Najnowsze komentarze
Dzięki Panowie. Fajnie by było pra...
Powinieneś pracować w salonie. To ...
Doskonale opisałeś odczucia z jazd...
Dziabong1 do: szybowiec i indianin
Dlatego fajnie ze mamy wujowo dług...
U mnie przejście od płomiennej pas...
Więcej komentarzy
Ulubieni blogerzy
<brak ulubionych blogerów>
Moje miejsca
<brak wpisów>

20.08.2017 18:18

upadek komina

 

     Pamiętając o głównym założeniu mojego bloga, jakim jest dokumentacja rozwoju motocyklisty, dziś, ze zwyczajową szczerością opowiem nieco o stanie, do jakiego dąży moje motocyklowanie. Marudziłem już kilka razy, że przestaje mi się chcieć jeździć w tygodniu, po pracy i że wolę jazdę przełożyć na weekend. Po pierwsze, jak stwierdziłem, jestem wtedy bardziej wypoczęty, a po drugie jeżdżenie zbyt częste, powiedzmy, co dwa trzy dni ( a tak przelatałem pierwsze 3 sezony i nigdy nie miałem dosyć ) zaczyna mnie po prostu nudzić, zważywszy, że dziennie przejeżdżam samochodem w pracy średnio 150 kilometrów . Kiedy jeżdżę rzadziej, mam w tym jeszcze trochę radości, zaspakajam swoją moto tęsknotę, bo po ponad tygodniu absencji zaczyna mi brakować latania.

     Ostatnio jednak stan odwrotu od motocykla, zaczyna się pogłębiać, co jest dziwne głównie dlatego, że mamy akurat środek sezonu. Jest ciepło, więc w miarę wygodnie, powiedzmy taka kwintesencja motocyklizmu, słońca i wolności.  Ale, czy aby na pewno? Kiedy na zewnątrz wybija 35 stopni, albo nagle zaciąga się niebo i walą zniego jasne gromy, to nie za bardzo wiadomo jak się przygotować do jazdy motocyklem. Mam takiego znajomka, który jeździ od dziesięciu lat na jednym, de facto swoim pierwszym, nakedzie klasy 600, i ostatnio na moje pytanie, kiedy wreszcie zmiana motocykla, odpowiedział z irytacją :

     - Nigdy, kurwa! 

     - No co Ty? - ja na to

     - Nigdy, bo to jest pojebane! Nie mam czasu jeździć, a jak już wyrwę kawałek soboty, to albo kurwa pada, albo się robi 35 stopni i nie idzie jeździć. W dupie mam nowe sprzęty, tym będę już do końca jeżdził, to jest dobry motor i jak mi się kipnie, albo ptaki go osrają, to mi wtedy nie jest żal. Nie będę teraz kupował nowego tylko po to, żeby stał w garażu i tracił na wartości - splunął z obrzydzeniem.

      Powiem Wam, że jego niezwykle trzeźwe i obdarte ze złudzeń o mitycznej moto-pasji spojrzenie, a zarazem niewykle pragmatyczne, zaciekawiło mnie niezwykle. Było taką niezwykle brutalną, rzeczową i praktyczną opinią, której zalążki też już od dawna wykształcają się we mnie. 

     Teraz bowiem nie chce mi się już latać w koło komina, dla samego latania, czasami nawet w weekendy. Mam tu na myśli samotne wyjazdy bez celu, tylko po to żeby pośmigać po ulubionych okolicach, które tak uwielbiałem. Mało mam czasu, poza tym dochodzi cały ten cyrk z zakładaniem tych wszystkich ciuchów, przejściem na parking, poodpinaniu i zdepokrowcowaniu motocykla po to, zeby zrobić dajmy na to, te osiemdziesiąt kilo.Wypalam się trochę jako motocyklista ostatnio, o czym śpieszę  poinformować swoich czytelników - co nawet objawiło się tym, że mam umówione i zaklepane dwie jazdy testowe na ciekawych sprzętach, ale jakoś nie mogę dotrzeć na miejsce.

