Najnowsze komentarze
Dzięki Panowie. Fajnie by było pra...
Powinieneś pracować w salonie. To ...
Doskonale opisałeś odczucia z jazd...
Dziabong1 do: szybowiec i indianin
Dlatego fajnie ze mamy wujowo dług...
U mnie przejście od płomiennej pas...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

15.07.2017 19:18

nieufny tomasz i najnudniejszy motocykl na ziemi

Honda Cbf 600 SA na pierwszy motocykl.

 

 

     Mam takiego kumpla, który swój pierwszy motocykl kupował trzy lata. Stereotypy o zapalonym nowicjuszu z gorącą głową, nie mogącym się doczekać pierwszego latania i kupującym jednoślad pod wpływem emocji, w żadnej mierze nie dotyczą owego osobnika.

     Tomasz zrobił prawko trzy lata temu, już po nowych przepisach. Jazdy odbywał na Er5 i Gladiusie. Zdał za pierwszym razem. Ucieszyłem się z tego i obserwowałem jego zapatrywania, i propozycje na pierwszą maszynę. Celował w jakąś sześcsetkę i na początku w kręgu jego zainteresowań były głównie Er6f i f800r. Minął cały sezon, ale mimo tego kolega nie kupił sobie żadnego motocykla.

     Rok później, jakoś tak przestałem obserwować temat, chociaż Tomek cały czas prowadził swoje poszukiwania i czasem spotykaliśmy się na chwilę pogadać o motorach. Jego potrzeby nieco ewoluowały i teraz motocykl dodatkowo musiał być wyposażony w system abs, a poszukiwane egzemplarze zaczęły coraz bardziej młodnieć. Tomasz wierny swoim wymaganiom, nie kupował byle czego, węszył i tropił, traktując oferty zwykle bardzo podejrzliwie, analizował je na zimno.Jakoś w tym drugim roku, w jego wizjach zaczęła coraz częściej pojawiać się Honda Cbf 600. Oprócz wspomnianego abs'u, musiała koniecznie mieć owiewkę, która chroni przed wiatrem i warunkami atmosferycznymi, no bo przecież, komu i do czego potrzebny będzie nieosłonięty motocykl, na którym swobodnie hula wiater ? 

      W samym środku sezonu, Honda Cbf 600 SA ABS, w nienagannym stanie, jest dosyć trudna do wyłuszczenia, zwłaszcza w promieniu 150 kilometrów od miejsca zamieszkania, co jest rzeczą dość oczywistą. Jednak poczynania Tomasza w kwestii zakupu jego pierwszego motocykla wyraźnie nabierały tempa. Poznałem po tym, że ostatnio kupił rękawiczki i kask. I to nie byle jaki, a właściwie to górną półkę, Schubertha C3 pro, w kolorze białym...grubo wystartował, co nie?

     Brak  rozsądnych Cbf'ek w okolicy, narodził popyt na Gsxfa 650, ewentualnie Bandita 650 S, po 2007 roku - oczywiście z wspomnianym już abs'em. Honda słabsza, ale lżejsza, Suzuki mocniejsze, ale cięższe. Tomek żadnym z nich wcześniej nie jeżdził, ale rozumiałem to i nie próbowałem żadnej perswazji w tej kwestii - sam miałem podobnie i paru moich znajomych również. Co by nie mówić, pierwszy motocykl kupuje się oczami. Pozostała tylko kwestia, która z tych maszyn pojawi się w bliskiej okolicy  jako pierwsza.

      Tomek wysłał mi kluczowego linka we wtorek wieczorem, a już środę jechaliśmy po Hondę. Według opisu należała do emerytownego strażaka, który kupił ją od handlarza, sprowadzoną z Francji cztery lata temu - obecnie przebieg 9800km, rocznik 2012. Motocykl był po jakiejś szkodo-przygodzie,  mianowicie został wcześniej skradziony żabojadowi. Pamiątką po tym wydarzeniu, ma być jedynie niedziałająca blokada kierownicy. W sumie, to średnio mi się to spodobało, bo jak tylko słyszę Francja to robię się nerwowy, ale widziałem też, że poszukiwania Tomasza są już na bardzo zaawansowanym etapie, więc zgodnie z daną obietnicą, ruszyłem w sukurs. 

