Najnowsze komentarze
...Bieszczady to moje rodzinne kli...
Z Bieszczad tak właśnie zapamiętał...
...hehehe, drogi autorze naszych w...
TomSv - mądrze wybrałeś, gratuluję...
Marcin Jan do: poprzeczka z touratecha
oczywiście czasy zwariowane ale ch...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

29.01.2020 20:39

nowy sezonik za pasem

halo... dziń dobry, jest tu kto?...nie spać, zwiedzać - jak mawia klasyk - nowy sezon się rozpoczął 

 

 

 

    Mamy lata dwudzieste, dotrwaliśmy do tych nowych, pięknych, okrągłych cyfr. Kolejny sezon, kolejne przygody, kolejne wyzwania - to wszystko przed nami. Jak na razie mamy najcieplejszą i najmniej śnieżną zimę jaką pamiętam. Elektrozawór w instalacji gazowej mojej służbówki nie zamarzł jeszcze ani razu. Nie powiem, skrobać szybki trzeba ostatnio co ranek, ale śniegu jak nie było, tak nie ma. I nie zapowiadają. Serwisy narciarskie przymierają głodem.

    Ja już swój sezon motocyklowy rozpocząłem, przy czym też tak trochę nietypowo. Na grupach obserwowałem jak to wielu chwali się co chwilę, że "polatane" "sezon uważają za otwarty" i że  "ileś tam kilo pykło", więc nie mogłem być obojętny. W połowie stycznia zatem zabrałem swoją maszynkę na rozzimowanie. Przy czym uczciwie muszę przyznać, że jeździło mi się fatalnie i nigdy dotąd nie zrobiłem tak niewielu kilometrów w trzy dni jazdy.

    Żeby w ogóle rozpocząć zgodnie z rytmem moich moto-natręctw, musiałem poświęcić sporo czasu. Najpierw doładowałem aku i przeszlifowałem bolce. Potem oczyściłem szmatami łańcuch,  który w końcu listopada zalałem olejem maszynowym. Następnie przywiozłem aku i zamontowałem w motocyklu, czyszcząc uprzednio zaciski. Na koniec dopompowałem ubytki atmosfer w oponach.

    I wyruszyłem, jednakże za daleko nie ujechałem.

    W dupę psa, jak zimno, wilgotno, nieprzyjemnie. Szybko zapada zmrok. Niewygodne warstwy ciuchów krępują ruchy. Mimo chłodu motocykl od strzała zapala na osmioletnim akumulatorze. W trwające wieczność trzy sekundy moje serce rozdziera stukot suchego wewnątrz silnika, a w chwilę później za warczącą maszyną bucha biały pióropusz gęstej pary plując wszędzie kropelkami wody. 

    Jadę, ale nie opuszczam nawet swojego miasta. Pierwsze kilometry, cztery stopnie na plusie i motocykl - niechętny, skostniały, gwałtownie wybudzony z głębokiego snu. Ja tak samo zastały, odzwyczajony od symbiozy z jednośladem. Prędkości niewielkie, złożenia płytkie, a ruchy niewprawne. Jedyne co stabilizuje cały ten chaos to nabierająca temperatury jednostka napędowa - mimo długiej przerwy w pracy i niekorzystnych warunków jest niezwykle wręcz gładka i spokojna, perfekcyjnie wystrojona. 

    Wróciłem zrobiwszy skromniutkie, kwadratowe czterdzieści kilometrów. Zostawiłem akum w motorze na dzień kolejny, a ciuchy zabrałem do auta, żeby wieczoru następnego założyć ciepłe zamiast wychłodzonych wilgocią garażu. Uczucia miałem mieszane - radość z przesmarowania maszynerii mieszała się z niewygodą całego przedsięwzięcia. Na gorący motocykl szybko zakładam pokrowiec do wnętrz, co by ciepło silnika i wydechu trochę pod nim popracowało.

    Dnia następnego niewiele się zmienia. Znowu przejeżdżam ze czterdzieści kilometrów, znowu po najbliższej okolicy. Mimo suchego asfaltu jest tak wilgotno i nieprzyjemnie, że jakoś tak instynktownie nie oddalam się od bazy. Znów trochę się cieszę, że sezon mam już otwarty, a z drugiej strony przeklinam bezsens jazdy w taką pogodę.