     Żeby jednak nie było aż tak smutno i antymotocyklowo dodam, że teraz głównie żyje perspektywami dalszych wyjazdów na motocyklu z Agnieszką i to mnie obecnie cieszy najbardziej, taka właśnie jazda ma dla mnie obecnie sens. W najbliższej przyszłości szykują się dwie takie małe traski - w centralną PL i na Dolny Śląsk. Planuję też wyjazd z kumplem w Alpy na 4 dni, z naszymi motocyklami zamkniętymi w czerwonym, kilkuletnim busie, być może już we wrześniu.

     Te wszystkie perypetie mają swoje odzwierciedlenie w cyfrach. Zrobiłem w tym sezonie zalewie nieco ponad 3k i prawdopodobnie dojadę może do 5-6k, co jak dotąd będzie moim najsłabszym wynikiem. Kiedy zaczynałem swoją przygodę śmiałem się z takich przebiegów - wydawało mi się, że zacznę od 15-20k na sezon i stopniowo będę zwiekszał wynik.  Tymczasem 5k, uznawane za średni przebieg polskiego motocyklisty staje się dla mnie coraz bardziej realny...o ile ta wartość jeszcze się nie zmniejszy.

     Tak, tak moi drodzy wszystko się powoli nudzi i jest to smutne, ale i zwyczajne zarazem. W kwestii motocykli dochodzę do tego tak późno być może dlatego, że moja poprzednia pasja, ekstremalne kolarstwo górskie została brutalnie przerwana kontuzją, zanim zdążyła spowszednieć. Żeby dalej czerpać radość z motocyklizmu, muszę nieco zwolnić i zmniejszyć jego udział w swoim życiu powszednim, zrobić z niego rozrywkę nieskalaną codziennością. Jak tego dokonać?. Jeździć rzadziej, to po pierwsze. Po drugie wyrywać się za pomocą motocykla z codzienności, a nie jeździć nim po niej. Innymi słowy ruszać na wyprawy w nieznane miejsca, po nieznanych drogach w nowe lokalizację, gdzie czekają niepewne noclegi pod nieswoją pościelą. Opuszczać drogi co dzień przemierzane samochodem oraz wygodne, międzykontynentalne wakacje na olu zasilane bezmiarem egzotycznych alkoholi, i wybrać się w deszczu na motourlop do Albanii - a po powrocie przez miesiąc nie dotykać motocykla.

     Widzicie, takie to przemyślenia nawiedzają mnie ostatnio. Cały czas siedzę w motocyklach, czytam o nowościach, przeglądam grupy na fb, czytam ogłoszenia sprzedaży. Moja wiedza cały czas przyrasta, a im więcej jej posiadam, tym bardziej paradoksalnie  powiększa się mój dystans wobec tych, którzy dopiero jej szukają. Pisanie przychodziło mi o wiele łatwiej, kiedy sam byłem na etapie błądzenia i poszukiwania porad oraz podobnych pogladów. Być może też przez to spowodowałem, za za dużo tej motozajawki jest w moim życiu - a jak to mawia mój tata - za dużo, to nawet świnia w korycie nie chce.

    Co do mojego bloga, będzie on dalej funkcjonował i dokumentował rozwój motocyklisty. Mam jednak świadomość, że jego poczytność, będzie jedynie spadać. Kiedy zaczynałem pisać, przyciągałem swoim spojrzeniem podobnych sobie młodych adeptów. Jest ich wielu, bo jak wiadomo neofici poszukują wiedzy. Teraz,  piszę jak stary, zmęczony wyga - zaczynam pisać dla wyg...a problem z wygami jest taki, że oni nie czytają o swojej pasji. Bo po co mają czytać, skoro przez wszystko już przerobili na własnej skórze?

