Najnowsze komentarze
Przeczytalem wszystkie wpisy. Dz...
Ty, który szukasz pożyczki pienięż...
zumerle71 do: majorka część druga
Ty, który szukasz pożyczki pienięż...
Siema, działamy jak można. Dziś z...
gregor1365 no rzeczywiście - kiedy...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

20.10.2019 11:20

majorka część druga

 

    Z tymi skuterami to jest tak: interesuje mnie możliwość podróżowania bez konieczności zmiany biegów i z dodatkową przestrzenią bagażową pod kanapą. Skuter jest też taki bez napinki - nikt ci nie macha, jedziesz sobie niezauważony, a twój pojazd nie zwraca niczyjej uwagi. Nie trzeba naciągać łańcucha ani polerować detali, opierdzielić tylko karcherem po plastikach wytrzeć ręcznikiem papierowym i tyle. Niektórzy uważają też, że na skutera nie trzeba się za bardzo ubierać. Zastanawiałem się nad tym absurdalnym twierdzeniem jakiś czas, aż w końcu mnie olśniło - siedząc na nim kolana masz wewnątrz obrysu pojazdu, czyli podczas przewrotki nie zmiażdży ci nogi tak jak motocykl. Teoretycznie.

     Na majorce wypożyczalni skuterów jest swoiste multum. Na wprost naszego hotelu była taka malutka z paroma 125tkami, guadami a nawet z yamahą ybr 250. My wybraliśmy się do większej, takiej w której był też biały burgman 125. Zarerwowaliśmy go wpłacając całość (wiem , głupio) i mieliśmy przyjść nazajutrz rano. Rano jednak zaciągnęło się krytycznie, rozwiało i błysnęło grzmotami. Na szczęście pracownik oddał nam pieniądze, a my po namyśle wynajeliśmy smarta fortwo, tak w sumie dla beki. Miano nam go podstawić za kilka minut.

    Liczyłem na model 3 generacji, ten z silnikami produkowanymi przez renault, tymczasem podjechał stary strucel generacji drugiej. Przebieg - 124k. Pani, która nim przyjechała, spytała kuląc się w rzęsistym deszczu, czy ma nam pokazać, co i jak, ale odparłem, że nie, że bez problemu. 

    To był błąd.

    Wsiedliśmy do malenśtwa, które w międzyczasie całe zaparowało. Najpierw nie mogłem znaleźć stacyjki - była w tynelu między siedzeniami. Potem odpaliłem autko i zacząłem się motać z wajchą zmiany biegów. Jest tam tryb półautomatyczny, którego obsługa polega na cykaniu wajchą do przodu celem wbicia kolejnego przelożenia. Doturlałem się więc pod hotel (zero miejsc do parkowania) i skręciłem w ślepą uliczkę prowadzącą w dół. Chciałem jeszcze coś przynieść z pokoju.

    To był drugi błąd.

     Kiedy wróciłem i odpaliłem smarta, okazało się, że wsteczny nie wchodzi. Za mną w międzyczasie stanął bus z zaopatrzeniem, który chciał dociągnąć w moje zwalniające się miejsce. A auto zamiast cofać zjeżdża w dół, wprost w zderzak zaparkowanego z przodu punciaka.

     Zgrzałem się w ułamku sekundy. Szyby zaparowane, leje deszcz, z tyłu transit wywiera presję, a ja nie mam tego jebanego wstecznego biegu. Kiera skręcona max w lewo, ale do przodu nie przejadę, zachaczę punciaka jak nic. Zaciągam więc co chwila ręczny, próbuje wbić to pierdolone R i sprawdzam, czy pojedzie do tyłu. Każda taka próba zbliża mnie do punciaka, bus z tyłu mruga długimi, a kątem oka widzę jak aga bierze głęboki wdech. Wajcha jest do tego stopnia rozdupczona, że w pewnym momencie, gałka zostaje mi w dłoni. Sytuacja jest tragiczna, więc ustalamy, że wysiadamy na deszcz i spróbujemy coś wymyślić. Jednak w ostatnim akcie desperacji, zakładam gałkę z powrotem na pręt i jeszcze raz wbijam R.

