Przeprawię się z braci do makarskiej (gdzie byłem tylko raz w życiu w 2004r) i wjadę na svetii jure, a potem udam się do kupari, do zatoki opuszczonych hoteli. Myślałem, czy przy okazji nie pociągnąć do szkodry w albanii górą przez bośnie i czarnogórę, a wrócić dołem, ale odpuszczam ten temat, za mało czasu i zbyt gorąco na miejscu. Wolę jeden z tych dni spędzić na plaży z browarkami pod ręką, a do albanii wrócić osobnym wyjazdem. Przecież jeszcze nie umieramy i sztuką jest wiedziec co, i kiedy można sobie odpuścić.

     Wytoczę więc swój motocykl z garażu  w środową, ciemną noc i w bladym blasku księżyca wyruszę w końcu na tą kultową chorwację. Prawdopodobnie będę czuł lekką ekscytację połączoną z drobną obawą. Jeżeli będzie padać, wyjadę  w deszczu - mój motocykl i tak jest cały uwalony po przelocie przez burzę w okolicach trinca w okolicznościach robót drogowych i wygląda, jakby dopiero co wrócił z kirgijskich stepów. Nawet wpis, który teraz czytacie jest częścią mojego wyjazdu, czuję teraz to oczekiwanie, zbliżający się czas samotnej podróży w nieznane.

     Ciekawe, jaki wpis powstanie po niej. 

Komentarze : 6
2019-08-14 20:06:49 DominikNC

Moje klimaty :) Udanego wyjazdu, czekamy na relację. Pozdrawiam!

2019-08-14 18:33:43 jazda na kuli

Dzięki chłopaki, dziabong1, gregor1365, Marcin Jan - miło znów Was widzieć w komentach! Marcin no to gratuluje transakcji i będę czekał na relację z zakupu nowego sprzęta. Co teraz głównie wchodzi w rachubę?
Ja spróbuje się przespać troszku i w nocy wyruszam zgodnie z planem. Ekscytacja level 10.

2019-08-13 23:22:16 Marcin Jan

a jakże! koła muszą się kręcić.
BTW sprzedałem w zeszłą niedzielę swoją złotą cbf i teraz smuteczek bo nic jeszcze innego nie kupiłem.

2019-08-13 00:57:51 Dziabong1

Siedzę właśnie w Tucepi i muszę powiedzieć iż podziwiam za zapał do pykniecia tej traski na moto. Ja jechałem autem z rodzina i pod koniec 1500km maratonu to już jechałem na autopilocie. Wysiadłem z auta napruty jakbym walnął 0.7. Ja najdłuższa trasę na moto pyknalem to 900km ale to był pikus bo kryzys to wszystko ponad 1k. Także oczywiście szerokości i powodzenia ale jedz bez spiny i spij jak będą odjazdy koncentracji. Uważaj na zagłębienia w autostradzie czeskiej koło Ostravy (jest ograniczenie do 80 ale dla mnie to bandytyzm by tego nie naprawić) oraz na fotoradary szczególnie Austria/ Wiedeń ) powodzenia &#128512;

2019-08-12 08:10:33 gregor1365

Powodzenia i szerokości.
A zazdroszczę.....

2019-08-11 21:30:07 Motolupa1

Qrde ale czad!

  • Dodaj komentarz