     Po zmianie strony przez Ścigacz.pl liczba odwiedzających nasze blogi znacznie spadła. Z moich obserwacji wynika też, że ilość zakładanych nowych blogów jest obecnie najniższa w calej historii Riderblog.pl., czytaj: nikt już nie zakłada nowych blogów. Co tu dużo gadać panowie i panie - ta blogosfera powoli wymiera. Została nas garstka, a treści przez nas publikowane przestają być atrakcyjne - żaden z ostatnich naszych wpisów nie trafił na fejsbukową ścianę naszych opiekunów, widać przestają być opłacalne, gdyż tam liczą się głównie liczby wyswietleń. Mój stary tytuł: "blog żywych trupów" - dopiero teraz nabiera głębszego znaczenia, proroczego wymiaru.

   Tym bardziej pragnę w tym momencie, z całego serca podziękować naszym wiernym czytelnikom, którzy przez to wszystko przebrneli i nadal zaglądają, czytają, komentują. Dzięki nim to wszystko jeszcze jakoś się kręci. Brakuje mi czasem komentarzy Mjk, Dominik'aNC, Sirturka, Mufki, Katje, MarkaM, Kawiora, C0_750, Vilipa, FilipSki'ego, firestartera, i wielu innych, w tym kilku blogerów. Tak to jest w tym życiu, że ludzie przychodzą i odchodzą, i mimo nieco gorzkiego wydźwięku tego wpisu, Jazda na Kuli nadal będzie nadawała - no, może jedynie z nieco mniejszą częstotliwością.

 

 

       LEWA!

Komentarze : 13
2017-09-01 07:56:49 jazda na kuli

Aha no i miło że stara gwardia jeszcze zagląda !

2017-09-01 06:56:26 jazda na kuli

Tak to jest panowie, ale cieszę się, że nie jestem osamotniony w podobnych przemyśleniach. Co do Tiger'a długo to nie sprzedam - na trasę jest kozak i zmiana na coś bardziej dzikiego i niewygodnego przyniosło by nowe problemy.
Drugie moto, nie ma innego wyjścia.
Vilip fajnie, że poruszyłeś motyw duszy - myślę o starym motocyklu na gaznikach, że ssaniem i analogowymi zegarami. Wkrótce poświęcę temu osobny wpis i mam nadzieję, że rozpocznie się nowa przygoda.

2017-08-31 15:42:54 vilip

Jazda-na-kuli, a może to wiek? :-)
Może jednak nie ten motong?

Gdy czytałem o Twojej zmianie moto, czułem, że do końca nie jesteś przekonany, że sam próbujesz racjonalizować zmianę... Owszem, priorytety życiowe z wiekiem się zmieniają, ale skoro lubiłeś Lalunię pogonić, to dla Tigera dla przeciwwagi szukasz zastosowania w turystyce.
Może się mylę, ale to trochę tak, jak zmienić mustanga z 1969, który może nie najwygodniejszy, nie na każdą okazję, nie na każdą drogę, ale miał to coś, że nadajesz mu imię, gadasz do niego i odstępujesz mu wersalkę, bo zimno na dworze... Teraz masz uniwersalną "skodę", dupowóz po prostu bez grama finezji w tym smutnym jak p...a mieście :-)
Najlepsze rozwiązanie: kup drugie moto - z duszą.

Co do jazd i wypalenia: zawsze jest spadek motywacji, i zawsze jest zajawka. Poczekaj do wiosny, nie będziesz się mógł doczekać, żeby odpalić i ruszyć.
Ja nie jestem żadnym maniakiem, jeżdżę 2. sezon, a w kodzie mam już "4" z przodu, taki stary świeżak ze mnie. Czasami też mi się nie chce i szukam wymówek, bo pogoda, bo tylko 8 km w jedną stronę - ale jak już ruszę, to nie chcę zsiadać ani wracać. I tego Wam i Tobie życzę.
Lewa.

2017-08-30 08:33:33 FilipSki

Zaskakujący wpis. Coś ten 2017 rok nie jest najlepszy, ja swój motocykl o którym marzyłem i kupiłem lekko używany w listopadzie 2016 sprzedałem w lipcu 2017. Obecnie nie mam nic, czekam na 2018 rok, ale myślałem ze będę odczuwał wielką pustkę a wcale nie jest tak zle. Dość mnie to martwi - czyżby znudzenie, jakiś rodzaj wypalenia wynikał ze złego wyboru sprzętu? Na pewno. Gdzieś w głębi siedzi niechęć, ochota na jazdę nie wynika z samej ochoty a z przekonania, że jak się już ma, to trzeba jeździć.
Ciekawe co będzie dalej, myśle że na 2018 jednak coś w garażu stanie, pytanie tylko co...

