Najnowsze komentarze
ktm690smr do: wypadek
Każdy wypadek motocyklowy to osobn...
Dzięki panowie za dobre słowo. E...
Erjot do: wypadek
Cieszę się że wyszedłeś z tego cał...
DominikNC do: wypadek
Cześć! Motory są niebezpieczne. Ja...
O masz. Ulga, że nic poważniejszeg...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

10.04.2022 14:18

na horyzoncie albania

 

     Jak tam nowy sezonik? Lecą kilo, czy tak średnio?  U mnie coś tam się dzieje a pamiętając o głównym założeniu mojego bloga, czyli dokumentacji rozwoju motocyklisty należy wspomnieć o tym parę zdań. Kontynuować to co rozpocząłem w marcu 2014 roku, mimo że pisane blogosfery wymierają masowo. Teraz to tylko te tik toki i tłitery.

     Sezon rozpocząłem dosyć wcześnie, bo w połowie lutego. Pokręciłem się trochę po okolicach ale tylko po asfalcie. Fajnie było, cieszyłem się, beton był suchy i spłukany już z soli. Potem udało się jeszcze pojeździć na Malcie Peżocikiem Tweet 125, a w połowie marca pojechaliśmy z Agą na Tenerce do Czech, na pierwszą tegoroczną wspólną traskę własnym moto. Niedaleko, ale za to do bardzo urokliwej miejscowości Stramberk. Polecam, bo ciekawe to tereny tak na jeden dzień. W sumie to bardziej mi się podobał spacer po miasteczku niż sama jazda motocyklem. Nie wiem w sumie dlaczego. 

     Teraz jest kwiecień i pogoda się schrzaniła. W tygodniu było trochę lepiej, ale w tygodniu już nie jeżdżę w ogóle. Piątek to jest już w sumie weekend, ale w piątki też przestałem jeździć, nawet jak kończę wcześniej pracę. Nie chcę mi się przesiadać wprost z auta na moto i udawać w gęstym piątkowym ruchu ulicznym że fajnie się jedzie. Zmęczenie też odbiera cały fun.

     Pozostały więc soboty i niedziele.

     Zeszły weekend cały lało. Wczoraj też lało. Dziś było sucho więc udałem się na garaż, mówię trochę może pojeżdżę po Podbeskidziu. Po drodze ( mam na garaż siedem kilometrów autem) zaczęło delikatnie kropić, więc stwierdziłem że nie wyjeżdżam, tylko coś porobię przy Tenerce.

     Wyciągnąłem więc motorek na zewnątrz, całkowicie zaniechawszy pomysłu wyjazdu (mimo, że przestało kropić) Zabrałem się za regulację luzu na manetce gazu, który ostatnio się zrobił. Nie przeszkadzał jakoś szczególnie, ale odnotowałem już jego istnienie i delikatnie uwierało to podprogowo mój system nerwowy. Regulacja poszła sprawnie i luz został skasowany. Następne założyłem na manetki takie nakładki pogrubiające, które zostały mi jeszcze z Tigera i zobaczymy jak się będzie z tym jeździło. Na koniec pierwszy raz w tym sezonie wyczyściłem i nasmarowałem łańcuch (naciągnąłem go jeszcze w marcu). Poczyściłem jeszcze plakiem felgi i jakieś detale, chciałem przesmarować linkę sprzęgła tam gdzie wchodzi w pancerz w klamce, ale nie znalazłem smaru, więc to zostawiłem na potem. W międzyczasie niebo zaczęło się przecierać, drogi zrobiły się suchutkie i wybiło 7 stopni na termometrze, więc teoretycznie można by coś jeszcze  polatać.

      Może i by było można. Ale na świeżo posmarowanym łańcuchu wyjeżdżać? Nie ma co się wygłupiać przecież.

      Schowałem więc motocykl pod pokrowiec i wróciłem do domu popatrzeć netflixy. Nie wyjechałem z obawy, że znowu zacznie kropić i zamiast radości z jazdy będę musiał się wkoorwić. Uznałem że pojadę w wielki piątek, bo mam wolne, może będzie w końcu fajna pogoda i żadnego przelotnego deszczu w zapowiedziach. Wtedy to będzie miało sens.

     No ale ja tu o samych nieistotnych pierdołach a Albania coraz bardziej na horyzoncie. Z tym kumplem na Multistradzie 950 z którym byłem w Alpach, Rumunii i w Czeskiej Szwajcarii. Wstępny plan jest taki: wylatujemy z Bielska w piątek o 14tej i lecimy na Węgry pod Serbską granice na nocleg. Rano w sobotę jedziemy na strzał przez Serbię , Czarnogórę i wlatujemy do Albanii od strony słynnej SH20. Dojeżdżamy do Szkodry i w zależności jak będzie z czasem lecimy dalej przez Wlore do Sarandy, która jest punktem docelowym. W niedziele na luzie piwkujemy na kurorcie, a w w poniedziałek szykuje konkretny atak na rekord. To znaczy prosto z Sarandy tniemy ciągiem do domu ponad 1600 kilometrów na jeden strzał, żeby pobić mój rekord 1380 kilometrów wyjechany jednorazowo Tigerem na powrocie z wyspy Brać w 2019.

    Wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że to nie będzie łatwe. Po drodze są granice. Różnie może być. Plan B zakłada, że gdyby kiepsko szło, to za cel główny ustawiamy Szkodre na północy Albani i w ten sposób skracamy trasę. Tak czy owak będzie grubo. 

     Oczywiście w razie niepogody (jedziemy w długi majowy) rezygnujemy, nic bowiem na siłę. Głównie dlatego że szkoda by było tak piękne trasy jak SH20 czy riwierą z Wlory do Sarandy męczyć się w deszczu. Ostatnio zauważyłem, że nie tylko deszcz mi działa na nerwy, ale też wiatr mnie denerwuje strasznie, tzn może być super słoneczna pogoda, ale jak mocno wieje to ja pas.

     Cała zaplanowana trasa liczy około 3300 kilometrów, co oznacza że po powrocie od razu mogę jechać na przegląd Tenery przy 20k bo obecnie wybiło nam 16k. Wszystko śmiga elegancko jak w nowym motocyklu. Oponki jeszcze grube. Zaszczepiłem się trzecią dawką bo w Albanii jeszcze trzeba Certyfikat (Czechy, Słowacja,  Montenegro już nie) Jeszcze tylko zielona karta, dodatkowe ubezpieczenie na ten okres i zakup małego kompresorka do opon, żeby mieć w razie wu. Powiem Wam taki banał, ale zarąbiście jest mieć prawie nowy motor. Wiesz co w nim siedzi, znasz go od podstaw. Ta Multi kumpla pluje opiłkami, wciąga 400ml oleju na 1k, sprzęgło łapie już na samej końcówce, była lawetowana bo siadła pompa paliwa kiedyś, kużwa ja bym się tym bał jechać. Dlatego że nie czuje się spokojny i zrelaksowany jak wiem że jest coś co mogłem zabezpieczyć, a tego nie zrobiłem. Takie natręctwo, które też czasem bywa uciążliwe. Ziomek jest bardziej beztroski, czego czasem mu w sumie zazdroszczę.

     No i tyle przygotowań. Jaram się bardzo, bo  Albanii jeszcze nigdy nie odwiedziłem, a w tych wszystkich krajach do okoła niej już kiedyś byłem. Adze proponowałem wyjazd z nami ale nie chce nawet o tym słyszeć z tego co widzę. Za daleko. Właściwie to się jej nie dziwię wcale. Mnie się czasem nie chce jechać jako kierowcy, a co dopiero na plecaku. Zresztą, w sumie to jeździ ze mną cały czas po tych różnych dziwnych miejscach i z tego się cieszę najbardziej, że jeszcze jej się chce.

     Tak że trzymajta kciuki i jak macie jakieś refleksje odnośnie naszego planu, albo ciekawe spostrzeżenia z Albanii to dajcie znać w komentarzu.  LEWUNIA!

Komentarze : 4
2022-05-05 06:39:41 thrillco

Odpowiadajac na zadane pytanie...1000km pekł zanim się dobrze sezon zaczął :) obecnie kończy sie juz kolejny 1000. Stety lub niestety planów wiekszych nie mam, bo tzw. "wiecznie coś" ale wciąż robimy drobne kroczki dążąc do ostateczniego celu wynzacoznego na...Obecnie nie wiadomo kiedy, czyli rodzinny wyjazd na 3 maszyny na Nordkapp. To jednak nie tylko kosztowne ale też naprawde wymagające rzygotowania każdego z osobna przedsiewzięcie.

2022-04-23 07:47:06 DominikNC

Albania to dobra destynacja na motocykl, byłem dwa razy. Powrót z Sarandy do Polski w jeden dzień raczej nie wykonalny. My w zeszłym roku wracaliśmy pięć dni z noclegami w Podgoricy, Dubrowniku, Zagrzebiu i Brnie. Pozdrawiam!

2022-04-15 09:24:27 Jazda na kuli

Dzięki Calmly. Wczoraj była super aura na moto jak byłem w pracy, a dziś jak mam wolne parę dni to ma non stop padać. Czasem taka myśl mi świta, żeby sprzedać dwa kółka w pisdu i mieć gdzieś jaka jest pogoda :)
Albo kupić skutera i być nastawionym na jazdę tylko latem w leciutkich ciuchach ;)

2022-04-11 15:28:14 Calmly

Siema.
Czytając Twój tekst, zdałem sobie sprawę że baaardzo ekscytujące jest, przygotowywać się do takiej drogi.
1600 km jest do zrobienia. Kiedyś już tego dokonałem. Oby pogoda dopisała i wszystko poszło po waszej myśli.
Pamiętaj że centrum problemu jest myśl, którą sami generujemy ;)
Oby się udało.
Pozdro.

  • Dodaj komentarz
FotoBlog
Galeria:
Stramberk 2022
[zdjęć: 0]

Kategorie