Najnowsze komentarze
Przeczytalem wszystkie wpisy. Dz...
Ty, który szukasz pożyczki pienięż...
zumerle71 do: majorka część druga
Ty, który szukasz pożyczki pienięż...
Siema, działamy jak można. Dziś z...
gregor1365 no rzeczywiście - kiedy...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

13.10.2019 09:50

majorka część pierwsza i najgorszy motocykl na jakim aga jechała.

.... ale też i najlepsza droga po jakiej dane jej było jechać.

 

     Na majorkę przylecieliśmy w pierwszej dekadzie września. Od czwartej rano do dziesiątej kiblowaliśmy w hotelowym lobby, bo nie było wolnego pokoju. Koło ósmej, poszliśmy na deptak w el arenal napić się kawy i zobaczyć co i jak. Świeciło piękne słoneczko i było jakieś dwadzieścia stopni. El arenal ma szeroką, piszczystą plażę mocno obsadzoną wysokimi palmami, a po drugiej stronie zatoki widać malownicze wzgórza. Mimo tego czuliśmy się jakoś tak średnio - zmęczenie po podrózy dawało o sobie znać, a przy plaży i w okolicach deptaku od razu ujawniły się ciemne strony majorki - grupki przyćpanych i głośnych turystów, głównie z niemiec i wielkiej brytanii. Zanim przylecieliśmy, to czytaliśmy o niechęci lokalesów do turystów,  o przebijaniu opon w autach z wypożyczalni, ale dopiero na miejscu zrozumieliśmy, o co dokładnie w tym wszystkim chodziło.

    Ale do rzeczy - w el arenal jest najlepsza wypożyczalnia motocykli jakie dotychczas widziałem, nazywa się zoom rental. Poszukiwałem czegoś, czym nie jeszcze nie jeździłem, a co by mnie mocno interesowało - wybrałem więc transalpa 700 za 80€ na dobę (5€ dał nam rabatu, przypuszczam, że to część kwoty jaką oddają zwyczajowo agencjom za narajanie klientów). Wahałem się jeszcze co do yamahy xt 660x, ale ten motocykl jest dostępny w wielu wypożyczalniach rozsianych po całym świecie, więc pewnie jeszcze się na niego natkniemy. Trampka natomiast trudniej jest spotkać, tak jak xt660x już go nie produkują, dla mnie to taki rodzynek - niby popularny, a u nas wcale tak dużo tego nie jeździ. Za pierwszym podejściem nam go nie wydano, bo wiał silny wiatr i zanosiło się na burzę - godne odnotowania, niekomercyjne podejście. Następnego dnia było już ładnie, więc  o dziesiątej rano ruszyliśmy na podbój wyspy. Od razu po ruszeniu z miejsca wiedzialem, że dobrze się będzie jeździło na trampku - wszystko działało lekko, obroty równo chodziły, biegi fajnie cykały, luz się od razu pokazywał.... a pamiętajmy, że sprzęcior miał już prawie 20 lat.

     W zoom mieli spory wybór kasków, ale my i tak spieprzyliśmy sprawę. Wzieliśmy szczękowce z blendami i daszkami, scorpony adx. Jednak, jako że transalp jest trochę mniejszy od tigera, więc aga  była blisko i cały czas bezwiednie stukała mi daszkiem swojego kasku po głowie, zwłaszcza, że siedzisko hondy jest bardzo śliskie -  przez co cały czas przy hamowaniu zsuwała się w dół.  Na domiar złego transalp był bez kufra. Dostaliśmy za to uchwyt na telefon, więc pierwszy raz podczas wynajmu motocykla za granicą, podróżowaliśmy na nawigacji google. Tak informacyjnie: za tydzień siedzenia na necie w roamingu i parę dni na nawigacji - przyszedł rachunek na dodatkowe 100zł, czyli nie ma tragedii, bo i trochę mmsów też przecież poszło.

     Początkowo droga wiodła w kierunku stolicy, palmy. Palma jest przepięknym miastem i warto spędzić tam nawet cały dzień, przy czym dobrze się tam jechało i nie było większych korków. Potem udaliśmy się w kierunku valdermosy wyjeżdżając w obszar gór sierra de tramontana. Nasz trampuś, jak to fałka pompował swoją mizerną moc od samego dołu, dając złudne wrażenie znacznie mocniejszego motocykla. W dodatku te wibracje, które przekazują widlaki, drgania i telepawki jakoś tak kojarzą mi się z archerypem motocykli. Transalp przypominał mi trochę cb 500x z lanzarotte, tylko, że nieco był mocniejszy, właśnie o te trochę momentu z dołu, taki w sam raz na tamte góry dla dwójki turystów, którzy nigdzie się nie spieszą, ale jak trzeba, to od biedy objadą przeładowaną ciężarówkę na zakręcie.