2017-08-29 20:50:31 Marcin Jan

to fakt. kiedyś zajawki blogów były dobrze widoczne i zachęcały do klikania. Teraz musisz wiedzieć że chcesz wejść na blog. Swego czasu było takie coś jak kaskiemwmur ale widzę że też strona wyparowała.

2017-08-29 20:20:21 albox

masz rację, zmiana wyglądu ścigacza, i usunięcie odnośnika do blogów, skrótu z głównej nie przyczyniło się do zwiększenia ich popularności. w ogóle ścigacz sam w sobie stał się mniej ciekawy i coraz rzadziej tu zaglądam. dzisiaj z nudów przypomniałem sobie o tej stronie i tylko umocniłem się w tym, że nie ma tu po co codziennie wchodzić. na dokładkę - po przejrzeniu co tu nowego i stwierdzeniu, że niewiele. myślę - blogi - tam zawsze lubiłem zaglądać. i co? no i zanim je znalazłem to przescrollowałem kilka razy główną, później straciłem chwilę na otwieranie zakładki po zakładce zanim je znalazłem - no tragedia. ewidentnie obecnej administracji nie zależy na tym dziale i toleruje ja chyba już tylko z przyzwyczajenia. było to niech jest, ale tam, na najwyższej półce. nie jest moim zamiarem hejtować tego portalu, w niczym mi nie wadzi. ot takie spostrzeżenie z dzisiaj.
rozumiem też Twoje wypalenie. sam to miałem rok temu. po sezonie zimowym minęło na trochę. później kupiłem drugie moto. wszedłem głębiej w dalszą turystykę. odkrywanie "nowych lądów" to jest to! może warto spróbować?...

2017-08-28 12:20:21 Tomsv

Na wszystkie Twoje bolączki Tiger sport:D

2017-08-24 18:33:16 DominikNC

Kilkanaście lat temu spotkałem Fina, który razem z żona, podróżował XX-em przez Europę. Wtedy to była dla mnie abstrakcja, najdalej motocyklem byłem na Helu. Wszystko sie zmienia, w tym roku tak wyszło, ze większość motokilometrow zrobiłem za granica. Nie pisze tego, żeby sie chwalić, po prostu nie wypalam benzyny bez sensu, wyjeżdżam tylko jak mam pomysł na ciekawa trasę. To jest piękne, ze każdy jeździ po swojemu i ze nie stoimy w miejscu, ale sie zmieniamy z czasem. Dziekuje za pamięć, mi tez brakuje niektórych blogerów, ale nadal tu zaglądam. Pozdrawiam!