      W środę późnym popołudniem pojechaliśmy samochodem do gościa. Tomek miał kasę w kieszeni jeansów, a ja kask, buty i kurtkę rzucone niedbale na tylnym siedzeniu.

      Facet już na nas czekał na posesji swojego domku z kwiatuszkami i ogródeczkiem. Był mega sympatyczny i dobrze mu z oczu patrzało, choć nie był to typowy motocyklista - pasjonat, a raczej jeździec od punktu A do punktu B. W garażu oprócz Hondy stała fajna osobówka i skuter pięćdziesiątka. Wytoczyliśmy motocykl na trawnik i przystąpiliśmy do oglądania.W międzyczasie, młody emeryt zwierzył się nam, że sprzedaje swoją czarną cukiereczkę, bo zbiera bułę na nowego suv'a. Nie, nie będzie mu brakowało jego moto, bo jak.....ma przecież jeszcze skuter, no nie?

     Wałek  z niskim przebiegiem wyszedł już na fotkach, a oględziny tylko go potwierdziły. Wiecie o co chodzi - przebieg 9800km gdy z tyłu siedzi świeża opona, a z przodu straszy zupełnie zajechana, z dot'em pasujacym do daty produkcji motocykla. Po bujnieciu widelcem prawa laga od razu się rozpłakała, a lewa uroniła parę tlustych łez na rurę golenia, co również wskazywało na sporo jeżdżenia. Reszta była raczej w porządku. Tylna opona na pierwszy rzut oka zdradzała spokojny charakter jazdy naszego strażaka i to że w okolicy nie ma raczej zbyt wielu ostrych zakrętów.

     Aby podkreślić wysoką jakość oferowanego przedmiotu, były pracownik korpusu służby cywilnej, dał Hondzie do soczystej odcinki na zupełnie zimnym silniku. Widząc to przeszły mnie ciary, ale muszę przyznać że japonka zaśpiewała przepięknie, i nie puściła z tyłu ani grama jakiegokolwiek dymku. Widać było, że jest za nią pewny na tak zwane sto procent.

     Wyjechałem na jazdę próbną, zostawiając Tomasza na podwórku jako zastaw. Akurat przeszła burza i niestety, na asfalcie było sporo parującej wilgoci. Motocykl fajnie się zbierał i jechał prosto, ale szybko pojawił się pewien problem. Między 80 a 50 na godzinę puszczoną luzem kierownicą dosyć mocno telepało. Uznałem, że prawdopodobnie, jest to wina katastrofalnej opony przedniej, bo miałem tak samo w swoim Bandicie. Poza tym motor wydawał się zdrowy, a jego prawdopodobny przebieg ustaliłem sobie na około 30 tyś. kilometrów. Tak zupełnie na oko, i z jego przymrużeniem oczywiście.

     Wróciłem i mówię im, jak jest. Tomasz przystępuje do negocjacji i bez większych problemów zbija cenę o nową oponę i kasę na naprawę lag. Siadamy do stołu wraz z córką i żoną  właściciela, która niewprawnie zaczyna pisać długopisem umowę na czystej kartce (chłopaki nie wydrukowali, a w drukarce zabrakło tuszu). Kumpel kładzie na blat czternaście i pół klocka, a ja grzecznie  proszę o zaparzenie kubka mocnej kawy. Robi się późno, przede mną jeszcze powrót nie swoim motorem do garażu kolegi, a potem sto kilo autem do domu.

     Poubierałem się w końcu zniecierpliwiony przedłużającą się transakcją i ruszam, dopiero co nabytą drogą uczciwego kupna, czarną Cbf'ą w ślad za furą mojego znajomka. Kierujemy się do oddalonego o 50 kilometrów miasta jego zamieszkania. W głowie mam obiegowe opinię, które krążą po Internecie, odnośnie modelu. Że to bardzo nudny motocykl, że nic się w nim nie dzieje. Do tego stopnia nudny i bezawaryjny, że nienawidzą go mechanicy pod każdą szerokością geograficzną, a sami moturzyści zasypiają  za jego kierownicami. Idealny zatem dla początkującego motocyklisty, tylko to i nic więcej. Za to łagodzący każde, nieumiejetne obchodzenie z jego mechanizmami, podobno wiele też wybaczający.