    Góry sierra de tramontana są przepiękne, a drogi równe i kręte. Ruch był dużo gęstszy niż na wyspie brać w środku sezonu turystycznego, ale taki w miarę ogarnialny, czyli dało się przebijać do przodu i na większości winkli być samemu. Tamte rejony to mekka kolarzy i czasem nawet lepiej, kiedy auta zagęszczały się za cyklistą, bo wtedy my biliśmy ostro na sam początek peletonu i potem dłuższy czas byliśmy sami, lub w towarzystwie tylko chudych kóz, które czaiły się przy drogach. Drogach, o których moja żona powiedziała, że są najfajniejsze po jakich kiedykolwiek jeździła. A jeździła po wielu, tak na marginesie.

    W górach owych jest wszystko: widoki na błekitne morze, lasy iglaste, alpejskie, pionowe ściany, wąwozy, tunele - naprawdę epickie miejsce na motocykl. Wszystko co najlepsze na majorce odnaleźliśmy tam, resztę wyspy można było odpuścić. Nie dlatego, że była rażąco gorsza, po prostu tramontany są tak świetne, że reszta wypada blado. Transalp dzielnie wdrapywał się pod górę, a ja nie czułem żadnej irytacji związanej z niedoborem mocy względem mojego motocykla. Trampek ma jakieś 60 koni i 60 niutków i waży z dziesięć kilo więcej niż tygrysek. Mógłby ważyć mniej, tak swoją drogą, ale albo ja zaczynam jeździć coraz spokojniej, albo rzeczywiście - 50 % mocy w tych ponad stukonnych,  absurdalnie drogich turystykach zwykle drzemie niewykorzystana.

     Wyprawa okazała się sukcesem i wcześniej pytałem w wypożyczalni, czy nie lepiej będzie jak oddam im motor jeszcze tego samego dnia. Hotel był w kiepskim miejscu, ciężko z parkowaniem, no i ta opinia miejsca nieprzyjaznego dla turystów. Jednak gość stanowczo zaprzeczył i kazał przyjechać motocyklem następnego dnia o dziesiątej, czyli po równych 24 h, a na noc zostawić go gdzie bądź. Dodam,  że  nie chciał żadnej kaucji, czy blokady środków na karcie. Znaleźliśmy więc miejsce do parkowania obok wypłowiałego r 1150rt, a to, że motocykl został na noc pod hotelem oznaczało jedno - poranne łuuutututu !!!

     Następnego ranka, przed godziną siodmą, zgodnie z wakacyjną tradycją, odpalałem biało - niebieską hondę transalp 700 pod hotelem bahia de palma. Na ulicach jeszcze ciemno jak w środku nocy. Byłem w trampkach motocyklowych, jeansach z kalesonami pod spodem, swetrze z golfem i w softshellu, miałem też dwie pary rękawiczek, oraz plecak z rzeczami do przebrania. Tym razem jednak działałem bardzo spokojnie, nie czułem już tej ekstazy egzotycznego upalania, jak podczas ostatnich pobytów, gdzie na myśl o porannych ekscesach na nowym motocyklu, w obcych krajach, nieomal nie rozsadzała mnie adrenalina. Cóż wszystko gdzieś tam nam powoli powszednieje, nawet te epickie widoki, przełęcze i motocykle.

    Ale dobra, odpaliłem i kieruję się na stolicę, a potem na południe do santa ponsa, pojeździć po tamtej stronie wybrzeża. Ruch zerowy, ludzie budzą się ze snu, a ja przemierzam starą hondą majorskie ulice. Nie napotykam nigdzie podczas całego wyjazdu (albo nie zauważyłem) fotoradarów, czy kontroli policyjnych, ale trzeba przyznać że też nie szaleję. Złapałem się nawet na tym, że o mało nie zapomniałem sprawdzić jak transalp "idzie do odcinki". Bardzo przyjemnie mi się nim jechało i miałem gdzieś ile maksymalnie poleci na autostradzie, jak rwie na poszczególnych biegach itp.... ale czułem się z tym dobrze, tak na luzie.

    Przez cały przejazd nie potrafiłem unikać porównań do gran canarii i hondy nc 750x, którą jezdziliśmy tam w kwietniu. Między obiema wyspami dostrzegałem pewne podobieństwa i teraz ciężko było by polecić jedną ponad drugą. Gran canaria jest tańsza na pewno, ale stolice ma brzydszą, za to turyści spokojniejsi, no nie wiem... tak czy siak, obie wyspy są świetne na urlop z wypożyczeniem motocykla. Z tym, że na canari za toyotę aygo daliśmy 30€ a tu za podobnego bobasa 60€. Motocykle też są ciut droższe, a paliwo już wyraźnie - 0.90€ canaria vs 1,5€ majorka. Niby raz się żyje i nie ma co dziadować, ale zarówno samochód jak i motocykle tankowałem po dwa razy.... zamiast raz. 