    Im dłużej jeździsz, tym bardziej dostrzegasz w zimowej jeździe  profanację motocyklizmu - znowu taka konkluzja moi drodzy. No chyba, że ktoś ma ogrzewany garaż w domku i w cieplutku sobie wyjeżdża. Dla mnie w tej chwili za dużo jest z tym jest wysiłku. Mimo tego wiem, że będę tak robił co zimę, będzie to silniejsze ode mnie.

    Dnia trzeciego wyjechałem już tylko zatankować, prawie że w cywilnych ciuchach. Już mi wystarczyło, miałem serdecznie dość, a na myśl o jeździe aż mną telepało. Nalałem pod korek świeżej wachy i wróciłem na garaż. Tam zlałem z powrotem łańcuch olejem maszynowym, oczyściłem felgę ręcznikiem papierowym (usyfiła się jednak), wyciągnąłem akum i znów zarzuciłem gorący motocykl pokrowcem. 

     Nowy sezon więc symbolicznie się rozpoczął. Siódmy nasz wspólny na riderblogu, który prawie na pewno będzie najsłabszy ze wszystkich. A następne będą jeszcze gorsze, ale jak już wspomniałem - wiele różnych czynników na to wpłynęło i tak po prostu musi być.

     Pojutrze odwiedzam znowu tygryska, żeby założyć podwyższenia handbarów z givi ( haha gościu montuje osłony osłon haha), które zażyczyłem sobie jako prezent na urodziny. Zrobiłem też poprawioną wersję przedłużenia osłony łańcucha i dokupiłem fragment ramki tablicy, który kiedyś,  gdzieś zgubiłem. Muszę przyznać, że na montaż  tych gratów bardziej się cieszę, niż cieszyłem się na samą jazdę w środku tej zimy. Cóż, może tak to jest i w pewnym momencie,  jak to pisał kiedyś motolupa, sama obecność i czas spędzony ze sprzętem już dają sporo radochy. Ważne, że moto w ten, czy w inny sposób wciąż jeszcze potrafi dawać mnóstwo zabawy. Nieważne w jaki sposób ją dostarcza.

      Tak więc wiele tej uciechy wam życzę na ten rok. Ja już tak na poważnie, na sto procent, to rozpocznę ten sezon wcześnie, gdzieś tak koło dwudziestego piątego lutego. Jak nic się nie wykrzaczy, to bedą wysokie góry, głębokie doliny i ciekawe motocykle -  co oczywiście pośpieszę zrelacjonować. 

Lewa! 

Komentarze : 11
2020-02-06 21:04:18 DominikNC

Unikam dwukrotnego komentowania tego samego wpisu, ale zrobię wyjątek, żeby się z Wami podzielić moją opinią na temat pomiarów prędkości. Moim zdaniem, to nie prędkość zabija, ale głupota. Prędkość po prostu jest łatwiej zmierzyć. Pozdrawiam!

2020-02-06 09:35:53 gregor1365

Zaglądam tu regularnie, choć fakt ostatnio mało piszecie Ty i Okluarebe, ja po staremu ograniczam się do aktywności komentatora ale fajnie jak to czasem wywołuje dyskusję.

Ja sezon rozpocząłem w styczniu, bo akurat cieplutko było. Mam nową gumę z tyłu, aż się prosi o jazdę.
Doprowadzam teraz do stanu drugiego żywota Jamaszkę, będzie potrzebny konik roboczy bo jazdy po mieście przybywa i ta sprytna 250- tka nada się jak ta lala. Na niej prawka raczej nie stracę.

Co do demonów prędkości: w międzyczasie przywiozłem do garażu motorynkę z 1988r, od nowości jest moja więc ma u mnie dożywocie, natomiast wisiała pod sufitem w garażu domu rodzinnego ze 25 lat. Olej w silniku jeszcze był, na silniku plomba. W krótkich wolnych chwilach kręcę śrubki usiłując reanimować tego koziołka jak się odezwie będzie fajnie.