    Jakby nie patrzeć, takie określenia, dla bardziej zaawansowanego motocyklisty mają wydźwięk raczej pejoratywny, co szybko powoduje powstawanie stereotypowych łatek, przyczepianych później różnym zacnym maszynom. No bo jaki to kozak będzie chciał jeździć smętnym sprzętem, dla zielonego listka?

    Tymczasem podczas jazdy Honda jest motocyklem niesamowicie przyjemnym i relaksującym, jakby ponad wszelkimi wynikłymi ze stażu kierowcy podziałami. Czterocylindrowy silnik pracuje niezwykle gładko i miękko, podobnie zresztą jak skrzynia biegów. Współpraca na lini sprzegło - skrzynia - silnik jest wręcz skrajnie wzorowa, cichutka i precyzyjna a biegi wchodzą tak prawidłowo, że odpuszczałem sobie międzygaz. Motocykl gładko przyspiesza, a jednostka na stokowym wydechu szumi sobie uspokajająco. Przez całą moją jazdę to wrażenie właśnie dominowało - było bardzo przyjemnie, kojąco i bezstresowo, wręcz z wymiarem niemalże rekreacyjnym. Tak ja odebrałem ten motocykl. Mój pierwszy duży motor Bandit 600, był całkiem inny - szorstki i bardziej twardy, surowy, podczas gdy Honda wydaje się po prostu...przyjazna.

     Co do wyglądu, to nie wiem, czy ten motocykl może się komukolwiek od razu spodobać. Z takimi przedmiotami jest trochę tak, że im bardziej są "nasze", tym bardziej nam się podobają. Jeśli chodzi o mnie to potwierdzam, że aparycja opisywanej maszynki jest dla mnie nieco bezpłciowa i niczym mnie nie porywająca. Poza tym czułem, że moto jest dla mnie trochę za małe, lecz to także składam na karb "efektu Tiger'a". Chociaż, nie....szykuję wkrótce na łamy test pewnego motocykla, który jest jeszcze mniejszy, a takiego efektu nie miałem. Ciekawe.

     Na trasie oczywiście, nie raz, nie dwa cisnąłem na maxa do odcinki i leciałem momentami po sto osiemdziesiąt. Jeśli chodzi o owiewkę i ochronę przed wiatrem to jest trochę słabo, ale to chyba z powodu mojej wysokiej szyby w Triumph'ie poprzeczkę mam ustawioną prawdopodobnie znów za wysoko. Rozczarował mnie też trochę układ hamulcowy - tył hamował zbyt słabo, a hondowski efekt c-abs nie powalał na kolana. Coś co jeszcze rzuciło mi się w oczy to bardzo fajna elastyka - sprzęt niezwykle sprawnie wyjeżdża z dołu obrotów, nawet na za wysokim biegu sprawiajac wrażenie, jakby w tym obszarze miał o wiele większą pojemność. Zapewne ta charakterystyka robi dobrą robotę w miastach. Oczywiście ma to swoją cenę, bo za to góra sprawiała wrażenie dosyć słabej.

     Gdy tak leciałem lasem ze sporą prędkością , przede mną wydarzył się wypadek, który mógł mieć poważne konsekwencje, gdybym był ciut bliżej. Na moich oczach zderzyły się dwa samochody dostawcze, a jeden z nich w konsekwencji uderzenia wyleciał z trasy. Najechałem na ten cały syf, fruwajacy plastik, i chmurę rozgrzanych płynów, ale szczęśliwie wyhamowałem. Uff, Stwórcy niech będą dzięki, ale gacie miałem pełne.