    W santa ponsa stanąłem przy zatoczce i bliżej przejrzałem się hondzie. Tył jeszcze w miarę, złote felgi super, okrągła lampa też ciekawa, fajne wielkie handbary, ale te owiewki boczne i zegary moim zdaniem są paskudne. Naprawdę, taniość bijąca od kokpitu wręcz poraża, a motocykl jako całość wygląda dosyć biednie (przy czym pamiętamy, że to stylistyka sprzed ponad 20 lat). Oczywiście - mimo przebiegu 97k całe podświetlenie zegarów działało. Ten przebieg, a także środowisko w jakim pracował motor spowodowało, że transalp był tak z lekka " rozklepany". Jednak muszę przyznać,  że trzymał się kupy i wszystko, ale to wszystko w nim było sprawne i utrzymywano go w dosyć dobrym stanie (standartem jest, że pałąki lusterek na wyspach przeżera rdza - tu nie) Mam jednak jeden główny zarzut, oprócz zbyt dużej masy - siedzenie rzeczywiście jest bardzo śliskie. Przy wyższych podjazdach, czy mocniejszych przyspieszeniach ja również zsuwałem się do tyłu. 

    Pod wypożyczalnie wróciłem pół godziny wcześniej, bo na powrocie znienacka zaczął padać deszcz. Zdążyłem wbić się na drogę szybkiego ruchu, pochować za owiewkami i lecąc 120 wrócić do el arenal. Trochę się bałem, bo micheliny anakee na kołach były już takie średnie, a ruch spory - ludzie wyjeżdżali akurat do pracy. Ale jakoś się udało, gościu z wypożyczalni zerknął tylko na hondę i życzył miłego dnia.

     Tak zakończył się drugi dzień z czterech, kiedy to jeździliśmy po wyspie. Nasępnym razem wynajeliśmy samochód, ale na tyle nietypowy w kontekście jazdy po górach, że w kolejnej części poświęcę mu parę zdań. No i w końcu dzień ostatni naszych wojaży okazał się być najbardziej obfitym w wiedzę. Bo o ile transalp był fajną ciekawostką z szeroko pojętego segmentu turystycznych enduro (aga znienawidziła ją do cna nazywając totalną beznadzieją), to wypożyczenie suzuki burgmana 400 miało już dla mnie wymiar typowo edukacyjny. Wiecie, że jestem wielkim fanem maxiskuterów i nie raz mi chodziło po głowie, jakby to wygodnie było podróżować wielkim automatem, z dodatkowym miejscem bagażowym pod siedzeniem. No i na majorce, za bajońską kwotę 60 € mieliśmy możliwość organoleptycznie się przekonać: jak to jest podróżować sobie takim maksiskuterkiem. Już teraz zatem, zapraszam was na kolejną część, a w niej będzie miniaturowy samochodzik i kolejny close call mojego motocyklizmu, czyli milimetry od naszej wspólnej gleby na skuterze z legendarnego rodu.

     cdn za tydzień,  lewa!

Komentarze : 5
2019-11-08 12:48:48 zumerle71

Ty, który szukasz pożyczki pieniężnej. Jesteś właścicielem firmy, prywatnym inwestorem, a nawet kimś, kto potrzebuje szybkiego finansowania w danej sytuacji. Oto okazja, aby pożyczyć pieniądze online w 48 godzin Oferuję ci pożyczkę od 5000 euro do 300.000 euro do 2.000.000 euro. Oto mój e-mail : diegozumerle71@gmail.com

 

2019-10-17 21:10:57 jazda na kuli

Marcin Jan - to prawda, i bardzo dużo maxiskjterów na włoskich blachach widziałem w tym roku na chorwacji. często z pasażerem...
okularbebe - 660 X to sprzęt typu kozak i bardzo mi się zawsze ta seria podobała.
Goall - rzeczywiście...trasa na valdemosse jest ideał, a ta , która najbardziej nam się podobała to odcinek od tego mostu do sa calabra. coś pięknego...

Pozdrowionka

2019-10-14 12:58:08 Goall

Majorke uwielbiam, a trasa do Valdemossy jest naprawde niesamowita. Jesli chcialbys cichszej nienacpanej Majorki to polecam wschod- Cala Masqueida, Portocolom, Cala Santanyi- to jest ta Majorka, ktorej oczekuja ludzie. Natomiast Santa Ponca i okolice to bazar i dyskoteka. Na szczescie wszedzie na Majorce da sie dojechac w poltorej godziny:)

2019-10-13 22:21:55 okularbebe

Pieknie. Dodam tylko, że na XT 660X można rozpłakać się z motocyklowego szczęścia. I kto by się tego spodziewał? :))

2019-10-13 21:43:01 Marcin Jan

nie wiem czy zauważyłeś ale u naszych południowych sąsiadów skutery często wykorzystywane są do turystyki. Choć nie jestem pewny czy to są 400 czy jakieś pojemność na których można śmigać bez kat "A"
ale naprawdę widać że jest ich zdecydowanie więcej niż u nas. Pewnie mniej na nim wyglądasz jak kozak ;) ale czeski pragmatyzm bierze górę :).

Czekamy zatem na cdn

  • Dodaj komentarz