     Tym razem się udaje.

     Nie pamiętam już jak opuściliśmy feralną uliczkę, bo cały się trzęsłem i zlałem się zimnym potem, ale później było już coraz lepiej, żeby nie powiedzieć rewelacyjnie. Smarcik miał litrowy silniczek z turbodoładowaniem i mimo, że to samochodzik miejski, cały swój potencjał pokazał poza miastem. W górach tramontana wręcz sam owijał się w okół winkli, cykanie tymi biegami góra dół dodawało sportowego charakteru i tak się wkręciłem w górski rajd że nikt nas tam nie wyprzedził, za to my łykaliśmy wszystko na trasie ( raz nawet o mało nie zahaczyłem autobusu na ślepym zakręcie). I tak grat za parę tysięcy złotych, mimo kiepskiego początku sprawił nam w górach masę radochy.

     Wracając z wypożyczalni tego samego dnia, zauważyłem, że w małej agencji sprzedającej usługi turystyczne też wisi cennik z motocyklami. A wśród nich - burgman 400! Cena 60€ za dobę ( tyle samo co za smarta), czyli tylko 10€ więcej niż za tamtą 125tkę. Mimo, że nie planowaliśmy już dalszych wycieczek, dnia następnego pojawiliśmy się pod agencją. Była świetna okazja przymierzyć się do porządnego maxiskutera.

     Na miejscu  zapłaciliśmy 12€ ( prowizja agencji) i kazano nam zaczekać. Po paru minutach przyjechał rozklekotany transit, oklejony reklamami bike rent i zabrał nas na koniec miasta, do jeszcze innej wypożyczalni. W niej uiściliśmy resztę, czyli  48€. Dostałem kaski oraz uchwyt na telefon, jednak trzeba było go zamocować na manetce, bo nie było gdzie - tak trochę niewygodnie z wrzucaniem kierunkowskazów. Z minusów tej transakcji, to pobrano od nas kaucję 50€ z zanaczeniem, ze każda rysa na pojeździe - opłata 30€

     Burgman 400 w kolorze białym czekał nan nas na zewnątrz. Bydle jest wielkie. Stał  na centralce, a ja zająłem miejsce na siedzeniu kierowcy. Jako, że skuter stał lekko pod górkę, nie umiałem go zrzucić z tej centralki, nie miałem tego nawyku. Trochę siara się zrobiła, na szczęście aga przytomnie pchnęła mnie do przodu i motor stanął kołami na ziemi. Pracownik łypnął na mnie podejrzliwie.

     Pierwsza jazda burgmanem 400 z pasażerem, po ciasnych uliczkach el arenal okazała się dla mnie wyzwaniem, jakiego się kompletnie nie spodziewałem. Było ciężko. Bez wjeżdżenia sprzęt był kiepsko manewrowalny z małymi prędkościami, przy skręcie trzeba było dać dużo więcej gazu, żeby się nie położył, sporo więcej niż chociażby we wspomnianym transalpie. Ogólnie to taki zawalaty, raczej niezbyt zwinny.

     Kiedy chwiejnie podjechałem pod dystrybutor na bp zatankować (było 1/4 zbiornika) aga wyczuła  tą moją nerwowość, pytając kontrolnie, jak to ona: a co ty to dzisiaj wyprawiasz?  Zażartowałem: a co to tyś mi kazała wypożyczyć?, po czym zalałem paliwa za 10€ i udaliśmy się na północny wschód wyspy. Mimo masy burka, byłem jeszcze w entuzjastycznym nastroju, przez zaskoczenie jakie sprawiło suzuki miałem ochotę na zgłębienie w sumie nowego dla nas segmentu.