     I w ten oto sposób zajechaliśmy pod garaż, gdzie zamieszka czarna Honda z chińskim kufrem na ogonie. Bezpośredni dojazd doń stanowiła zmęczona, dziurawa asfaltówka, którą specjalnie przejechałem bardzo szybko - ale motor ani nie stukał, ani pukał, był bardzo zwarty i solidnie poskrecany. Na miejscu już, nierówne, trawiaste podwórko przed zardzewiałymi wrotami, ujawniło średnią bym powiedział  poreczność motocykla podczas przepychania na zgaszonym silniku. W ogóle to myślałem, że ta Honda będzie w praktyce dużo lżejsza, od olejowego bandziora, ale powiem szczerze, że jest bardzo podobnie, a to to wlaśnie Bandit uchodzi za mega ciężkiego w swojej klasie. Ale wiecie, to tylko moje subiektywne odczucie. Na plus Cbf'ki i a'propos wagi,  dodam jeszcze b.dobrą zwrotność. Po drodze tankowaliśmy i gdy świeży właściciel płacił za paliwo w kantorku,  ja kręciłem ósemki wokół dystrybutorów na pustej stacji i powiem, że Honda strasznie fajne wywija. A ta łatwość, wiadomo -  też składa się na atut, dla początkującego kierowcy.

     Tak oto zakończył się drugi epizod z moją pomocą, przy zakupie motocykla. Mam nadzieję, że sprzęt się będzie dobrze spisywać i nie wyjdą na jaw jakieś przerażające usterki, które w pośpiechu przeoczyłem. Tiger 1050, którego kupowałem z Bartkiem jeżdzi elegancko, a nowy właściciel tak go podoposażał, że aż zasługuje to na kolejny, osobny wpis. Jeśli chodzi o Tomka, to nie boję się też, o jego bezpieczeństwo na motocyklu - gość ma swoje lata, a samochodami jeździ od niepamiętnych czasów, co zawsze jest dla mnie wartością kluczową w kwestii generowania, czy też raczej filtrowania groźnych sytuacji na drogach. W tą środę Cbf'ka wylądowała podobno w serwisie, na wymianę opony i uszczelnienie lag. Wkrótce też będę miał pierwsze relacje i spostrzeżenia koleżki, z jego pierwszych samodzielnych kilometrów na moto. Ciekawy jestem co też ciekawego rozkmini i do jakich wniosków dojdzie w związku ze swoim nowym motocyklem.

              A TYMCZASEM  LEWA I UWAGA - BUSY SĄ WSZĘDZIE!!!

Komentarze : 3
2017-07-20 18:48:43 InDoor

No miałem przelać troszkę hejtu ale artykułem się uratowałeś.
Tak jeżdżę na CBFie i jest to moje pierwsze moto którym już przejechałem nieco ponad 7k. Może i mało ale koledzy którzy znacznie więcej i dłużej jeździli na moto potwierdzili to iż moto jest świetne. Na trasie przy spokojnej jeździe spala w okolicach 4.5 a i przy ostrzejszej jeździe jest super przewidywalna. Co do owiewki i lusterek to pełna zgoda :) to są elementy zdectdowanie do wymiany. Niestety telepania kierownicy niepotwierdzam a przód idzie do wymiany w tym roku. BYĆ może jest to kwiestia lag, nie wiem... U mnie nic nie telepie nawet podczas ostrzejszego hamowania tyłem przy puszczonej kierze.
No ale niech się moto spisuje.
Lewa!.

2017-07-20 18:48:26 InDoor

No miałem przelać troszkę hejtu ale artykułem się uratowałeś.
Tak jeżdżę na CBFie i jest to moje pierwsze moto którym już przejechałem nieco ponad 7k. Może i mało ale koledzy którzy znacznie więcej i dłużej jeździli na moto potwierdzili to iż moto jest świetne. Na trasie przy spokojnej jeździe spala w okolicach 4.5 a i przy ostrzejszej jeździe jest super przewidywalna. Co do owiewki i lusterek to pełna zgoda :) to są elementy zdectdowanie do wymiany. Niestety telepania kierownicy niepotwierdzam a przód idzie do wymiany w tym roku. BYĆ może jest to kwiestia lag, nie wiem... U mnie nic nie telepie nawet podczas ostrzejszego hamowania tyłem przy puszczonej kierze.
No ale niech się moto spisuje.
Lewa!.

2017-07-20 08:58:34 Marcin Jan

2012 rocznik to chyba ostatni rok produkcji. telepanie kierownicy to też wina kufra, ba! czasem nawet stelaża. Co prawda po wymianie kompletu opon na chwilę się poprawi ale jak opony się trochę zużyją to niestety wróci. Wiele razy wałkowane na forum hondy.
To prawda "samochodowe" zegary zbyt piękne nie są.

  • Dodaj komentarz