2017-08-22 19:45:44 jazda na kuli

No cóż Panowie, bardzo możliwe, że macie sporo racji. Kwestia typu motocykla....
Kiedy czasem zerkam na zdjęcia Laluni z czasów, kiedy była moją własnością, czasami czuję żal. Przejrzałem się głębiej temu uczuciu i odnajduję, że jest to mix tęsknoty za tamtym moto (15%) i za tamtym czasem ( 85%) - za okresem, kiedy to pękałem z dumy na swoim 1szym, prawie nowym litrze...i tego niestety już nie da się odtworzyć. Kiedy wszystko związane z moto było takie nowe i tajemnicze.
Nie będę teraz bronił Tiger'a i szedł w zaparte, bo być może rzeczywiście popełniłem błąd. Wasze komentarze wziąłem całkiem na poważnie, bo jesteście ludźmi, którzy wiedzą co w trawie piszczy i możliwe, że macie rację. Ż Tiger'a uczyniłem piękny motocykl, którym jestem zachwycony, ale być może rzeczywiście brakuje mu tego pierwiastka poliwęglanowej psychopatii?
Tak, czy owak sprzedaż Triumph'a i zastąpienie go spowrotem jakimś zwariowanym motocyklem nie wchodzi w grę. To dla tego, że zostałbym bez sprzęta na dalsze podróże z Agą i to takiego, który jak na turystyka jest dosyć zadziorny i kapitalnie wyróżnia się że stada gieeso-deelów. Jednakże mimo tych cech Tygrys nie jest w stanie zaoferować sobą wszystkiego.
Cóż koło się zamyka i znowu wracamy do koncepcji drugiego motora. Tylko ta droga jest w stanie przynieść ostateczne ukojenie i myli się ten, który sądzi, że nie myślę intensywnie w tym kierunku od bardzo, bardzo dawna.
Niestety temat musi jeszcze zaczekać, ale ja już od dłuższego czasu się nim ekscytuje. Teraz w naszym życiu zaszła pewna poważna zmiana, poczyniłem pewną inwestycję, na wskutek której jestem dosyć mocno zajęty z Agą pewną tajemniczą aktywnością. Aktywność jest na razie nie motocyklowa i zabiera mi czas przeznaczany zwykle ma moto. Wkrótce powstanie wpis to wyjaśniający, gdzie opiszę co i jak się u nas ostatnio podziało i dlaczego tak mało ostatnio jeżdżę, a być może przez ten brak jazdy zrobiłem się taki moto-sceptyczny.
Aha, no i też przy okazji spłukany, więc tak czy owak na drugie moto nie mam na razie kasy.
Może kasy nie mam, ale jakieś tam wizje drugiego wariata już się kształtują w mojej głowie. Kto wie jak wszystko pójdzie w dobrym kierunku, to może już w przyszłym sezonie będę czynił kroki i szukał. Tigerek dostanie mniejszego braciszka. Gabarytowo na pewno, a czy pojemnościowo, to jeszcze nie wiadomo. Nie wiadomo, bo przed oczami mam jak dziś jazdy testowe, które odbyłem 3 lata temu w Wawie na ZZR1400 i Ninji 636 - jeżeli ktoś pamięta tamten wpis, to wie, że Zygzakiem nie za wiele dało się zrobić, natomiast szóstka zaoferowała świetną zabawę, którą pamiętam do dzisiaj.

2017-08-22 11:28:28 TomSv

Może rzeczywiście to kwestia typu motocykla? Kumpel miał dl-a 650 i mówił że to motocykl do poruszania się z punktu A do B. Pojeździł rok, sprzedał dl-a i kupił MT09 i teraz mówi że nie może się doczekać każdej chwili na moto i ciągle ma banana na twarzy.

2017-08-21 15:06:37 ptwr2

Przychylam się do opinii Okularbebe, że potrzebny Ci nowy motocykl. Niekoniecznie żeby zamieniać tego na inny - kup drugi motocykl. Przesłanki ku temu są trzy i całkowicie naukowe:

1) Z1000 był Twoją Lalunią o "psychopatycznym spojrzeniu poliwęglanowych źrenic". Tiger to... tylko Tiger. Żadnego imienia świadczącego o przywiązaniu, żadnych poetyckich opisów. Po prostu solidny rzemieślnik szos i tyle. Rozumiem dlaczego dokonałeś właśnie takiej zmiany i będąc w podobnej sytuacji co Ty, miałbym poważny problem do rozwiązania. Nie zmienia to jednak faktu, że to już nie jest "to". Oprócz konia pociągowego potrzebujesz jakiegoś rumaka pełnej krwi (albo zabawki do przypałów, to też działa).