     Gaz, dwa hamulce niby żadna filozofia. Tak wielkim skuterem jeździłem tylko raz, kilka lat temu  t max'em530. Pamiętam, że miała niezłe kopyto, ale zupełnie nie pamiętam jak się prowadziła. W zeszłym roku z kolei byliśmy x max'em300 w beskidach i ta manewrowała świetnie, ale znów podskakiwała i była jakaś taka mała. Natomiast burgman 400...hmmm.

      Czar prysł. Niestety. Zalety o których pisałem wyżej są, a nawet doszły jeszcze następne, tzn tył burgmana nie skacze na nierównościach jak w x maxie 300 na przykład, i jest dobra ochrona przed wiatrem, ale co z tego, skoro.... jeździło mi się tak średnio. Jakoś taki mniejszy fun z tej jazdy miałem, mimo, że burgman miał zaledwie 15 k przebiegu i był w miarę świeży, prezentował się nieźle. Skuter ma ciekawe niebiesko barwione klosze przednich lamp oraz nie pasujące do wszechobecnego plastiku chromowane lusterka żywcem przeniesione z sv'ki. W trakcie użytkowania odkryłem następny plus suzuki - hamulec ręczny, bardzo fajna sprawa.

     Nie obyło się bez momentów mrożących krew w żyłach. Na samym początku,  ale już za miastem, postanowiłem się zatrzymać na chwilę na poboczu. Żadnych kamieni, tylko taka równa nawierzchnia brązowawo - miedzianego koloru. Migacz więc i zajeżdzam na bok a tam... brązowawa nawierzchnia okazała się pięcio centymetrową warstwą błota.

      Efekt był taki, że zacząłem sunąć pięknym ślizgiem na prawą stronę.

     Tą sytuację wyratowałem właściwie tylko dlatego, że zamiast klapek aga przed wyjściem zasugerowała mi, żebym założył sandały z paskiem za piętą (dla bezpieczeństwa). W momencie jak burgman zaczął lecieć ślizgiem na bok, ja instynktownie szarpałem go rękami do pionu, skacząc prawą nogą jak królik hop hop. Gdybym był w klapkach, ten po pierwszym odbiciu został by w błocie, a ja podpierałbym się gołą stopą. Łatwo przewidzieć co by się wtedy stało - wystarczyło by natrafić stopą na jakiś bolesny kamyk w błocie i leżymy. Owiewki były by  porysowane i wszystko wraz z nami usmarowane lepką masą o brązowo - miedzianym kolorze.

     Kiedy kawałek dalej zatrzymałem się na stabilniejszej nawierzchni, ale z lekkim żwirkiem i troszkę pod górę wiedziałem już wszystko. Niestety kiepsko się tym manewruje z pasażerem, z małymi prędkościami, w jakiś ciasnych sytuacjach. Prawy sandał oblepiony brązowym błotem, wraz z nogą udupczoną gliną aż po kostkę i aga pytająca po raz kolejny, co ty to dzisiaj wyprawiasz z tym skuterem  - jeszcze mnie utwierdziły w tym przekonaniu. A miało być tak pięknie.

     Potem oczywiście było już coraz lepiej. Wjeździłem się w burgmana i poogarniałem jako tako. Jednakże nie jeździło mi się na nim zbyt fajnie. W zakrętach jakoś tak dziwnie chodził. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że wygodny. Wyciągnięcie nogi na podłodze to plus względem klasycznego motocykla, a agnieszka też potwierdziła, że wygodny fotel (nie było kufra, tylko oparcie) i płynna jazda bez szarpnięć. Sprzęt ma na prawdę sporo plusów, ale jakoś tak nie poczułem tej skuterowej chemii. Silnik podaje trochę momentu i nawet sprawnie nabiera prędkości, ale jakoś tak nie ma w nim zajawki, żadnego sportowego gena, tylko te zegary przeszczepione jakby ze starej corolli. 