Zauważyłem wcześniej, że spokojna jazda też daje niesamowity fun. Nie spinam się i naprawdę odpoczywam. Wieczorny przelot po upalnym letnim dniu daje mnóstwo frajdy, nawet czasem skłania ku refleksji.

To mój 6 sezon, do tej pory nie nadziałem się jeszcze na ani jedną kontrolę. Dziduję tam gdzie można i nich tak zostanie. Ryzyk fizyk kurde felek, Zeta jak wyje to jednak jest przezajebiście. W moim regionie cały czas asfalt suchy i na plusie, nie mam kiedy polatać, ja pierniczę.

Pozdrawiam

2020-02-06 09:31:07 jazda na kuli

Erjot witaj mój przyjacielu! Tak więc u progu nowego sezonu mamy na pokładzie całą grupkę ocalałej starej gwardii (z tych pisząco-komentujących) Pozdrawiam też czytelników mniej jawnych, bo jeszcze troszku ich tutaj zostało. To tyle pozostałości po pierwszej i największej motocyklowej platformie blogowej na polskim internecie.
Ja w każdym bądź razie działam nadal, bo liczy się czytelnik prawdziwy, a nie krótkotrwałe mody lajkowo-fejmowo-clickbajtowe ... a niestety wiele aktywności idzie w tym kierunku, zalewają nas fale postprawd, fałszywych sondaży i wyników, takie tam. I trzeba się jakoś w tym odnaleźć. O ile inteligentna jednostka odróżni konkretne fakty, o tyle bardziej bezrefleksyjni ulegają bezustannej manipulacj...
W ten weekend szykuję wpisik aktualizujący moje poszukiwania nowego motocykla, tak że do poczytania!

2020-02-05 23:19:27 Erjot

Jak stara ekipa to ja też się melduję, choć w sumie nie wiem czy się do niej zaliczam. Na maśl o nowych przepisach mam skrajne reakcje. Pierwsza to przerażenie, że koniec beztroskiego piracenia ale druga to refleksja, że w końcu nie będę już tak przeginał, co zbyt często mi się zdarzało i może wyjdzie mi to na dobre. Jak będzie to się okaże w praktyce, może trzeba będzie zmienić moto na cruisera w ostateczności. Jak by nie było będziemy się musieli dostosować, a że odmian motocyklowej pasji jest wiele to frajdę i chęć do jeżdżenia mam nadzieję gdzieś odnajdziemy, czego wszystkim życzę.

2020-02-05 19:43:49 jazda na kuli

Oho jest tu jeszcze prawie cała nasza stara ekipa, wypatruję z utęsknieniem jeszcze jednej postaci.

Okularbebe - no taka jamaszka zdecydowanie lepsza na nowe czasy jak ktoś sam jeżdzi.
Marcin Jan - jeździć, obserwować. Ale rozumiem, sam mam coraz większy pociąg do mniejszych pojemności i niższej wagi.

2020-02-04 23:39:07 Marcin Jan

fakt, że najgorsze będą tzw. siedemdziesiątki, a jak wiemy w naszym kraju drogowcy uwielbiają te ograniczenie stawiać gdzie popadnie. Swoją drogą cieszcie się że nie ma systemu progresywnego w zabieraniu PJ tj. 10-20 km - 2 tygodnie, 20-30 km/h 1 miesiąc, 30-40 km/h 2 miesiące bez pj. Pozostaje eksploracja CZ i SK, akurat my na południu mamy tam szybki dostęp. Tam wystarczy w zabudowanym trzymać się przepisowej 50 (nie 58 czy 60 tylko właśnie 50) i jest dobrze.
Oczywiście i ja skorzystałem z ostatniego słoneczka w weekend i odpaliłem transformersa. Ale fakt ubieranie się w zimnym garażu to był średni pomysł, więc przeniosłem się na prędkości do zagrzanego auta, z tym że wtedy było istne origami w ubieraniu.
Wracając do rozważań ogólnych to wiesz ja po mimo nowego nabytku, jakoś nie mogę się odgonić myśli że jednak powinienem iść w mniejszą pojemność i moc. Że trochę przesadziłem. Najlepsze albo najgorsze jest to że co do zasady nie mogą nic temu motocyklowi zarzucić. Pozycja wygodna, piec rewelacja, prowadzenie w łukach super, moto też ma trochę tam nowoczesnej technologii. Nie wiem może chodzi o gabaryt, choć z drugiej strony karłem też nie jestem. No nic zobaczmy co przyniesie sezon, jak będziemy się docierać.