2) Przypomnij sobie własny tekst "Pierwsze w życiu torowanie" i mój komentarz. Konik na drogę + rumak na tor. Tamten wpis był tak zupełnie inny, jakby napisała go inna osoba. Radość, entuzjazm, długość tekstu. Zupełnie jakbyś nie mógł oderwać się od klawiatury, chcąc jeszcze trochę oddalić moment, w którym trzeba będzie definitywnie wrócić do rzeczywistości. To było niecałe dwa miesiące temu i jakby to powiedziała moja babcia, obeznana ze słowiańską mitologią: "boginki Cię odmieniły??". Jak to jest, że praktycznie z dnia na dzień entuzjazm jest w szarpaniu drogi podnóżkami, ale nie ma go w statecznej turystyce? Dziwne, nie? ;D Pisałeś, że do tych torów tak daleko. To prawda, ale robi się bliżej gdy zabawka ma mniejsze osiągi, wzrasta wtedy ilość miejsc, gdzie można porządnie poupalać.

3) Przerabiałem okresy znudzenia, choć akurat dotyczyły innych rzeczy. Zawsze to było tak, że z początkowego nadmiaru możliwości, w miarę wzrostu specjalizacji, podążałem coraz dalej ale coraz mniejszą ilością ścieżek. Gdyby narysować to na kartce, to wyszedłby lejek. Aż w końcu zostawała już tylko jedna ścieżka - robienie tego samego w kółko musi znużyć. Jeżdżenie na dalsze trasy nie rozwiąże Twojego problemu, a tylko odsunie go w czasie. W końcu ta ostatnia kreska na rysunku może być bardzo długa, ale i tak w końcu trafi do krawędzi papieru. Jedynym remedium jest powrót do początkowej wielości dróg. Ale to wymaga gruntownej zmiany. Np. motocykla.

A wiedzą zawsze możesz się podzielić. Wyga nie wyga, nigdy nie wiadomo kiedy można dowiedzieć się czegoś interesującego. Może zainteresuje Cię fakt, że z Twojej inspiracji o malusieńki włosek sam nie kupiłem Z1000, choć w tej wersji z "naleśnikiem" zamiast przodu - mi się podoba i te soczewki... Właśnie taki miał być następca Potwora, choć w związku z pewnymi wydarzeniami to już nieaktualne.

2017-08-20 20:38:18 okularbebe

Dotknąłes poważnej kwestii. Wyprzedzałem wczoraj w Austrii trzy motocykle na autostradzie w biblijnym deszczu z rejestracjami KOL z Polski. .. Jestem tym wszystkim na tyle znudzony, że wspolczulem im serdecznie. Bo to i mało bezpiecznie i bardzo smutno wyglądało. Widać było po nich że w imię motocyklizmu poświęcili się na tyle że ledwo jechali. Dla mnie to juz udręka w jakiejś części.

Też się czasem tym nudzę, ale z drugiej strony jednak gdy pomyślę o tym wszystkim z perspektywy zajechanego i zakurzonego simsona z 1983 roku, wciąż nie mogę uwierzyć w to co się dzieje. Ze 108 Nm, że ponad litr pojemności, że gładko do przodu, że wystarczy tylko popatrzeć na moto, bo jest piekny, a niekoniecznie daleko na nim jeździć...

Mam jedną radę na Twoje przemyślenia o która nie zapytasz ale pozwolę sobie : zmień motocykl. Ja tak kiedys zrobiłem i pomoglo

2017-08-20 20:11:21 IrekST

Heh, to zabawne, ale wielu ludzi których ostatnio spotykam ma podobnie. Ja również zaczynam mieć. Właśnie przez to, że motocykle stały się codziennością dla mnie. SVką tygodniowo robie 300km dojeżdżając tylko do pracy, raz na kilka tygodni trafi sie jakiś wyjazd w weekend. Takie właśnie większe polatanie wokół komina. Ale po pracy jak w zeszłym roku, po prostu mi sie nie chce. Ładniejszy weekend, również samemu nie mam jakiejś motywacji ani ochoty na to. Głównie ruszam z domu, kiedy zbieramy się w grupkę z kumplami. Nawet weny pisać nie mam o tym wszystkim. Mimo że nawet mam o czym. Pewnie kiedy zakończę sezon trochę się to zmieni, ale dziś już bardziej tęskni mi się za nartami, niż za zeszłoroczną tradycyjną "stówką po robocie"...

  • Dodaj komentarz