     Tak czy owak - cieszę się, że padał deszcz, kiedy mieliśmy brać 125tkę, że pojawił się smart, a w rezultacie była powstała możliwość sprawdzenia możliwości turystycznych typowego maxiskutera, jednego z pionierów gatunku. Jestem trochę rozczarowany i nie zamierzam tego ukrywać - chciałbym polubić to tego stopnia maxiskutery, aby się na nie przesiąść. Ceny nowych motocykli w przeliczeniu na średnie polskie zarobki, są wręcz absurdalne - a przy skuterach wygląda to nieco lepiej. 20k za fajnie wyglądającego downtown'a 320 plus duży kufer i jakiś fajny wydech? Cóż, rzeczywistość pokazała, że dla motocyklisty o moich preferencjach jest to zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. Chociaż, może jeszcze nie trzeba skreślać tematu i przymierzyć się do czegoś lżejszego, no i z drugiej strony - lata lecą i wszystko się zmienia.

      Natomiast jedno jest pewne - jak będziemy wypożyczać następny samochód - to od razu celujemy w smarta trzeciej generacji.

 

Lewa!

Komentarze : 6
2019-11-10 08:57:28 D

Przeczytalem wszystkie wpisy.
Dziekuje za wspaniale spedzony czas.
Zmotywowales mnie do zrobienia prawka - jezdze na 125, choc juz dobrze po 40tce jestem.

Pozdrawiam,
D.

2019-11-08 12:47:55 zumerle71

Ty, który szukasz pożyczki pieniężnej. Jesteś właścicielem firmy, prywatnym inwestorem, a nawet kimś, kto potrzebuje szybkiego finansowania w danej sytuacji. Oto okazja, aby pożyczyć pieniądze online w 48 godzin Oferuję ci pożyczkę od 5000&#8364; do 300.000&#8364; do 2.000.000&#8364;. Oto mój e-mail : diegozumerle71@gmail.com

 

2019-10-27 21:04:17 gregor1365

Siema, działamy jak można.
Dziś z rana oszukałem małżonkę co do mych prawdziwych pobudek, i ujeżdżałem z kolegą Suzuki GSX 750 i Kawasaki Zephyr 750 w przepięknym stanie utrzymania. Piękne motocykle, robią wrażenie.
Różnice w prowadzeniu maszyn oczywiste, zdecydowanie czuć różnice w ciągu maszyn, no ale to już technologia gaźnikowa i wtryskowa robi robotę.
Z tym śledzeniem bloga, lubię jak po przeczytaniu takiego tekstu robię się jakiś niespokojny, coś mnie uwiera, czegoś brakuje.
Wiadomo, fajnie jak ixil znów się wydziera...
Pozdrawiam.

2019-10-27 16:55:56 jazda na kuli

gregor1365 no rzeczywiście - kiedyś to było. ale super, że jeszcze coś działamy i tutaj zaglądamy. każdy czas motocyklizmu ma swoje plusy i minusy. ty masz fajnie, bo możesz się powściekać nz zetce, albo spojrzeć na to z perspektywy yamaszki.
DominkiNc - wrażenie jakby sprzęgło się ślizgało - wygrałeś internety !!! :) :) :)

2019-10-25 17:09:22 DominikNC

Na szczęście mało kto jeszcze czyta riderbloga, bo zaraz by się zapienili wyznawcy skuterów w komentarzach. Ja to w ogóle nie przepadam za skuterami, raz tylko przejechałem się jakimś gównem, siedzisz na tym jak na kiblu, nie czujesz maszyny w zakrętach, jest wrażenie jakby sprzęgło się ślizgało. Pozdrawiam!

2019-10-22 09:03:50 gregor1365

Zajebista przygoda.
Jakoś tak naturalnie powróciłeś do tego lekkiego i obrazowego stylu pisania.
Jak za starych dobrych czasów tego czarnego wściekłego diabła mrugającego czerwonym oczkiem pod rzędem tui.

  • Dodaj komentarz