2020-02-04 20:55:25 okularbebe

jazda na kuli dzięki, za te treści. Do głębin piekła... dobrze to idzie, już poznałem to na pamięć. Wkrótce dam sygnał co u nas, K1300R, Wariatki i Obłego. Żyją, a zbiera się trochę tego.

K1300R uznał, że przechodzimy na prawko A2 i przesiadamy na yamahy xtx 660, bo możemy nie dać rady. Nie dlatego, że jesteśmy aż tak szybcy zawsze, ale dlatego, że uwielbiamy otworzyć, wyjść dynamicznie. Zagrać.

Uświadomiłem mu, że jako sięgający regularnie po minimum sto pięćdziesiąt, nawet na xtx od lipca mamy KP, czyli kompletnie przejebane.

Nowelizacja nakłada okropną presję. Osobiście mam wiele przykładów na to, że odpowiednia, nawet chwilowo nadmierna prędkość ratuje sytuację i ustawienia. Byłem szybszy i przeżyłem. Na motocyklu to ważne, gdy ludzie na ciebie patrzą, ale nie widzą. Słuchają, ale nie słyszą.

2020-02-04 17:15:29 jazda na kuli

Siemka Gregor1365 - stara gwardia czuwa.
Nowelizacja nadchodzi i nie jest kolorowo. Ja cały czas dążę (z różnym skutkiem) do tego, aby jeździć spokojniej i bezpieczniej. Taka jazda ma jednak sens, jak mimo tego, że wolniej to jednak daje radość. Współczuję serdecznie posiadaczom właśnie typowych sportów z dużą mocą, gdzie wbijanie biegów na nisższych obrotach jest męczarnią. Zamulać sportem to też tak nie za bardzo. Teoretycznie trochę ponad 190 na autostradzie i w razie pecha jest po prawku. Zresztą, wystarczy lecieć lekko ponad 120 na ekspresowce i nie zwolnić na 70tce ...
Czas chyba pójść w kruzera i pyrkać sobie fałeczką. Jak to zawsze twierdziłem charakter pojazdu poniekąd wpływa na styl jazdy kierowcy... ;)

2020-02-03 18:24:51 gregor1365

Siema Adaś.
A powiedz, w związku z projektem zatrzymywania uprawnień za przekroczenie ponad 50 poza terenem zabudowanym, to jak teraz latać?
Ryzyk fizyk na każdym kroku czy jak, ktoś potrafi sportowym motocyklem jeździć non toper zgodnie z literą prawa?
Fuck.

2020-02-01 21:19:25 jazda na kuli

DominikNC - ostatni samuraj i Ty - last man standing komentarzy! Dzięki. Cisza i wiatr wiejący po pustym placu tutaj tak poza tym.
Co do jakości sezonu, miałem na myśli sezon pisania na riderblogu. Ten sezon właściwy to również mam nadzieję, że będzie dobry. Ja także mniej czasu poświecam na dumanie o nowym motocyklu, a więcej o podróżach na obecnym.

"do głębin piekła, czy nieba bram dojdzie ten szybciej, co idzie sam" - taki cytat w kinie dzisiaj usłyszałem, na filmie 1917 (b.fajny), tak że życzę Ci udanych i bezpiecznych samotnych podróży na ten sezon Dominik!

2020-01-31 17:46:10 DominikNC

Ostatni samuraj riderbloga! Dlaczego ten sezon ma być gorszy? Ja mam wielkie plany. Zamiast jak co zimę czytać testy nowych motocykli, postanowiłem nic nie zmieniać i zaplanowałem sobie kilka wyjazdów. Wreszcie po tylu latach odważe się na samotne wyjazdy, bo do tej pory zawsze miałem towarzystwo. Jak wszystko wypali, to może być najlepszy sezon :) Pozdrawiam!

  • Dodaj komentarz